Felietony 25 paź 14:41 | Redaktor
Psychoza i kozły ofiarne [FELIETON]

fot. ilustracyjne/ Pixabey

Rok 2020 jest jakimś bolesnym przerywnikiem w nieźle zapowiadającym się w historii ludzkości XXI wieku. Rodzaj ludzki osiągnął bowiem już naprawdę wysoki stopień rozwoju i mniemał, że ma kontrolę nad swoim bytowaniem. Hasło “każdy kowalem swojego losu” bardzo się spodobało ludziom wyzwolonym sto lat temu spod władzy głów koronowanych, a kilkadziesiąt lat temu z nocy reżimów totalitarnych.

Uwierzyliśmy, że kształtujemy swoje życie. No, przynajmniej do momentu starości. Nad starością wprawdzie jeszcze nie panujemy, ale staramy się ją odsuwać w jak najdalszą przyszłość. Niektórzy mówią, że starość się Panu Bogu nie udała. (Pewna starsza pani zapytała głoszącą taką teorię trzydziestolatkę czy śmierć na krzyżu się Panu Bogu udała, ale doczekała się tylko fuknięcia). A ci którzy weszli już na wyższy stopień świadomości, wiedzą, że starość będzie można za moment wyeliminować. Tak jak wyeliminowano już w niektórych krajach dzieci z zespołem Downa.

Dziś jesteśmy wysportowani, ćwiczymy, biegamy, jeździmy na rowerach, układamy diety, które zapewniają nam zdrowie i dobrostan. Unikamy mięsa i tłuszczu, żeby żyć jak najdłużej, jak najzdrowiej i udaje nam się to. Jesteśmy coraz zdrowsi, coraz silniejsi, coraz sprawniejsi, osiągamy coraz lepsze wyniki w rozmaitych sportach, coraz mniej chorób nas się ima i potrafimy to kontrolować.

Zapalenie oskrzeli, płuc, czy nawet gruźlica, wprawdzie nie są przyjemnymi chorobami, ale też nauczyliśmy się sprawować nad nimi kontrolę, poprzez tabletki czy zastrzyki. Jeśli już zdarzy się choroba, to jest na nią pigułka. A jeśli jeszcze jej nie ma, to wierzymy, że jest to tylko kwestia czasu.

No są jeszcze nowotwory, ale prawdopodobieństwo wystąpienia wielu z nich udaje się ograniczyć również odpowiednią dietą, stylem życia. Potrafimy też nowotwory leczyć, chirurgicznie, radioterapią, chemioterapią.

Jakoś sobie to życie ustawiliśmy, jakoś ono jest coraz lepsze, jakoś coraz bardziej odzyskujemy kontrolę nad światem i zaczynamy myśleć, że wydarliśmy Panu Bogu z powrotem coś, co on nam zabrał po grzechu pierworodnym - władzę nad naturą.

I przyszła epidemia covida. I okazało się, że nie wystarczy być wysportowanym, nie wystarczy dużo ćwiczyć, nie wystarczy nie jeść mięsa, nie wystarczy łykać odpowiednich suplementów diety. Bo można się najzwyczajniej w świecie zarazić i przechodzić jakieś duszności, a z braku respiratora po prostu się udusić. I umrzeć. Co tu począć? Jak odzyskać kontrolę? To nie może być przecież tak, jak w średniowieczu, że to Pan Bóg będzie decydował, kto z nas umrze, a kto z nas przeżyje!

Zaczęła się psychoza. Ktoś musi być winien. Wciąż szukamy kozłów ofiarnych. Winni byli już katolicy, bo roznoszą wirusy w kościołach. Winny był rząd, bo zrobił wybory. Winny był Bill Gates, bo zapewne na tym skorzysta i nas zaczipuje. Winni wreszcie są sceptycy, bo śmią twierdzić, że ta zaraza nie jest groźniejsza od wcześniejszych i przez nich ludzie przestają nosić maseczki.

Znalazł się jeden żebrak pod kościołem, który powtarzał słabym głosem: nawróćcie się, żeby nam się wszystkim co gorszego nie przytrafiło... Pojednajcie się z Bogiem. Ale wszyscy obchodzili go z daleka.

Maksymilian Powęski

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor