Felietony 2 lip 20:34 | Redaktor
Sąd amerykański idzie śladem polskiego Trybunału [FELIETON]

Budynek Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych/fot. Senate Democrats - 7W9A9324 (Wikimedia Commons), lic. CC BY 2.0

Sąd Najwyższy w Stanach Zjednoczonych podjął uchwałę o znaczeniu, którego nie sposób przecenić. Odwraca ona wyrok z 1973 w sprawie Roe przeciwko Wade. Ale co tak naprawdę się wydarzyło?

Trzeba chyba zacząć od Kaina i Abla. Odkąd istnieje ludzkość, z jednej strony zdawano sobie sprawę z norm moralnych, a z drugiej strony zawsze znaleźli się tacy, którzy te normy mniej lub bardziej zuchwale łamali. Teologia katolicka upatruje w tym skutków grzechu pierworodnego i jednocześnie znajduje ratunek w odkupieniu, które przyniósł Jezus Chrystus. Tak było przez tysiąclecia i z dokonywaniem aborcji. Zasadniczą jednak zmianę przyniósł wiek dwudziesty. Wiek, w którym zaczęto na niespotykaną dotąd skalę relatywizować dobro i zło, co sprowadzało się często do przewrotnego i przemocowego nazywania zła dobrem. 

Żebyśmy sobie to dobrze uświadomili, powinniśmy cofnąć się o 100 lat. Po rewolucji bolszewickiej w Rosji, w roku 1920 w ramach promocji „wolnej miłości”, lansowanej z uporem przez Aleksandrę Kołłontaj (1872–1952), zalegalizowano aborcję. Był to pierwszy taki przypadek na świecie. Rozmiary procederu pozbawiania najmłodszych życia stały się wprost niewyobrażalne. „Zabiegów” terminacji ciąży dokonywano wręcz na skalę przemysłową. Wprawdzie gdy władze zorientowały się, jakie skutki demograficzne przyniesie ta decyzja, ponownie zakazały aborcji w roku 1936. Jednak „prawo” to przywrócono po II wojnie światowej, w 1955 roku. Miarą hipokryzji był tekst odczytywany kobiecie przed uśmierceniem dziecka: „Prowadzone przez Radzieckie Państwo działania mające na celu promowanie ochrony macierzyństwa i dalszego wzrostu świadomości kulturowej kobiet, będących aktywnym elementem wszystkich dziedzin życia gospodarczego i kulturowego kraju, umożliwiają zniesienie zakazu wpisanego do prawa aborcyjnego”.

W latach 80. XX wieku w ZSRS zabijano sześć milionów dzieci rocznie. Suma aborcji z lat 1920 do końca istnienia Związku Sowieckiego szokuje jeszcze bardziej. Badania amerykańskiego naukowca Roberta Johnstone’a szacują tę liczbę na 280 milionów! To znacznie więcej niż wynosi liczba obywateli współczesnej Rosji, a niemal dokładnie tyle samo, ile mieszkańców miał Związek Sowiecki tuż przed swoim rozpadem.

Środowiska proaborcyjne zaczęły działać również w państwach Zachodu. W 1973 roku doprowadzono do słynnego procesu w USA. Sąd Najwyższy wydał wyrok (siedem głosów było za, przeciwko były dwa głosy) obalający antyaborcyjne prawa stanu Teksas. Orzeczono, że prawo do prywatności osobistej obejmuje także prawo do podjęcia decyzji o aborcji, lecz prawo to nie jest bezwarunkowe i musi być rozpatrywane z uwzględnieniem istotnego interesu stanu.

Ustosunkowano się wprawdzie do argumentu, że płód ludzki posiada również konstytucyjne prawo do ochrony życia, ale uznano, że 14. poprawka do Konstytucji USA z 1868 nie obejmuje nienarodzonych, ponieważ… prawna kryminalizacja aborcji jest od niej późniejsza.

To za Stanami Zjednoczonymi poszły inne kraje Zachodu. Obecnie najczęstszą przyczyną śmierci na świecie jest aborcja. Łącznie zabija się w ciągu roku ponad 50 milionów istnień ludzkich.

Dopiero w ostatnich dniach wyrok ten został unieważniony. Jak zauważył sędzia Alito – autor uzasadnienia – ani żaden przepis Konstytucji USA, ani też 14. Poprawki nie zawierają żadnego odniesienia do aborcji. Na czym więc opiera się argumentacja? Na tym, że prawo to jest „głęboko zakorzenione w historii i tradycji narodu”. Przytoczył szereg argumentów świadczących o tym, że istotnym elementem historii i tradycji narodu amerykańskiego jest prawna ochrona życia, nie zaś prawo do aborcji.

Wyrok i uzasadnienie zawiera w moim przekonaniu co najmniej dwa doniosłe przesłania. Po pierwsze – odwołanie do argumentu z tradycji znów staje się metodą rozstrzygania spraw przedstawianych przez rzeczników nowoczesnego relatywizmu jako nierozstrzygalne. Drugie przesłanie zaś świetnie zdefiniował prof. Jacek Bartyzel: „Orzeczenie amerykańskiego sądu jest krzepiące również dlatego, że obala fatalistyczne przeświadczenie o nieodwracalności zmian, wprowadzanych przez kolejne rewolucje, zarówno w prawie, jak i obyczajach”.

No i oczywiście cieszy, że to polski wyrok był pierwszym.

Maksymilian Powęski

 

fot. CC BY 2.0

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor