Zdrowie i uroda Dzisiaj 09:24 | Reklama
Koniec z parującymi okularami - jak laserowa korekcja wzroku odmienia codzienne nawyki?

materiał ilustracyjny

Kasia i Tomek mają po czterdzieści lat. Na pierwszy rzut oka ich codzienność niewiele różni się od życia większości osób w ich wieku: praca, dom, zakupy, weekendowe obowiązki, spotkania ze znajomymi i próby znalezienia chwili tylko dla siebie. Jest jednak coś, co towarzyszy im niemal przez cały dzień — okulary, które w wielu sytuacjach okazują się niedogodnością.

Kto powinien przyjmować kolagen?

Zdrowie i uroda 28 maj 22:31

Kasia potrzebuje korekcji zarówno do „dali, jak i do „bliży”. Tomek korzysta z okularów przede wszystkim podczas czytania, pracy przy komputerze i innych czynności wymagających dobrego widzenia z bliska. Żadne z nich nie traktuje swojej wady wzroku jak szczególnego problemu. Przez lata nauczyli się po prostu z nią żyć. A właściwie — nauczyli się żyć z okularami. I właśnie ta różnica okazuje się całkiem istotna.

Drobiazgi, które potrafią zmęczyć

Okulary rzadko są dużym problemem. Zdecydowanie częściej bywają serią drobnych niedogodności, które pojedynczo nie mają większego znaczenia, ale powtarzane codziennie zaczynają irytować.

Kasia doskonale zna sytuację, w której wychodzi rano z domu w chłodny dzień, a po wejściu do ciepłego pomieszczenia jej szkła natychmiast pokrywają się mgłą. Zanim zdąży zrobić zakupy, przywitać się ze znajomymi, czy spokojnie usiąść przy biurku, musi poczekać, aż okulary odzyskają przejrzystość.

Zimą zdarza się to szczególnie często. Różnica temperatur pomiędzy zimnym powietrzem na zewnątrz, a ogrzewanym wnętrzem jest dla szkieł bezlitosna.

Latem problem potrafi wyglądać zupełnie inaczej. Wystarczy intensywniejszy spacer, szybkie wejście po schodach albo bardziej wymagająca praca fizyczna. Człowiek zaczyna się pocić, a okulary ponownie przypominają o swoim istnieniu. Przy precyzyjnych czynnościach, kiedy wzrok musi być maksymalnie skupiony, zaparowane lub wilgotne szkła potrafią skutecznie wybić z rytmu.

Tomek zna ten scenariusz szczególnie dobrze. Kiedyś podczas składania mebla musiał kilkakrotnie przerywać pracę, żeby przetrzeć okulary. Drobne elementy, niewielkie śrubki i instrukcja napisana małym drukiem wymagały precyzji. Tymczasem każde kolejne zaparowanie oznaczało przerwę.

Niby nic. Kilka sekund. Tylko że takich „kilku sekund” w ciągu dnia może zebrać się całkiem sporo.

Bliż, dal, bliż, dal...

W przypadku Tomka okulary mają jeszcze jedną cechę: niemal zawsze są w ruchu. Czytanie — okulary. Spojrzenie w ekran oddalonego o kilka metrów — okulary można zdjąć. Telefon — znowu trzeba je założyć. Telewizor — zdjąć. Instrukcja na opakowaniu — założyć.

To niewielka czynność, ale powtarzana wiele razy dziennie zaczyna przypominać niekończący się rytuał. Okulary lądują więc w kieszeni, na biurku, obok laptopa, na kuchennym blacie albo — oczywiście — w miejscu, którego później trudno sobie przypomnieć.

Kasia ma pod tym względem nieco inaczej. Jej okulary muszą radzić sobie z różnymi odległościami jednocześnie. Dlatego zdecydowała się na szkła progresywne. Ale to też nie jest takie proste.

Progresy wymagają przyzwyczajenia. Człowiek musi nauczyć się, w jaki sposób kierować wzrok, by znaleźć odpowiednią strefę do patrzenia w dal, na odległości pośrednie i z bliska. Dla kogoś, kto przez lata korzystał ze standardowych okularów, jest to pewna zmiana codziennych nawyków.

Kasia przez pierwsze tygodnie miała wrażenie, że jej oczy uczą się nowej rzeczywistości. Z czasem było coraz lepiej, ale początki przypominały naukę obsługi urządzenia, do którego nikt nie dołączył instrukcji.

Deszcz też ma swoje zdanie

Okulary nie przepadają również za deszczem. Podczas krótkiego spaceru wystarczy kilka większych kropel, aby obraz za szkłami stał się mniej wyraźny. Przy intensywnych opadach sytuacja jest jeszcze mniej komfortowa — krople wody osiadają na powierzchni szkieł, a wycieranie ich co kilka chwil nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem. Kasia żartuje czasem, że podczas deszczowego dnia nie tyle patrzy przez okulary, ile próbuje patrzeć pomiędzy kroplami.

To kolejny drobiazg, który sam w sobie nie jest powodem do rezygnowania z okularów. Jednak gdy podobne sytuacje powtarzają się przez lata, zaczyna się dostrzegać, ile uwagi poświęca się sprzętowi, który teoretycznie powinien po prostu pomagać widzieć.

Okulary, których ciągle trzeba pilnować

Jest jeszcze jedna rzecz: okulary trzeba mieć przy sobie. To oczywiste, dopóki nagle ich nie ma. Kasia zna momenty, w których odkłada je tylko na chwilę, żeby umyć twarz, zrobić makijaż, położyć się na kanapie czy przygotować coś w kuchni. Po kilku minutach nie pamięta już, gdzie je odłożyła.

Tomek ma podobnie ze swoimi okularami do bliży. Czasem znajduje je w miejscu, w którym absolutnie nie pamięta, żeby je zostawił. Innym razem okazuje się, że przez kilka minut szukał ich, podczas, gdy cały czas leżały tuż obok komputera.

To właśnie takie sytuacje sprawiają, że z czasem zaczynają postrzegać okulary nie tylko jako pomoc w dobrym widzeniu, ale również jako kolejny przedmiot, o którym trzeba pamiętać.

Czy można żyć trochę inaczej?

Pewnego wieczoru, po kolejnym deszczowym dniu i kilku próbach odnalezienia okularów, Kasia i Tomek zaczęli rozmawiać o tym, czy istnieje sposób, aby choć częściowo uwolnić się od tych codziennych drobiazgów.

Poszperali sieci i dowiedzieli się o laserowej korekcji wzroku https://blikpol.pl/laserowa-korekcja-wzroku. Nie potraktowali jej jednak jak cudownego rozwiązania, ani decyzji, którą należy podjąć pod wpływem chwilowego zmęczenia okularami. Wyczytali, że możliwość wykonania zabiegu zależy między innymi od rodzaju i stabilności wady oraz ogólnego stanu oczu. Najpierw potrzebna jest odpowiednia diagnostyka i kwalifikacja przeprowadzona przez przez optometrystę i lekarza okulistę.

Sama świadomość, że istnieje jeszcze jedna możliwość, była jednak dla nich interesująca. Być może warto po prostu sprawdzić, czy w ich przypadku laserowa korekcja wzroku jest możliwa. Być może nie.

Może jedno z nich będzie dobrym kandydatem, a drugie pozostanie przy okularach. Może okaże się, że najlepszym rozwiązaniem nadal będzie korekcja optyczna. Ale pojawiła się szansa i możliwość wyboru.

Bo komfort składa się z drobiazgów

Kasia i Tomek nadal mają po czterdzieści lat i nadal zdarzają im się te same małe przygody. Zimowe wejście do ciepłego pomieszczenia kończy się zaparowanymi szkłami. Deszcz pozostawia na nich krople. Intensywniejszy wysiłek może oznaczać kolejne parowanie. Tomek nadal zakłada i zdejmuje okulary do bliży, a Kasia wciąż doskonali swoje umiejętności korzystania z progresów.

Tyle że dziś patrzą na to trochę inaczej.

Wada wzroku nie musi być wielkim ograniczeniem. Okulary dla wielu osób są wygodnym i sprawdzonym sposobem korekcji. Ale jednocześnie warto pamiętać, że współczesna okulistyka daje także inne możliwości. Czasami wystarczy zapytać. Sprawdzić. Porozmawiać ze specjalistą.

Bo komfort nie zawsze oznacza wielką zmianę. Czasem chodzi po prostu o to, żeby pewnego zimowego dnia wejść z dworu do ciepłego pomieszczenia i po raz pierwszy od dawna nie czekać, aż świat przestanie być zamglony.

Artykuł sponsorowany

Reklama Autor

-->