Kultura 1 lis 08:54 | Redaktor
„Kociewskie jeście i plachandry ... ” - czyli poczęstunek i ploteczki w Jeżewie

fot. krystynalewicka-ritter.pl (kadrowanie - red.)

Redaktor Lewicka Ritter swoje reporterskie wandry (wędrówka, podróż) po Kociewiu zakończyła w gościnnej wsi Jeżewo, gdzie po serdecznym powitaniu zaproszono ją do pięknie zastawionego stołu na jeście i plachandry (poczęstunek, jedzenie i ploteczki). „Wymieniamy się przepisami (...) i snujemy plany na przyszłość, między innymi na rewizytę pań z Kociewia na przyszłorocznym Jarmarku Kujawsko-Pomorskim” - napisała redaktor w swoim reportażu.

    Moje reporterskie wandry (wędrówka, podróż) po kujawsko-pomorskim Kociewiu, rozpoczęłam w Świeciu nad Wisłą, a zakończyłam w gościnnej wsi Jeżewo. Wsi, gdzie jak mówią o sobie jej mieszkańcy – wszyscy są – pozytywnie zakręceni na Kociewie! I to było widać na pierwszy rzut oka! Gdy tylko zajechałam moją furmanką, jak zwykłam pieszczotliwie nazywać mój samochód, pod Gminny Dom Kultury w Jeżewie, na powitanie wyszły panie ubrane w świetlicowe stroje stylizowane na stroje kociewskie, w towarzystwie wójta gminy Jeżewo – Macieja Rakowicza. Jak sam pan wójt powiedział także owładniętego kociewską pasją. A tę wyniósł z rodzinnego domu w Jeżewie.

      – Moja babcia należała do koła gospodyń wiejskich w Jeżewie, które ma 111-letnią tradycję – mówi Maciej Rakowicz, wójt gminy – i jako mały chłopiec chodziłem z nią na zebrania. Jestem Kociewiakiem, tu się urodziłem i tu pracuję. Wspieram działalność pań zrzeszonych w 11 gminnych kołach, bo one rozsławiają naszą piękną gminę, do której, korzystając z okazji, zapraszam turystów. Mamy jedno z najczyściejszych jezior w województwie kujawsko-pomorskim, jezioro Stelchno, z dzikimi naturalnymi plażami. Jezioro jest zarybiane, więc to raj dla wędkarzy, którzy tu mogą złowić okazałe szczupaki, okonie, liny. Są także na terenie gminy piękne, gościnne gospodarstwa agroturystyczne położone wśród pól i lasów jesienią pełnych grzybów.

      GOŚCINNOŚĆ WIDAĆ JEST CECHĄ MIESZKAŃCÓW TEJ GMINY, bo i my po tym serdecznym powitaniu zasiadamy przy pięknie zastawionym stole, przy którym jak obiecała Mirka Gołyska – przewodnicząca Koła Gospodyń Wiejskich w Belnie, moja kociewska koleżanka-regionalistka, będzie jeście i plachandry (poczęstunek, jedzenie i ploteczki). A zaczęło się od śniadania, które każde kociewskie dziecko musiało zjeść przed wyjściem rano do szkoły.

      Mirosława Gołyska: – Bez zjedzenia zacierki gotowanej na mleku nikt nie wychodził do szkoły. Zamiennie były na śniadanie nudle czyli makaron własnej roboty na ciepłym mleku lub chleb ze szmalcem (smalec) i skrzyczkami (skwarki), albo z powidłami z gorącą czarną kawą zbożową. – Na obiad bywały golce czyli kluchy ziemniaczne z dynią na gęsto, rozgotowaną w mleku – dodaje Halina Nawrocka ze wsi Ciemniki.

      Śniadaniową porę, z nieodłącznym drożdżowym kuchem, uświetnił wykład profesor Marii Pająkowskiej-Kensik na temat gwary, stroju i kociewskiej kultury. Wykazując różnice między np. gwarą kujawską, gdzie się ścieśnia głoski mówiąc: Dziń dobry paninko, to Kociewiak powie: Dziań dobry panianko. W czasie wykładu pani profesor zachęcała zebranych do przypominania sobie i używania gwarowych określeń. Mówiąc o ludowym stroju kociewskim, z którego zachował się tylko czepiec haftowany złotą nicią, z zadowoleniem pochwalała noszenie strojów stylizowanych na ludowe, tak zwanych świetlicowych. Ważne jest bowiem to – podkreślała pani profesor – że ludzie chcą kultywować dawne tradycje!

