Bydgoszcz Szwalbego 1 wrz 18:52 | Redaktor
Bydgoski mąż stanu. Andrzej Szwalbe ponad pandemią [CZĘŚĆ II]

Krystyna Starczak-Kozłowska/fot. Anna Kopeć, archiwum

Andrzej Szwalbe mówił „Ten Orzeł wróci!”, a my ocieraliśmy łzy, bo stan wojenny odebrał nadzieję na szybką perspektywę wolności... - wspomina Krystyna Starczak-Kozłowska, autorka książki o twórcy bydgoskiej filharmonii.

Pierwszą część artykułu o Szwalbem czytaj tutaj. Poniżej publikujemy część drugą.

Może dzięki realizowaniu ponadczasowych, głęboko humanistycznych pryncypiów był w Szwalbem wielki spokój mimo nerwowości czasów, w których przyszło mu żyć, gdy wolność, przez lata dławiona w komunie, nie doczekała się prawdziwego oddechu wraz ze zmianą formacji ustrojowych w 1989 roku....  

A 9 lat wcześniej, w sierpniu 1980 r., powitał powstanie Solidarności – jako niezwykły dziejowy moment, kiedy, nie bacząc na trwającą komunę, naród postanowił decydować o sobie! Bliskiego sercu, zabytkowego  Orła w Koronie , zdjętego przez „ludową” władzę po wojnie z gmachu bydgoskiego Starostwa (gdzie Szwalbe umieścił Akademię Muzyczną ) , z pietyzmem przechowywał jako ukochany, a zakazany symbol naszego narodu. Chciał przyznać należne mu miejsce, gdy nastała Solidarność – statuę tego Orła z powrotem zawiesił na gmachu Akademii, gdy zbliżal się już stan wojenny... No i Orzeł w Koronie zawisł na krótko, bo tylko na dwa tygodnie na frontonie gmachu uczelni – komunistyczne władze wojewódzkie oczywiście nakazały go zdjąć.

Gdy patrzyliśmy na to ze łzami w oczach, Szwalbe mówił do mnie i Ewy Łukaszek (red. naczelnej „Promocji”) z ogromnym przekonaniem: „Ten Orzeł wróci!”, a my ocieraliśmy łzy, bo stan wojenny odebrał nadzieję na szybką perspektywę wolności... I wrócił ten Orzeł w Koronie na fronton bydgoskiego Starostwa w wolnej Polsce!!!
   
A gdy Solidarność upadła, Szwalbe wystąpił od razu z projektem umieszczenia Kamienia Memorialnego z wyrytym na nim upamiętniającym tekstem, który sam sformułował, przed siedzibą Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy, gdzie w marcu 1981 rozegrały się się tzw. Wydarzenia Marcowe, kiedy to działacze Solidarności zostali pobici przez ZOMO w tymże wojewódzkim, reprezentacyjnym gmachu...           
                                                        
Miłość wyniósł z domu                                                                
Wydaje się, że z życia i niestrudzonych, a jakże efektywnych działań Andrzeja Szwalbe wyłania się odpowiedź na owo Norwidowskie zmaganie się ze zrozumieniem najgłębszego sensu naszego bytowania na ziemi: „Czy to, co twoje będzie zatracone...” ? Otóż nie – odpowiada Norwid – jeśli kształtem jest Miłość! Zapytany przeze mnie po latach, skąd czerpał główną inspirację do tylu inicjatyw na rzecz miasta i regionu, Andrzej Szwalbe powiedział mi z właściwą sobie prostotą i szczerością: „z miłości do kultury polskiej jako takiej.”

Tak, nie wahał się użyć słowa: Miłość. Wyniósł ją zarówno z rodzinnego domu, ze swego przedwojennego warszawskiego gimnazjum, z atmosfery nadającej ton XX-leciu polskiego międzywojnia... I takie podejście powinno się wpajać młodym Polakom w naszej wolnej ojczyźnie, aby więcej było szacunku i miejsca dla tradycji narodowej i kultury, a rozpierająca się dziś wszechwładnie kultura masowa, rzekłabym „tabloidowa”, niosąca w sobie znamię niskich lotów, a często i tandety nie tylko artystycznej, ale i moralnej – nie przesłoniła tych horyzontów, do których człowiek przez wieki sięgał w swych dążeniach. W tych rewirach i w umiłowaniu ojczyzny Andrzej Szwalbe zdobywał siłę i determinację do skutecznego realizowania swych dalekosiężnych wizji.   

Ten jego, rzekłabym, żarliwy i mądry patriotyzm – jak można by ocenić dziś, w dobie Unii Europejskiej, gdy usiłuje się wypunktować przede wszystkim nowoczesność, a przywiązanie do tradycji narodowej chętnie traktuje się jako swoistą zaściankowość, fanatyzm lub wręcz rodzaj nacjonalizmu...?

Szwalbe tej swojej „miłości do kultury polskiej jako takiej” nie uważał za zaściankowość , fanatyzm czy nacjonalizm – podkreślał, że to był motor jego działania! Miał w sobie tę wielką patriotyczną śmiałość – nie krył przywiązania do regionu, ziemi rodzinnej, tradycji. „Kto nie jest z prowincji, jest znikąd”– powiedział w jednym z wywiadów, jakie jeszcze przed napisaniem książki z nim przeprowadziłam, podkreślając nierozerwalną więź miedzy tradycją wyniesioną z „najmniejszej ojczyzny” – regionu, skąd pochodzimy, a naszą narodową tożsamością. I ta właśnie „najmniejsza ojczyzna” z wyboru, stała się największą miłością jego życia...

Może dlatego mógł w sobie rozwinąć ów geniusz, którym został obdarzony – umiejętność wyprzedzania czasu, w którym przyszło mu żyć.... Znowu wróćmy na chwilę do Norwida, który powiedział: „...bo jedni z nas mijają czas, drudzy mu ledwo dospieszą”. Szwalbe mijał swój czas, aby rozwijać i nadawać realny kształt swej wizji „miasta skazanego na wielkość”. Jak zauważył prof. Banaszak z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego: „On ruszył Bydgoszcz z miejsca i dla tego miasta nie ma już odwrotu…”

Skromny do końca

I teraz, w dobie pandemii, Szwalbe znowu może być naszym przewodnikiem na płaszczyźnie nie tylko duchowej – bo widoczny w wizerunku miasta świat wartości, utrwalony przez Andrzeja Szwalbego, wskazuje nam, jak w kultywowaniu kultury i tradycji narodowej odnależć się można w czasie zagubienia, jakim kiedyś była totalitarna komuna, a jaki dziś powoduje pustosząca serca pandemia i... totalny upadek wartości…

Ten skromny człowiek, który będąc długoletnim dyrektorem Filharmonii, nigdy nie miał nawet własnego samochodu, a jakże skutecznym był wizjonerem o dalekosiężnych dokonaniach – doceniony został nawet na drugiej półkuli. Konsulat Generalny RP w Toronto chciał uhonorować Andrzeja Szwalbe poprzez zorganizowanie w swych podwojach spotkania autorskiego z drugą edycją mojej książki o nim pt .„Życie na przełomie. Opowieść o Andrzeju Szwalbe”. I ma ono odbyć się, jak minie pandemia (...).

Ważne, aby powstały w tym roku w Polsce Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej umieścił Andrzeja Szwalbego wśrod wielkich propagatorów polskiej kultury i – nie waham się użyć tego określenia – wybitnych mężów stanu.

Krystyna Starczak-Kozłowska

Tytuł artykułu został zmodyfikowany. Skróty, śródtytuły i podział na dwie części pochodzą od redakcji.


Filharmonia, opera, Galeria Miejska bwa – to wszystko Bydgoszcz zawdzięcza Andrzejowi Szwalbemu. Na bazie licznych rozmów z dyrektorem Filharmonii Pomorskiej Krystyna Starczak-Kozłowska napisała książkę „Życie na przełomie”.

Z inicjatywy Stowarzyszenia Andrzeja Szwalbego „Dziedzictwo”, po prawie 20 latach powstało drugie, uaktualnione wydanie publikacji. Autorka poszerzyła je o 20 rozmów z kontynuatorami dzieł Szwalbego.

Autorka, wspólnie z Andrzejem Adamskim, społecznikiem, propagatorem dzieł Szwalbego, organizują spotkania poświęconej książce i jej bohaterowi. Odbyły się one już m.in. w bydgoskiej Karczmie Młyńskiej, Domu Opieki Dziennej Seniorów na Osiedlu Leśnym, VI Liceum Ogólnokształcącym i w szpitalu dziecięcym, w Zespole Szkół Specjalnych dla Dzieci i Młodzieży Przewlwkle Chorej w Bydgoszczy. To właśnie przede wszystkim młodzieży autorka chce przybliżać postać Szwalbego.

Więcej czytaj:

Idee Szwalbego bliskie młodym. Podpowie, jak nie zmarnować szansy [WYWIAD]

 

 

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor