Wywiady Tygodnika Bydgoskiego 26 lut 10:03 | Marta Kocoń
Wyburzając, ktoś robi miastu na złość [ROZMOWA Z PROF. MARKOWSKIM]

prof. Dariusz Markowski/fot. Anna Kopeć, archiwum

– Wszelkie rozwiązania komunikacyjne powinny być tak zrobione, żeby w żaden sposób nie czynić uszczerbku na historycznej zabudowie – podkreśla prof. Dariusz Markowski, przewodniczący Społecznej Rady ds. Estetyki Miasta. Rada poparła protest przeciwko wyburzeniom kamienic na rogu ul. Gdańskiej i Chodkiewicza, planowanych w związku z rozbudową sieci tramwajowej.

Marta Kocoń: Dlaczego kamienice u zbiegu Gdańskiej i Chodkiewicza należy zachować?

prof. Dariusz Markowski: Są to obiekty zabytkowe, utrzymane w stylu modernistycznym; powstały w okresie międzywojennym. Zostały umieszczone w ewidencji konserwatorskiej.

Oczywiście możemy zastanawiać się, co w tych kamienicach takiego pięknego, szczególnie, że jedna z nich, ta, która należy do miasta (przy ul. Gdańskiej 100 – przyp. red.), nie jest wyremontowana. Jeżeli jednak przyjrzymy się formie tej architektury, to zauważymy, że ona jest naprawdę bardzo ciekawa, stanowi niezwykle istotny element tkanki miejskiej.

Po wyburzeniu narożnej kamienicy odsłonięta zostanie „ślepa ściana”/wizualizacja ArchiBydgoszcz, Facebook

Proszę też zwrócić uwagę, co stanie się z ulicą Gdańską, jeśli je wyburzymy: odsłonimy zaplecza tych budynków, pokażemy podwórka. Zniszczymy całkowicie zabudowę przestrzeni i pokażemy coś, co jest nieprzygotowane do tego, żeby na to patrzeć.

Rozbudowa torowisk może doprowadzić też do innych wyburzeń, m.in. budynku na Londynku.

Architektura Londynka jest bardzo specyficzna, dziś trochę „zapuszczona”, ale zakładam, że to z czasem się zmieni. Szereg takich obiektów w innych miasta świata staje się miejscami dla artystów. W takich kwartałach tworzy się życie artystyczne, one są wymarzone do czegoś takiego.

Bydgoszcz też rozważa nadanie temu miejscu funkcji takiej bohemy artystycznej. Wyburzenie każdego z tych obiektów będzie wielką stratą, bo to nie jest wielki obszar. On jest specyficznie rozplanowany. Kiedyś, rozmieszczając budynki, kierowano się tzw. ładem przestrzennym. Wszystko miało swój charakter, odpowiednio zachowane proporcje, wyważone, tak kiedyś projektowano. Wyburzając któryś z obiektów, tracimy zwartość tej zabudowy.

O ile, gdybyśmy w ogromnym nowoczesnym budownictwie wyburzyli jakiś mały domek – taki jak ten na Londynku – nie byłoby to tak zauważalne dla przestrzeni, natomiast w tamtym przypadku, jest to strata ogromna. Dlaczego nie rozważa się przesunięcia tego obiektu, jeżeli leży on na trasie wymyślonej przez projektanta? Tego typu obiekty można przesunąć, przenieść, robiono to w Polsce planując ciągi komunikacyjne, robi się to również dzisiaj. Najprościej jest jednak wyburzyć – wcześniej doprowadzając obiekt do ruiny. Ktoś pomyśli, mała strata!

Co jeszcze, poza przesunięciem budynku, można zrobić, by uniknąć rozbiórek?

Warto zacząć od tego, kto takie projekty tworzy – bo mam wrażenie, że ktoś w ogóle nieznający przestrzeni miejskiej. Wielokrotnie mówiłem, że na całym świecie, gdyby ktoś projektował rozwiązania komunikacyjne w strefach historycznej zabudowy, nie zacząłby od trakcji, „kładąc” ją na tkankę miasta, ale najpierw zastanowiłby się, co może zrobić, by tej tkanki nie naruszyć. Zastanawiam się, jak w ogóle można było poddać pod konsultacje mieszkańcom projekt, który zakłada wyburzenia obiektów zabytkowych? Można konsultować różne projekty, ale zrobione z głową!

A rozwiązań moim zdaniem jest szereg. Jeżeli skręt z Chodkiewicza w ulicę Gdańską w kierunku Zawiszy jest niemożliwy, bo miejsca jest mało, to żadnym problemem nie jest zrobienie mijanki. To kwestia zastosowania pewnych rozwiązań technicznych, przekładni, sygnalizacji świetlnej. Wydaje mi się, że obecnie nie ma takiej sytuacji, żeby tramwaje na ul. Chodkiewicza i Gdańskiej się mijały, zawsze jeden jedzie, a drugi stoi, ze względu na kwestię skrętu.

Jeśli niemożliwe jest inne rozwiązanie, to na całym świecie stosuje się także podcienie. Jeżeli na drodze skrętu tramwaju przeszkadza usytuowanie narożnej kamienicy, to do pewnej wysokości robi się rodzaj podcienia. W Bydgoszczy również mamy takie rozwiązania. Wtórnie zrobione podcienie budynków przy przejściu z ul. Gdańskiej w kierunku Starego Miasta, np. w budynku dawnego Savoyu. Zrobiono to głównie po to, żeby stworzyć ciągi piesze, w związku z wybudowaniem drogi.

Rozwiązań jest co niemiara, tylko trzeba chcieć. W wielu przypadkach niestety decyduje cena. Cena, jak mówię, czyni cuda: szuka się najtańszych, najprostszych rozwiązań, nie myśli się o tym, żeby spojrzeć na to dalekowzrocznie. Idziemy po linii najmniejszego oporu, a potem mamy rozmaite „kwiatki”.

I zostaje wyrwa w zabudowie, jak np. przy Zbożowym Rynku...

Rondo Bernardyńskie jest dobrym przykładem. Nie wiem, dlaczego zburzono budynek narożny. Ktoś tłumaczył mi, że chodziło o to, by droga rowerowa zmieściła się z chodnikiem. Jeśli tak, to nie jest to przemyślane rozwiązanie! Odsłonięto podwórka tych budynków i wygląda to tragicznie. Powinno się to natychmiast zabudować, jednak z tego, co wiem, właściciel działki niespecjalnie chce wyrazić zgodę. W związku z tym będziemy mieli taką „szczerbatą” zabudowę, i to prawie w samym centrum miasta.

Kamienicę przy rondzie Bernardyńskim wyburzono w lutym 2020 roku, w zwiazku z rozbudową ul. Kujawskiej/fot. Anna Kopeć, archiwum

Tak jak mówię, wyburzenie jest najprostsze. Nie chodzi tylko o kamienice na rogu Gdańskiej i Chodkiewicza, ale też na przykład o budowę ulicy Nowomazowieckiej, gdzie również są przewidziane wyburzenia. Ktoś albo robi temu miastu na złość, albo tego miasta nie czuje, albo chce je zniszczyć, zniszczyć jego historyczną tkankę.

Rozumiem, że potrzebny jest rozwój komunikacyjny, ale Śródmieście, zabytkowe Stare Miasto, jest wartością najważniejszą i należy je bezwzględnie chronić. Wszelkie rozwiązania komunikacyjne powinny być tak zrobione, żeby w żaden sposób nie czynić uszczerbku na historycznej zabudowie.

Czy wyburzenia to „bydgoska specjalność”, czy raczej standard w Polsce?

Myślę, że to nie jest standard w Polsce, jest niewiele przypadków wyburzeń w zabytkowych obszarach miast, podyktowanych np. rozwiązaniami komunikacyjnymi. Może tak było dawniej, ale świadomość [historyczna] dzisiaj jest bardzo duża. Cieszy mnie też, że protest w sprawie wyburzeń to dzieło społeczników, szeregu różnych organizacji. Pokazuje to świadomość ludzi, którzy zaczynają utożsamiać się ze swoim miastem, starają się być za nie odpowiedzialni, szanować je.

Jak to kiedyś ktoś powiedział: my w życiu miasta jesteśmy tylko króciutkim epizodem, nie powinniśmy go w żaden sposób niszczyć.

Pamiętam wyburzenie, które bardzo mnie bolało: budynek przy ulicy Grottgera – przepiękny domek śluzowego (rozebrany pod budowę Nordic Haven – przyp. red.), w którym mieszkała śpiewaczka operowa Claire Dux. W roku 1942 jej portert, obraz pt. „Melancholia”, namalował Salvador Dali.

Dom, w którym mieszkali pracownicy obsługujący śluzę i ich rodziny/fot. Jarosław „But” Butkiewicz, archiwum

Dom miał ekspertyzę – wydaną na zlecenie inwestora – mówiącą, że jest on w bardzo złym, tragicznym stanie technicznym. Pojechałem tam, kiedy budynek był rozbierany. Był w dobrym stanie, nadającym się do remontu, z pięknymi detalami! Zniszczono kawał historii miasta.

Idąc tym tropem, możemy wyburzyć wszystko, zostaniemy z samymi drogami, wielkimi arteriami. Tylko że tego typu rozwiązania, szerokie arterie, tworzy się na ogół na obrzeżach miast. Nigdy nie „wciska się” ich w środek historycznej tkanki miasta. Wytłumaczeniem wyburzeń nie powinno być priorytetowe traktowanie komunikacji, za wszelką cenę.

Na całym świecie na obszarze „newralgicznym” dostosowuje się również tabor: jeżdżą tam mniejsze tramwaje, krótsze, które mogą skręcać na bardziej ostrych łukach. Tych rozwiązań jest dzisiaj mnóstwo, żyjemy w XXI wieku. Możliwości techniczne są niewiarygodne.

Z jednej strony mamy niszczenie zabytkowej tkanki, a z drugiej – kontrowersyjne projekty nowej zabudowy. Emocje wzbudziła wizualizacja hotelu, który ma stanąć przy „Rywalu”.

To, delikatnie mówiąc, nieporozumienie! Nie wiem, jakie są możliwości, by zmienić ten, niestety, słaby projekt.

Obszar ulicy Gdańskiej jest bardzo specyficzny, zwarty kompozycyjnie. W miejscowym planie zagospodarowania dla tego obszaru ustalono strefę „B” ochrony konserwatorskiej, w granicach której obowiązuje zachowanie proporcji wysokościowych zabudowy kształtujących sylwetę zespołu oraz dostosowanie nowej zabudowy do historycznej kompozycji urbanistycznej.

W związku z tym, jeżeli ktoś buduje na tym obszarze nowy obiekt, obowiązuje go dostosowanie się do historycznej zabudowy. W przypadku tego projektu ja tego zupełnie nie wiedzę.

To będzie wyglądało bardzo źle. Trzeba też spojrzeć na kontekst. To specyficzna metoda tworzenia wizualizacji: gdy nie pokazuje się budynku w szerszej przestrzeni, tylko tak, by był oderwany od rzeczywistości, jakby stał sam. Gdybyśmy jednak spojrzeli na ten obiekt z przeciwnej strony ulicy Gdańskiej, z widokiem na ławeczkę Rejewskiego i w oddali budynek ADM-ów, to zobaczylibyśmy dysproporcję – „Godzillę”, która przysłania wszystko. Ten budynek jest przeskalowany, za duży, niedostosowany do zabudowy historycznej. To całkowite zachwianie proporcji. Będzie tam też „ślepa ściana”, bo jedna z działek nie zostanie zabudowana.

W planie miejscowym jest zapis, że na tym obszarze wymagany jest wysoki standard architektoniczny i estetyczny budynków i wszystkich elementów zagospodarowania terenu. Ale co to znaczy: wysoki standard estetyczny? Taki zapis nie jest jednoznaczny, bo jak to zdefiniować? Ale ze względu na to, że jest to obszar objęty ochroną konserwatorską, taki obiekt nie powinien tam powstać. Konserwator miejski, Miejska Pracownia Urbanistyczna, powinni nad tym czuwać – a nie słyszę, by zabierali głos w tej sprawie.

Z jednej strony nad rozwojem zabudowy mają czuwać wyznaczone instytucje, etatowi pracownicy. Z drugiej – są Państwo, Rada ds. Estetyki, działająca społecznie. Kilka miesięcy temu zawiesił Pan działalność Rady. Czy już wiadomo, jaki będzie jej dalszy los?

To zależy od wielu czynników. Nam to miasto bardzo leży na sercu, jako społecznikom. Jeżeli nasze działanie mają być sensowne, powinniśmy mieć narzędzia, które dawałyby nam możliwość funkcjonowania w warstwie urzędniczej – by urzędnicy, na różnych etapach swojego działania, zasięgali opinii Rady. Oczywiście nie muszą uwzględniać naszych opinii, ale warto zaznaczyć, że w przypadkach, gdy Rada uczestniczyła [w opiniowaniu – przyp. red.], efekt finalny inwestycji jest nieporównywalnie lepszy od wcześniejszych koncepcji.

Dlaczego do Rady w ogóle nie trafił projekt tego hotelu? Rozumiem, że prywatny inwestor nie musi zwracać się do Rady, tym bardziej, jeśli dostaje pozwolenie budowlane. Ale Rada w tym etapie [wydawania pozwolenia] została całkowicie pominięta. Myślę, że w momencie, kiedy wydaje się taką decyzję, kiedy dyskutuje się o wyglądzie, o formie, uwzględnienie głosu Rady i jej uwag by się z pewnością przydało.

W toku naszej pracy zmienialiśmy na lepsze wiele rzeczy, wydawaliśmy opinie, ale nie możemy „projektować” obiektów, to nie jest nasza rola. Zależy nam na tym, żeby dla każdej z inicjatyw powstało kilka wizualizacji, nie jedna, żeby było o czym dyskutować, wybrać to, co najbardziej będzie pasować do przestrzeni i nie będzie za chwilę czymś niechcianym, gdyż słaba jakość projektu szybko go dewaluuje.

Widziałbym rolę Rady jako ciała doradczego, które mogłoby funkcjonować na istotnych etapach konsultacji lub przed konsultacjami. Nieraz zdarzało się, że ustalaliśmy coś, a potem, nie uprzedzając nas, pozmieniano całkowicie – wydawać by się mogło – detale, drobne rzeczy. Spowodowało to jednak zupełnie inny odbiór obiektu, który opiniowaliśmy, wskazując na pewne rozwiązania.

Tego, czy Rada będzie funkcjonowała, jeszcze nie wiem. To zależy od narzędzi, które mają być wypracowane. Chcemy spotkać się z panem prezydentem, porozmawiać o naszych spostrzeżeniach. Zobaczymy, w jakim kierunku to pójdzie.

prof. zw. dr hab. Dariusz Markowski – konserwator dzieł sztuki, pracownik Wydziału Sztuk Pięknych UMK w Toruniu, kierownik Katedry Konserwacji-Restauracji Sztuki Nowoczesnej i Współczesnej; Prezes Bydgoskiego Oddziału Stowarzyszenia Konserwatorów Zabytków; przewodniczący Społecznej Rady ds. Estetyki Miasta przy Prezydencie Miasta Bydgoszczy

Konsultacje w sprawie rozbudowy sieci tramwajowej trwają do końca lutego. Więcej czytaj tutaj.

Czytaj również: Bez kamienic, z torowiskiem.„Wiocha z tramwajami”[KOMENTARZ]

Marta Kocoń

Marta Kocoń Autor

Sekretarz Redakcji