      PRZY PLACHANDRACH CZAS LECI SZYBKO! Nie wiadomo kiedy nastała pora obiadu. A, że w chłopskich, kociewskich chałupach, bieda aż piszczała, bo ziemie były raczej słabe i urosły na nich przeważnie ziemniaki i żyto, ziemniaki zatem, zwane tu bałabunami lub bulwami oraz mąka przeważnie żytnia i mleko – stanowiły produkty podstawowe. Na obiad w Jeżewie panie przygotowały, tak jak drzewiej bywało, ganste (zsiadłe) ml(i)yko z ziemniakami przysmażonymi na smalcu.

      Oczywiście podane mleko jest najprawdziwsze, prosto od krowy, nie z żadnego kartonika, bo by się nie zsiadło. To kupione przez Mirkę Gołyskę u prawdziwego rolnika, co ma prawdziwe krowy – ma na wierzchu gruby kożuszek żółciutkiej śmietany i jest tak gęste, że można je nożem kroić! A smak!!!! Nie pytajcie! Tego się nie da opisać. Niebiański! Bajeczny! Rozkoszny! I do tego przysmażone ziemniaczki na ciepło! Delicje! Rajska uczta! Ale warunek – musi być mleko prosto od krowy!

      Mój zachwyt nad smakiem prawdziwego mleka i świeżo upieczonego przez panie chleba z domowym s(z)malcem – podziela także profesor Maria Pająkowska-Kensik, której syn Jarosław Pająkowski, dyrektor Zespołu Parków Krajobrazowych Chełmińskiego i Nadwiślańskiego – jest twórcą znanego Festiwalu Smaków w Grucznie. – Na festiwalu w Grucznie także widać – dodaje pani profesor – to zauroczenie współczesnych konsumentów żywnością naturalną. Festiwal miał w tym roku swoją piętnastą odsłonę i wciąż się rozrasta. Mało tego do Gruczna, przyjeżdża coraz więcej wystawców nie tylko z naszych polskich regionów, ale także z zagranicy. Bo ludzie pragną zdrowego jeścia!

      NA NASZYM KOCIEWSKIM JEŚCIU W JEŻEWIE, panie z 11 kół gospodyń wiejskich, przeszły same siebie, przygotowując potrawy z kociewskiej chałupy! Gościmy się więc niezwykle przyjemnie w miejscowym, Gminnym Domu Kultury. Klimat tego spotkania podkreślają nie tylko stylizowane na kociewskie – stroje pań, ale także przesympatyczna mała wystawka zabytkowych przedmiotów codziennego użytku, kociewskie hafty i koronki, jak również mała wystawa prac ludowego artysty Stefana Glazy.

      I znów plachandrom nie ma końca! Plotkujemy jak to golce i zupa brukświanka na gansinie (gęsinie) wygrały konkurs kulinarny na jeżewskim jarmarku zatytułowanym: „Jo, Kociewie je w Jeżewie”. Jak gotuje się kociewski szarpak ze skwarką, z kiszonej kapusty z liściem bobkowym. A szarpak dlatego, że się kapustę kiszoną na tę zupę rwało, nie kroiło. Nazwano więc zupę nie kapuśniakiem, a szarpakiem. No i jeszcze koniecznie trzeba wspomnieć o szandarze z tartych, surowych ziemniaków pieczonym z wędzoną słoninką i podawanym z sosem z suszonych prawdziwków! To dopiero jest pychotka! Mówimy też o „biednych” zupach zaklepkach czy rozgotówkach z ziemniaków.

      Wymieniamy się przepisami na kociewskie i kujawskie potrawy, snujemy plany na przyszłość, między innymi na rewizytę pań z Kociewia na przyszłorocznym Jarmarku Kujawsko-Pomorskim w Leśnym Parku Kultury i Wypoczynku w Bydgoszczy, którego od 18 lat jestem współorganizatorką. Jest przyrzeczenie, że panie za rok przyjadą do Bydgoszczy, by promować swoją gminę. Oczywiście, popularyzując kociewskie tradycje, bo jak mówią…

      WSZYSCY W JEŻEWIE SĄ POZYTYWNIE ZAKRĘCENI NA KOCIEWIE! Wśród obecnych na tym spotkaniu jest również bibliotekarka – Ewa Rządkowska z miejscowej szkoły podstawowej, która na poobiednią sjestę zaprasza nas do szkoły, by zaprezentować szkolną Kociewską Izbę Tradycji! Spacer po Jeżewie utwierdza nas tylko w przekonaniu, że to piękna miejscowość o zwartej zabudowie, w której mieszkają bardzo mili ludzie, mówiący wszystkim serdeczne „Dzień dobry”!

      W szkole wraz z profesor Marią Pająkowską-Kensik, ponownie wpadamy w zachwyt! Najpierw nad wyjątkowo pięknymi i kształcącymi wydawnictwami, upowszechniającymi kociewską gwarę, zwyczaje i obrzędy! A później nad maleńką, prześliczną i niezwykle klimatyczną izbą kociewskiej tradycji! Jest co podziwiać, bo pięknie zaaranżowane wnętrze jest stylizowane na kociewską chałupę!

      Organizowane są tutaj także liczne „kociewskie” konkursy dla uczniów, w tym  m.in. konkurs recytatorski wierszy o Kociewiu, także tych opisujących region gwarą! Chciałoby się zakrzyknąć, nauczyciele szkół w innych regionach – uczcie się od pedagogów i bibliotekarzy z Jeżewa, jak nauczać dzieci i młodzież miłości do Małej Ojczyzny! No tak właśnie jak w Szkole Podstawowej w Jeżewie!

       Podobne podejście do wychowania regionalnego mogłam podziwiać kilka lat temu w Wiedniu, gdzie w Polskiej Szkole imienia Króla Jana III Sobieskiego, uczono dzieci śpiewania ludowych piosenek, a na korytarzach w gablotach wystawione były polskie stroje ludowe! Jak ja bym bardzo chciała, żeby w szkołach całego regionu kujawsko-pomorskiego też tak było jak w Jeżewie i w Wiedniu!

 

      WRACAMY DO DOMU KULTURY, NA KOCIEWSKIEGO JEŚCIA CIĄG DALSZY! W tym momencie kłaniam się najpiękniej jak potrafię, wszystkim paniom przygotowującym te regionalne przysmaki! Na kolację panie serwują zupę zaklepkę na maślance, którą bardzo rzadko nazywa się tutaj także zalewajką z maślanki. Oczywiście maślanki prawdziwej, pozostałej od robienia masełka, ze śmietanki zebranej z prawdziwego mleka od prawdziwej krowy! Maślanka z kartonika do tego się nie nadaje!

      Profesor Maria Pająkowska-Kensik od razu wyjaśnia, że nazwa zalewajka może się pojawiać w tych kociewskich domach, gdzie „wżenił” się ktoś z południa Polski, przenosząc na kociewską zaklepkę nazwę zalewajka. Ale generalnie, mówi się tutaj zaklepka! Przyrządzana jest jednak na dwa sposoby! W jednej wersji są to rozgotowane ziemniaki zalane maślanką, zagotowane i „zaklepane” mąką zmieszaną ze słodkim mlekiem lub u zamożniejszych mieszkańców śmietaną z mąką. W drugiej wersji, gotuje się maślankę, cały czas ją mieszając i sypie na nią mąkę, przez co powstają małe kluseczki. Do tego podawano osobno ziemniaki zwane tu bulwami lub bałabunami, dukane i… smażone – z biedy!!!, na… czarnej, zbożowej kawie!… Zaklepka przygotowana przez panie, ma niezwykły smak! Jest dobra, ale czuje się, że to „cieniutka”, czcza zupka.

      – Strach pomyśleć – mówi Halina Nawrocka – jak po takim jedzeniu człowiek musiał wiele godzin pracować na roli lub w lesie przy wycince drzewa. Na co profesor Maria Pająkowska-Kensik dodaje, mówiąc gwarą: – To wszystko dycht z bijedy. Mamy tyż jeszcze ślepygo ślydzia i gapi rosół. Ślypy ślydź, to ślydź bez ślydzia. Czyli sos z cebuli, jabłka, kwaszonego ogórka i maślanki lub śmietany z przyprawami i do tego bałabuny nieokraszone. Podobnie jak gapi rosół. To z kolei rosół gotowany na warzywach, bez mięsa, przeważnie na łyżce, gęsiej okrasy.

      Jest wśród nas na tym przeuroczym spotkaniu 91-letnia Halina Dolewska – członkini koła z Jeżewa, która przyjechała na spotkanie… rowerem! – Dzieci dzisiaj się źle chowa – mówi pani Dolewska. –  Trzeba je tylko zabawiać, jedzenia nie szanują i za dobrze mają! Ja do szkoły na naukę, do kościoła na majowe nabożeństwo – chodziłam boso! Zaś zimą w korach i grubych skarpetach. Jadaliśmy to, co uprawialiśmy w gospodarstwie. Chowaliśmy gęsi, kaczki, kury, były też w gospodarstwie 3 – 4 krowy i 2 konie do pracy. Najbiedniej nie było, ale było ciężko. Te potrawy to pamiętam, bośmy też takie w domu jadali. Światła nie było, to i w domu i w zagrodzie trzeba było lampami naftowymi oświetlać. A nafta była droga.

      – Dzieci na wsi miały ciężko – mówi jedna z pań – musiały zawsze pomagać w gospodarstwie. Pamiętam jak miałam 14 lat i tak bardzo chciałam pojechać w wakacje na kolonie. Zarobiłam sobie pieniądze na ten wyjazd idąc do pielenia buraków i do sadzenia ziemniaków. Ale niestety, musiałam zostać w domu, bo nie miał kto gęsi paść. Boże, jak ja znienawidziłam wtedy te gęsi!

       KOCIEWSKA GOŚCINA UPŁYWA W PRZECUDNEJ ATMOSFERZE. Na deser pojawiają się przepyszne ruchanki drożdżowe z fjutem z maślanki (też tylko z tej prawdziwej, bo z kartonikowej się nie uda). Mirka Gołyska, moja kociewska koleżanka-regionalistka, krząta się po świetlicy starając się, by wszystko było zgodne ze scenariuszem przygotowanym wraz z koleżankami z 11 kół gospodyń wiejskich. Teraz już przygotowuje z grupą pasjonatów – przedstawienie zatytułowane „Gwizduny Kociewskie”.

Ten wyjątkowy zwyczaj, kiedyś charakterystyczny dla Kociewia, udało się jej przywrócić trzy lata temu, dzięki swojej wielkiej pasji i współpracy z grupą jej podobnych zapaleńców, zwolenników kociewskiej tradycji. Już wiadomo, że ta tradycja nie zaginie. Ale Mirka już myśli jak ocalić od zapomnienia wygrabki i pokłoski.

 

       Piękną naszą gościnę na plachandrach i kociewskim jeściu kończą niekończące się pożegnania, wymiana numerów telefonów, adresów mailowych, zaproszeń na facebook-a… Ot, nowoczesność wszędzie wkrada się tak niepostrzeżenie, że już nie pamiętamy od kiedy nam towarzyszą tablety, laptopy i komórki i genialne media społecznościowe! Ważne, że te nowoczesne urządzenia i platformy służą również przekazywaniu wiedzy o naszych jakże pięknych, dawnych tradycjach! O tradycjach, które pamiętają jeszcze najstarsi, a dzięki obecności tych informacji w Internecie, może poznają je także najmłodsi, dla których wirtualna rzeczywistość to otaczający ich świat. Dziękuję więc facebook-owi, że przez tyle miesięcy mogłam w Internecie publikować tyle wspaniałych informacji o kulturze ludowej regionów województwa kujawsko-pomorskiego… Aż żal, że na początku listopada… zakończę tę moją internetową, „ludową” misję…

Krystyna Lewicka-Ritter – Wasza Kujawianka

Jak upsiyc kociewskie Fefernuski

„Fefernuski to takie Kuszki, ze ździebko inszego ciasta jak feferkuch. Psiaczóne na plaskaty blasze.

Weźnij; 3 funty pszenny mónki, glazka Faryny, 5 jajców, 1funt miodu, 2 łyżki od arbaty amoniaku, 2 łyżki od arbaty natronu, Kwatyrka mlyka, Kwatyrka szmalcu, 2 łyżki od arbaty psiaprzu, 2 łyżki od arbaty cynamonu, 2 łyżki od arbaty utłóczónych goździków, 2 łyżki od arbaty urajbowanygo muszkatla. Faryna , mniód ji mleko zes szmalcam rozmącić wew trygelku na małym ogniu. Jak bandzie rozmóncune łodstawić ji łostudzić. Mónka ji wszyćke prziprawy wymnianszać ji wlać wystódzune mleko ji jajca . Wszyćko dychtownie wymninszać tedy natron zes amuniakam wyfyklować wew kapce wody ji wlać do ciasta. Fajn wymniynszać włożyć do króża ji łodstawić do sklepu(komory)na 2-3 niedziele(tygodnie).          

Ciasto wyjónć  ji umniantosić postronki ji układać na wysmarowany tłuszczam ji posztrojowany mónku plaskaty blasze . Pociónć postronki na szago na wyrle ji wsadzić blacha do fest nahajcowanygo psieca. Po wyjanciu dać jam łostódzić ji polać farinu rozmóncónu w kapce wody zes kapku mandlowygo arómata.”

Z ksiónżki „O jeściu na Kociewiu” Huberta Pobłockiego – spisała Mirosława Gołyska

***

Cykl reportaży realizowany w 2021 roku, w ramach Stypendium Ministra Kultury,  Dziedzictwa Narodowego i Sportu zatytułowany: Krystyna Lewicka-Ritter „W KUJAWSKO-POMORSKIEM – Z OSKAREM KOLBERGIEM POD RĘKĘ” *

* Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust.1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

źródło: www.krystynalewicka-ritter.pl

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor