Opowiadała o 72 latach przyjaźni ze św. Janem Pawłem II
Halina Kwiatkowska podczas obchodów 97. urodzin św. Jana Pawła II w "Wiatraku"/fot. Anna Kopeć
Msza św. dziękczynna za życie św. Jana Pawła II, a potem spotkanie z Panią Haliną Kwiatkowską, która przyjaźniła się z Karolem Wojtyłą przez 72 lata – tak uczczono w „Wiatraku” 97. urodziny polskiego papieża.
Inne z kategorii
Nie żyje Bogdan Guść. Współtworzył bydgoską „Solidarność”, był więźniem politycznym PRL
Pamięć przemawiała głosami poetów. Siódma rocznica śmierci Mieczysława Franaszka
Obchody zaczęły się Mszą św. dziękczynną za życie św. Jana Pawła II w Sanktuarium Matki Bożej Królowej Męczenników. Uczestnicy modlili się także, by polski papież został jednym z patronów naszej ojczyzny. Stara się o to działające przy „Wiatraku” Forum Dialogu i Myśli Jana Pawła II, przy wsparciu innych podobnych organizacji z całej Polski.
Siły i nadziei szukał w Bogu
Homilię podczas Mszy św. wygłosił zaprzyjaźniony z „Wiatrakiem” ks. prof. Wojciech Szukalski, proboszcz parafii NMP Królowej Polski w Brzozie.
- Dla mnie odkryciem było, że jak się patrzy na dzieciństwo Karola Wojtyły, to ten człowiek był kandydatem do poprawczaka. Skończył 9 lat – umarła mu mama, 12 lat – starszy brat, z którym był w bardzo dobrej relacji. Gdy wyprowadzili się z ojcem do Krakowa, żyli w skromnych warunkach – mieszkali w piwnicy u ciotki. Tam ojciec chorował. Jednego dnia syn poszedł po leki do apteki, a jak wrócił, ojciec już nie żył – wspominał ks. Szukalski. - Jan Paweł II potem sam wspominał, że nie był ani przy śmierci matki, ani brata, ani ojca. Możemy sobie tylko wyobrażać, jakie to były przeżycia. A jednak, jak sięgamy do wspomnień, czytamy że otwarcie stawał w obronie szykanowanej Żydówki. Co to za człowiek, który choć sam bardzo cierpiał, potrafił wspierać i bronić innych ludzi? - pytał ks. Szukalski.
I dodał: Św. Jan Paweł II bardzo wnikliwie zawsze patrzył na ludzi i bardzo wnikliwie ich słuchał, ale całej siły, nadziei w swoim życiu nie szukał w człowieku, tylko w Bogu. U Boga szukał mądrości, w porozumieniu z Nim podejmował decyzje. Powinniśmy go naśladować i zawsze pytać: „czego Ty Boże chcesz?”.
Na koniec ks. Szukalski nawiązał do słów z czytanej Ewangelii: „Jak mnie umiłował Ojciec, tak ja was umiłowałem”. - Musimy sobie uświadomić, że te relacje, które są wewnątrz Trójcy Świętej odnoszą się też do nas. „Tak jak ja jestem kochany przez Ojca, tak ja was miłuję” - mówi do nas Chrystus. I daje nam receptę na szczęście. Pokazuje, jak na tę miłość odpowiedzieć – zachowywać przykazania.
Mój kolega został świętym
Po Mszy św. uczestnicy uroczystości przenieśli się do sali widowiskowej Domu Jubileuszowego Jana Pawła II, gdzie już na nich czekała Halina Kwiatkowska – przyjaciółka Karola Wojtyły z czasów szkolnych i studenckich.
Pani Halina ma 96 lat i jeszcze trzy lata temu pracowała zawodowo. Przez całe życie była aktorką, występowała na deskach Teatru Starego w Krakowie. Przez 40 lat była też profesorem w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Krakowie. Z Karolem Wojtyłą przyjaźniła się przez 72 lata.
- Gdy miałam 14-15 lat mój ojciec został dyrektorem gimnazjum w Wadowicach. Chodził do niego także Karol Wojtyła. Poznaliśmy się, bo razem zaczęliśmy grać w szkolnym teatrze – wspominała, szczegółowo opowiadając o przedstawieniach, które razem przygotowywali.
Po ukończeniu gimnazjum, razem również zaczęli studia na polonistyce na Uniwersytecie Jagiellońskim, a gdy wybuchła wojna – w ukryciu stworzyli Teatr Słowa, z którym potajemnie przygotowali aż siedem premier.
- Karol był niesamowitym aktorem, obdarzonym niezwykłym talentem. Wszyscy się nim zachwycali i byli przekonani, że zostanie aktorem, ale dla mnie nie było szokiem, gdy nam oznajmił, że zaczął potajemnie studiować teologię – wspominała Halina Kwiatkowska. - Choć był zupełnie normalnym chłopakiem, zawsze wyróżniał się wyjątkową pobożnością, już w czasach gimnazjum, gdy modlił się i leżał krzyżem w naszym parafialnym kościele.
Gdy Karol Wojtyła został księdzem, biskupem, a w końcu papieżem, nigdy nie stracili kontaktu. - Moja córeczka Monika była pierwszym dzieckiem, które ochrzcił. Trochę się nawet denerwował, bo strasznie wrzeszczała, ale wszystko było jak trzeba – wspominała aktorka. - Gdy został papieżem, regularnie bywałam w Watykanie – i sama, i z naszą maturalną klasą. Chyba nikt nie miał takich maturalnych zjazdów jak my, którzy robiliśmy maturę w 1938 r. w Wadowicach. Zapraszał nas na 50, 55 i 60-lecie matury do Rzymu i Castel Gandolfo, zawsze na 8 dni, i poświęcał nam bardzo dużo czasu, żywo interesując się każdym z nas. Był wtedy bardzo szczęśliwy, a i my wyjeżdżaliśmy od Niego niesamowicie uszczęśliwieni.
Pani Halina swój monodram „Wielki Kolega” przeplatała fragmentami polskiej poezji, recytując wszystko z pamięci. Towarzyszyła jej 16-letnia skrzypaczka - Kinga Buchholz.
- Mój kolega, do którego całe życie mówiłam po imieniu, został świętym. Teraz codziennie modlę się za Niego i do Niego – zakończyła.
Aktorki słuchało w ciszy około 200 osób – wypełniona była cała sala widowiskowa. Po występie brawom nie było końca, a potem przed fotelem Pani Haliny ustawiła się długa kolejka po autografy.
Spotkanie 18 maja zainaugurowało w „Wiatraku” trzyletnie przygotowania do 100. urodzin św. Jana Pawła II.