Wywiady Tygodnika Bydgoskiego 9 sie 2018 | Jarosław Kopeć
Moją misją życiową jest lepsza Bydgoszcz [ROZMOWA Z MENEDŻEREM STARÓWKI]

fot. Anna Kopeć

W mojej wizji, patrząc w kierunku zachodnim, kamienice przy ul. Niedźwiedziej i Farnej to nie są kamienice, które widzę z perspektywy Starego Rynku – mówi Maciej Bakalarczyk, menedżer Starego Miasta i Śródmieścia w rozmowie z Jarosławem Kopciem.

Jak rozumiesz funkcję menedżera Starego Miasta i Śródmieścia?

Najprościej mówiąc ten obszar to wizytówka miasta. Moją rolą jest, żeby ta wizytówka była jak najlepsza.

To funkcja społeczna?

Nie jestem na etacie, jeśli o to pytasz, ale będę otrzymywał wynagrodzenie.

Nie czujesz się doraźnie wykorzystany politycznie?

Nie. Wiem, że za trzy miesiące są wybory. Moją misją jest lepsze miasto, lepsza Bydgoszcz. I na jej realizację daję sobie kilkadziesiąt lat.

Wyczytałem, że zajmować się będziesz m.in. promowaniem, a z drugiej strony koordynowaniem inwestycji w tej części miasta…

Promowaniem, w tym także promowaniem wewnątrzmiejskim. Chcę szerzyć wiedzę wśród mieszkańców o Starym Mieście i Śródmieściu jako rejonie wyjątkowym i prestiżowym, z którego wszyscy korzystamy, dla którego wszyscy pracujemy i z którego wszyscy jesteśmy dumni. Bydgoszcz jest na tyle wyjątkowa, że wciąż nie została w pełni odkryta nawet przez mieszkańców. Sam odkrywam ją całe życie i odnoszę wrażenie, że jestem w połowie drogi.

Jesteś bydgoszczaninem?

Tak. Z Wyżyn.

Jakieś przykłady nowych odkryć?

Przepiękny sufit w Galerii 75 przy Gdańskiej i ciągłe odkrywanie historii miasta. Mamy sporo powodów do dumy, o których nie jest zbyt głośno. Trzeba wciąż głośno mówić, że tramwaje elektryczne najpierw były w Bydgoszczy, a dopiero później w Poznaniu, Warszawie, Krakowie czy Łodzi. Dla mnie osobiście fascynującym i niewykorzystanym obiektem jest fara. Skarb nasunął się sam przez się. I liczę, że będzie lepiej wyeksponowany. Marzą mi się drogowskazy „Skarb Bydgoszczy”, kierujący turystów ku niej. Nie wiem, na ile to realne, ale w przyszłości chciałbym otworzyć wejście na wieżę fary, by każdy mógł zobaczyć „dzwony Wołodyjowskiego”. Mimo że biją codziennie trzy razy, zupełnie nieznany dużej części bydgoszczan pozostaje fakt, że pochodzą z Kamieńca Podolskiego, a opisał ich brzmienie na kartach trylogii Henryk Sienkiewicz.

Jak chcesz dotrzeć ze swoim przekazem do bydgoszczan?

Poprzez m. in. profil facebookowy, pokazujący ciekawe miejsca i sposoby spędzania czasu w centrum. Dostałem też propozycję własnej rubryki w „Bydgoszcz informuje”. Chciałbym zaprosić do promowania miejskich ciekawostek znajomych przewodników i historyków. Uważam, że w przyszłości świetnym miejscem do tego typu edukacji będzie hala targowa. Edukacji wychodzącej dużo dalej poza tematy Bydgoszczy.

To co miałoby Twoim zdaniem być w tej hali?

Hala targowa w dużej nadal części może być miejscem handlu. Ale sam handel zdrową żywnością nie przyciągnie ludzi siedem dni w tygodniu. Warto wykorzystać takie marki jak frymark czy nowe trendy, np. piwa rzemieślnicze np. bydgoskich producentów. Może tam być również kawiarnia. W podziemiach mogłyby się odbywać otwarte warsztaty rzemiosła. Rozmawiałem o takiej propozycji ze Stowarzyszeniem „Pracownia”. Każdy mógłby korzystając z różnych sprzętów tworząć coś samemu np. uszyć na maszynie modną torbę czy zrobić własny T-shirt. I oczywiście sklep z pamiątkami…

Bydgostianami?

Myślę, że mało kto w tych czasach zrozumie to słowo (śmiech). Ale tak, chodzi o rekwizyty, gadżety związane z Bydgoszczą. Nie powinny być kupowane, bo są bydgoskie, ale dlatego, że są po prostu eleganckie. Hala to też świetne miejsce na wydarzenia wszelkiego rodzaju. Rozmawiałem już z konserwatorem o wyczyszczenie jej z elementów niehistorycznych. Stworzy się miejsce na scenę improwizowaną, a zbudowanie antresoli na straganach zewnętrznych da dwupoziomową widownię. Taki wewnętrzny dziedziniec można zaadoptować na gastronomię, z możliwością łatwej zamiany na widownię. Widzę halę i teren obok także jako świetne miejsce do wyświetlania filmów zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz.

Dlatego też widziałbym halę jako ośrodek edukacji bydgoszczan, ale nie tylko pod kątem historii miasta. Hala mogłaby służyć edukacji biznesowej, być miejscem wykładów o nowych trendach, np. social mediach, zdrowiu lub bliskiej mi dziedzinie nauki języków obcych. Są w mieście ludzie, którzy chętnie poprowadzą wykłady na temat bydgoskiego dizajnu.

Zatrzymajmy się przy dizajnie. Masz osiągniecia w tej dziedzinie?

Gdy wjeżdżał na tory pierwszy swing, udało się wytworzyć presję na konkurs dla nowej kolorystyki tramwajów bydgoskich. Później stworzyć wsparcie, by go wygrać. Wpłynąłem na schemat malowania nowych tramwajów, ale to nie była praca jednej osoby. Zresztą sam konkurs był już sukcesem, a wszystkie finałowe prace miały niezły poziom. W 2015 roku z grupą Bydgoszcz Premium zrobiłem też kalendarz o Bydgoszczy, który pojawił się min. w TVN 24 i audycji Kuby Wojewódzkiego. Udało mi się przekonać właścicieli do malowanych szyldów, np. dla „Podwałka” i „Kubryka”.

W Radzie ds. Estetyki Miasta brałem udział m. in. w projektowaniu mostu Staromiejskiego, kolorystyki rowerów, Torbydu czy nowej Astorii. Po wprowadzeniu standardowego koloru małej architektury systematycznie zwalczamy też żółte barierki.

Wróćmy do promocji. Jak wyobrażasz sobie promowanie Bydgoszczy w świecie zewnętrznym?

Przede wszystkim chcę zadbać o poprawę wizerunku Bydgoszczy w Internecie. Do tego potrzeba stałej kontroli wizerunku i jakości treści pojawiających się na oficjalnych stronach o mieście. Szczególnie leży mi na sercu dbałość o dobór fotografii. W tym obszarze potrzebna jest też edukacja i rozmowa z różnymi środowiskami, szczególnie mediami. Na łamach jednego z serwisów ukazuje się artykuł pod hasłem „wojna bydgosko-toruńska”, który ilustrują dwa zdjęcia. Z jednej strony piękny, pocztówkowy widok Torunia i bydgoski obrazek z nie najładniejszego fragmentu ul. Warszawskiej. Podsumowując, chciałbym prowadzić monitoring jakości przekazu płynącego w świat.

Coś jeszcze?

Czuję też potrzebę promocji miasta przez prywatne historie ludzi. W Bydgoszczy mamy pełno takich opowieści. Można wyciągnąć mnóstwo ciekawych życiorysów i historii sukcesów.

Mamy też słynny dukat, który jest w Budapeszcie, Moskwie, Dreźnie, Nowym Jorku.

Złota moneta o nominale 100 dukatów Zygmunta III Wazy?

Tak, o tym mówię. Trafiła ostatnio na aukcję w Nowym Jorku. Nie chwaliliśmy się tym odpowiednio. Z tą monetą wiąże się anegdota. Pokazywałem miasto grupie klientów z Turcji, podszedłem do plakatu na słupie, pokazałem im wizerunek monety i zażartowałem: „najpierw spraliśmy wam tyłki pod Chocimiem, potem z tej okazji wybiliśmy sobie najdroższą polską monetę. Jedną z najcenniejszych na świecie”. Oczywiście wszystko w formie żartu, a samym miastem byli zachwyceni.

Mówisz o plakacie „Bydgoszcz-Miasto Skarbów”?

Tak.

To dobre hasło promocyjne dla miasta?

To nie jest moment, abym dał jednoznaczną odpowiedź. Na pewno jest warte rozpatrzenia. Mamy wiele skarbów, to przecież nie tylko ten odkopany w katedrze. Ale nie chwalimy się nimi należycie. Są skarby materialne i niematerialne, choćby wspomniane ludzkie życiorysy.

Jakieś inne pomysły zaprezentowania Bydgoszczy na zewnątrz?

Choćby Barka Lemara. Powinna „popłynąć w świat”. Potrzebujemy bardzo holownika, aby mogła odbić od nabrzeża Brdy. Moglibyśmy cumować w Gdańsku, Warszawie, a nawet Toruniu i opowiadać o historii Bydgoszczy. Z niecierpliwością czekam na postępy w zapowiadanych zakupach holownika Nur i barki motorowej.

Jak zamierzasz wpływać na dobór i realizacje inwestycji?

Infrastruktura przyciąga albo odpycha ludzi. Musimy ją tak tworzyć, by przyciągała. Mamy np. piękną ulicę Zaułek. Jest urocza, ale nikt na nią nie zagląda, bo tam się źle chodzi. Planuję wprowadzić korektę projektu przyszłej renowacji tej ulicy. Chciałbym, żeby środkowy pas był z płyt do wygodnego spacerowania, a kostkę brukową widziałbym na obrzeżach. To jest ulica, która potrzebuje lepszego oświetlenia. Ma bardzo ciekawy potencjał gastronomiczny, ale ludzie wybierają np ulicę Magdzińskiego, ponieważ tam jest wygodna nawierzchnia.

Co powiesz o biurowcu K3?

Nie będę opiniował budynku, który jest na ukończeniu. Ale powiem tak, centrum potrzebuje powierzchni biurowej o nowoczesnym standardzie. To jeden ze sposobów na ożywienie tego obszaru.

Przy zagospodarowaniu przestrzeni publicznej widzę swoją rolę także jako osoby, która zadba o przekaz historyczny. Rybi Rynek docelowo może być placem o świetnym potencjale do prezentacji portowej historii tego miejsca. Jako miasto portowe powinniśmy chwalić się repliką dźwigu, który tam stał, stworzyć inscenizacji z przekupkami sprzedającymi śledzie. Nie jesteśmy jeszcze miastem turystycznym, ale też nie zawsze wykorzystujemy nasz turystyczny potencjał.

Menedżer to taki omnibus. Ma zajmować się historią, edukacją, architekturą.

Nie czuję się autorytetem od wszystkiego. Chciałbym wspierać się autorytetem specjalistów z różnych dziedzin.

Jakie kompetencje zatem powierzono menedżerowi Starego Miasta i Śródmieścia?

Moje kompetencje wykuwam w boju. Zostaną określone bardziej szczegółowo w sierpniu. Wyznaczyłem sobie czas na tworzenie narzędzi. Planuje mnóstwo rozmów. Stworzę też powtarzalny termin do spotkań. Marzy mi się, żeby takim miejscem do dyskusji była hala targowa. Jeszcze nawet przed remontem.

Czyli będziesz miał dyżury i mieszkańcy będą mogli składać swoje sugestie?

Tak, chcę pełnić takie dyżury. Ratusz udostępni mi miejsce. Zakładam, że dwa razy w miesiącu. Zobaczymy, jakie będą potrzeby. A tak naprawdę z ludźmi spotykam się systematycznie.

Masz współpracowników?

Na tym etapie nie chcę o tym mówić, mam jeszcze zbyt mało informacji, ale prywatnie pomaga mi wiele osób.

Oprócz obowiązków powinieneś mieć jakieś prawa? Czy będzie miał w jakichś sprawach głos nie tylko doradczy, ale decydujący?

To by było miłe zaskoczenie. Znam swoje silne strony, ale mam też pokorę i nie czuje się nieomylny. Ona podpowiada mi, że jak będę miał przekonanie do czegoś, to będę walczył jak o tlen, ale zawsze najpierw poszukam rady specjalistów. Najważniejsza jest kooperacja z jak największą grupą ludzi.

Jakie kroki planujesz po wykuciu w boju swoich kompetencji i praw?

Zamierzam we wrześniu zorganizować konferencję programową. Oprócz własnych pomysłów i planów, chcę również mocno zaangażować do współpracy lokalne media.

To w takim razie teraz krótki test z konkretów. Jak ożywić Długą?

Konkrety będą we wrześniu, nie mogę ujawnić całości bez realnej oceny możliwości. Długa? Trzeba sprawić, aby ludzie czuli się na niej komfortowo. Wygoda to bezpieczeństwo, a to oznacza brak samochodów i lepsze oświetlenie. Ruch na Starym Mieście to jeden z bardziej kontrowersyjnych tematów, ale przez ruch samochodów na Długiej gastronomia nie może się rozwijać.

Widzę tutaj też więcej miejsca dla zieleni. To kwestia dbałości o estetykę przestrzeni. Wprowadziłbym też powtarzalne wydarzenia. W każdą drugą niedzielę miesiąca eventy: kino letnie, pokazy mody. Po prostu „Niedziela na mieście”. Poza tym konieczne jest uatrakcyjnienie oferty handlowej, a na to nie mam wpływu. W konkurencji z galeriami, nadzieją jest niszowy towar.

Jak oceniasz ruchy pomnikowe przy okazji rewitalizacji Starego Rynku?

Przesunięcie pomnika Walki i Męczeństwa to kompromisowa decyzja. Co do pomnika Kazimierza Wielkiego nie znam ostatecznych szczegółów, więc nie będę się wypowiadał.

Czy zachodnia pierzeja Rynku powinna być odbudowana?

Rynek powinien być rynkiem zamkniętym z czterech stron. Teraz geometria rynku nie ma naturalnych proporcji. Powiem tak: w mojej wizji, patrząc w kierunku zachodnim, kamienice przy ul. Niedźwiedziej i Farnej to nie są kamienice, które widzę z perspektywy Starego Rynku.

fot. Anna Kopeć

Maciej Bakalarczyk, społecznik, nauczyciel angielskiego, tłumacz, bydgoszczanin z Wyżyn. Ma 38 lat, jest współzałożycielem stowarzyszenia Projekt Bydgoszcz, założyciel grupy Bydgoszcz Premium. Członek Rady ds. Estetyki Miasta, interesuje się historią, architekturą, psychologią. Nie umie gotować.