Kultura 19 wrz 19:49 | Redaktor
W trosce o etnograficzną wiarygodność. Redaktor Lewicka-Ritter o propagowaniu wzorców

Bożena Bruska, mistrz krawiecki/fot. krystynalewicka-ritter.pl

Wskazując na problem wiarygodności regionalnej nie tylko strojów ludowych, ale może również repertuaru muzycznego wielu zespołów, nie chciałabym jednak… „wylać dziecka z kąpielą” - pisze redaktor Krystyna Lewicka Ritter. I dodaje, że tolerancja – w dozwolonym zakresie – jest konieczna. 

SZTUKA LUDOWEGO KRAWIECTWA

      Mnogość imprez mających w nazwie „folklorystyczne”,  „regionalne” czy „ludowe”, pozwalałaby przypuszczać, że Polska to eldorado odradzających się tradycji ludowych. Nie brak też jarmarków, festynów, kiermaszów i festiwali pieśni ludowych, na których występują zespoły muzyczne i śpiewacze z repertuarem… biesiadnym i w kolorowych strojach też tak jak śpiewane pieśni – nazywanych ludowymi. Czy jednak takimi są? Kto czuwa nad ich wiarygodnością etnograficzną? Pytanie pozostawię bez odpowiedzi, choć powszechnie wiadomo, że panująca w tym względzie dowolność jest… nagminna.  

      Popatrzmy jednak na problem i drugiej strony. Jeśli chcemy doprowadzić do szerszego zainteresowania regionalnym dziedzictwem kulturowym, zamiast ganić występujących w tzw. strojach świetlicowych, stylizowanych na ludowe, śpiewających pieśni czasami daleko od ludowych odbiegające, propagujmy przede wszystkim właściwe wzorce etnograficzne. Tymi najczęściej dysponują muzea. Znajdują się tam zbiory pozwalające na skorzystanie z tej bogatej i rzetelnej bazy informacyjnej.

 

      – I zespoły zgłaszają się po taką pomoc do nas – mówi kustosz Dorota Kalinowska z Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej we Włocławku. – My również chętnie taką pomocą służymy. Jeśli zespół przyjeżdża z krawcową, omawiamy jak należy szyć strój ludowy, jakie mają być hafty. Właśnie wydaliśmy książkę mojego autorstwa pod tytułem „Haft kujawski wczoraj i dziś” i można u nas z niej korzystać. Są tam motywy, wzory, ściegi.

 

      DOSTĘP DO MUZEALNEJ BAZY AUTENTYCZNYCH STROJÓW LUDOWYCH  nie czyni jeszcze problemu rozwiązanym. To dopiero… początek góry lodowej! Góry, która w ostatnich latach stała się jeszcze wyższa i trudniej dostępna, ponieważ…

 

      – Jeszcze kilka lat temu dla twórców ludowych i rękodzielników sprzedających swoje wyroby, podatek VAT wynosił 8 procent, teraz 23 procent  – mówi Jarosław Wygnański, właściciel firmy szyjącej stroje ludowe.- Żeby jednak prawo do tego 8-procentowego VAT – u dostać, w przypadku pracowni krawieckich musieliśmy spełnić ważny obowiązek. Mianowicie – uszyte przez nas stroje oceniała Krajowa Komisja Artystyczna  i Etnograficzna „CEPELIA” . Jeśli strój był wykonany według muzealnych zaleceń, między innymi z ręcznymi haftami zgodnymi z etnograficznymi wymogami, wtedy krawcy przy jego sprzedaży płacili tylko 8 procent podatku VAT. Ale taki strój musiał być również szyty z naturalnych materiałów czyli: sukna wełnianego, cienkiej wełny na spódnice, płótna bawełnianego lub ręcznie tkanych pasiaków.

 

      – Teraz nikt już nie ocenia pracy krawców pod względem etnograficznej wiarygodności, a obowiązujący 23-procentowy VAT już zbiera swoje żniwo – kontynuuje Jarosław Wygnański. – Bywa bowiem, że firmy szyją stroje z komputerowymi maszynowymi haftami, i z takich materiałów, by stać je było na… zapłatę tego większego podatku. Na ręczne wyroby hafciarskie, również kilka lat temu nałożono 23 procent VAT-u. Efekt? Krawców nie stać na ich coraz droższe rękodzieła. Podobnie rzecz się ma z firmami produkującymi dla nas tkaniny. Jak długo jeszcze wytrzymają na rynku, płacąc wyższy niż jeszcze kilka lat temu VAT? Nie wiadomo. Spośród firm tkających ręcznie na krosnach pasiaki na spódnice m.in. do stroju łowickiego, sieradzkiego, piotrkowskiego, kurpiowskiego, łęczyckiego – z większych został już tylko warsztat w Opocznie i w Zdunach koło Łowicza. Dlaczego, bo coraz mniej osób szyjących stroje ludowe stać na zakup coraz droższych tkanin naturalnych. Ręczna technika tkania nie jest zbyt wydajna i pozwala jednemu pracownikowi na wyprodukowanie zaledwie… ok. 3 metrów materiału dziennie. A na spódnicę łowicką potrzeba około 3,5 metra, gdzie metr takiego dzieła, tak dzieła, kosztuje ponad 200 złotych!

 

      Dorota Kalinowska, kustosz w Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej we Włocławku: –  Kiedy jesteśmy zapraszani do jury lub komisji oceniającej na przykład występy zespołów na festiwalach pieśni ludowej, wtedy zwracamy uwagę również na stroje ludowe. W zależności od tego czy oceniamy etnograficzną wartość strojów dziecięcych, młodzieżowych czy osób dorosłych, stosownie do tego –  zgłaszamy nasze uwagi. Ale nie zawsze poprawiane są błędy, na które wskazujemy. Dlatego między innymi, że zespoły nie mają pieniędzy na to, by kupić choćby drogie naturalne materiały czy zlecić haftowanie kryz, fartuchów i halek osobom znającym tradycyjne wzory haftu. Przy tej jednak bardzo bogatej ofercie tkanin na rynku, można znaleźć tkaniny, nawiązujące choćby do kolorystyki stroju. Choć będzie to już tylko stylizacja stroju na ludowy. A jakie błędy najczęściej popełniają osoby występujące w strojach tak zwanych ludowych? Takim powszechnym błędem jest brak nakrycia głowy u mężatek, spódnice i fartuchy w niewłaściwych długościach i kolorach, a hafty i ich motywy nie zawsze są zgodne z miejscową tradycją. 

 

      ODWIEDZAM JEDNĄ Z KRAWIECKICH PRACOWNI W CHEŁMNIE, gdzie szyje się stroje ludowe. A tam… kolorowy zawrót głowy. Mistrz krawiecki, Zbigniew Gałecki z pięćdziesięcioletnim doświadczeniem zawodowym, od 17 lat szyje również stroje ludowe z różnych regionów… Polski i świata. Zna ich wszystkie tajniki! – Najtrudniejszy jest chyba do szycia strój nowosądecki –  mówi Zbigniew Gałecki – bo tam do męskiego fraka trzeba przyszyć około 600, a jak wyższy mężczyzna, to nawet 700 guzików! Każdy z malutkim, czerwonym pomponikiem! Do tego w tym stroju są bardzo zdobne hafty. I jest ich dużo. Po tylu latach pracy już znamy wzory haftów jakie obowiązują w każdym stroju. Jeśli nie – poszukujemy ich w muzeach, odwzorowując zarówno kroje jak i hafty zgodnie z zaleceniami muzealnych kustoszy.

 

      Podobną wiedzę krawca-etnografa ma również szyjąca w tej pracowni ludowe stroje Bożena Bruska. – Trzeba wiedzieć – dodaje – jak wszywać lamówki, kedry, jakim ściegiem zdobić na przykład kujawską jakę. Generalnie szycie strojów ludowych, to żmudna i trudna praca, wymagająca cierpliwości, dokładności, uwagi. Praca raczej mało opłacalna. Gdybyśmy nie kochali tego co robimy, to pewnie już byśmy z tego zrezygnowali.

 

      ZDANIEM OSÓB SZYJĄCYCH STROJE LUDOWE źle się stało, że tę dziedzinę sztuki krawieckiej podporządkowano powszechnym regułom gospodarczym, wprowadzając 23 procentowy podatek VAT także dla ”etnograficznych” pracowni krawieckich. Teraz po prostu wszyscy szyją stroje, korzystając z różnych, nie zawsze wiarygodnych źródeł. I nikt ich pracy nie ocenia pod względem etnograficznej wiarygodności.

 

       – Szkoda też naszej wiedzy – mówi Jarosław Wygnański – którą zdobywaliśmy przez długi czas. W moim przypadku jest to 30-lat doświadczenia i współpracy z wieloma muzealnikami w kraju, ale też na świecie. Żeby zasłużyć na certyfikat wystawiany co dwa lata przez wspomnianą wyżej komisję artystyczną, sami poszukiwaliśmy wiedzy jak szyć prawdziwe stroje ludowe. To były wyjazdy do muzeów, liczne konsultacje z etnografami, trwające zresztą do dzisiaj. Bardzo dobrze wspominam współpracę z toruńskim Muzeum Etnograficznym, gdzie dużą pomocą służyła mi zawsze  kustosz Kinga Turska-Skowronek. Bardzo pomocna w mojej pracy była również autorka wielu książek opisujących polskie stroje ludowe Elżbieta Piskorz-Branekova z Warszawy. Przez te kontakty, i nie tylko, dokształcaliśmy się w dziedzinie etnografii. Taka pozytywna opinia Krajowej Komisji Artystycznej, uprawniająca nas w efekcie do płacenia mniejszego, 8-procentowego VAT-u, skutkowała bowiem tym, że sami stawaliśmy się „etnografami” w zakresie szycia strojów ludowych. Dzisiaj za szycie strojów, często tylko z nazwy ludowych, biorą się wszyscy, nawet ci nie mający żadnej wiedzy na ten temat.

 
 

      Przeglądam zdjęcia z wielu imprez, na których widnieją kolorowe wizerunki zespołów śpiewaczych i folklorystycznych. Są przepiękne! Znam również atmosferę tych naprawdę wspaniałych spotkań i fantastyczne zaangażowanie wielu osób organizujących te imprezy. Gdyby ich nie było… o folklorze, sztuce ludowej i kulturze regionów etnograficznych mówiłoby się o wiele mniej… może nawet w ogóle. Mniej też byłoby tych, którzy jako goście i widzowie doświadczyli uroków spotkania z folklorem, spotkania inspirującego być może, do pogłębiania wiedzy o swojej Małej Ojczyźnie.

      Wskazując na problem wiarygodności regionalnej nie tylko strojów ludowych, ale może również repertuaru muzycznego wielu zespołów, nie chciałabym jednak… „wylać dziecka z kąpielą”. Przecież festiwale, jarmarki, kiermasze, festyny, nawet te „ludowe i regionalne”, nigdy nie staną się imprezami w pełni zgodnymi z etnograficzną, muzealno-historyczną poprawnością. I tolerancja – w dozwolonym zakresie – jest tu konieczna.  Dlatego z pełnym szacunkiem odnoszę się do wszystkich popularyzujących piękną kulturę ludową, zachęcając może tylko częściej do kontaktów z muzeami województwa kujawsko-pomorskiego. To tam jest skarbnica etnograficznej wiedzy, po którą każdy może sięgnąć. Bardzo mnie też cieszy, że dzięki mojemu ministerialnemu stypendium, mogę podać dobre adresy i wskazać osoby oddane etnograficznej pasji i posiadające w tym zakresie wspaniałą wiedzę, z którą zapewne chętnie podzielą się z każdym jej poszukującym.

 Krystyna Lewicka-Ritter – Wasza Kujawianka

„Ubiór dawniejszy chłopów na Dobrzyniu, Chełmińszczyźnie, Ziemi Michałowskiej.

      Kobiety mężatki nosiły w święta duże czapki jedwabne z denkiem, szerokim szychem haftowane albo i złotem. Na czapce jedwabna chustka kaczorowego koloru, obwiązana wąsko wkoło czapki i z kokardą nad czołem, że dno czapki było widne. Dziewczyny malutkie perkalikowe czapeczki na samym czubku głowy, obszyte wkoło na dwa cale szeroko czerwoną materią; u czapeczki dwie szerokie i długie na 3 stopy bandy, czyli uwiązki perkalikowe, białe, związane pod brodą w wielką kokardę, której końce obszyte wyrobionymi ząbkam lub haftowane. Dziewczęta miały sznurówki. Suknie perkalikowe, szerokie niezbyt suto i różnobarwne. Zimą kaftany z lekkiej materii różnej barwy z rękawami szerokimi, których fałdy, czyli zmarszczki, zbiegały się u dołu do obszycia szerokiego z tej samej materii, zwanego paskiem. Fartuch szeroki, płócienkowy albo muślinowy, w kolorowe pręgi. Trzewiki skórzane, sznurowane (buciki) w zimie, a latem, jakoby pantofelki, trzewiki płytkie. Bogatsza miała granatowy kaftan na kształt męskiego zrobiony, suto obszyty frandzlą jedwabną, czarną, ze świecącymi guzikami w przodku i w tyle. Chustki duże były po większej części czerwone lub jaskrawe.”

Oskar Kolberg „Dzieła wszystkie – Pomorze” tom 39.

***

Cykl reportaży realizowany w 2021 roku, w ramach Stypendium Ministra Kultury,  Dziedzictwa Narodowego i Sportu zatytułowany: Krystyna Lewicka-Ritter „W KUJAWSKO-POMORSKIEM – Z OSKAREM KOLBERGIEM POD RĘKĘ” *

* Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust.1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

źródło: www.krystynalewicka-ritter.pl

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor