Kultura 5 maj 09:48 | Redaktor
Stefan Pastuszewski: Czas bydgoski w muzeum

fot. Plakat wystawy /MOB

Bydgoszcz jest miastem szczególnie predestynowanym do refleksji nad czasem. Przez jej serce, czyli Stary Rynek przechodzi 18 południk, a więc geograficzny znak wyznaczający czas.

Każde miejsce na Ziemi ma swój czas, bowiem różne jest usytuowanie każdego miejsca wobec Słońca, a czas, a raczej jego określenie jest przecież wypadkową dwóch ruchów: Ziemi  wokół Słońca i Ziemi wokół własnej osi. Niemniej miejscowości leżące na tym samym południku; czyli linii łączącej biegun północny z południowym mają ten sam czas.

Z wielką satysfakcją należy więc przywitać wystawę pn. „12 minut” w spichrzach nad Brdą, wystawę zainspirowaną stuleciem (1 czerwca 2022 roku) wprowadzenia w niepodległej Polsce czasu środkowo-europejskiego.

W 1894 roku na światowej konferencji w Waszyngtonie, w celu usprawnienia komunikacji, podzielono glob ziemski na 24 strefy czasowe, różniące się od siebie o godzinę.

Wcześniej namiastką takich stref było wprowadzenie jednolitego czasu w poszczególnych państwach. W Bydgoszczy należącej wówczas do Królestwa Prus obowiązywał czas berliński, czyli wyznaczony według 12 południka (o 18 minut wcześniejszy niż czas lokalny w grodzie nad Brdą), a od 1891 roku czas wyznaczony przez 15 południk przebiegający przez Stargard Szczeciński i Zgorzelec.

Ciesząc się z tak unikatowej ekspozycji w bydgoskim muzeum trudno jednak ukryć pewne jej niedostatki. Jednym z nich jest zapis na planszy ukazującej dzieje pomiaru czasu, że „w okresie obowiązywania czasu berlińskiego nasz lokalny bydgoski czas był późniejszy od berlińskiego o owych 18 minut”. Jak mógł być późniejszy, skoro o owych 18 minut u nas wcześniej był świt, południe i zmierzch, gdyż jesteśmy wobec Berlina na wschodzie. Ziemia obraca się z zachodu na wschód. Ów schemat dziejów pomiaru czasu pominął rok 2019, kiedy to na Starym Rynku stanął zegar z „czasem bydgoskim”. Wówczas to jako jedyne miasto na świecie powróciliśmy, choć tylko symbolicznie do czasu lokalnego, z którego korzystaliśmy, jak cały zresztą świat, do początku XIX wieku, kiedy zaczęto wprowadzać „czasy państwowe”, a od 1894 roku „strefowe”.

Wspomniane mankamenty ekspozycji zaskakują chociażby dlatego, że nadano jej tytuł „12 minut”, co eksponuje właśnie bydgoskość czasu, który jest o 12 minut wcześniejszy od środkowoeuropejskiego określanego przez 15 południk. Całość ekspozycji jest bardziej poświęcona zegarom, skądinąd bardzo interesującym, niż – wbrew założeniom – rachubie czasu.  

Stefan Pastuszewski

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor