Kultura 30 maj 17:21 | Redaktor
Przywołówka na liście UNESCO ? Redaktor Lewicka - Ritter w Szymborzu

fot. www.krystynalewicka-ritter.pl

O pannach  „co wolały Niemca” i przywołówkach dyngusowych w Szymborzu opowiada w swoim reportażu redaktor Krystyna Lewicka-Ritter.

Reportaż IV cz.1.

STOWARZYSZENIE KLUBU KAWALERÓW W SZYMBORZU

  Pandemia koronawirusa pokrzyżowała plany wielu instytucjom kultury. W dwóch ostatnich latach nie mogły się bowiem odbywać nawet cykliczne imprezy, z długoletnią tradycją. Tak było też w Szymborzu, inowrocławskiej dzielnicy miasta (niegdyś wsi), gdzie od 1832 (1833) roku organizowane są przez Klub Kawalerów PRZYWOŁÓWKI DYNGUSOWE. Jedyny taki w Polsce – zwyczaj wywoływania panien na wydaniu! Jedyny i niepowtarzalny! Wpisany w 2016 roku na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego. Szymborscy kawalerowie chcą, by ich przywołówka została również wpisana na listę UNESCO.

 

   A WSZYSTKO ZACZĘŁO SIĘ w czasach zaboru pruskiego, w XIX wieku, gdy panny z Szymborza, łaskawszym okiem zerkały na kawalerów z pobliskiej wsi Miechowice, zamieszkałą przez ludność pochodzenia niemieckiego. Wolały one często zaloty niemieckich kawalerów, co bardzo, ale to bardzo, nie podobało się chłopcom z Szymborza. W proteście, polscy kawalerowie z Szymborza postanowili panny  „co wolały Niemca” – krytykować i wyśmiewać. Pobudki tych działań miały także patriotyczne podłoże. Wymyślili sobie panowie zatem, że aby krytyka była skuteczna, najlepiej obwieścić ją całej wsi… przy okazji świąt. Padło na Wielkanoc. No i tak się zaczęła historia przywołówki, gdy w Wielkanoc 1832 roku (inne żródła podają 1833) w Szymborzu kawalerowie wykrzykiwali głośno na całą wieś informacje o wadach szymborskich panien na wydaniu. A że rymowanki najlepiej wpadały „do ucha”, wybrano tę właśnie formę. Panienka mogła jednak ustrzec się krytyki, jeśli miała… adoratora z Szymborza, który nie pozwalał na nią powiedzieć złego słowa. Mówiono wtedy, że ten stał za nią, bo ją „wykupił”.

  DO ROKU 1939 KRYTYKOWANO PRZEDE WSZYSTKIM PANNY, którym Komitet Kawalerów pilnie się przyglądał: jak się zachowują, jak się prowadzą, z kim się zadają. W latach 50. za prezesa Kazimierza Śliwińskiego krytykowano już tylko kawalerów. Obśmiewano tych, którzy Klubu drobnymi datkami nie popierali i swoich panien nie „wykupowali”. Dziewczynom pozostawiono łagodniejsze w formie przywoływanie czyli wskazanie adresu, gdzie jest panienka na wydaniu, na którą w dyngus trzeba wylać jakąś ilość wody. Im tej wody było więcej, tym groźniej brzmiał wierszyk. A padały określenia od naparstka do… stawu szymborskiego, a nawet  „jezioro, morze czy Atlantyk wody”! Dla tych „wykupionych” było łagodniej: „ Pod numerem pierwszym, przybranym, jest tam jedna panienka /na imię jej Krysieńka,/ potrzeba tam na nią buteleczkę komiteckiej wody dla jej ochłody./ Niech śpi, niech się nie boi, bo za nią (np.)Jacek Kowalski stoi – ten ją wykupił.”  Dziewczynom, którym jeszcze w przywołówce wpisywano np.” by podać jej ręcznik wyszywany lub haftowany” ,  przy wywoływaniu z trybuny – przygrywała orkiestra.

