Kultura 16 maj 11:12 | Redaktor
Bydgoszczanin z wyboru. Redaktor Krystyna Lewicka-Ritter o Ociepce

fot. krystynalewicka-ritter.pl

O polskim malarzu, zaliczanym do malarzy nieprofesjonalnych, zwanych też artystami sztuki naiwnej, intuicyjnej bądź surowej opowiada w swoim reportażu redaktor Krystyna Lewicka-Ritter.

Reportaż III cz. 2.

TEOFIL OCIEPKA – BYDGOSZCZANIN Z WYBORU

W poprzednim reportażu, obiecałam, że nasze kolejne spotkanie w Muzeum Okręgowym im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy, poświęcone będzie bydgoszczaninowi z wyboru – Teofilowi Ociepce. Drugiemu po Nikiforze Krynickim, polskim malarzu, zaliczanym do malarzy nieprofesjonalnych, zwanych też artystami sztuki naiwnej, intuicyjnej bądź surowej. Od 1945 roku, niektórych z nich, zalicza się także czasami do nurtu art brut. Według Wikipedii: „ Art brut (sztuka marginesu albo ludzi wykluczonych). (…) Oznacza wszelkie formy sztuki tworzonej nieprofesjonalnie i spontanicznie, przede wszystkim przez osoby niekształcone lub dotknięte chorobą psychiczną. Zalicza się do nich szeroko rozumianych prymitywistów, outsiderów, jako twórców bez formalnego wykształcenia artystycznego.” Wciąż jednak brak jednolitej definicji, pozwalającej jednoznacznie kwalifikować do tego nurtu artystów nieprofesjonalnych. Na światowej liście artystów (Wikipedia), zaliczanych do nurtu art brut, znalazłam m.in. Stanisława Zagajewskiego i Nikifora Krynickiego. T. Ociepki na niej nie było.

TEOFIL OCIEPKA, był bardzo wrażliwym artystą. Wrażliwym również na punkcie klasyfikacji swojej sztuki. Obrażał się, gdy w recenzjach oceniających jego twórczość, pojawiały się takie określenia jak: „jarmarczne kolory czy twórca naiwny”, używane także przez Andrzeja Banacha autora książki  pt. „Ociepka, malarz dnia siódmego”. Bo często, artystów podobnych Ociepce, nazywano również niedzielnymi, tworzącymi w czasie wolnym. I za to określenie artysta również obraził się na pisarza.

   Teofil Ociepka urodził się w Janowie Śląskim, żył w latach 1891 – 1978. Pierwsza wojna światowa, to były dla niego lata spędzone w cesarskiej armii niemieckiej, gdzie zainteresował się okultyzmem. W wielu źródłach podaje się, że to był początek jego okultystycznej pasji, której efektem były później samozwańcze „studia” okultystyczno-filozoficzne. Już po wojnie nawiązał kontakt (listowy) z filozofem i mistykiem, również amatorem – Filipem Hohmannem z Wittenbergi, którego tenże, traktował jak swojego ucznia. Przesyłał mu książki oraz stawiał przed nim różne zadania, stanowiące kolejne stopnie do zdobywania wiedzy w zakresie owych nauk tajemnych.

 MALARSTWO, BYŁO JEDNYM Z KOLEJNYCH ZADAŃ. Ociepka marzył, by nauczyć się grać na skrzypcach, ale w obliczu wyzwania Hohmanna, który… posłał mu ducha malarstwa, chwycił za pędzel! Gdy miał 36 lat namalował swój pierwszy obraz, tzw. moralitet „Droga Człowiecza”. Męczył się przy tym długo, a efekt końcowy nie był zbyt zadowalający. Ostra krytyka pierwszych prac, spowodowała, że na wiele lat, aż do końca drugiej wojny światowej, rozstał się z malarstwem. W tym czasie poświęcił się całkowicie czytaniu książek teozoficznych, fantastyczno-naukowych, okultystycznych. Także baśni i legend, które uwielbiał czytać. Mimo, że skończył tylko szkołę powszechną, uzupełniał swoją wiedzę, czytając wiele książek z zakresu filozofii, mistycyzmu i okultyzmu, spirytyzmu.

    Po II wojnie światowej znów powrócił do malarstwa! W 1946 roku, założył nawet – wspólnie z Ottonem Klimczokiem – Zespół Plastyczny działający przy Kopalni Węgla Kamiennego „Wieczorek”, w której pracował jako maszynista obsługujący turbinę w kopalnianej elektrowni. Zespół ten przekształcił się później w Koło Malarzy Nieprofesjonalnych, zwane Grupą Janowską. W tym także czasie Teofil Ociepka, za namową Józefa Ligęzy, dyrektora Muzeum w Bytomiu, malował obrazy inspirowane śląskimi baśniami i legendami, które uwielbiał! Jego artystycznym dorobkiem zainteresowała się wówczas pisarka –  Izabela Czajka-Stachowicz, której Ociepka zawdzięcza dużą promocję swojej twórczości. Między innymi pierwszą warszawską wystawę jego prac – w 1948 roku. Stąd, można powiedzieć, wyruszył w świat, zdobywając coraz szerszą popularność!

     JEGO BAŚNIOWE OBRAZY pełne są magii, zaczarowanych żab, smoków, wilkołaków, śląskich koboldów, utopców, Skarbników i strzygoni. Fantazyjno-fantastyczna roślinność, malowana egzotycznymi barwami, pełnymi jaskrawości i ostrości. Hybrydy zwierząt i ptaków, różnych stworów tajemnych i nieodgadnionych. Pełno w tych obrazach walki Dobra ze Złem. To idea przewijająca się przez obrazy artysty.

  W malarstwie Ociepki zachwyca ta bajkowa kolorystyka, będąca jednocześnie synonimem jego intuicyjnego nurtu artystycznego. Czy to wizja istniejąca tylko w świecie jego wyobraźni, czy może też obrazy będące efektem okultystyczno-filozoficznych przemyśleń?

  Czy sam fakt, że nawiązywał swą twórczością do śląskich tradycji, pozwalałby go zakwalifikować do twórców ludowych??? Na pewno nie!!! Był on twórcą wprawdzie nieprofesjonalnym, ale wybiegającym daleko i wysoko ponad te horyzonty! Miał fantastyczną wyobraźnię, kształtowaną także w latach swojego śląskiego dzieciństwa. To również zasługa jego dziadka Antoniego, poświęcającego mu bardzo wiele czasu, opowiadającego wiele bajek. – Do końca życia – mówi Maria Flinik-Hurynkierowniczka Pracowni Etnograficznej w bydgoskim Muzeum– zachował w swej twórczości taką dziecięcą naiwność. Wierzył w istnienie duchów, krasnoludków. Na jego obrazach, inspirowanych śląskimi, ludowymi legendami, widać także bajkowe postacie strzygonia i górniczego Skarbnika, Jest też w jego obrazach wiele magii, będącej w dużej mierze pokłosiem jego okultystyczno-mistycznej wiedzy, którą się fascynował. Stworzył też cykl obrazów poświęconych życiu na Saturnie.

Obrazy te inspirowane były lekturą książki  „Saturn” Jakoba Lorbera, dziewiętnastowiecznego mistyka. Badacze jego twórczości odkryli, że pewne fragmenty książki odpowiadają fragmentom obrazów Ociepki. Powstały dwa „nieziemskie” cykle obrazów, to: „Życie na miesiączku” oraz „Życie na Saturnie”, w tym m.in. obrazy „Mamut. Lew Saturna” i „Latająca Krówka Saturna”, będące obrazami pełnymi fantastyki, ilustrującymi jego kosmiczne, pozaplanetarne wizje malarskie.

     NAZYWANO GO „CZŁOWIEKIEM NIE Z TEJ ZIEMI”. Był też członkiem Lwowskiego Towarzystwa Parapsychicznego i Loży Różokrzyżowców. Bardzo go interesowały kwestie telepatii, hipnozy, spirytyzmu, jasnowidztwa i astrologii. Założył sobie, że do 60. roku życia zdobędzie sprawności metafizyczne, pozwalające mu osiągnąć  kolejne kamienie filozoficzne. Pod kuratelą swego okultystycznego Mistrza, Filipa Hohmanna, z którym współpracował przez 33 lata, od 1923 roku, zdawał co roku egzamin, uzyskując kolejne stopnie wtajemniczenia. To wymagało jednak określonych poświęceń. Okultyści, by uzyskać najwyższy stopień mądrości duchowej, zwany Kamieniem Mędrców, rezygnowali m.in. z życia erotycznego, żyli w ascezie, oddając się medytacjom. Teofil Ociepka długo pozostawał kawalerem. Ale widać, gdy nie udało mu się osiągnąć metafizycznej doskonałości, postanowił się… ożenić.

   ŻONA TEOFILA OCIEPKI – Julia Ufnal, była bydgoską malarką – amatorką. To ona nawiązała kontakt z Ociepką, mówiąc mu, że miała różne sny prorocze, przewidujące, że on się z nią ożeni. Na co on, jako okultysta i człowiek zafascynowany metafizyką… po prostu jej uwierzył. Można powiedzieć, że zauroczył się postacią bydgoszczanki i ożenił się z nią, zaledwie po kilku miesiącach znajomości, 18 kwietnia 1959 roku. Miał wówczas 67 lat! Z ukochaną swoją bydgoszczanką przeżył szczęśliwie 19 lat, z czego ostatnie 10 lat życia, państwo Ociepkowie spędzili na Kujawach, w Bydgoszczy. Był w tym małżeństwie bardzo szczęśliwy. Mieli w Bydgoszczy mały domek, który jeszcze istnieje przy ulicy Gromadzkiej. Miał tu Mistrz mały ogródek, co mu się bardzo podobało. Tu także – inspirowany przez żonę i jej rodzinę – dużo malował, stąd jeździł ze swoimi obrazami na wystawy po całym świecie!

    W ZASOBACH BYDGOSKIEJ PRACOWNI ETNOGRAFICZNEJ, znajduje się 5 obrazów T. Ociepki. Jednych one wzruszają, innych zadziwiają, jeszcze innych zmuszają do refleksji. W kontekście zainteresowań i niezwykle oryginalnego życia malarza, są nadal nieodgadnioną zagadką, z serii – co autor miał na myśli.  – Moim zdaniem – mówi kustosz Maria Flinik-Huryn – w Bydgoszczy powinniśmy poszerzać kolekcję jego prac. Chciałabym, by moja następczyni, Anna Kornelia Jędrzejewska, pozyskiwała kolejne jego dzieła.  Są dostępne na rynku antykwarycznym oraz u prywatnych kolekcjonerów. Niestety są coraz droższe! Oj, żeby chociaż jeszcze pięć prac tego artysty udało się zakupić do naszej Pracowni – marzy głośno pani kustosz.

     A ja, dziękuję losowi choćby i za te pięć obrazów, które już w Bydgoszczy są! Bo dzięki temu, że znalazły się one w zbiorach etnograficznych, pośród innych pamiątek z regionu, dane mi je było Państwu przedstawić, opowiadając przy okazji niezwykle ciekawą historię życia, niezwykłego artysty!

 

  DZIĘKI DZIAŁANIOM PANI KUSTOSZ Marii Flinik-Huryn, w 2016 roku, zorganizowano w bydgoskim Muzeum, wystawę czasową prac Teofila Ociepki pt „Kraj naszej wyobraźni… Wystawa malarstwa i rysunku Teofila Ociepki w 125 rocznicę urodzin artysty”.  Była to druga wystawa jego prac w Bydgoszczy. Tę pierwszą, w 1971 roku, zorganizowało Biuro Wystaw Artystycznych pt. „Malarstwo Teofila Ociepki”. Było na niej 35 obrazów. – Gdy organizowałam wystawę w 2016 roku – mówi pani kustosz – zdobyłam dla niej 49 prac! To były obrazy i rysunki. Przygotowując się do niej, robiłam kwerendę w wielu polskich muzeach, np. w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie, w Muzeum Historii Katowic, Muzeum Śląskim, w Bibliotece Śląskiej i Muzeum Miejskim w Zabrzu, w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu oraz w Muzeum imienia Jacka Malczewskiego w Radomiu W Muzeum Etnograficznym imienia Seweryna Udzieli w Krakowie, Galerii „Barwy Śląska” w Rudzie Śląskiej, także u osób prywatnych. Powiem pani, że zebrałam dzieła dostępne, poza tymi wiszącymi w tych placówkach na wystawach stałych. W tym oczywiście było 5 obrazów znajdujących się w zasobach bydgoskiego, muzealnego Działu Etnograficznego. Uważam, że dla Bydgoszczy, Ociepka powinien być tak samo ważny jak Wyczółkowski. Jest on w Polsce, po Nikiforze, drugim bardzo ważnym malarzem nieprofesjonalnym, czasami mówimy intuicyjnym. Na Kujawach, w Bydgoszczy, żył  i mieszkał ponad 10 lat. Tutaj też spoczywa na cmentarzu Lotników. Na Jego grobie, w Dzień Wszystkich Świętych, składamy kwiaty.

 
 

     W BYDGOSZCZY OD 1996 ROKU, organizowane są także (co dwa lata), przez – Kujawsko-Pomorskie Centrum Kultury – Ogólnopolskie Konkursy Malarskie imienia Teofila Ociepki. Pokonkursowo, bydgoski Dział Etnograficzny, zakupił od 16 artystów, wzorujących się na Ociepce – 40 prac. Są wśród nich obrazy Stanisława Żywolewskiego z Hajnówki, Władysława Wałęgi z Krakowa, Damiana Rebelskiego z Bydgoszczy, Jacka Szwagrzyka i Hanny Paruszewskiej-Karpiel. – Dobrze by było i tę kolekcję powiększać – dodaje Maria Flinik-Huryn.

     Niestety, ze względu na pandemię, nie dane mi było obejrzeć w bydgoskim Muzeum obrazów Teofila Ociepki, artysty jakże tajemniczego i fascynującego swą fantastyczną twórczością… Bydgoszczanina z wyboru, który pokochał bydgoszczankę, ofiarowując w zamian temu miastu, nieprzeciętną historię swojego niezwykłego życia… Dzięki uprzejmości pracowników Muzeum, otrzymałam fotografie tych prac Teofila Ociepki, które znajdują się – niestety – w bydgoskich magazynach. Dzięki temu reportażowi znów na chwilę ujrzały światło dzienne. Prawda, że są przepiękne?… Każdemu z Czytelników pozostawiam zatem decyzję, do którego z nurtów artystycznych zaliczycie Państwo te wspaniałe dzieła… Ja zaliczyłabym Teofila Ociepkę do nurtu malarzy „gołębiego serca” albo do nurtu „poetyckiego”, bo i takie określenia pojawiają się dla nazwania tych, którzy obdarowani talentem, nie posiadając artystycznego wykształcenia są… skazani na twórczość.

                      Krystyna Lewicka-Ritter, Wasza Kujawianka 

   Dziękuję dyrektorowi Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy –  Wacławowi Kuczmie oraz paniom kustoszkom: Marii Flinik-Huryn i Annie Kornelii Jędrzejewskiej za pomoc w realizacji reportażu.

     Podążając w swojej reporterskiej wędrówce – z Oskarem Kolbergiem pod rękę, przytaczam (tym nieprzekonanym) bydgoszczanom jeszcze jeden cytat, w którym Kolberg daje dowód temu, że Bydgoszcz to Kujawy: „Bydgoszcz ,Fordon i Koronowo do nadwiślańskich należą jeszcze Kujaw, lubo miejsca te dziś są wielce zniemczone. Bydgoszcz  ma 2 kościoły (farę i Św. Klary), dwa dawne klasztory, kollegium pojezuickie z kościołem (dziś protestanckim) i synagogę. Ma 3 przedmieścia, dawny zamek i wiele gmachów nowych. Dawniej była tu kasztelanija i starostwo mniejsze; miało mennice. Koronowo  ma więzienie; mieszkańcy miasta trudnią się głównie garncarstwem i cegielnictwem. Pod tem miastem zaszła r. 1400 druga krwawa bitwa (po Tannenbergską ) i klęska Krzyżaków, których ledz tu miało 8000 na pobojowisku. Było tu opactwo Cystersów. Pod miastami nad Wisłą położonemi, jak: Fordon, Solec  i Podgórze Toruńskie są przystanie dla statków żaglowych, a wielu mieszkańców trudni się sternictwem.”

Oskar Kolberg  „Dzieła wszystkie- Kujawy” tom III

 

***

Cykl reportaży realizowany w 2021 roku, w ramach Stypendium Ministra Kultury,  Dziedzictwa Narodowego i Sportu zatytułowany: Krystyna Lewicka-Ritter „W KUJAWSKO-POMORSKIEM – Z OSKAREM KOLBERGIEM POD RĘKĘ” *

* Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust.1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

źródło: www.krystynalewicka-ritter.pl

 
 

 

 

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor