Felietony 1 maj 16:44 | Jarosław Jakubowski
Jak się robi politykę historyczną [FELIETON]

Jarosław Jakubowski, fot. Anna Kopeć (archiwum)

W Polsce zwykło się sądzić, że polityka historyczna to coś brzydko pachnącego propagandą, jakiś popeerelowski relikt, który należy odłożyć do lamusa. Nic bardziej mylnego.

Politykę historyczną prowadzą dziś właściwie wszystkie państwa, te demokratyczne i te pozostałe. Mamy to szczęście albo nieszczęście śledzić na żywo dokonania polityki historycznej Niemiec (demokracja) i Rosji (niedemokracja).

Oba kraje są w tej dziedzinie mistrzami, każde na swój sposób. Niemcy po zjednoczeniu przystąpiły do prawdziwego historycznego Blitzkriegu, w którym zamiast zagonów pancernych używają środków masowego przekazu, przemysłu filmowego, a przede wszystkim szeroko pojętej dyplomacji. Pamiętny serial sprzed kilku lat „Nasze matki, nasi ojcowie” to tylko drobny wycinek kampanii mającej na celu zerwanie z wizerunkiem Niemców jako sprawców, a przynajmniej jedynych sprawców drugiej wojny światowej i Holocaustu. Ogromną rolę odegrał Związek Wypędzonych pod wodzą Eriki Steinbach, organizacja oficjalnie traktowana przez niemieckich polityków trochę jak stowarzyszenie sentymentalnych dziadków. Tymczasem praca związku doprowadzi wkrótce do powstania w Berlinie ogromnego Centrum przeciwko Wypędzeniom, które będzie kolejnym ważnym ośrodkiem prowadzenia niemieckiej polityki historycznej. Media za Odrą, a także ich odpowiedniki z tej strony rzeki, z lubością przedstawiają Polaków jako współsprawców Holocaustu. Tym łatwiej wykreować im taki obraz, że mają w kraju grupę zaprzyjaźnionych historyków lub pseudohistoryków, zawsze gotowych wysmażyć kolejny akt oskarżenia pod adresem Polaków.

Rosja posługuje się narzędziami mniej subtelnymi, ale jej kłamliwa propaganda państwowa trafia na podatny grunt. Śledzę od pewnego czasu twitterowe konto MSZ Federacji Rosyjskiej. Bardzo często pojawiają się tam oskarżenia pod adresem Polski, która, niewdzięczna, lekceważy daninę krwi Armii Czerwonej, wyzwolicielki spod faszystowskiego jarzma. Tego rodzaju przekaz cieszy się poparciem różnojęzycznych odbiorów, w których buduje się obraz naszego kraju jako wasala Zachodu, szczególnie Stanów Zjednoczonych. Dodajmy do tego niezwykłą aktywność rosyjskich, choć angielskojęzycznych mediów (o zasięgu globalnym) oraz aktywność dyplomatyczno-wywiadowczą, a zobaczymy, z czym musimy się mierzyć.

Mam wrażenie, że nasza polityka historyczna skupia się głównie na reagowaniu, jak np. w przypadku nieszczęsnych „polskich obozów śmierci”. To konieczna reakcja, ale doraźnym interwencjom powinna towarzyszyć wielopoziomowa i wieloaspektowa, codzienna działalność. Dowiaduję się, że wsparcie państwa, czyli Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, otrzymał film o „Goralenvolk”, czyli o pomyśle Niemców na zgermanizowanie polskich górali. Niewielka ich część przystąpiła do tego kolaboracjonistycznego ruchu. Nie wiem, jaki to będzie film, ale już dziś można przypuszczać, że po niemieckiej stronie spotka się z zainteresowaniem. Nic tak nie cieszy, jak prowadzenie własnej polityki historycznej za cudze (w tym przypadku polskie) pieniądze. Jak dotąd nie doczekaliśmy się filmowej superprodukcji o Bitwie pod Monte Cassino, Witoldzie Pileckim, Łukaszu Cieplińskim, obronie Narviku czy walkach pancerniaków generała Maczka na Zachodzie. Polski, niebagatelny wkład w zwycięstwo nad nazistowskimi Niemcami znamy tylko my. W świat idzie za to narracja o polskich antysemitach, kolaborantach, no i oczywiście o „burzeniu” sowieckich pomników. Trzecia wojna światowa, tym razem o pamięć, trwa i jak dotąd ją przegrywamy. Ale odpowiedzialności za to nie ponosi wyłącznie państwo.

Jako się rzekło, polityka historyczna powinna być prowadzona wielopoziomowo, również na szczeblu samorządowym. Jak to wygląda w Bydgoszczy? Tu chyba najlepszym przykładem jest osoba Mariana Rejewskiego, urodzonego w tym mieście genialnego matematyka, który złamał szyfr Enigmy. Jest pomnik z ławeczką, są tablice, jest mural, a ostatnio prezydent miasta wpadł na pomysł, żeby Narodowy Bank Polski wyemitował 20-złotowy banknot z wizerunkiem Rejewskiego. Przy okazji, we wpisie na Facebooku, wypowiedział się pogardliwie o śp. Lechu Kaczyńskim. („W Polsce na banknot ma trafić śp. Prezydent Lech Kaczyński. Naprawdę mierzmy osiągnięcia odpowiednią miarą”). Cóż za „dyplomacja”. Tymczasem w Poznaniu niedługo zostanie otwarte muzeum Enigmy. Dokonania Rejewskiego i jego towarzyszy zostaną tam przedstawione w kontekście losów wojny, wyjaśnione, podane w atrakcyjnej wizualnie formie. Wielkopolska znowu pokazała, jak to się robi.

Jarosław Jakubowski – poeta, prozaik, dramatopisarz, publicysta, doradca wojewody kujawsko-pomorskiego ds. kultury

Czytaj również:

Marian Rejewski w politycznej grze prezydenta Bydgoszczy [KOMENTARZ]