ROZMOWY 26 cze 19:00 | Redaktor
W Zawiszy można spełniać marzenia [ROZMOWA]

fot. Anna Kopeć

– Cieszą cztery awanse w pięć lat, ale żeby wrócić na szczyt, potrzeba jeszcze trzech – mówi w rozmowie z „Tygodnikiem Bydgoskim” Krzysztof Bess, prezes Zawiszy Bydgoszcz.

TB: Piękny prezent sprawiliście sobie na jubileusz 75-lecia Zawiszy Bydgoszcz. Gratulacje spływają z całej Polski?

Krzysztof Bess: Prezent niesamowity. Awans do III ligi. Czwarty awans w ciągu pięciu lat. Marzyłem, wierzyłem. Ciężko pracowaliśmy, ale że to wszystko tak się udało pod względem organizacyjnym i sportowym, to jednak niespodzianka. Zaczynaliśmy przecież od zera, od B-klasy. A gratulacje? Oj, spływają ze wszystkich stron. Z całej Polski, od klubów, działaczy, zawodników, sportowców innych dyscyplin, sympatyków, konkurentów. Tak duża liczba dobrych słów pod adresem Zawiszy Bydgoszcz przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Widać, że Zawisza to marka w Polsce, duża marka.

W wywiadzie dla „Tygodnika” w 2017 roku deklarowałeś: „Naszym zadaniem jest zrobić wszystko, by marka Zawisza Bydgoszcz żyła”. Dotrzymałeś słowa…

Tak. Zawisza nigdy nie zginie!

Prezes PZPN Zbigniew Boniek dzwonił?

Nie, nie dzwonił. Ale trwa Euro, był mecz z Hiszpanią. Widziałem, że na Twitterze pogratulował awansu. To pokazuje skalę zainteresowania Zawiszą. Mam nadzieję, że to wszystko może pomóc nam w drodze na szczyt.

Nerwy były do końca, do ostatniego gwizdka. Jaki to był sezon z punktu widzenia prezesa klubu?

Chyba nigdy w życiu się tak nie denerwowałem. Przecież remis z Pogonią sprawiał, że byliśmy uzależnieni od wyniku we Włocławku. Na szczęście gospodarze przegrali. Mówią, że szczęście sprzyja lepszym. I tego się trzymajmy. Ten sezon to była wisienka na torcie. Spinał klamrą okres pięciu lat. Wspomniałem już, że zaczynaliśmy od zera. Doszliśmy do IV ligi i teraz, w roku 75-lecia, nadarzyła się okazja, żeby awansować do III ligi. Czyż może być lepsza okazja? Tak, stres był ogromny, żeby uczcić jubileusz i zamknąć pewien etap. Teraz jest ogromna radość. Nie chcę być skromnym, to wielkie wydarzenie, jak na nasze piłkarskie podwórko.

Rundę jesienną zakończyliście na pierwszym miejscu. Zespół prowadzony przez Przemysława Dachterę i Sławomira Bigalke miał na koncie 39 punktów. Skąd zatem wzięła się decyzja o zmianie szkoleniowca i powołaniu przed rundą wiosenną na to stanowiska Piotra Kołca?

Ta zmiana rzeczywiście zasiała wątpliwość, czy to dobra decyzja. Ale żeby ją zrozumieć, trzeba pamiętać o naszej filozofii działania. Od samego początku nie myślimy w kategorii „dzisiaj”. My staramy się patrzeć daleko do przodu. Jesień skończyliśmy na pozycji lidera i pojawiła się realna szansa uzyskania awansu. Szanując pracę trenerów, wiedzieliśmy, że musimy znaleźć człowieka, z którym możemy wiązać nadzieje na przyszłość, na grę w III lidze. Zarząd buduje klub i chce go sukcesywnie rozwijać, a do tego trzeba ludzi, pewnych umiejętności wymaganych na kolejnych szczeblach rozwoju, zmiany otoczenia. Podobnie było z trenerem Patrykiem Zarosą. Wprowadził zespół do A-klasy i jego następcą został Jacek Łukomski, który wywalczył dwa awanse, ale wyzwania gry w czwartej lidze wymagały postawienia na Przemka i Sławka. Każda zmiana postrzegana jest jako dziwne zdarzenie. Zdajemy sobie sprawę, że nie wszystkie przypadają do gustu sympatykom, obserwatorom. Ale to jest nieustający proces budowy. Na razie to się sprawdza, choć to operacje na żywym organizmie. Zmiany są nieodzowne i te zmiany będą. Weszliśmy teraz na inny „level”, teraz to jest „level hard”. Ale jestem dobrej myśli. Urodziło się kilka koncepcji, które chcemy wdrożyć, choć jeszcze za wcześnie o tym mówić.

Wspomnieliśmy już o jubileuszu 75-lecia i o tym że odbudowywaliście klub od zera. Awanse seniorów są wizytówką waszej działalności, ale co poza tym udało się zrobić w ciągu tych pięciu lat?

Najważniejsze, że klub wrócił do Bydgoszczy, że Zawisza może znowu grać na stadionie przy ul. Gdańskiej 163. Zaczynaliśmy przecież w Potulicach. Wtedy pomocną dłoń wyciągnął do nas burmistrz Nakła i władze klubu Dąb Potulice. Dzięki nim mogliśmy w ogóle spoglądać w przyszłość i skupić się na budowie zespołu.

Ale ja zawsze powtarzam: Nie ma Zawiszy bez Bydgoszczy i nie ma Bydgoszczy bez Zawiszy. Teraz odbudowujemy dobre relacje z miastem i z podmiotami funkcjonującymi w mieście, z gospodarzami obiektu. Nasza współpraca z Bydgoskim Centrum Sportu układa się dobrze.

Największą radość sprawia nam chyba to, że odbudowaliśmy drabinkę szkoleniową. Mamy drużyny i szkolimy młodzież we wszystkich rocznikach. To zabiera dużo czasu i energii, ale na tych boiskach rośnie narybek. Z roku na rok przybywa dobrych zawodników. Wiedzą, że w Zawiszy mogą spełniać swoje marzenia i wiązać nadzieje na rozwój i wielką karierę w przyszłości. Oczywiście nie wszyscy będą Lewandowskimi czy nawet Góralskimi (Jacek Górlski, reprezentant Polski, wychowanek Zawiszy Bydgoszcz – przyp. red), ale wielu ma szanse grać na ligowych boiskach wszystkich szczebli i pukać do reprezentacyjnych bram. Cieszy nas też, że wracają wychowankowie. Na nich opiera budowę zespołu dyrektor sportowy Marcin Łukaszewski.

Do rozpoczęcia sezonu w III lidze pozostało raptem nieco ponad sześć tygodni. Przewidujecie jakieś wzmocnienia?

Ucieknę trochę od odpowiedzi na to pytanie. Konstruktorem i architektem jest Marcin Łukaszewski. Wspólnie z trenerem Kołcem zaczęli już pracę budowy zespołu na przyszły sezon. Na razie mamy pożegnania. Nasz bramkarz Michał Oczkowski poszedł do Wisły Płock, drużyny ekstraklasy. Młodzi zawodnicy mają prawo się rozwijać i osiągać najwyższe cele. Michał podpisał trzyletnią umowę na grę w ekstraklasie i myślę, że nie jest bez szans, żeby być numerem jeden w bramce w Płocku.

Myślę, że zbudujemy ciekawy skład na III ligę. Pomysł jest podobny, jak dotychczas. Ma to być mieszanka młodości z doświadczeniem. Jest mało czasu. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość, a życie i boisko zweryfikują, czy się udało.

Jaki cel stawiacie przed zespołem seniorów na przyszły sezon?

Chcielibyśmy utrzymać się w III lidze. Jak uda się powalczyć o coś więcej, to będziemy się cieszyć. 5 lipca chłopcy wracają do klubu i zaczynamy pracę. Inauguracja rozgrywek zaplanowana jest na 7 sierpnia. Wkrótce poznamy pierwszego rywala.

Jakie wyzwania poza tym stoją przed klubem – organizacyjne, szkoleniowe?

Priorytetem jest budowa pierwszego zespołu. Ale inwestujemy też w przebudowę zespołów młodzieżowych. W tych kategoriach chcemy grać o jak najwyższe cele na wszystkich frontach. Za miesiąc organizujemy obóz dla drużyn młodzieżowych. Do Gniewina pojedzie około 200 osób. Przez tydzień będą mieszkali w hotelu Mistral Sport i trenowali na jego obiektach. To tam była kwatera Hiszpanów podczas Euro 2012. Tam gra i trenuje Stolem Gniewino, z którym być może spotkamy się w III lidze. Chcę podkreślić, że takiego wyjazdu szkoleniowego w historii Zawiszy Bydgoszcz nigdy nie było. Całość koordynuje Maciej Megger, który wykonuje dużo pracy w grupach młodzieżowych.

Trwają nabory. Są chętni do gry w piłkę w Zawiszy?

Robimy rekrutację do pierwszej klasy sportowej przy IX Liceum Ogólnokształcącym. To bardzo dobry moment, żeby dołączyć do klubu. Istnieje jeszcze możliwość pojechania na obóz i poznania specyfiki pracy w Zawiszy. Tak, chętni są, ale zapraszamy. Niebiesko-czarne drzwi są otwarte (śmiech).

Tak się złożyło, że w przyszłym sezonie region kujawsko-pomorski będzie reprezentowany najwyżej właśnie w III lidze, w której zagrają Olimpia Grudziądz, Unia Janikowo, Elana Toruń i Zawisza. Spośród bydgoskich klubów piłkarskich jesteście teraz najlepsi. Czy spodziewacie się wsparcia od władz miasta?

Naszym celem jest budowa uczciwego, transparentnego klubu o przejrzystych finansach. Działamy jako stowarzyszenie i każda złotówka jest wydawana na cele statutowe, a osoby w zarządzie pracują społecznie. Utrzymujemy klub z datków, składek, wsparcia sponsorów, cegiełek i kibiców na stadionie. Na pandemii najwięcej tracił Zawisza. Nieobecność kibiców na trybunach to realny spadek wpływów do budżetu. Im więcej ludzi będzie przychodziło na mecze, tym funkcjonowanie klubu będzie łatwiejsze. Zawsze miło patrzeć na rodziny z dziećmi na trybunach. Myślę, że jest wokół społeczność Zawiszy, która może tworzyć świetne widowiska nie tylko na boisku.

Będę chciał rozmawiać z prezydentem, bo urząd miasta wspiera nas przez system dotacyjny i jest partnerem klubu.

Finansowy ciężar utrzymania klubu brali na siebie do tej pory w dużej mierze sympatycy i kibice oraz szereg lokalnych firm. Czy w Zawiszy Bydgoszcz pojawią się duzi sponsorzy?

Chcemy przyciągać partnerów i sponsorów. Grosz do grosza będziemy chcieli zwiększać ten budżet. Jeżeli będzie zainteresowanie ze strony dużego sponsora, to przyjmiemy go z radością, choć podchodzimy do tego ostrożnie. Mamy różne doświadczenia… Ale nie chcę tego wspominać.

Marzy nam się, żeby budżet był zrównoważony, to znaczy oparty na dużych sponsorach i wielu, wielu drobnych. Nie zamykamy się na żadnego darczyńcę. Powtórzę: Nie ma Zawiszy bez Bydgoszczy i Bydgoszczy bez Zawiszy. Największymi sponsorami mogą być bydgoszczanie, którzy będą przychodzić na mecze i wspierać klub. Każdy może być sponsorem.

Zapraszamy oczywiście również tych, którzy chcą inwestować w sport młodzieżowy. Liczy się też wsparcie merytoryczne w rożnych dziedzinach – organizacja, zaplecze medyczne, psychologiczne, logistyczne, transport, zaopatrzenie. Klub to duża firma i jest cała masa płaszczyzn do współpracy.

O czym teraz marzy prezes Zawiszy, Krzysztof Bess?

Mam marzenie... Trudno obiecać sukces. Cieszę się, że ciężką pracą udało się zrobić cztery awanse. Żeby wrócić na szczyt potrzeba jeszcze trzech...

 

 

Artykuł ukazał się 24 czerwca 2021 roku w papierowym wydaniu Tygodnika Bydgoskiego.

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor