Kultura 11 lip 12:53 | Redaktor
 Kujawski strój ludowy. Redaktor Lewicka-Ritter o  „Łachach i Szmatach” regionu

fot. krystynalewicka-ritter.pl

Strój kujawski, szyty z wełny, jedwabiu lub innego sukna, dostojny w formie i kolorystyce, posiadał cechy indywidualne dla regionu. Z użycia wyszedł dawno temu. Dziś odtwarzany jest na potrzeby muzeów i zespołów folklorystycznych. O cechach wyróżniających ubiór kujawski opowiada w swoim reportażu redaktor Krystyna Lewicka-Ritter.

Reportaż V cz. 6.

KUJAWSKI STRÓJ LUDOWY

      „ODZIEŻ KUJAWIAKA DOSYĆ JEST KOSZTOWNA, tak bowiem mężczyźni jak i kobiety, oprócz koszul, które (i to nie zawsze) mają z płótna własnej roboty, wszystko inne kupować muszą. Łachy nazywają się rzeczy do ubrania chłopskie (męskie), a Szmaty kobiece.” Tak pisał Oskar Kolberg, w tomie III „Dzieła wszystkie – Kujawy”, (skąd też pochodzą wytłuszczone cytaty w tym tekście), gdzie dość dokładnie przedstawił, kujawskie stroje ludowe noszone na kujawskiej wsi w XIX wieku. To doskonałe źródło dla badaczy kultury ludowej, a także współczesnych zespołów ludowych, pragnących odtwarzać wiernie kujawskie tradycje. W muzeach etnograficznych w Toruniu i we Włocławku znaleźć można elementy strojów oryginalnych. Natomiast w magazynach Muzeum im. Jana Kasprowicza w Inowrocławiu zachwycają stroje wykonane przez współczesne krawcowe i hafciarki. Ale wszystkie są przepiękne i odpowiadają Kolbergowskim opisom.

       „STRÓJ KOBIET składa się z następujących części: Spódnik’a, t. j.: spódnicy z wełny lub jedwabiu ze stanem bez rękawów, na co dzień płócienkowej lub cwiliszkowej, perkalikowej, neselowej, od święta sukiennej granatowej lub kamlotowej w kraty i wzory świetnych kolorów, niekiedy nawet adamaszkowej w kwiaty.”

      Kustosz, Dorota Kalinowska, Muzeum Etnograficzne we Włocławku: – Spódnice w XIX, były samodziałowe, pasiaste, raczej w podstawowych kolorach, ale  bywały też jedwabne. Wraz z rozwojem przemysłu włókienniczego, kobiety kupowały tkaniny fabryczne, wełniane na spódnice, serdaki i kabaty oraz na portki męskie. A płótna – na halki i koszule. Spódnice dawniej były w różnych kolorach, żadna kobieta nawet w tych dawnych czasach, nie chciała bowiem wyglądać podobnie jak sąsiadka. Spódnice dla mężatek były długie do kostek, z fałdami szerokimi, w różnych odcieniach niebieskiego (chabrowego), zielonego, brązowo-bure, zdobione u dołu różnego koloru tasiemkami, czerwonymi, czarnymi, obszywane tzw. szczoteczkami. Panny natomiast nosiły spódnice krótsze, za kolano.

      „DALEJ IDZIE GORSET CZYLI STANIK  płócienkowy lub kamlotowy, również bez rękawów, używany zwykle na codzień. Pod spód zakładaną spódnicę bez stanu, nazywają Kiecką;  bywa ona płócienna lub wełniana.”

      Kustosz, Dorota Kalinowska: – Serdaki w kolorach granatowych, zielonych, podszywane czerwonym płótnem, sznurowane z przodu czerwoną tasiemką, u mężatki wiązane u góry, by łatwiej było jej rozwiązać gorset do karmienia dziecka piersią.

      „Od ubrania lepszego (zimową szczególniej porą) mają Kaftaniki  lub Kabaty sukienne, granatowe albo ciemno-zielone z pelerynką krótką, na haftki zapinane, ozdobione z przodu na piersiach guziczkami, a z tyłu suto fałdowane. Kaftaniki te, wcięte do kibici, bywają niekiedy barankami, lisami lub królikami podszyte; dawniej u nich każdy szew galonem złotym obszywano, teraz zaś naszycie to zastępują sznurki i taśmy różnobarwne. Dziś w miejsce tych kaftanów, zgrabnie ubierających dziewczęta, zaczynają coraz gęściej wchodzić w modę kaftaniki bez peleryn, zwane jak spencery chłopskie Jakami, z płócienka, kamlotu, a nawet pół-jedwabiu od święta, w barwach zwykle jaskrawych.”

      Kustosz, Dorota Kalinowska: – Halki białe, tzw podspódniki, mogły być w „ząbki”, zdobiono je białym haftem w dolnej części. On wychodził leciutko spod spódnicy, co było widać np. w czasie klękania w kościele. Halka czerwona, była krótsza od białej i niektórzy badacze uważają, że była noszona pod białą halką, a inni, że zakładano tę tzw. piekielnicę na halkę białą. Ważne, że wąską, czerwoną halkę, haftowano czarną nicią.

      „FARTUCHY NOSZĄ, szerokie, płócienkowe, a od święta kamlotowe, najczęściej błękitne (rzadziej zielone i karmazynowe) lub muślinowe białe. Na szyi zawieszają, pełno (po kilka sznurów) korali i paciorek ze szkaplerzykami na tasiemce, przy których w dnie świąteczne wiążą na karku pęki wstążek różnobarwnych, spadających na plecy (od Brześcia, Osięcin). Tak dziewuchy jak niewiasty, noszą włosy obcinane równo z karkiem.”

      Kustosz, Dorota Kalinowska: – Tradycyjne fartuchy świąteczne, inletowe (czerwone, różowawe), haftowane były białymi kujawskimi wzorami, z motywami roślinnymi, na bokach i brzegu fartuszka. Natomiast po II wojnie światowej współczesne twórczynie zaczęły haftować też fartuchy na innym tle: niebieskim, zielonym, żółtym, pomarańczowym, zdobione zawsze białym haftem. Były one szerokie i marszczone, z długimi, często rozszerzonymi wiązaniami, troczkami. Mogły też być fartuchy w prążki, również haftowane, które były krótsze. Fartuchy tiulowe zaś nosiły przeważnie panny.

      Henryka Derezińska, wiceprezes STL Oddział B-T: – Haft kujawski nie jest zbyt trudny do wykonania, ale wymaga precyzji i myślenia. Bo żeby wyhaftować na przykład motyw z kłosem, ziarenka w tym kłosie muszą być wykonane haftem kładzionym 12 razy! I to trzeba liczyć! Wąsiki od kłosów – by je wyhaftować, należy dwa razy okręcać nić. A kujawskie kropeczki tzw. perełki, muszą być kładzione 4, 6 lub 8 razy! Gałązka albo rózga, jej listki wymagają nici 4 razy kładzionej. Liście koniczyny, muszą być wypukłe, najpierw podkłada się więc je atłasem i następnie zahaftowuje ten podkład muliną. Wśród kujawskich motywów należy wymienić też róże, chabry, margaretki, słoneczniki, kiście winogron, esownice, ślimacznice. Na kryzach i białych halkach występują – ułożone we wzory – obdziergane dziureczki, jak w hafcie angielskim. Fartuchy były wykończone obdzierganymi ząbkami. Hafty występowały tylko na elementach stroju kobiecego. W męskich strojach kujawskich haft nie występuje.

      „NA GŁOWĘ ZAWIĄZUJĄ CHUSTKĘ (zwykle wełnianą) w kształcie turbanu, dochodzącą z przodu do pół czoła, z pod której tylko na skroniach widać włosy ułożone kolisto; sztuka wiązania chustki bardzo jest ceniona, a ponieważ chodzi im o to, aby zawój taki z przodu był jak najwyższy, więc niektóre wkładają w chustkę nad czołem dwa pręciki, które im nadają żądaną formę.(…)”

      Kustosz, Dorota Kalinowska: – Różne były nakrycia głowy Kujawianek. Panienki zakładały tzw. „szlarkę”. Zdobiły też głowę wiankami. Natomiast mężatki i wdowy nosiły „od święta”  haftowane kopki zwane też czepkami lub czepcami. Niewielką chustką jedwabną, z fabryk w Lionie, tak zwaną kaczorówką, bo mieniła się jak szyja kaczora, owiązywano główkę czepca. Czepce mogły być wykonane z płótna lub tiulu i zdobione ręcznym białym haftem, w niektórych fragmentach wzoru tzw. atłaskiem podściełanym lub haftem swobodnie nakładanym albo przewlekanym. Na co dzień zaś Kujawianki nosiły chustki zawiązywane z tyłu głowy.

      „KOBIETY ZAMĘŻNE (od Osięcin), czyli jak to mówią: żeniate, oraz wdowy, noszą czepiec z muślinu zwany Kapka;  czepiec ten obwiązują (podobnie jak dziewuchy) chustką, z pod której na około twarzy wygląda szlarka czyli garnirowanie z tiuliku lub krepy białej, a z wierzchu głowy zwiesza się rodzaj worka tiulowego muślinowego wzorzystego na kark, w formach zaokrąglonych i przypłaszczonych.(…)

      Prócz tego, używają wychodząc z domu, chustki w jaskrawych kolorach, gdzie przeważa barwa burakowo-czerwona, lub cytrynowo-żółta, którą zarzucają zwykle na głowę.”

 

      Kustosz, Dorota Kalinowska: – Chusty na Kujawach były bardzo modne, podobnie jak na Śląsku. Dominowały chusty tureckie, tzw. mazanichy. Na zimę panie nosiły chusty w kratę, które zakładały jedną na głowę, drugą na ramiona. Nie było przecież ocieplanych kurtek. Bogata Kujawianka miała w swojej skrzyni od 10 do 12 chust! Nawet, gdy było ciepło, a szła do kościoła, to niosła chustę na ręku, żeby pokazać, że ją ma. Nic dziwnego, taka duża chusta wełniana z fabryki w Wiedniu, Pradze kosztowała tyle co… mleczna krowa!

      „MĘŻCZYZNA NOSI SUKMANĘ DŁUGĄ ZA KOLANA, z sukna granatowego, ze stojącym kołnierzem i wyłogami (t. j. przy której szwy są poobszywane sznurkiem niebieskim) zapinającą się na piersiach na haftki. W lecie używają Kaftanów, czyli sukmanek, z rękawkami od ramion do łokcia tylko dochodzącemi, i z krótką spódnicą (połą), podobnież na haftki zapinanych; kaftany te bywają sukienne, granatowe lub ciemno-zielone, albo też z czarnego kamlotu, w szwach niekiedy niebieskim naszywane sznurkiem. Używają także na co dzień zwyczajnego spencera zwanego Jaka (z niemieckiego: Jacke) z kolorowego płócienka, najpospoliciej amarantowego, karmazynowego, niekiedy szafirowego lub innego w czerwone albo różowe rzuty, paski, kwiatki lub centki.”

      Kustosz, Dorota Kalinowska: – Do koszul świątecznych kobiety dokładały zaokrąglone, dziergane kołnierzyki oraz kryzy, które pojawiły się w II. połowie XIX wieku – również haftowane białą nicią. Były one zakładane oddzielnie, by zbyt często nie prać koszul. Zarówno damskie koszule, jak i męskie były białe. Na nią mężczyźni zakładali czerwoną krótką do pasa „jakę” czyli flanelową bluzę z długim rękawem. Na to dopiero przychodziła granatowa, sznurowana czerwonym sznurkiem, długa kamizela. Zimą Kujawiak zakładał długą sukmanę.

      „SPODNIE NOSZĄ SZEROKIEna co dzień z płótna na błękitno farbowanego lub ćwiliszkowe w paski; od święta kamlotowe, na jeden guziczek z boku spięte, w buty włożone; w zimie zaś Skórzaki, to jest: spodnie ze skórek owczych wełną wewnątrz szyte. Buty, tak zwane Wywrotki z czarnej skóry byczej, dochodzą do pół łydki i mają wykładaną czyli wywróconą krótką cholewę naturalnej barwy; zamożniejsi zaś, kładą buty jałowicze, z cholewami długiemi prawie do kolan. Na wierzch sukmany lub kaftana wdziewają Kiereję '), rodzaj szuby buchciastej z sukna granatowego lub błękitnego, grubszego nieco niż na sukmanach, dostatnio a nawet obszernie skrajanej, z szerokiemi rękawami i workiem, czyli kapturkiem zawieszonym na plecach, ściąganym sznureczkami, kształtu księżej czapeczki z uszami (zwykle ciemno-czerwonego koloru), zwanym Bóg-zapłać (pod Izbicą: Szczęść- Boże!); kaptur ten w czasie zawiei i słoty, na czapkę wkładają; u rękawów i kołnierza tej sukni niekiedy wąziutkie biegną wypustki czyli sznurki białe sukienne.”

      Kustosz, Dorota Kalinowska: – Pawie pióro w kapeluszu męskim było oznaką zamożności. Buty męskie były czarne, ze skóry, marszczone na cholewkach.

      Henryka Derezińska, wiceprezes STL Oddział B-T: – Kujawiacy zakładali swoje galowe stroje ludowe tylko od święta. Im więcej było fałd na cholewce męskich butów, tym gospodarz był zamożniejszy.

      „Dziś kiereja podobna zaczyna wychodzić z mody; młode pokolenie niechętnie jej używa, i prawie wyłącznie u starych ludzi widzieć ją jeszcze można.(…) Do przepasania się używają pasa włóczkowego w dwóch kolorach: granatowym (albo czarnym) z amarantowym. Na szyi zimą zawiązują grubo i szeroko Chustkę, zwykle czerwoną, której końce nasupełek związane, chowają z tylu za kark; z pod niej wyglądają górą kołnierzyki czasem dosyć wysokie; latem wstążką wiążą koszulę. Na głowie noszą w lecie kapelusz pilśniowy, czarny z wązkiemi skrzydłami czyli brzegami, a szerokiem dnem, więc kształtu szerszego u góry niż u spodu (nad czołem) przepasany czarną mantynową wstęgą lub aksamitką czarną w kilka rzędów, i zdobny czasem w pawie piórko, wewnątrz z karbowaną i ściąganą podszewką płócienną. W zimie zaś kładą czapkę barankową Wykrawankę, (z szerokiego siwego lub czarnego baranka) z wierzchem sukiennym (granatowym lub zielonym), rogatą, czasem z uszami barankowemi, które sterczą nad czapką, gdy z wierzchu korfeami są na tasiemkę zawiązane lub na guzik spięte; albo też spuszczone dla zakrycia uszów ludzkich od mrozu.”

      Kustosz, Dorota Kalinowska: – Stroje we włocławskim muzeum zawierają zarówno elementy zabytkowe, jak i rekonstruowane przez dr. Aleksandra Błachowskiego i obrazują obowiązującą „modę” z końca XIX i początku XX wieku.  Buty noszono czarne i na ekspozycji mamy obuwie zabytkowe. Damskie buty mają piękne czerwone sznurowadła. Czerwone, safianowe buciki były bardzo drogie, żadna chłopska rodzina nie mogła sobie na to pozwolić, choć zapewne Kujawianki o nich marzyły. Nosiły za to czerwone korale i to prawdziwe! Liczba koralowych sznurów, których mogło być nawet 5, świadczyła o zamożności kobiety. Panna młoda, idąc do ślubu, zamiast czerwonych korali miała bursztyny.

      Henryka Derezińska, wiceprezes STL Oddział B-T: – Mogą występować subtelne różnice w hafcie kujawskim z poszczególnych rejonów. Te z Kujaw Wschodnich, z okolic Włocławka – jego motywy są jakby trochę większe, rysunek haftu jest mniej zagęszczony.  Haft z Kujaw Zachodnich, bliżej Inowrocławia, jest trochę drobniejszy, a przez to tych motywów jest więcej. To co je łączy to tło – białe, makowe, chabrowe, wyszywane zawsze białą nicią. Poza czerwoną halką piekielnicą – wyszywaną nicią czarną.

      Strój ludowy, jeszcze w okresie międzywojennym był zakładany przez Kujawianki na dożynki, świąteczne spotkania, ale miało to miejsce coraz rzadziej. Wypierał go strój miejski. Tylko sędziwe Kujawianki, jeszcze przed drugą wojną światową, trzymały w szafach czepiec i fartuch na… ostatnią drogę. Po wojnie – kujawskie hafciarki zaczęły ozdabiać dawnymi tradycyjnymi wzorami, obrusy, serwety, pościel, dzięki czemu zachowała się umiejętność kujawskiego haftowania. Znak czasu odciskał też swój trwały ślad na kolorystyce szczególnie damskich spódnic, serdaków i fartuchów – które przybierały różne odcienie koloru chabrowego i makowego – jak zwykło się mówić na Kujawach o kolorze czerwonym i modrym.

      – To trochę za sprawą książki Haliny Mikułowskiej pod tytułem „Monografia stroju kujawskiego”, która pokazuje w tej książce stroje w dominujących kolorach chabrowym i makowym – mówi Henryka Derezińska, wiceprezes Stowarzyszenia Twórców Ludowych Oddziału Bydgosko-Toruńskiego – Zespoły ludowe szyjące swoje stroje, korzystały i nadal korzystają z tej książki, i przyjęły te kolory jako obowiązujące, co powoduje, że Kujawianki są dzisiaj za bardzo „umundurowane”. Żadna kobieta nie lubi wyglądać tak samo jak inne panie. Oskar Kolberg pisał o spódnicach w kilku kolorach.

Współczesne mieszkanki Regionu, podobnie jak ich prababki, co zauważał Oskar Kolberg, również „buntują się” trochę przeciwko takiej „mundurowej” tradycji. Gdy ich prababki zamieniały ciężkie kaftany na lżejsze „jaki” z kamlotu, one dzisiaj zakładają na przykład stroje tzw. świetlicowe, jedynie z odwzorowanymi elementami strojów z XIX wieku. Wzuwają (wyrażenie regionalne) też na nogi wymarzone czerwone buciki, które dzisiaj nie są drogie i których jest dostatek w sklepach obuwniczych, bo chcą być piękniejsze od swoich praprababek. Janina Sikorska, dyrektorka Muzeum im. Jana Kasprowicza w Inowrocławiu w latach 1977 – 2019  mawiała: „Kujawianki zakładały czorne buty do roboty, czerwone do tańca!.” Zapewne po stu latach, te stroje z czerwonymi bucikami, zakładanymi czasami do tańca już w XX wieku, też znajdą się w muzeach, pokazując odwieczną tęsknotę Kujawianek najpierw do czerwonych sznurowadeł przy czarnych butach (pokazane w Muzeum we Włocławku), później do czerwonych trzewików…

      Henryka Derezińska, wiceprezes STL Oddział B-T: – W naszym Stowarzyszeniu Twórców Ludowych uczymy hafciarki kujawskiego haftu. Wiele Pań, będących członkiniami STL, haftuje zgodnie z tradycyjnymi wzorami, że wymienię je z nazwiska: Teresa Barcińska, Krystyna Barczykowska, Jadwiga Bogdanowicz, Krystyna Czarnota,  Helena Janczyszyn, Ewa Jankowska, Grażyna Kasza, Elżbieta Pastuch, Małgorzata Sobota i Elżbieta Staszak.   Na kursach haftu kujawskiego uczymy uczestniczki nie tylko sposobu haftowania, ale również komponowania wzorów kujawskich. Hafciarki biorące udział w konkursach, najczęściej korzystają ze swoich autorskich wzorów. W przeciwnym wypadku zaznaczają, że wykorzystały oryginalny, zachowany wzór ze zbiorów np. Muzeum Etnograficznego w Toruniu , albo że pracę wykonały pod kierunkiem pracowników muzeum. 

    W skład komisji konkursowych wchodzą przedstawiciele Muzeum Etnograficznego i Stowarzyszenia Twórców  Ludowych. Każdy konkurs służy dalszemu reaktywowaniu haftu kujawskiego i dlatego połączony jest z instruktażem.

      Nie ma niestety ani we włocławskim, ani w toruńskim Muzeum stroju dobrzyńskiego. Ten został zrekonstruowany przez wybitnego etnologa, dr. Aleksandra Błachowskiego w XXI wieku i jest prezentowany w Muzeum Ziemi Dobrzyńskiej w Rypinie.

Krystyna Lewicka-Ritter – Wasza Kujawianka, która dla zaprezentowania różnych wariantów nakryć głowy, założyła dla Was nawet piękny, snutkowy czepek, wykonany przez Irenę Najdek z Włocławka. Najbardziej jednak lubię się pokazywać w panieńskiej „szlarce”. Zakładam też czasami… wymarzone czerwone buciki.

 

***

Cykl reportaży realizowany w 2021 roku, w ramach Stypendium Ministra Kultury,  Dziedzictwa Narodowego i Sportu zatytułowany: Krystyna Lewicka-Ritter „W KUJAWSKO-POMORSKIEM – Z OSKAREM KOLBERGIEM POD RĘKĘ” *

* Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust.1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

źródło: www.krystynalewicka-ritter.pl

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor