Katolicka Bydgoszcz 29 lis 10:41 | Redaktor
Ksiądz Chmielewski: Tajemnica czyśćca jest związana z ogniem tęsknoty za Bogiem

fot. Anna Kopeć

Widząc Boga, chcemy być z Nim na wieczność – mówił ks. Dominik Chmielewski. Od niedzieli do wtorku (15–17 listopada) znany kaznodzieja głosił rekolekcje w Bydgoszczy. Ostatniego dnia nauk ukazywał tajemnicę czyśćca na podstawie doświadczeń czterech kobiet.

Sąd, niebo albo piekło – pamiętamy z katechizmu. Zbawiona dusza ludzka (człowieka, który umarł w stanie łaski uświęcającej lub ze skruchą, żalem za grzechy) – zanim trafi do nieba, najczęściej musi jeszcze odpokutować swoje winy w czyśćcu.

Tajemnicę czyśćca we wtorek(17 listopada) w kościele pw. św. Marka w Fordonie przybliżał słuchaczom ks. Dominik Chmielewski. – Wiemy, że ta tajemnica jest związana z pewnego rodzaju ogniem, którego trudno sobie wyobrazić, ogniem tęsknoty za Bogiem. Kiedy Go raz zobaczyliśmy, kiedy stanęliśmy z Nim twarzą w twarz, już nic więcej się nie liczy, tylko to, żeby z Nim być na całą wieczność – mówił duchowny.

– Ale kiedy widzimy również w prawdzie Jego światła nasze grzechy, uświadamiamy sobie, że jesteśmy tak brudni, że nie jesteśmy w stanie, choćbyśmy bardzo chcieli, zjednoczyć się z tym po trzykroć Świętym, po trzykroć Czystym – wskazywał. Według kapłana człowiek, bez cielesnej postaci, mimo bólu, z którym związany jest proces „oczyszczania”, sam decyduje się na czyściec – ze wstydu, który towarzyszy duszy przy styczności z nieskazitelnością Boga. – Wiemy, że ten ogień jest naprawdę bardzo bolesny. Proces czyśćcowy jest wielkim wstrząsem i wielkim dramatem – opisywał salezjanin.

Świadectwa mistyków

W dziejach Kościoła niektórzy wierni otrzymywali dar kontaktu z duszami przebywającymi w czyśćcu. Opisywane przez nich historie dają pewne – symboliczne – wyobrażenie o stanie, którego prawdopodobnie większość z nas doświadczy po śmierci. Ksiądz Chmielewski swoje kazanie oparł na doświadczeniach czterech mistyczek: Fulli Horak, siostry Faustyny Kowalskiej, Marii Simmy oraz Marii Teresy Carloni.

– Fulla Horak (…) mówi, że czyściec jest zupełnie inny niż sobie wyobrażamy – opowiadał kapłan. – Straszniejszy od wszystkiego, co się da o nim powiedzieć. Jest to związane z tym, że nasze ciała mają pewną granicę bólu i cierpienia: w pewnym momencie ciało odcina nas od świadomości i jesteśmy nieprzytomni, natomiast kiedy jesteśmy cały czas świadomi, nie możemy odciąć się od cierpienia i bólu, którego doświadczamy – tłumaczył. Dodał także, że tajemnica czyśćca nie jest dla nas w pełni poznawalna. – Poruszamy się w przestrzeni, z której nasz mały umysł nie jest w stanie wyjść, możemy jedynie spojrzeć okiem wiary, nie rozumiejąc, tylko próbując zrozumieć.

Bóg chce nas wziąć w ramiona

Aby lepiej wytłumaczyć, na czym polega czyściec, ksiądz cytował słowa samego Jezusa skierowane do św. siostry Faustyny: „Moje miłosierdzie tego nie chce, ale sprawiedliwość nakazuje”.

ks. Dominik Chmielewski, fot. Anna Kopeć

– U Boga wszystko jest nieskończone, nieskończone jest miłosierdzie, ale też nieskończona jest sprawiedliwość. Czyli ja muszę oczyścić się, płacąc za skutki, konsekwencje każdego mojego najmniejszego grzechu, który jest NIEODPOKUTOWANY tutaj na ziemi. My bardzo lekceważymy piąty warunek spowiedzi świętej, a nasz Pan naprawdę chciałby nas wszystkich od razu wziąć w ramiona i przenieść do Królestwa Światłości po naszej śmierci. Gdybyśmy zrozumieli, jak bardzo ważny jest piąty warunek spowiedzi świętej, zadośćuczynienie Panu Bogu i ludziom, to byśmy zrozumieli, że wyznawszy Bogu swoje grzechy, krzywdy, które wyrządziliśmy Jemu, krzywdę, którą wyrządziliśmy drugiemu człowiekowi, powinniśmy wstać od kratek konfesjonału z bardzo konkretnym planem wynagrodzenia i zadośćuczynienia za każdy z grzechów, z którego się wyspowiadaliśmy – mówił kapłan.

Modlitwa pomaga duszom

Święta siostra Faustyna miała niezwykle bogate doświadczenia mistyczne. – „Pewnej nocy przyszła do mnie jedna z naszych sióstr, która umarła przed dwoma miesiącami” – cytował słowa świętej ksiądz Chmielewski.

– „Ujrzałam ją w strasznym stanie, cała w płomieniach twarz boleśnie wykrzywiona, trwało to krótką chwilę i zniknęła, dreszcz przeszył moją duszę, bo nie wiedząc, gdzie by cierpiała, czy w czyśćcu, czy w piekle, jednak podwoiłam modlitwy za nią. Na drugą noc przyszła znowu, ale ujrzałam ją w straszniejszym stanie, w straszniejszych płomieniach, na twarzy malowała się rozpacz. Zdziwiło mnie to bardzo, że po modlitwach, które za nią ofiarowałam, ujrzałam ją w straszniejszym stanie i zapytałam „Czy ci nic nie pomogły moje modlitwy?”, odpowiedziała mi, że nic jej nie pomogła modlitwa moja i nic jej nie pomoże. Zapytałam „A czy modlitwy, które całe zgromadzenie ofiarowało za ciebie, czy też ci nie przyniosły pomocy?”, odpowiedziała mi, że nic. Modlitwy te poszły na korzyść dusz innych. Odpowiedziałam jej „Jeżeli modlitwy nic siostrze nie pomagają to proszę do mnie nie przychodzić”, zniknęła natychmiast. Jednak w modlitwach za nią nie ustawałam. Po jakimś czasie przyszła znowu do mnie w nocy, ale już w innym stanie. Już nie była w płomieniach, jak przedtem, a twarz jej była rozpromieniona, oczy błyszczały radością i powiedziała mi, że mam prawdziwą miłość bliźniego, że wiele dusz innych skorzystało z moich modlitw i zachęcała mnie, żebym nie ustawała w modlitwach za duszami w czyśćcu cierpiącymi, i powiedziała mi, że ona już nie długo będzie w czyśćcu pozostawać”.

Dar kontaktu z duszami czyśćcowymi posłużył również do uwidocznienia jednego z, jak mówił ksiądz, najbardziej raniących Boga grzechów, jakimi są rozwód oraz życie w związku partnerskim. – Siostra [Medarda, a nie Faustyna – przy. red.] mówi o grzechach, z powodu których dusze, pomimo to, że mogą być zbawione, cierpią straszliwe cierpienia. Jednym z takich grzechów, jest grzech zerwania sakramentu małżeństwa i życie w związku partnerskim. „Widziałam osoby, które zerwały sakrament małżeństwa, żyjąc w rozpuście, popełniając grzech przez powtórne związki cywilne. Nielegalnie żyjąc, cudzołożyli, popełniając grzech śmiertelny; osoby te były w świętokradztwie stałym”.

Skrucha wzrusza Boga

Inną mistyczką przywołaną przez duchownego podczas Eucharystii jest Maria Simma, która zasłynęła dzięki swoim rozmowom z duszami czyśćcowymi. Kapłan przytaczał fragmenty jej zapisków. – (…) w jednym miasteczku równocześnie w tym samym czasie umarł kapłan, który w oczach wielu był bardzo pobożny i umarła kobieta, która zmarła w trakcie aborcji, kiedy zabijała swoje dziecko, wykrwawiła się i zmarła. I Maria Simma bardzo modliła się i za kapłana, ale przede wszystkim za tę kobietę. I proszę sobie wyobrazić, że po pewnym czasie przychodzi do niej ta kobieta, dziękując za modlitwy i mówiąc, że jest zbawiona i przekazuje, że też kapłan, który w tym samym czasie umarł, ma bardzo ciężki czyściec. Maria Simma mówi „ale jak?”, i ta kobieta jej tłumaczy, że kapłan był bardzo pyszny w swojej religijności, robił bardzo wiele dobrego, ale na pokaz, bardzo osądzał i krytykował swoich parafian w sercu, robił różne inicjatywy, na które parafianie przychodzili, ale kiedy nie przychodzili, to bardzo ich sądził w swoim sercu.

Natomiast ta kobieta w trakcie aborcji uświadomiła sobie, co robi, zabija swoje dziecko i w trakcie tej operacji, tego mordowania dziecka, zaczęła płakać, przepraszać Boga, przepraszać swoje dziecko: w takim stanie umarła. I Bóg, który przejął się i wzruszył jej żalem, szybko wprowadził ją do nieba.

Maria Simma opowiada o kobiecie, która popełniła samobójstwo (...) I ta dusza przychodzi do Marii Simmy dziękując za modlitwy i umartwienia, które otrzymała od niej i mistyczka pyta „co sprawiło, że jesteś zbawiona?” (…), a ona mówi „w momencie, w którym rzucałam się pod pociąg, ostatnia moja myśl była taka: Jezu dobrze, że zabierasz mi życie, przynajmniej nie będę Cię już obrażać moimi grzechami”. Jedno zdanie: „Dobrze, że ginę, przynajmniej nie będę Cię już obrażać moimi grzechami” wzruszyło serce Jezusa, że zawalczył o nią, by została zbawiona. Niezbadane są Boże wyroki – mówił ksiądz.

– Opowiedzenie tej historii zwraca uwagę na niezwykłe miłosierdzie Boga, który przy skrusze ludzkiej jest w stanie zbawić duszę, mimo popełnionego grzechu.

W intencji Stalina

Ostatnią osobą, która doświadczyła obcowania ze zmarłymi, o której opowiadał kapłan, była Maria Teresa Carloni. – […] kilku papieży posyłało ją do wykonywania zadań specjalnych. Posyłali ją w najbardziej mroczne i straszne miejsca na całym świecie dzięki jej darowi bilokacji. Była w łagrach rosyjskich, pocieszała ludzi w więzieniach, w miejscach najbardziej niedostępnych – mówił.

Na prośbę Jezusa przyjęła na siebie cierpienie innego człowieka, aby ten mógł zostać zbawiony. – Jezus poprosił ją, aby poszła i przekazała Stalinowi, że Jezus prosi go o nawrócenie. Ona dzięki darowi bilokacji zjawiła się w osobistym biurze Stalina. To był jeden z najbardziej strzeżonych ludzi II wojny światowej, a ona staje przed jego biurkiem. Jest tak przerażony, ze wyjmuje pistolet i zaczyna strzelać do niej, kule przelatują przez nią i walą w ścianę – relacjonuje ksiądz. – Teresa przekazuje słowa Jezusa, by się nawrócił, że On go bardzo kocha i prosi go o nawrócenie. I tak trzy razy.

Jezus poprosił również Teresę, żeby ofiarowała cierpienie za Stalina, ponieważ pragnieniem Jego serca jest to, aby się zbawił. Teresa się zgodziła. – Jej kierownik duchowy opisuje, że nigdy nie widział, żeby ktoś tak cierpiał jak cierpiała Teresa, trwało to trzy dni i trzy noce, skończyło się dokładnie w momencie, w którym świat obiegła wiadomość, że Józef Stalin tego dnia umarł. Co ciekawe, Jezus nie powiedział Teresie czy Stalin jest zbawiony, czy też nie. Tajemnica, ale święci mówili, że bardzo się zdziwimy, tym kto jest w niebie, a kogo tam nie ma, choćbyśmy się spodziewali, że powinien tam być i zdziwimy się, kto jest w piekle, choć spodziewaliśmy się, że ten ktoś na pewno do piekła nie trafi. Dziwne są wyroki Boże, On jako jedyny może osądzić w najszczerszej prawdzie nasze życie – mówił ks. Chmielewski.

oprac. – Oliwier Sahm

 

Ksiądz Dominik Chmielewski jako młody chłopak trenował sztuki walki, nawrócił się w Medjugorie. Obecnie jest salezjaninem, rozchwytywanym rekolekcjonistą. Poświęca się m.in. duszpasterstwu mężczyzn – założył męską wspólnotę „Wojownicy Maryi”, mającą formować dobrych mężów, ojców.

Ważne: Kościół nie zobowiązuje nas do wiary w objawienia prywatne, jednak mogą one być
pożyteczne dla lepszego zrozumienia Objawienia publicznego, które zostało nam przekazane przez Tradycję i Pismo Święte

 Artykuł został pierwotnie opublikowany we wkładce „Katolicka Bydgoszcz” w papierowym wydaniu „Tygodnika Bydgoskiego” (19 listopada 2020 r.)

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor