Bydgoszcz 21 wrz 11:02 | Redaktor LuPa
Nie konkrety, a odgrzewane kotlety [KOMENTARZ]

Plac Kościeleckich/fot. Anna Kopeć

Miasto unieważniakolejne przetargi na i nwestycje, tłumacząc to brakiem funduszy. Rafał Bruski twierdzi, że samorządom grozi finansowa katastrofa. Jednocześnie zapowiada kosztowne budowy hali lekkoatletycznej Zawiszy i Centrum Kultury w Fordonie. Gdzie tu logika?

Na wstępie przenieśmy się w czasie do 8 czerwca 2016 roku. Na placu Kościeleckich trwa uroczystość wmurowania kamienia węgielnego pod biurowiec Immobile K3. Prezydent
Rafał Bruski zapewnia w obecności inwestorów i mediów, że Miasto – jeszcze przed ukończeniem
budynku – zadba o jego otoczenie: Gdy spojrzałem na plac Kościeleckich pomyślałem od razu, że tak piękny budynek nie może stać w nieco zaniedbanym otoczeniu, wię obiecuję, że jak już budynek będzie bliski ukończeniu, miasto zadba by również jego sąsiedztwo mu dorównywało
– mówił Rafał Bruski.

W grudniu 2018 roku budowę zakończono, w biurowcu przy placu Kościeleckich pojawili się pierwsi najemcy. Otoczenie budynku się jednak nie zmieniło – prezydent Bruski nie dotrzymał słowa.

Sześć lat po złożeniu tamtej deklaracji, 3 czerwca 2022, Urząd Miasta Bydgoszczy ogłosił przetarg na wykonanie rewitalizacji placu. Swoje oferty złożyły dwie bydgoskie firmy: Betpol oraz Affabre. Pierwsza z nich opiewała na 14,4 mln zł, druga – na 15,8 mln złotych. To znacznie przekroczyło budżet zaplanowany przez ratuszowych ekspertów. Wyliczyli, że na remont placu wystarczy 5,5 mln zł (z czego 5 mln to dofinansowanie z rządowego Funduszu Polski Ład). Przetarg więc unieważniono. Miasto ma w planach kolejny.

wizualizacja zrewitalizowanego placu Kościeleckich/mat. Urzędu Miasta Bydgoszczy (Bydgoszcz.pl)

Michał Sztybel, zastępca Rafała Bruskiego, skomentował na Facebooku: „Plac Kościeleckich też ofiarą głupich zasad Polskiego Ładu. Otworzyliśmy przetarg na rewitalizację placu Kościeleckich ceny znów około dwa razy droższe niż zakładaliśmy. (…) Inflacja to jedno, ale w Polski Ład to inflacja plus głupota”.

Podsumowując: Rafał Bruski złożył w 2016 obietnicę, której nie dotrzymał. Po latach postanowił się z niej wywiązać. Otrzymał 5 mln zł dofinansowania z funduszu Polski Ład, dołożył pół mln zł z budżetu Miasta i oczekiwał, że za taką kwotę znajdą się chętni do remontu placu Kościeleckich. Przeliczył się – i to znacznie. Za niepowodzenie inwestycji – którą obiecał 6 lat temu – obwinił Polski Ład, funkcjonujący od zeszłego roku.

Bulwarów nie będzie

Podobnie wygląda kwestia  rewitalizacji bulwarów nad Brdą. Ratusz w czerwcu informował o rozpisaniu przetargu na rewitalizację 1650 metrów bulwarów nad odcinku od ul. Krakowskiej do mostu Kazimierza Wielkiego oraz maleńkiej wyspy św. Barbary w samym sercu miasta. Miasto chciało przeznaczyć na ten cel 5 mln zł i dołożyć kolejne 30 mln zł z dofinansowania z pierwszej edycji Programu Inwestycji Strategicznych Polski Ład.

Po otwarciu kopert okazało się, że kosztorysanci z magistratu mocno rozminęli się z rzeczywistością. Złożono trzy oferty: najtańsza była warta 63 mln zł, najdroższa prawie 112 mln złotych. Na początku sierpnia przetarg unieważniono.

Wiceprezydent Michał Sztybel na konferencji prasowej wskazał winnych niepowodzenia: „drożyznę i największą od 25 lat inflacja, a także szkodliwe zapisy samego programu Polski Ład”.

Rafał Bruski na łamach biuletynu informacyjnego Miasta bydgoszczinformuje. pl dodał: Rząd uznał, że bydgoszczanki i bydgoszczanie mogą nadal jeździć starymi tramwajami, nie
zasługujemy na otwarte kąpieliska, remont śluz na Starym Kanale Bydgoskim, a mieszkańcy Łęgnowa Wsi mogą obejść się bez chodnika. Niestety rządowy mechanizm przyznawania
dotacji przyczynia się również do drożyzny. Nie pozwala rozliczać się co miesiąc z wykonawcami, którzy muszą się kredytować co wpływa na coraz wyższe ceny ofert w przetargach
– tłumaczył.

Hala już dużo droższa

Niepowodzenia przy opisanych wyżej dwóch ważnych inwestycjach nie przeszkadzają prezydentowi miasta snuć planów o jeszcze większych budowach. Sukcesy bydgoskich lekkoatletów na Mistrzostwach Europy i Świata sprawiły, że na tapet wrócił temat budowy hali na Zawiszy.

Prezydent Rafał Bruski zobowiązał się do budowy obiektu dla lekkoatletów podczas ostatniej kampanii wyborczej, którą prowadził pod hasłem „Tylko konkrety”. Kandydat Koalicji Obywatelskiej wyznaczył sobie konkretne cele do 2023 roku. Jednym z nich była właśnie „budowa hali lekkoatletycznej na Zawiszy”.

Przypomnijmy. W maju 2019 w Bydgoszczy premier Morawiecki zapowiedział, że „hala lekkoatletyczna będzie budowana”. Szef rządu zaoferował wsparcie w wysokości 15 mln zł (przy całkowitej kwocie inwestycji szacowanej przez ratusz na 50 mln zł). Prezydent Bydgoszczy uznał, że to za mało i zawnioskował na piśmie do Ministra Sportu o 24 mln złotych. Rząd pieniądze znalazł. W styczniu 2020 roku premier Morawiecki na antenie TVP Bydgoszcz obiecał, że dołoży kolejne 10 mln złotych. Bydgoszcz miała otrzymać 50 proc. środków na inwestycję, czyli ok. 25 mln złotych. Miasto jednak nie wzięło tych pieniędzy i nie przystąpiło do budowy hali.

Wizualizacja hali lekkoatletycznej z 2018 roku/mat. Urzędu Miasta Bydgoszczy (Bydgoszcz.pl)/archiwum

– Jest to bardzo duży problem dla nas. Stąd decyzja o wydaniu 26 milionów złotych pozostałej kwoty musiałaby być podjęta bardzo rozważnie, wspólnie z radnymi, ponieważ jest to dla nas bardzo duża strata finansowa i drastycznie zmieniła się sytuacja finansowa miasta od tego czasu – komentował wówczas Michał Sztybel.

Od tego czasu minęły dwa lata. Ceny materiałów budowlanych i koszty pracy mocno wzrosły. Prezydent i skarbnik Bydgoszczy notorycznie narzekają na pustki w miejskiej kasie. I właśnie w tych okolicznościach Rafał Bruski ponownie zapowiada budowę hali lekkoatletycznej. Jednak jej koszty szacuje już nie na 50, ale na 70 mln złotych. Trzy lata opóźnienia oznacza 40 proc. więcej wydatków.

– Jako miasto, jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji finansowej, jednak deklaruję, że w 30 % sfinansujemy tę inwestycję. Ze względu na strategiczne znaczenie hali dla całego sportu, liczymy na pomoc ze strony Ministerstwa w 50%. W pozostałej części jesteśmy po wstępnych uzgodnieniach z samorządem województwa – napisał na Facebooku Rafał Bruski 31 sierpnia.

W związku z tym nasuwają się pytania: Jak to jest, że w 2020 roku Miasto nie miało 26 mln zł na budowę hali, a dziś – mimo narracji władz Bydgoszczy o katastrofie w finansach samorządów – może na ten cel przeznaczyć ok 21 mln złotych? Czy warto było zwlekać z inwestycją, której koszty wzrosły o 20 mln złotych?

Droga kultura w Fordonie

Hala to niejedyny inwestycyjny „odgrzewany kotlet” zapowiadany przez magistrat. Miasto chwali się wizualizacjami Centrum Kultury w Fordonie, które ma powstać w budynku dawnej szkoły przy ul. Gawędy na Bajce. Ratusz zaprosił nawet fordoniaków na spacer po zamkniętym obiekcie, podczas którego wiceprezydent Iwona Waszkiewicz prezentowała szczegóły inwestycji. W środę (14 września) zakończyły się konsultacje społeczne w tej sprawie.

wizualizacja Centrum Kultury Fordon/mat. Urzędu Miasta Bydgoszczy (Bydgoszcz.pl)

O potrzebie budowy takiego kulturalnego centrum dzielnicy mówi się w Fordonie od dekad. Wiele wskazuje, że i tym razem na rozmowach się zakończy. Miasto nie ma bowiem pieniędzy na inwestycję wycenianą na około 60 milionów złotych.

W biuletynie informacyjnym miasta czytamy: „Bez środków zewnętrznych nie będziemy w tej
chwili tego zadania realizować. Czekamy na środki zewnętrzne, zarówno unijne, jak i rządowe – mówi zastępczyni prezydenta Bydgoszczy, Iwona Waszkiewicz. (…) Władze Bydgoszczy czekają na konkursy unijne lub fundusze z programu Polski Ład, aby zdobyć dofinansowanie”.

Nie udało się z bulwarami, nie udało się z placem Kościeleckich. Może uda się z centrum w Fordonie. Do trzech razy sztuka. Jedno jest pewne. Gdyby słowa szybciej wprowadzać w czyn, to dziś urzędnicy nie musieliby się głowić, skąd wziąć pieniądze na te inwestycje i niespełnione obietnice szefa. 

Redaktor LuPa

Redaktor LuPa Autor

ByWalec