„Niewidzialne linie Światłowni”. Grzegorz Dudziński opisuje utratę wzroku i historie osób szukających pomocy
Ukazała się książka Grzegorza Dudzińskiego, szefa bydgoskiej Światłowni. Autor opowiada w niej o własnej utracie wzroku, a także przedstawia historie osób korzystających z Niewidzialnej Linii – telefonu zaufania dla ludzi tracących wzrok.
Inne z kategorii
„Niewidzialne linie Światłowni” to nowa książka Grzegorza Dudzińskiego, szefa bydgoskiej Światłowni. Zgodnie z zamysłem autora publikacja ma pomóc w budowaniu porozumienia między osobami widzącymi i niewidomymi. Składa się z trzech części, które łączą osobiste doświadczenia Dudzińskiego z historiami ludzi szukających wsparcia.
Od osobistej historii do telefonu zaufania
W pierwszej części autor opisuje swoje życie oraz utratę wzroku. Druga została poświęcona Niewidzialnej Linii, czyli prowadzonemu przez niego telefonowi zaufania dla osób tracących wzrok. Znalazły się w niej historie ludzi mierzących się z utratą wzroku, bólem i rozpaczą. Jak zaznaczono w materiale Światłowni, imiona oraz inne dane bohaterów zostały zmienione.
Tę część książki podsumowuje z perspektywy psychologicznej Marcin Jaracz. Trzeci segment publikacji tworzą natomiast rozbudowane wpisy z Facebooka oraz felietony dotyczące niewidomych i życia bez wzroku.
Większy druk dla osób niedowidzących
Książka została wydana w twardej oprawie. Zastosowano w niej nieco większy druk, aby ułatwić lekturę osobom niedowidzącym. Publikacja kosztuje 45 zł i od 23 października jest dostępna stacjonarnie w Światłowni przy ul. Świętej Trójcy 15 w Bydgoszczy.
Światłownia umożliwia również zamówienie wysyłki kurierskiej, której koszt podano na 14,50 zł. Informacje w sprawie zakupu można uzyskać pod numerem telefonu 509 767 689 lub adresem e-mail jdudzinski22@gmail.com. Według przekazanej informacji książka ma stopniowo pojawiać się także w innych miejscach.
Grzegorz Dudziński deklaruje, że cały ewentualny dochód ze sprzedaży publikacji przeznaczy na działalność Światłowni.
Okiem dziennikarza: redaktor Wacław Pokrzywnicki z Radia Wnet o Niewidzialnej Linii
Po co i dla kogo Grzegorz Dudziński napisał książkę Niewidzialne linie Światłowni?
Czytając, znajdziemy odpowiedź, że nie zrobił tego dla kaprysu. Nie jest to też instrukcja obsługi osoby niewidomej. Chciał podzielić się doświadczeniem, które sam przeżywał.
W ten sposób, czytając o tym, co musiał przejść, możemy uniknąć wielu nieporozumień, jak również zdobyć cenne informacje, co robić, gdy utrata wzroku przydarzy się nam lub komuś z naszych bliskich.
Celem tej książki jest zbudowanie mostu między światem ludzi widzących a rzeczywistością osób niewidomych – zarówno tych, które przyszły na świat bez wzroku, jak i tych, które utraciły go nagle lub stopniowo. Autor pragnie pokazać, że mimo różnych sposobów postrzegania świata możemy lepiej się rozumieć, uczyć od siebie nawzajem i budować relacje oparte na szacunku, empatii oraz wzajemnym zaufaniu.
Ta książka połączyła również dwa światy i dwie życiowe historie. Jego i moją. Grzegorz, zanim stracił wzrok, był dziennikarzem, muzykiem i organizatorem koncertów Jacka Kaczmarskiego – barda Solidarności. Za swoją działalność artystyczną i wykonywanie jego utworów doświadczył represji. Ja z kolei zostałem dziennikarzem po osobistej tragedii. Później przeżyłem jeszcze poważny wypadek drogowy, z którego cudem wyszedłem, oraz pożar domu. Mieszkałem na poddaszu. Obudzony rozpaczliwym stukaniem strażaka do drzwi, jako ostatni wybiegłem z płonącego budynku, gdy ogień był już tuż nad moją głową.
Choć nasze drogi były zupełnie różne, połączyły nas doświadczenia cierpienia, nadziei i wiary w człowieka.
Być może właśnie dlatego łatwiej było nam odnaleźć wspólny język i przyjąć pomoc od ludzi dobrej woli.
Wierzę, że ta książka stanie się mostem nie tylko między światem widzących i niewidomych, ale także między ludźmi, którzy odkryją, że najważniejsze widzi się nie oczami, lecz sercem.
Książka stanowi inspirację dla osób, które stykają się z cierpieniem i niepełnosprawnością. Będzie także impulsem do zmierzenia się z przerastającym nas bólem i bezradnością. Niesie nadzieję i zapala światło w tunelu. A samo słowo „Światłownia” zawiera w sobie myśl o terapii i połączeniu siłowni z mocą ducha.
Mówi się niekiedy, że osoby niewidome, pozbawione zmysłu wzroku, mają lepiej rozwinięte pozostałe zmysły. Słyszą więcej i uważniej – z samej barwy głosu potrafią rozpoznać emocje, takie jak lęk, radość, zakochanie czy smutek. Dotykiem są w stanie poznać przedmiot z niezwykłą dokładnością, opisać go, a często dostrzec szczegóły, które umykają osobom widzącym.
Również zmysł węchu odgrywa u nich ogromną rolę. Po zapachu potrafią rozpoznać człowieka, miejsce czy otoczenie. Smak także zapamiętują inaczej. Osoby widzące, delektując się potrawą, odbierają jednocześnie jej wygląd – kolor, kształt czy sposób podania. Niewidomi nie potrzebują tych bodźców. Wystarczy pierwszy kęs, aby rozpoznać smak, a nierzadko także rodzaj kuchni, z której pochodzi potrawa, a nawet osobę, która ją przygotowała.
Jeśli zapytacie, na czym opieram te spostrzeżenia, odpowiem krótko – na wieloletniej znajomości z Grzegorzem Dudzińskim z Bydgoszczy, prezesem Światłowni, którego gościłem w Radiu Wnet. Dzięki niemu poznałem Instrukcję obsługi osoby niewidomej, a także przekonałem się, jak wielką wartość mają dla niego rozmowy z ludźmi prowadzone w telefonie zaufania, który stworzył z myślą o osobach stopniowo tracących wzrok.
To właśnie dzięki jego książce, naszym spotkaniom i rozmowom mogłem lepiej zrozumieć, w jaki sposób osoby niewidome „widzą” sercem, charakterem, wrażliwością i siłą swojej osobowości. W kolejnych siedmiu punktach przedstawię sposoby postrzegania świata, oparte na jego doświadczeniach i założeniach.
Siedem sposobów komunikowania się z niewidomymi
I. Jak wejść w jasność widzenia? – Pierwszy sposób komunikacji
„Uważam, że my nie oślepliśmy, lecz jesteśmy ślepcami, którzy patrzą i nie widzą”.
Jose Saramago, Miasto ślepców
Po raz pierwszy spotkałem się z osobą tracącą wzrok w dzieciństwie. Co roku jeździłem do cioci na wakacje, gdzie bawiłem się z dziećmi na podwórku, które graniczyło z sądem rejonowym i aresztem śledczym. Nawet nie spostrzegłem, jak wszyscy zaczęliśmy dojrzewać. W 8. klasie szkoły podstawowej zabrakło wśród towarzyszy Wioletty. Poszliśmy ją odwiedzić, ponieważ straciła wzrok z powodu cukrzycy. W kolejnych latach poruszała się już na wózku i o lasce.
Nie było wtedy telefonów komórkowych ani Grzegorza Dudzińskiego, który wynalazł telefon zaufania dla osób stopniowo tracących wzrok. Grzesiu podczas festiwali zauważył, że muzyka otwiera duszę słuchających. Wiem, że Wioletta grała coraz lepiej na skrzypcach i fortepianie, ale uciekła od relacji.
Dlatego ważne są pytania Grzegorza: dlaczego mnie to spotkało? Skąd bierze się bunt przeciwko Bogu i ludziom? Grzegorz w swej książce Niewidzialne linie Światłowni na nie odpowiada.
II. Instrukcja obsługi widzącego, czyli drugi sposób komunikacji z niewidomymi
„Z dnia na dzień staję się coraz bardziej ślepa, gdyż nikt mnie nie widzi”.
Jose Saramago, Miasto ślepców
Po raz kolejny miałem do czynienia z osobą niedowidzącą na pokładzie Pogorii podczas rejsu szkoleniowego. Kiedy robiło się ciemno, nic nie widział i nie mógł stać na nocnej wachcie. Wzrok tracił stopniowo.
Pomimo to uwielbiał książki, zwłaszcza Josepha Conrada Korzeniowskiego, które czytał w oryginale i znał już prawie na pamięć. Zamartwiał się, kto będzie mu czytał, gdy utraci wzrok całkowicie. Odpowiedź znów znalazłem u Grzegorza, kiedy zapytał mnie:
– Słyszałem, że napisałeś książkę Alfabet RP. Czy będzie audiobook?
Odpowiedziałem mu:
– To książka, którą rodzice powinni czytać razem z dziećmi i ją omawiać.
– To wydaj audiobook – doradził Grzesiu.
III. Stworzenie niewidzialnej linii. Trzeci sposób komunikacji – dobry humor.
„Nic tak nie zmienia ludzi jak nowa nadzieja”.
Jose Saramago, Miasto ślepców
Zetknąłem się ponownie z osobą tracącą wzrok na studiach i wcale nie był to student, tylko profesor. Studenci zorientowali się, że wpisuje on oceny poza indeksem. Profesor, który był etykiem, wyjechał do Rzymu, gdzie miał pomóc papieżowi w napisaniu encykliki. Opowiedział zabawną historię, która mu się tam przydarzyła.
Powiedziano mu:
– Ponieważ idziesz do papieża, powinieneś mieć elegancki garnitur.
Podczas przymierzania spodni zdjął okulary. Po pewnej chwili podszedł do niego zaaferowany sprzedawca i powiedział:
– Niech pan przejdzie do przymierzalni, proszę, bo ludzie zgłosili, że jakiś klient przebiera się w oknie wystawowym.
Tutaj znów przychodzi z pomocą Grzegorz, który opowiada o Polskim Związku Niewidomych, który ma specjalistów uczących orientacji przestrzennej w mieście.
IV. Widzenie wewnętrzne
„Publiczne wytykanie komuś drobnych ułomności zamienia je w kalectwo”.
Jose Saramago, Miasto ślepców
Będąc na urlopie w Warszawie, bardzo chciałem poznać Instytut Niewidomych w Laskach, gdzie hrabina Róża Czacka zbudowała szkołę dla ubogich dzieci niewidomych, do której jako wolontariusze zgłaszali się arystokraci, uważający się za ateistów. Dzięki pomocy w ośrodku zyskiwali wiarę, ponieważ uczyli się patrzeć na świat sercem.
Często ci ludzie byli uczuleni na mówienie prawdy, ponieważ w świecie otaczającym ich było wiele kłamstwa. Zauważyli, że w instytucie panuje szczerość, a dzieci niedowidzące mówią prawdę wprost. Grzegorz w rozmowach na Niewidzialnej Linii zauważył, że powodem depresji było to, że ktoś kogoś okłamał w sprawach naprawdę ważnych.
Dlatego opisałem to w swojej książce Alfabet RP, gdzie w rozdziale zatytułowanym Sarenka Różajka, łoś Stefanek i niewidomi z Lasek opisuję dwa najpiękniejsze serca Lasek – błogosławionej Róży Czackiej i Prymasa Stefana Wyszyńskiego. Uważali oni, że osoby, które kochają, mają dar wewnętrznego widzenia.
Dlatego Prymas często powtarzał, że jedyne, co warto w tym świecie robić, to miłować. Kochać człowieka należy nie tylko w niedostatku intelektualnym i psychofizycznym, ale także wtedy, gdy doznajemy od niego przeciwności i trudności.
V. Przewodnik – pies
„Łatwo prowadzić uczone dysputy, gdy ciału nic nie dolega i niczego nie brakuje, a kiedy wnętrzności przeszywa ból, upodabniamy się do zwierząt”.
Jose Saramago, Miasto ślepców
Zaskoczyło mnie, że Grzegorz jest w Warszawie i przyjdzie do mojej audycji Miś w Radiu Wnet. Otrzymał właśnie nowo wyszkolonego psa przewodnika – beżowego labradora o imieniu Ramen. W studiu stosował się do poleceń. Nikt nie mógł go głaskać ani rozpraszać, ponieważ psy przewodniki są na służbie i wypełniają misję.
Poznałem kiedyś goldena dyrektorki domu dziecka, który nie mógł dostawać jedzenia przy stole i przynosił poranną prasę.
Najbardziej zaskoczyło mnie to, kiedy Grzegorz uruchomił telefon z programem dla niewidomych i AI zaczęła opisywać studio radiowe:
„Znajdujesz się w studiu Radia Wnet. Naprzeciw znajduje się konsoleta, a za nią realizator. Stół z mikrofonami, a za nim redaktor prowadzący audycję Miś od 6.00 do 7.00. A pod stołem leży beżowy labrador w uprzęży psa przewodnika”.
Polecam wszystkim miłośnikom przewodników – zarówno człowieka, jak i psa – rozdział w książce Grześka pt. Nie widzę, nie gryzę.
VI. Czy ślepcom wolno spacerować?
„Jeśli kiedykolwiek odzyskam wzrok, będę z większą uwagą zaglądał ludziom w oczy duszy”.
Jose Saramago, Miasto ślepców
W radiu rozmawiałem z filmowcem Cezarym Grzesikiem, który był montażystą na planie filmów: Skazany na bluesa, Quo vadis, Ogniem i mieczem i wielu innych. Pracował także na planie filmu Imagine z ludźmi niewidomymi w Lizbonie.
W tym filmie instruktor uczy niewidomych poruszać się po mieście za pomocą echolokacji. Znam bardzo dobrze Lizbonę i nie zdawałem sobie sprawy, że ci ludzie lepiej rozpoznają klimat miasta i portu, atmosferę pracy i turystów niż osoby widzące.
Dzięki temu filmowi i książce Grzegorza zrozumiałem, że niewidomi mają inny sposób widzenia, że szczęście jest na wyciągnięcie białej laski i ręki.
Grzegorz opisał, jak spacer po Bydgoszczy zakończył się dla niego zniszczeniem białej laski. Historia ta identyfikuje wielu z nas, którzy na drogach napotykamy różne nieprzewidziane sytuacje oraz brak dostosowania do osób niepełnosprawnych.
VII. Rozejrzyj się – drugi człowiek jest w pobliżu
„Po co komu takie przejrzyste, piękne oczy, jeśli nie ma kogoś, kto mógłby w nie spojrzeć?”.
Jose Saramago, Miasto ślepców
Na koniec pragnę wytłumaczyć, dlaczego cytaty zaczerpnąłem z książki Jose Saramago. Jest to moja ulubiona powieść, a dzieje jej bohaterów znam niemal na pamięć. Główna bohaterka – żona okulisty – jako jedyna nie straciła wzroku wskutek panującej epidemii ślepoty.
Dzięki temu, że umie łączyć osoby zbuntowane z tymi, które wpadają w chaos i doznają upadku moralnego, próbuje zachować człowieczeństwo, ratując innych przed upadkiem. Brak imion bohaterów jest celowym zabiegiem autora.
Grzegorz przez to, że prowadzi Niewidzialną Linię, pokazuje, że każdy może zadzwonić, powiedzieć swoje imię i opowiedzieć, co przeżywa. Jest pod telefonem – naciska klawisz M, czyli Miłość. Ma zawsze czas, nic go nie rozprasza. Patrzy sercem, słucha cierpliwością. Smakuje radością, wącha poczuciem bezpieczeństwa. Zadziwia się ufnością i zachwyca szóstym zmysłem – niewidzialną intuicją.
Kiedy zajrzymy w duszę Grzegorza – dostrzeżemy tam często niedoceniany i pomijany proroczy zmysł postrzegania rzeczy ważnych.
Być człowiekiem kompletnym i dojrzałym, znaczy postrzegać problemy osób z niepełnosprawnością we wszystkich aspektach. Potrzeba współdziałania i budowania mostów, łączących grubą widzialną linię codzienności z cienką niewidzialną linią cudowności.