 

   Paweł Małachowski –  dzisiaj już żonaty niegdysiejszy prezes Klubu, z nostalgią wspomina swoje kawalerskie czasy. W jego rodzinie mężczyźni pielęgnowali te tradycje od wielu pokoleń: – W Klubie Kawalerów, przed pierwszą wojną światową, działał już mój dziadek Piotr i wujek Jan  – powstaniec wielkopolski. Później także przez 10 lat był w Klubie mój ojciec Jan oraz starszy brat. Ja pełniłem funkcję prezesa  przez 7 lat – do 2013 roku. To były wspaniałe czasy – mówi Paweł Małachowski.  – Moi przodkowie dość późno zakładali rodziny. Dziadek, „zszedł z kawalerskiej trybuny”, gdy miał 34 lata. Mój tata i ja – mieliśmy po 33 lata, kiedy skończył się nasz kawalerski stan. Dawniej, nasi przodkowie, przywoływali panny z drzewa gruszy rosnącej w szymborskim  parku. Ale, już od powojennych czasów, budujemy koło naszego parkowego stawu, specjalną trybunę, niektórzy mówią ambonę, z której wykrzykujemy nasze przywołówki i krytyki. Od 1946 roku skrupulatnie je zapisujemy w  Księgach Protokołu, zwanych inaczej Czarnymi Księgami. Wcześniejsze księgi zaginęły w czasie okupacji hitlerowskiej.        

   – Tradycja każe nam wykrzykiwać przywołówki z trybuny, gromkim głosem – mówi Tomasz Rolirad, pełniący obecnie funkcję prezesa Klubu. – Bywały lata, że w Klubie działało nawet kilkunastu kawalerów, to jakoś się rozkładało na wszystkich po trochu. Średnio, w niedzielę wielkanocną, wykrzykujemy około 40 przywołówek dla panien, za którymi stoi – lub przypisuje im się – także około 40 kawalerów. Teraz, gdy jest nas tylko trzech… gardła, no cóż – muszą wytrzymać siłę tradycji.

 

   TRADYCJI, KTÓRA ZOBOWIĄZUJE do tego, by co roku, dwa tygodnie przed Wielkanocą, klubowi kawalerowie spotykali się co wieczór w Sztubie, czyli w swojej siedzibie zlokalizowanej w domu jednego z nich i aż do Wielkiego Czwartku, w godzinach od 20,00 do 22,00, trąbili gromko na podwórku Sztuby. Dają w ten sposób znak wszystkim szymborzanom, że wieczorami będą tu oczekiwać na drobne datki od miejscowych kawalerów. Od tych co jeszcze swoich dziewczyn, choćby tylko upatrzonych, nie mają – oczekują datków na poparcie Klubu. Ci, co swoje sympatie mają, powinni przyjść i je „wykupić” od krytyki. W Wielką Sobotę kawalerowie czekają  w Sztubie aż do godziny 22. Wtedy zamykają listę i przez całą noc układają swoje cięte, bądź pochlebne wierszyki. Nikt się nie uchowa, bo mają swoją ewidencję i dobrze wiedzą, w którym domu są panny na wydaniu w wieku od 16, nawet do 30 lat. Tylko te są bowiem brane pod uwagę. I to one powinny zostać „wykupione”. A jak nie, to wiadomo… Rano w Niedzielę Wielkanocną, członkowie Klubu odśpiewują pieśń „ Kiedy ranne wstają zorze” i idą odpocząć do swoich domów. Po południu, szykują się do przemarszu Klubu Kawalerów przez Szymborze.

   KOROWÓD MASZERUJE W NIEDZIELĘ WIELKANOCNĄ  uliczkami, dawniej wsi, dzisiaj dzielnicy Inowrocławia. Rozpoczyna swój marsz z orkiestrą, wychodząc ze Sztuby. Najpierw panowie  zmierzają do kościoła, gdzie tradycyjnie o godzinie 17,00, odprawiana jest msza święta w intencji zmarłych, byłych członków Klubu. Po mszy, idąc w barwnym korowodzie, wszyscy uczestnicy imprezy, przenoszą się na plac koło szymborskiego stawu, by tam, już o zmroku, po krótkiej przemowie prezesa Klubu, wykrzykiwać z trybuny swoje przywołówki.

  – Nie przywołujemy panienek, które skończyły studia – mówią zgodnie Paweł Małachowski i Tomasz Rolirad – ani tych pełniących ważne funkcje społeczne i publiczne, na przykład nauczycielek i urzędniczek. Te dziewczyny wiedzą, że są bezpieczne. Pozostałym pannom i kawalerom – nie odpuszczamy, trzymając się naszej „ciętej” tradycji.

 

    Dziękując obu panom prezesom za pomoc w uzyskaniu informacji na temat działalności Klubu, przytoczę Państwu kilka takich krytyk zapisanych w Czarnej Księdze z roku 2018-2019, zachowując oryginalną pisownię, w której wyraźnie widać próbę stosowania szymborskiej gwary:

   „Szymborski tradycji nie szanuje i nigdy swoi panny nie zaklepuje./ Ta moja dziewucha, jak się o tym dowiedziała, to do roboty (…) mnie nagnała./Tam na moim lenistwie się pokapowali i do (…) mnie oddelegowali./ Na stażu się słabo sprawowałem, bo wszystkie gapy podmacałem./ Żadne panny mnie nie poważają, bo za skończonego głupca mnie mają./ Jak idę na spanie, biorę nocny lek, nazywam się mistrz (…)xxxxxxx”

   „Pod sklepem co dzień urzynduje i dna w butelce wypatruje./ Szymborskie tradycje zawsze popirołem, a w tym roku na obie się wypiołem./ Po wsi bez synsu urzynduje i każdymu ogłaszam, że Komitet na mnie kawołek szykuje./ Wszyscy wiedzą, że ni mom żadny panny, bo mi w parku podczas snu żaby zasiedziałe jajka zżarły./ Raz jedny po pijaku nad stawkiem miłość wyznałem, to ze szczynścia w pory się zlołem./ Karierę (…) zakończyłem, bo na zakładzie parę z sodą pomyliłem./ Za (…) nająć się chciałem, ale widłami ziemię przewolołem./ Błąkom się po wsi jak pyndzący struś, nazywam się xxxxx”

 

   TRUDNO KAWALEROM ROZSTAWAĆ SIĘ Z KLUBEM. Ale, serce nie sługa, a Kujawianki to piękne dziewczyny. Wielu kawalerów szybko więc zmienia swój stan. Pozyskanie nowych klubowiczów jest coraz trudniejszym zadaniem. Tomasz Rolirad, nie ma na razie nowych członków Klubu, w którym aktualnie działa tylko 3 panów. – W przyszłym roku – mówi – będzie 190 rocznica naszych przywołówek, może więc po tym jubileuszu, oddam stery w inne, kawalerskie ręce.

  Trzeba też koniecznie powiedzieć, że do Klubu Kawalerów przyjmuje się tylko panów od 18 lat (kiedyś od 21 lat, po wojsku) z nienaganną opinią, mężczyzn godnych miana kawalera kulturalnego, grzecznego, pełnego galanterii. No, a prezes musi być w ogóle kryształowy! Gdy członek Klubu się żeni, musi o tym oficjalne zawiadomić Komitet. Do każdego z członków idzie na wesele delegacja, a nawet wszyscy klubowicze, by przed północą, tuż przed oczepinami, pożegnać kolegę. Każdy nowożeniec dostaje od Klubu prezent i oczywiście… wierszyk. 

  WIELU Z NIEGDYSIEJSZYCH, JUŻ ŻONATYCH CZŁONKÓW, utrzymuje kontakty ze swoimi następcami, pomagając kolegom w okresie Wielkanocy. Panowie posiadający dar rymowania, wspierają swoich następców w pisaniu corocznych przywołówek i krytyk, które wciąż brzmią dosadnie! Najdosadniej dla tych, którzy nie wpuścili kawalerów chodzących po dyngusie. Wtedy, w wierszyku, dostrzeżona zostanie każda najmniejsza nawet wada. Te przywołówki cytuję za Pawłem Małachowskim:  „Pod numerem X jest tam jedna panienka./ Potrzeba tam na nią wiadro mydliska/ do umycio tygo brudnygo pyska!”  Panienka widać pokazała się być może kiedyś we wsi niezbyt zadbana i od razu doczekała się takiej przywołówki. Inną, co nadużywała nieparlamentarnych słów tak wywołano: „Potrzeba tam na nią fure żużli z kruszwickiij kuźni./ Niech tak nie „choleruje”, bo to na pannę nie pasuje!”. Zawsze był w tych wierszykach jakiś procent prawdy.

– Łza się w oku kręci – wspomina pan Paweł – gdy w Niedzielę Wielkanocną po mszy świętej za zmarłych członków Klubu, rusza pochód Klubu Kawalerów. Pięknie wtedy przygrywa orkiestra dęta z kopalni soli w Inowrocławiu. To bardzo wzruszająca chwila. Gdy korowód dochodzi już do trybuny, panny drżą ze strachu.

 

   POWSZECHNIE WSZAK WIADOMO, że szymborscy kawalerowie bez pardonu i z wielkim zacięciem humorystycznym opisują w tych rymowankach wszelkie wady, przywary i słabostki, tak panien jak i kawalerów. Ci co „wykupili” swoje panny, wpłacając na działalność Klubu niewielki datek, mogli słuchać spokojnie. Ale ci co nie wspierali Klubu, albo nie wpuścili dyngusowników w „lany poniedziałek” – już nie. To o nich z trybuny, padały takie teksty:

  „Jezdym fachowiec z powołania, tylko marny zy mnie mechanik do grzebania. (…) Z ty roboty wyleciołem, bo za lepkie rączki miołem./ Do nowy roboty (…) za flaszke się dostołym i widlaka potrzaskołym./ (…) Za zarobione pieniądze w pobliskiej knajpie baluje i na poparcie Komitetu żałuję./ Na łbie mom zarost świński, nazywom się xxxxxxxxx”

  „Jezdym chłop wysokiego wzrostu, przez co nabyłem się damskiego zarostu./ Wygląd mam mamuta, a wieczorem zdechłego koguta./ Dycha stale mi brakuje, i nigdy żadny panny nie wykupuje./ (…) Jak mnie sąsiad na złodziejstwie przyłapoł, to od razu po czuprynie pydów mi nadoł./ Kawaler zy mnie niezmiernie kiepski, nazywam się ulizanyxxxxxxxx” 

   JAK TO DZIAŁAŁO NA SZYMBORSKĄ SPOŁECZNOŚĆ? Różnie.  Bo z tekstu krytyk łatwo było zgadnąć o kogo chodzi. (Z przytoczonych wyżej cytatów usunęłam wersy, mogące identyfikować krytykowanego kawalera). Jedni się obrażali, a inni po prostu się śmiali, bawiąc się doskonale. Nie wszystkim jednak wystarczało poczucia humoru. Oto bowiem w 2006 roku zdarzyło się, że dwie spośród szymborskich panien, oddały sprawę przywołówki do… sądu, gdyż nie życzyły sobie wymieniania ich z imienia i nazwiska, a tym bardziej nie w smak im był tekst przywołówki! I… nad tradycją zawisło widmo niezgody. Zaczęto wtedy nawet proponować, by ktoś „cenzurował” kawalerskie teksty. W sądzie przerzucano się nawzajem argumentami, dlaczego, po co, za co… Na szczęście sąd wydał salomonowy wyrok, kończąc sprawę ugodą stron, przyznając jednocześnie, że tradycja swoje prawa w życiu Szymborza ma! – Ten sądowy proces był  dla nas zaskoczeniem – mówi Tomasz Rolirad – bo ojciec tych panien też kiedyś działał w Klubie. Na szczęście ten incydent naszej tradycji nie zaszkodził. I znów piszemy nasze teksty tak, jak każe tradycja – z humorystycznym zacięciem.

   „Za zdechłego proszczoka, do roboty się dostałem./ I z tego wszystkiego w pierwszym dniu zaspałem./ (…) Pracownik ze mnie ni duży ni mały, ale pijak doskonały. (…)/ Za pierwszą wypłatę komareczka kupiłem i sąsiadowi płot przestawiłem./ Z profila wyglądom jak sąsiada Brychu, nazywom się szczyrbaty xxxxxxx.”

   „Jezdym niewyrośnięte chłopisko, ale łobsmarkane kawalerzysko./ Starym śrupym po Szymborzu urzynduje i na panny ze szkoły sie przypatruje./  (…)  Po każdej imprezie urywo mi się film, nazywom skończony niedorajda xxx xxx”

 

  DATEK NA „WYKUP” PANNY lub na poparcie Klubu, gwarantował również chłopcu, prawo do polewania wodą W DYNGUS, swojej dziewczyny lub tej upatrzonej. Bo dyngusowy poniedziałek, to dalsza część pięknej kujawskiej tradycji. Na dyngus, w Wielkanocny Poniedziałek, cały Klub ruszał i nadal rusza w Szymborzu, już o godzinie 6 rano(!), trąbiąc przy tym głośno zabytkową trąbką. Jest to okazja do odwiedzin u sąsiadów, do goszczenia kawalerów przy suto zastawionym, wielkanocnym stole. No i panny są tu w roli głównej. Zalotom nie ma końca! A i zakochanych par przybywa.    

   Zarówno w przywołówki, jak i w dzień dyngusu, wszyscy członkowie Klubu są elegancko ubrani w garnitury, pod krawatem! Prezentują się wspaniale! Idą przez wieś głośno trąbiąc. Odwiedzają w domach wywołane dzień wcześniej z trybuny panny i polewają je perfumami lub wodą, bez użycia rózg, jak to ma miejsce w innych regionach. Sam prezes tylko ma prawo polewać dziewczyny WODĄ KOMITECKĄ (tzn. wodą od kawalerskiego Komitetu).  

  Dwa ostatnie lata wprawdzie, szymborscy kawalerowie ze względu na ograniczenia w  czasie pandemii, nie wykrzykiwali z wielkanocnej trybuny swoich krytyk i przywołówek. Nie wyobrażają sobie jednak, by w roku jubileuszowym 2022, nie zorganizować wyjątkowo hucznego wydarzenia, na które już teraz zapraszają na Wielkanoc do Szymborza miłośników kujawskiego folkloru. Będzie się działo!!!

   PODOBNIE KULTYWOWANY JAK PRZYWOŁÓWKI, jest w rodzinnej wsi Jana Kasprowicza, zwyczaj chodzenia „z kozą” lub „pod kozą” inaczej też zwany „podkoziołkiem”. Szymborska  „koza” jest nawet starsza o blisko 10 lat od tradycji Klubu Kawalerów. Zwyczaj chodzenia „z kozą” w zapusty pielęgnowali również członkowie Klubu Kawalerów, uczestnicząc w barwnych „kozich” korowodach, których głównym zadaniem było odpędzanie zła i zapewnienie dobrego urodzaju w polu i w zagrodzie. Ale o kujawskiej kozie, która podobnie jak zwyczaj przywołówek, została  wpisana na ministerialną Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego, opowiem już Państwu w innym artykule.

         Krystyna Lewicka-Ritter – Wasza Kujawianka

         Fot. zdjęcia SKK z roku 2014, 2015 – archiwum SKK

         Czytając ten fragment z „Dzieł” Oskara Kolberga, sami Państwo się przekonacie, że szymborscy kawalerowie dobrze pielęgnują starą, kujawską tradycję, trzymając się „ciętego” języka w przywołówkach: „Już w niedzielę wieczór (to jest w pierwsze święto), parobcy pożyczają ze dworu dziedzica miednicę metalową lub coś podobnego brzęczącego, włażą z tem na dach chałupy (zwykle karczmy) i brząkając w nią, niby w bęben, wywołują imiona i nazwiska tych dziewek, które jutro mają być oblewanemi. Igraszką tą zajmuje się osobliwie dwóch najsprawniejszych i najpsotniejszych chłopców. Z tych jeden stoi na dole (przed sienią chałupy) i gada do góry imiona i nazwiska drugiemu, który stoi na dachu, wymieniając kolejno dziewki, podług numerów chat, np. Walkówna S., Józefka B., Maryśka D., i t. d., z dołączeniem stosownej uwagi, która z nich jest porządniejszą, lub mniej porządną. Oczywiście, że osobistość i stosunki grającego ową rolę, dają mu szerokie pole do spostrzeżeń i przycinków, szafowanych wedle własnego widzenia i dowcipu. Jeśli wymieni którą dziewkę z uwagą, że ta jest bardzo niechlujną, że się nie umywa, nie czesze i t. p., wówczas towarzysz jego, na dachu stojący wykrzykuje: „Zaprzągajcie konie, woły, bo wywiezienia fafoły—Maryśki Dorędowny!—a brać na nią cztery fury piasku (do szorowania),— pięć fur pyrzu (na wiecheć), dwadzieścia kubłów wody i mydliska, do wypłókania w gnoiska\— cztery długie grace, do wymiatania w s . . cze, bo-ć czarna”. 

          Oskar Kolberg „Dzieła wszystkie – Kujawy” tom III

 

***

Cykl reportaży realizowany w 2021 roku, w ramach Stypendium Ministra Kultury,  Dziedzictwa Narodowego i Sportu zatytułowany: Krystyna Lewicka-Ritter „W KUJAWSKO-POMORSKIEM – Z OSKAREM KOLBERGIEM POD RĘKĘ” *

* Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust.1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

źródło: www.krystynalewicka-ritter.pl

 

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor