Kultura 27 cze 11:59 | Redaktor
Redaktor Lewicka - Ritter o tradycji chodzenia z „kozą”  i maszkarach zapustnych

fot. krystynalewicka-ritter.pl

W czas zapustów, w wielu kujawskich wsiach maszerują kolorowe „kozie” grupy. Dzisiaj wydarzenia te mają wprawdzie charakter bardziej teatralny, przypominający niejako uliczne show, ale zwyczaj ten nadal jest kultywowany. O tym jak zapustne maszkary zmieniały się z biegiem czasu i o skaczącej radośnie, psocącej się wszystkim „kozie”, którą prowadził Żyd opowiada w swoim reportażu redaktor Krystyna Lewicka-Ritter..

 

Reportaż V cz. 3.

OBRZĘDY I ZWYCZAJE – CHODZENIE Z „KOZĄ” NA KUJAWACH

       Stała Wystawa Etnograficzna pt. „Kultura ludowa Kujaw i Ziemi Dobrzyńskiej”  w Muzeum Etnograficznym we Włocławku, w bardzo przejrzysty sposób obrazuje zarówno życie codzienne mieszkańców tych regionów na przełomie wieku XIX i XX, ale także ich religijne zwyczaje i obrzędy. Niezwykle bogata jest tu ekspozycja maszkar zapustnych, związanych z kujawskim zwyczajem Chodzenia z „kozą”, czyli świętowaniem ostatnich dni karnawału. Zwyczaj ten, staraniem także pracowników Muzeum, wpisany został na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego w 2020 roku.

         –  Pomysł, by zwyczaj Chodzenia z „kozą” na Kujawach zgłosić na listę Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu, dojrzewał kilka lat – mówi Michał Kwiatkowski – kierownik Muzeum Etnograficznego we Włocławku. – W połowie roku 2020, zgłaszające ten wniosek grupy zapustne, wysłały dokumentację do ministerstwa. We wniosku rejestracyjnym wymienionych zostało wiele aktualnie działających grup, które na Kujawach wciąż kultywują te tradycje. Najważniejsze z nich to, reprezentująca we wniosku Kujawy Zachodnie grupa z prawie 200. letnią tradycją  – czyli „koza” z Szymborza oraz grupa z Kruszyna, reprezentująca południowo-wschodnią część regionu – z niemal 40. letnią tradycją. Bardzo wspieraliśmy działania tych grup i pomagaliśmy im w przygotowaniu wniosku do ministerstwa. Teraz myślimy o tym, by zgłosić ten zwyczaj również na listę UNESCO.

      TRADYCJA CHODZENIA Z „KOZĄ”, znana według źródeł od dwóch wieków,  wciąż jest w Regionie bardzo żywa. W okresie od Tłustego Czwartku do wtorku przed Popielcem, w wielu kujawskich wsiach nadal można spotkać wesołe, kolorowe grupy zapustnych kolędników, przemierzających z muzyką i śpiewem wiejskie ścieżki i drogi. Odwiedzają oni mieszkańców w ich domach. Tradycyjne zapusty, wieńczące koniec karnawału, zawsze na Kujawach obchodzono bardzo hucznie. Wielka chwała należy się tym wszystkim, którzy jej hołdują, organizując nadal barwne zapustne obchody własnych i sąsiednich wsi oraz miasteczek.

      Duże zasługi w zakresie upowszechniania i ochrony tej tradycji ma włocławskie Muzeum Etnograficzne, szczególnie zaś kustosz Krystyna Pawłowska. Właśnie dzięki jej inicjatywie, również przez Włocławek od 1986 roku paradują „kozie” korowody. „ Od lat w korowodach chodzą grupy z tych samych miejscowości, np. Lubanie, Świętosław. Zgłaszają się również nowe, z miejscowości do których organizatorzy nie docierają, np. z Olganowa, Wichrowic. Widać, że udział w imprezie jest prestiżem, nie tylko dla grup, ale i miejsc, z których przyjeżdżają.” (cytat z książki pt. „Kujawskie kozy” Krystyna Pawłowska, Beata Wąsik; Wydawca: Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej, Włocławek 2014)

      – W 1986 roku – wspomina kustosz Krystyna Pawłowska – zaprosiłam pięć grup zapustnych z Kujaw do Muzeum Etnograficznego we Włocławku, które jeszcze wtedy nie było otwarte dla publiczności. Już wówczas odbył się Pierwszy Przegląd Kujawskich Grup z Maszkarami. Od 1988 roku impreza przybrała charakter przemarszów przez Włocławek, przez kolejne lata przemiennie organizowanych z inscenizacją zabawy „podkoziołkowej” w wykonaniu kujawskich zespołów folklorystycznychOd 1995 roku Korowód Grup Zapustnych ulicami Włocławka organizowany jest cyklicznie co roku. Wyjątkiem był czas pandemii w 2020 roku.

      Te tradycyjne, radosne przemarsze, tak dawniej, jak i obecnie, kończą się często wesołą wieczorną biesiadą, zwaną „podkoziołkiem”. Wtedy to panny mogą sobie „wykupić” taniec z „parobkiem” za datek zwany „podkoziołkiem”. „Podkoziołkiem”, ponieważ datek był rzucany przez dziewczyny pod figurkę wystruganego z brukwi kozła. W książce pt. „Sztuka ludowa Kujaw – przeszłość i teraźniejszość”  wyd. Kujawsko-Pomorskie Towarzystwo Kulturalne, Bydgoszcz 1997, czytamy: „Jeśli dziewczęta wzięły udział w „podkoziołku”, mogły już potem tańczyć na zabawach i weselach w ciągu całego roku”. Miał ów „podkoziołek”, jak wiele zresztą kujawskich zwyczajów (vide: szymborskie „przywołówki”), wydźwięk matrymonialny. Chodzenie z „kozą” zaś, było ściśle związane z symbolami płodności, zapewnieniem dobrego urodzaju, z magią zaklinania szczęścia.

      – KOZA GDY SZŁA BODŁA NIE TYLKO ZIEMIĘ, którą miała pobudzić do urodzaju, do życia. Biegała i bodła także młode panny, by one w przyszłości były płodne – mówi Krystyna Pawłowska. – Charakterystyczne kozie hasła, wykrzykiwane przez zapustnych kolędników to:  „Gdzie koza chodzi, tam się żytko rodzi. Kędy jej tropy – powstają kopy!”,  „Gdzie koza chodzi, tam panna za mąż wychodzi.” Kolędnicy składali także gospodarzom życzenia szczęścia i dobrego urodzaju. Jeszcze w latach sześćdziesiątych, aż do osiemdziesiątych –  w rejonie Włocławka, w każdej wsi chodziło nawet po kilka „kozich” grup – oddzielnie dorośli, młodzież i dzieci. Grupy nawet się przepędzały nawzajem. Walczyły o swoje terytorium i oczywiście o datki. Gdy spotykały się na granicy wsi, dochodziło między nimi nawet do potyczek. Aktualnie w Kruszynie mamy już tylko jedną grupę reprezentacyjną Krzysztofa Muszyńskiego, wielopokoleniową, ujętą we wniosku ministerialnym. Ta tradycja wciąż jest tam żywa, choć nie tak, jak jeszcze trzydzieści, czterdzieści lat temu. Obecnie pasjonaci tej tradycji, skrzykują się nawet z kilku wsi, by stworzyć jedną grupę.

      NA MUZEALNEJ WYSTAWIE ETNOGRAFICZNEJ WE WŁOCŁAWKU, czynnej od 1986 roku, jest wspaniała ekspozycja kujawskich maszkar zapustnych. Tę  również zawdzięczamy kustosz KRYSTYNIE PAWŁOWSKIEJ, która wiele lat temu odnalazła w muzealnych archiwach zdjęcia „kozich” orszaków z lat 60. wykonane przez etnograf – Zenobię Pietrzykowską, pracowniczkę muzeum. – Idąc śladem tych zapustnych przebierańców – mówi pani kustosz – pojechałam w 1985 do Kruszyna, tak jak mnie prowadziły te archiwalne zdjęcia. Wtedy, pamiętam, zrobiliśmy dużą dokumentację fotograficzną oraz… ten fragment powstającej właśnie w Muzeum ekspozycji. To były świeżo zakupione rekwizyty zapustne od ludzi z okolic Lubrańca, Smólska, Kruszyna. W połączeniu z magazynowymi, pojedynczymi, wcześniej zdobytymi obiektami, jeszcze z lat czterdziestych, udało się stworzyć fragment ekspozycji poświęcony bardzo wówczas żywym, autentycznym tradycjom chodzenia z „kozą” na Kujawach. Zapustne rekwizyty weszły na tę wystawę, otwartą w 1986 roku, naprawdę w ostatniej chwili. Kostiumy maszkar z lat sześćdziesiątych były zgrzebne, zrobione ze starych koców, prześcieradeł, kurtek wojskowych, płacht wzorzystych. Maski wycinano z brystolu. W latach osiemdziesiątych przebierańcy chodzący „w kozie” byli już bardziej kolorowi, zwłaszcza ci w młodzieżowych grupach. Żydówka „Siora” na przykład, miała już bardziej wzorzyste spódnice. Odróżniali się od tych z dorosłych grup, którzy jeszcze, tak jak grupa Jana Braszkiewicza z Kruszyna – wciąż chodziła ubrana po dawnemu, dość zgrzebnie.. Odchodzono także od używania słomy przy tworzeniu maszkar.

      POZA GROCHOWINOWYM NIEDŹWIEDZIEM, w grupach kujawskiej „kozy” mógł być także: niedźwiedź w kożuchu wywróconym runem na wierzch. W każdym orszaku szła oczywiście „koza”, symbol płodności. Najczęściej była to drewniana rzeźba koziego łba zawieszona na kiju, z kłapiącą szczęką, niesiona przez mężczyznę okrytego białą płachtą. Skaczącą radośnie i psocącą się wszystkim „kozę” prowadził Żyd. W orszaku szła też Żydówka „Siora”, niosąca wiadro, do którego „dojono” kozę. W niektórych „kozich” orszakach idzie także: bocian, para młoda, kominiarz, myśliwi oraz diabły i śmierć, również postacie dwoiste: „żywy na umarłym”, „dziad na babie”.

      Nie wszystkie postacie występowały w poszczególnych grupach wędrujących po wsiach kujawskich. W każdej grupie był jednak koń – uosobienie siły, prowadzący cały orszak, oznajmiający często trzaskaniem z bata, zbliżanie się zapustnego korowodu. Zapustne maszkary zmieniały się z biegiem czasu. Stawały się bardziej kolorowe, nawet krzykliwe, przerysowane. Obecnie wzbogaciły się również o chińskie maski.

      ZATRZYMUJĄCY SIĘ PRZEBIERAŃCY odgrywali zawsze jakieś scenki np. wspomniane wyżej „dojenie kozy”. „Koza” oczywiście bodła wszystko i wszystkich po drodze, zapewniając tym samym szczęście i dostatek. „Śmierć kozy”, która ożywała – gdy tylko widzowie obdarowywali ją datkami, symbolizowało zwycięstwo życia nad śmiercią. – Ale zwyczaj chodzenia z „kozą” nie był związany z religijnymi świętami. Jego geneza jest przedchrześcijańska – dodaje Krystyna Pawłowska – i wiąże się z ludowymi praktykami poświęconymi płodności ziemi. Stąd tyle postaci, maszkar, słomy – będących symbolami płodności. Orszak szedł przeważnie z muzyką – akordeonem, skrzypcami, ze śpiewem ludowych, teraz często biesiadnych pieśni.

      Paweł Małachowski z Szymborza, który działał nie tylko w Klubie Kawalerów, ale także chodził w XXI wieku po Szymborzu z „kozą”, cieszącą się w Reginie najstarszym rodowodem  – opowiadał, że śpiewano na przykład piosenkę „W zielonym gaju, ptaszki śpiewają” lub „Czerwone jabłuszko, przekrojone na krzyż”

      Chcecie Państwo być ubodzeni „na szczęście” przez kujawską „kozę”? Nic prostszego! Co roku w ostatnią niedzielę karnawału, przez Włocławek maszerują kolorowe kujawskie „kozie” grupy. Można je także odnaleźć w czas zapustów, w wielu kujawskich wsiach. I choć dzisiaj wydarzenia te mają bardziej charakter teatralny, przypominający niejako uliczne show, to wszystkim uczestnikom tych korowodów należą się słowa uznania za kultywowanie tego ludowego zwyczaju. Dzięki Wam, nasze tradycje nigdy nie zaginą! Są też one istotną częścią polskiej, narodowej tożsamości. Szczególnie ważne byśmy jej nie tracili w europejskiej rzeczywistości. Bo wspólna Europa, to przecież Europa Małych Ojczyzn, chlubiących się swoimi regionalnymi tradycjami. By wspomnieć tylko bawarski „Oktoberfest”, na który do Niemiec przyjeżdżają goście z całego świata. W Małych Ojczyznach regionu kujawsko-pomorskiego, też mamy się czym pochwalić. Wzbogacajmy więc imprezy folklorystyczne, jarmarki i festiwale, zapraszając na nie działające na Kujawach grupy zapustne, bądź tworząc nowe „kozy”. Wszystko po to, żeby popularyzować ten barwny, radosny i piękny kujawski zwyczaj.

      W publikowanym wcześniej artykule poświęconym Skępskim Madonnom, jak również w tym spotkaniu z tradycją Chodzenia z „kozą” na Kujawach, wspierała mnie swoją wspaniałą wiedzą kustosz włocławskiego Muzeum – Krystyna Pawłowska. Dziękuję… A Państwa zapraszam do czytania, pisanych pięknym stylem, książek autorstwa Pani Kustosz.

                                    Krystyna Lewicka-Ritter – Wasza Kujawianka

      Jeśli zerkniemy do „Dzieł…” Oskara Kolberga, to przekonamy się, że tradycja kujawskiej „kozy” przekazywana z ojca na syna, zachowała swój koloryt do naszych czasów. Taka to jest siła tradycji!

      „Ostatki. Popielec. Podkoziolek. W ostatki, a osobliwie w ostatni Wtorek zapustny, zrana albo po południu, przebierają się parobcy za żydów, cyganów, niedźwiedzi, koni, kozłów, bocianów i t. p. i w tęm przebraniu chodzą w kilku po wsi, wyprawiając różne igraszki. (Powszechne). We wsiach Kurowie, Kłótnie, Baruchowie i przyległych, parobcy i mniejsi chłopcy, obchodzą po chałupach po południu, przebrani tu za cyganów, żydów i niedźwiedzi. Jest tam i koza drewniana, to jest: drąg z kozim łbem, gdy sam chłopak pod nim przykryty płachtą, skacze, bodzie, rzuca się i t. p.; ma on sznurek przeprowadzony do gęby (niby brody), i sam sobie dziania (szczęką rozdziawia gębę), gdy drudzy ciągną za sznurek. (…)

      Wieczorem w karczmie stawiają beczkę lub sądek, a na nim talerz do zbierania pieniędzy od chłopców i dziewcząt, (mianowicie od tych ostatnich), dla gracza czyli skrzypka. Datek ten zowie się Podkoziołkiem.

      Chłopcy i dziewczęta, zszedłszy się na taniec, wzajem się sprzeciwiają, że w tym roku ci się nie pożenili, lub te za mąż nie poszły. Szczególniej te ostatnie muszą słuchać mnóstwa przycinków, tak od parobków, jako i od gracza, który je jednak weźmie w końcu w opiekę i niektóre z nich sprzedaje chłopcom do tańca, biorąc od tychże podkoziolka  (po 2 lub po 3 grosze). Podkoziołek taki płacą i dziewczęta, które bez kawalerów pozostały, lub za których drudzy płacić nie myślą. I one zatem mogą sobie zakupić parobków, a nawet zachęcane do tego bywają przez nich, lub przez baby śpiewem.”

         Oskar Kolberg „Dzieła wszystkie – Kujawy” tom III

***

Cykl reportaży realizowany w 2021 roku, w ramach Stypendium Ministra Kultury,  Dziedzictwa Narodowego i Sportu zatytułowany: Krystyna Lewicka-Ritter „W KUJAWSKO-POMORSKIEM – Z OSKAREM KOLBERGIEM POD RĘKĘ” *

* Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust.1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

źródło: www.krystynalewicka-ritter.pl

 
Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor