Kultura 23 maj 16:41 | Redaktor
Szukając śladów kultury. Redaktor Lewicka-Ritter „Pod Łabędziem”

fot. www.krystynalewicka-ritter.pl

Bydgoszczanie korzystali z usług apteki do 2017. Kilka lat wcześniej, w 2003 roku, ówczesny właściciel, otworzył na jej zapleczu – prywatne Muzeum Farmacji. O niezwykle interesującym, nowym dziale muzealnym, jakim jest powstała w 1853 roku bydgoska apteka „Pod Łabędziem” opowiada w reportażu redaktor Krystyna Lewicka-Ritter.

Reportaż III cz. 3.

MUZEALNA APTEKA „POD ŁABĘDZIEM”

      Szukając w bydgoskim Muzeum Okręgowym im. Leona Wyczółkowskiego śladów kultury ludowej z przełomu wieku XIX i XX, nie sposób pominąć niezwykle interesującego, nowego działu muzealnego (obecnie w przebudowie), jakim jest powstała w 1853 roku bydgoska apteka „Pod Łabędziem”. Bydgoszczanie korzystali z jej usług do 2017. Kilka lat wcześniej, w 2003 roku, ówczesny właściciel, otworzył na jej zapleczu – prywatne Muzeum Farmacji – Apteki „Pod Łabędziem”. W roku 2017, zabytkową aptekę, kupiło miasto Bydgoszcz, przekazując ją Muzeum Okręgowemu.

      ZACHOWANE WYPOSAŻENIE APTEKI, pozwala twierdzić, że w ramach usług farmaceutyczno-leczniczych, szeroko było stosowane – przez niegdysiejszych bydgoskich aptekarzy – ziołolecznictwo. Unikatowym eksponatem jest tutaj bowiem XIX-wieczne laboratorium galenowe z linią produkcyjną napędzaną parą wodną, wyposażoną w destylator i ekstraktor, z całym zestawem moździerzy do ucierania ziół, naczyń recepturowych, noży kołyskowych czy konwi, w których trzymano wina lecznicze. Wiadomo również, że w przyaptecznym ogrodzie uprawiano zioła, wykorzystywane do sporządzania mikstur i pigułek.

      W takim galenowym laboratorium pozyskiwano dawniej wyciągi i ekstrakty roślinne. Przegotowywano także odwary i napary – stosowane leczniczo, często również i dzisiaj. By wspomnieć tylko krople miętowe czy wyciągi z rumianku.  – Zielarstwo, od wieków przecież, było podstawą medycyny ludowej – mówi dr Wojciech Ślusarczyk, kustosz dyplomowany w Pracowni Historii, Medycyny i Farmacji. – Logika stosowania ziół, często wywodziła się z magii kształtów. I tak na przykład makówki, bo okrągłe, stosowano na ból głowy, choć również zawierają one działającą przeciwbólowo morfinę. Z ludowych przekazów wiemy, że aby zioła były skuteczniejsze, nawet ich zbieranie otoczone było nimbem magii. Przestrzegano dawniej, by zioła zbierały tylko starsze kobiety lub młode dziewczyny. Trzeba też było wiedzieć o jakiej porze dnia czy nocy można było wyjść po nie na łąkę czy do lasu. Największą moc leczniczą miały zioła zrywane o świcie, inne w czasie pełni Księżyca. Wierzono również, że lecznicza moc ziół wzrasta, gdy podczas ich zbierania i zażywania – wymawiano stosowne zaklęcia. Te, można na przykład znaleźć, w przedwojennej książce Henryka Biegeleisena „Lecznictwo ludu polskiego”.

      TRUDNO DZIŚ ZGADNĄĆ czy w dawnych czasach, bardziej pomagały te zaklęcia czy same zioła? Dzisiejsze ziołolecznictwo, pokazuje jednak, że chyba nie magia była wtedy siłą sprawczą w leczeniu pewnych chorób, a same ziołowe specyfiki. I tak: aromatyczne, przywożone z „zamorskich” kolonii goździki, były nieodzownym składnikiem pierników, sprzedawanych dawniej w aptekach. Ciasto z „korzeniami” miało bowiem właściwości lecznicze, a zapite winem korzennym leczyło również niestrawność! Goździki, zawierają bowiem alkaloid czynny – eugenol, który stosowano m.in. w produkcji leków przeciwbakteryjnych i przeciwgrzybicznych. Do dzisiaj zresztą olejek goździkowy jest używany do kąpieli stóp. Ssąc goździki, łatwiej też – i obecnie – zwalczać infekcje gardła!

 

      WYCIĄG Z PRAWOŚLAZU LEKARSKIEGO – co i teraz polecają zielarze – pomagał leczyć kaszel. Tak zwane glinki pieczętne czyli autentyczna glina pozyskiwana w „leczniczych” złożach, specjalnie sprasowana, stosowana była na zatrucia pokarmowe lub rany. „Zamorską” roślinę – kulczyba wronie oko, zawierającą strychninę (trucizna!), podawano – w niewielkich ilościach – przy omdleniach, w celu pobudzenia układu oddechowego. W aptekach przyrządzano także ziołowo-owocowe spirytusowe nalewki, podawane w celach leczniczych. Podobnie jak różne kropelki przygotowywane na bazie m.in. soków z cytrusów, wyciskanych w specjalnych maszynkach. Te właśnie maszynki zostaną zaprezentowane zwiedzającym w muzealnej aptece, gdy tylko skończy się remont. Zobaczyć wtedy będzie też można apteczne moździerze, w których proszkowano zioła – składniki wielu robionych tutaj ręcznie pigułek i tabletek. Niestety w aptece „Pod Łabędziem” nie zachowały się receptury sporządzanych tu specyfików.

 

      Historia ziołolecznictwa pokazuje, że na przełomie minionych wieków – zioła, wykorzystywano także „dla urody”. Płukankami, sporządzanymi z wywarów z kory dębu, rumianku, pokrzywy, tataraku i łopianu – poprawiano m.in. kondycję i kolor włosów. Rozbite liście nagietka i babki lancetowej, picie wywaru z siemienia lnianego – poprawiały wygląd skóry. Wilcza jagoda (zawierająca trucizny) – poszerzała źrenice! Tę panie stosowały, by oczy były większe i bardziej wyraziste. Czerwonymi burakami – kobiety barwiły niegdyś na Kujawach usta, upalonym, zwęglonym drewnem – brwi.

      W ZABORZE PRUSKIM, w którym Bydgoszcz była w latach 1772-1920, zakazane było znachorstwo. W XIX wieku, kiedy powstała apteka „Pod Łabędziem”, częściej więc, niż w innych zaborach, korzystano tu z aptecznych usług. Zakaz uprawiania znachorstwa, wynikał również stąd, by aptekarzom nie odbierać zarobków. W zaborze rosyjskim, gdzie ludność była mniej zamożna, chętniej korzystano z pomocy znachorów i „babek”, którym po prostu za „leczniczą” poradę, w rewanżu, można było przynieść kurę na rosół.

      – W aptekach wytwarzano również świece. – mówi dr Wojciech Ślusarczyk. – Te woskowe, palono przeważnie w bogatych domach lub kościołach. Wosk i produkty pszczelarskie ceniono zresztą od dawna w medycynie ludowej. Palenie woskowych świec, miało zatem i lecznicze znaczenie. Zapach palonego wosku uspakajał bowiem i wyciszał. W biedniejszych domach palono świece z łoju. One jednak pachniały nieprzyjemnie. Ta produkcja wynikała z konieczności szukania dodatkowego zarobku przez aptekarzy. Stąd także handel naftą, którą w XIX wieku stosowano na zwalczanie pasożytów układu pokarmowego. Naftę, również przetwarzali i sprzedawali aptekarze… Jeszcze na początku XX wieku w aptece można było także kupić wodę kolońską!

       MUZEALNĄ  APTEKĘ „POD ŁABĘDZIEM”, będzie można w Bydgoszczy zwiedzać już za kilka miesięcy. Doktor Wojciech Ślusarczyk , przewiduje, że zostanie ona udostępniona zwiedzającym w grudniu 2021 roku. Atrakcją będzie tu, możliwość wypicia ziołowej herbatki. Gdy już ją Państwo wypijecie, zwiedzając ten nowy, ciekawy oddział bydgoskiego Muzeum, pomyślcie sobie, ile osób, przez wieki, przez liczne zawieruchy wojenne, musiało ochraniać te cudowne przedmioty, by dotrwały do naszych czasów…

     W KUJAWSKIEJ BYDGOSZCZY, nie brak zresztą pasjonatów chroniących ludowe dziedzictwo kulturowe. Wszystkich, zapewne nie wymienię, za co ich bardzo przepraszam. Ale wspomnieć muszę koniecznie panią Wandę Szkulmowską, autorkę wielu książek, popularyzujących kulturę wielu regionów. Wanda Szkulmowska, była również wieloletnim opiekunem aktywnie działającego, Bydgosko-Toruńskiego Oddziału Stowarzyszenia Twórców Ludowych. Stowarzyszenie to, ma także swoje poczesne miejsce w ochronie i popularyzacji ludowej – kulturalnej – spuścizny.

      Mówiąc o „ludziach folkloru”, trzeba koniecznie powiedzieć o redaktorze Andrzeju Krystku, pracującym w Radiu  „Pomorza i Kujaw” od 50 lat(!). Jest on autorem prowadzącym wiele audycji, w tym m.in. cieszącą się wielką popularnością audycję „Raz na ludowo”. Dzięki jego dziennikarskiej pasji, zgromadzono w radiowym archiwum  nagrania dawnych zespołów i twórców ludowych, działających na wsi. W tym archiwum mamy swego rodzaju radiowy park etnograficzny, pełen niesamowitych pamiątek. Zawdzięczamy je także redaktor Annie Jachninie, która rejestrowanie wydarzeń z dziedziny kultury ludowej, rozpoczęła w Rozgłośni Bydgoskiej Polskiego Radia, w połowie XX wieku. Anna Jachnina, pracowała w tej rozgłośni w latach (1948-1974). W czasie wojny, w Warszawie, była działaczką ruchu oporu, autorką m.in. słynnego wojennego szlagieru „Siekiera, motyka…”. Historyczna taśmoteka bydgoskiego Radia „Pomorza i Kujaw” jest zatem również doskonałym, zdygitalizowanym już „pamiętnikiem folklorystycznym”.

      Kulturę ludową, propaguje także w Bydgoszczy, Kujawsko-Pomorskie Centrum Kultury, gdzie istnieje Galeria Sztuki Ludowej i Nieprofesjonalnej. W okresie 30 lat działalności Galerii, zaprezentowano tu  kilkaset wystaw znanych i mniej znanych twórców ludowych i utalentowanych, współczesnych artystów nieprofesjonalnych – zarówno rzeźbiarzy i malarzy – tych malujących na szkle i  płótnie, a także wyroby plecionkarskie i garncarskie.

      FOLKLOR, POPULARYZUJĄ RÓWNIEŻ BYDGOSKIE ZESPOŁY PIEŚNI I TAŃCA. Sławi – w całym świecie – kujawsko-pomorski region i miasto Bydgoszcz, istniejący już od 1958 roku Zespół Pieśni i Tańca „Ziemia Bydgoska”, przygotowujący wspaniałe koncerty, pokazujące piękno polskiego folkloru. Prowadzi go od 1991 roku, Elżbieta Kornaszewska-Rogacka.

      Zachwyca także swymi pięknymi strojami, obchodzący w tym roku jubileusz 41-lecia, Młodzieżowy Zespół Pieśni i Tańca „Płomienie”. Młodzi artyści koncertują często również na innych kontynentach. Od 20 lat jego kierownikiem artystycznym jest – Izabela Grochowska, pracująca w zespole już 32 lata. A wcześniej, tańczyła w nim już jako 8-letnia dziewczynka. 

       Obydwa zespoły mają w swoim repertuarze pieśni i tańce ludowe z wielu regionów Polski, w tym oczywiście te, z regionów województwa kujawsko-pomorskiego.  

      Bydgoszcz, może się także poszczycić, organizowanym od 18 lat w Leśnym Parku Kultury i Wypoczynku „Myślęcinek”, Jarmarkiem Kujawsko-Pomorskim, który stał się wielkim świętem folkoru. Pisząca te słowa – jako jego współorganizatorka – zaprasza Państwa do Myślęcinka na tegoroczny Jarmark, 12 września 2021 roku. Wierzę, że pandemia nam w tym nie przeszkodzi! A zatem do zobaczenia! I pamiętajcie kochani, kto z naszych gości chce i może, niech zawita do nas w ludowym stroju. Ten kujawski jest piękny i łatwy do uszycia!

                   Krystyna Lewicka-Ritter – Wasza Kujawianka

   Dziękuję, dr. Wojciechowi Ślusarczykowi –  kustoszowi dyplomowanemu w Pracowni Historii, Medycyny i Farmacji MOB – za pomoc w realizacji reportażu.

     Niezawodny mój Mistrz, Oskar Kolberg, przemierzając Kujawy, skrupulatnie spisywał sposoby „leczenia” na wsi różnych dolegliwości u ludzi i zwierząt. Z kronikarską dokładnością rejestrował także towarzyszące tym praktykom przesądy (przytaczam fragmenty, z zachowaniem oryginalnej pisowni).

„Przesądy lekarskie

      Na kołtun, trzeba wymówić trzy razy: Święty Benonie idź precz kołtonie! (Włocławek).

      W wigiliję św. Jana (Chrzciciela) idą do olszyny i zrywają gałęzie olszowe z liśćmi i te suszą, poczem nawtykają suszone owe gałęzie w strzechę za węgieł. Gałęzie te służą za lekarstwo na rany, na obieranie się wrzodów i na bóle przy tem. (Ruszkowo).

    Turki (kwiaty ciemno- i jasno-żółte), oraz żółta róża, służą za leki na chorobę zwaną róża. Podkadzają niemi część zbolałą chorego (Ruszków).

      Kiedy kobieta w ciąży będąca boi się poronienia, to idzie do Bożej-męki (krzyża), w koło ją obłapi (uściśnie) i zmówiwszy trzy: Zdrowaś! — i trzy: Wierzę, pocałuje ją po trzykroć, a wtenczas poród będzie lekki. (Ruszków).

     Przy poronieniu. Naskrobać trochę srebra (np. ze złotówki albo z łyżki srebrnej) i wrzuciwszy ów pył do kieliszka okowity, dać to wypić położnicy. Ale należy dodać do tego nieco proszku drzewnego naskrobanego ze czterech rogów stołu. (Ostrowąs).

      Na febrę. W piątek obcina się paznogcie rąk, a w niedzielę rano przed wschodem słońca ciska się te obrzynki na bieżącą wodę za siebie; po czem ucieka się co tchu nie oglądając się, a febra już się nie ukaże. (Więcławice).

     Od febry służą zioła: Weronika, Bobownik, Tabaka (w małej ilości). Trza to wymoczyć i w wódkę wpuścić, coby wypił chory. (Ruszków).

     Na robaki u bydła. Idzie się przed wschodem słońca na dwór, szuka się dziewanny, łamie się jej czubek, potem go się miętoli w ręku mówiąc trzy razy: „Jak tego srokatego (białnego, czarnego  i t. d.) bydlaka robok męczy, tak ja ciebie męczę.” Po czem rzuca się to na ziemię i kamieniem przygniata. (Raszków).

      Jak się bydło komu nie szykuje, to gałkę wosku z dużej świecy chrzestnej w kościele wyjmuje (t. j. kradnie, lub od  dziada kupi), takową wetchnie  w dziurę wywierconą w słupie w oborze i dziurę zabije. (Ruszków).”

                   Oskar Kolberg „Dzieła wszystkie – Kujawy” tom III

 
 

***

Cykl reportaży realizowany w 2021 roku, w ramach Stypendium Ministra Kultury,  Dziedzictwa Narodowego i Sportu zatytułowany: Krystyna Lewicka-Ritter „W KUJAWSKO-POMORSKIEM – Z OSKAREM KOLBERGIEM POD RĘKĘ” *

* Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust.1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

źródło: www.krystynalewicka-ritter.pl

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor