Bydgoszcz 27 cze 11:12 | Krzysztof Drozdowski
Pracownicy MZK: prezydent chce nas skłócić z mieszkańcami, nam nie chodzi tylko o pieniądze

fot. KD

27. czerwca w zajezdni MZK przy ul. Inowrocławskiej odbyła się konferencja prasowa pracowników MZK. Stanowczo zaprotestowano przeciwko twierdzeniom prezydenta, ze mieszkańcy Bydgoszczy są zakładnikami pracowników MZK. Przedstawione zostały również porównania liczby pracowników względem administracji jak i płac w największych miastach województwa.

W zajezdni MZK o godz. 8.30 zebrało się ponad 200 pracowników MZK, zarówno kierowców autobusów jak i motorniczych. Wszyscy ubrani w stroje służbowe i gotowi do wyjazdu w trasy. Stali w jedności i oczekiwaniu na rozwój wypadków. Od piątku (24. czerwca), kiedy to dochodząc do ostateczności zdecydowali się na bunt, mówią że spotykają się z wielką sympatią mieszkańców Bydgoszczy. Jak mówił jeden z kierowców - niektóre osoby podchodzą do nas do bramy i się pytają czy trzeba nam w czymś pomóc. 

Rozmowy były prowadzone juz od grudnia zeszłego roku, również z Radą Nadzorczą. Żadnych efektów one nie przyniosły. Żadne argumenty nie przemówiły do naszych zwierzchników. Dlatego też w ostateczności zdecydowaliśmy się na ten bunt. Dlatego też chciałbym bardzo mocno przeprosić bydgoszczan, że mają teraz problemy komunikacyjne. Jeśli tylko dojdziemy do porozumienia to od razu ruszamy w trasy i z całych naszych sił będziemy chcieli to Wam wynagrodzić naszą pracą

- zaczął konferencję prasową Andrzej Arndt, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Komunikacji Miejskiej przy bydgoskich MZK.

Protestujemy również przeciwko podjudzaniu społeczeństwa. Nie moze być, że po spotkaniu z panem prezydentem nagle czytamy na różnych stronach, że to My jako załoga chcemy zniesienia ulg czy też innych przywilejów. To jest kompletna nieprawda. My dzisiaj panie prezydencie publicznie do społeczeństwa mówimy: My życzymy, żeby społeczeństwo Bydgoszczy jeździło za darmo, żeby nie kasowali biletów. My też będziemy mieli łatwiej, bo nie będziemy musieli tych biletów sprzedawać i skupimy się jedynie na bezpieczeństwie pracy

- stanowczo protestował Arndt przeciwko informacjom, które ukazały się na różnych miejskich portalach.

Mamy dziś poniedziałek. Przez weekend nikt się z nami nie kontaktował. A był na to czas. 24 godziny na dobę byliśmy czujni i czekaliśmy z telefonami w garści na jakikolwiek kontakt, by porozmawiać o interesie społeczeństwa, by dziś normalnie mogli już korzystać z komunikacji publicznej. Informujemy więc prezydenta, że dalej na te rozmowy czekamy.

- mówił przewodniczący.

Dziś rano ( 27. czerwca) zostało również wysłane pismo do przewodniczącej Rady Miasta Moniki Matowskiej z prośbą o dopisanie do programu sesji punktu o przedstawieniu problematyki funkcjonowania komunikacji miejskiej w Bydgoszczy. 

Jesteśmy chętni za zgodą pani przewodniczącej stanąć i przedstawić radnym i mieszkańcom informacje od kiedy te problemy narastały i dlaczego doszły aż do tej najostrzejszej formy protestu. Mamy nadzieję, że pani przewodnicząca będzie chciała nas wysłuchać, a nie tylko teoretyków zamkniętych w biurach, którzy tak naprawdę nie wiedzą co się dzieje.

 - dodał Arndt.

Przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Komunikacji Miejskiej przy bydgoskich MZK zapowiedział również, że zamierza zgłosić powiadomienie o zorganizowaniu zgromadzenia publicznego.

Ponieważ pan prezydent próbuje nas skłocić z mieszkańcami, chcemy w związku z tym zorganizować publiczne zgromadzenie przed Ratuszem i zapytać mieszkańców, którzy przyjdą czy komunikacja, która do tej pory funkcjonowała była zła, trzeba ją rozwalić czy też dają nam glejt do tego byśmy mogli dalej funkcjonować. Ta spółka nie jest własnością pana prezydenta a jest własnością mieszkańców, więc to oni powinni decydować jak ta komunikacja powinna wyglądać

- oznajmił Arndt.

Przewodniczący Związku Zawodowego zaznaczył, że czas który pracownicy spędzają w firmie nie jest też czasem marnotrawionym. Część kierowców i motorniczych każdego dnia jest wysyłana na oddawanie krwi. Na miejscu w zajezdniach mają się również odbywać spotkania z policjantami z drogówki oraz służbami ratunkowymi, które mają szkolić kierowców i motorniczych w zakresie udzielania pierwszej pomocy zwłaszcza osobą, które w trakcie jazdy zemdlały. 

Wszyscy pracownicy domagają się również przekazania przez miasto brakujących 10 milionów, które zostały wykreślone z budżetu. Zamiast planowanych 152 milionów złotych MZK otrzymało 142 miliony. Tym samym chcąc pełnić obsługę komunikacji na takim samym poziomie jak dotychczas w październiku skończą się przewidziane na to środki. 

Czytaj też: Zajezdnia zablokowana, telefon do ratusza. Trwa bunt w MZK, nie chodzi tylko o podwyżki

Ważnym problemem dotąd nie poruszanym jest również, na co uwagę zwrócił przedstawiciel Kujawsko-Pomorskiego Stowarzyszenia Transportu Publicznego Dawid Dziuba przerost administracji w stosunku do liczby pracowników.

Wiceprzewodniczący Stowarzyszenia przedstawił porównania, które wykonano w stosunku zarówno do liczby pracowników (kierowców i motorniczych) do administracji i ich płac. Porównanie zostało wykonane dla największych miast województwa.

Uważamy Wasz bunt za całkowicie adekwatny do sytuacji i popieramy Wasze starania o polepszenia warunków płacowych

- mówił Dziuba.

Nie zgadzamy się na słowa prezydenta, że My mieszkańcy jesteśmy zakładnikami pracowników MZK. Otóż my jesteśmy zakładnikami, ale prezydenta Bruskiego, który swoją polityką przez lata doprowadzał do ograniczania finansowania transportu publicznego, jak również od lat w Bydgoszczy ograniczana jest czestotliwość kursów, a ostatnio także podniesiono ceny biletów

- dodał Dziuba.

Stowarzyszenie zwróciło uwagę właśnie na przerost administracji w MZK, gdzie na 427 etatów kierowców i 195 motorniczych jest 160 etatów biurowych. W Inowrocławiu w biurach pracują 23 osoby a w spółce Irex Trans która obsługuje Bydgoszcz pracują jedynie 4 osoby biurowe. Dodatkowo kierowcy i motorniczowie zarabiają w Bydgoszczy ok. 4800 zł brutto a w biurowcu jest to 5600 zł. Dla porównania w Grudziądzu kierowcy zarabiają między 3400 a 6800 zł brutto

- poinformował Dziuba.

Wspomniane dysproporcje wzbudziły duże zainteresowanie wśród zgromadzonych pracowników. 

Czytaj też: Kierowcy MZK: za 5 minut możemy jechać w trasę, ale niech ktoś z ratusza z nami porozmawia

Kierowcy zwrócili również uwagę na to, że od kilku lat ulice Bydgoszczy są mocno rozkopane. Powoduje to często duże opóźnienia w komunikacji. Nikt jednakże nie zwrócił uwagi na potrzebę zmiany rozkładów jazdy z tego powodu. Dlatego też by wyrównać straty kierowcy często muszą rezygnować ze swoich przerw. Każde opóźnienie, jak zauważyli przekłada się oczywiście na złość mieszkańców, która później jest wyładowana na kierowcy autobusu czy motorniczym, mimo że nie jest to ich winą. 

Zwrócono również uwagę na absurdalny pomysł utworzenia parkingu Park and Ride przy ul Grudziądzkiej, a jak dodano utworzony obok przystanek autobusowy o który zabiegali mieszkańcy stoi tylko dlatego, by dać prezydentowi alibi dla wielkiego parkingu dla urzędników miasta.

Na koniec konferencji padł również od pracowników MZK postulat podania się do dymisji członka zarządu Adama Szulca, który według pracowników wspólnie z mającym dziś podać sie do dymisji prezesem Wadyńskim są odpowiedzialni za stan w którym obecnie się znaleźli pracownicy MZK.

 

Krzysztof Drozdowski

Krzysztof Drozdowski Autor

Publicysta, autor wielu książek historycznych.