Kultura 4 wrz 15:36 | Redaktor
Życie w ukryciu – kulturalne propozycje Galerii Autorskiej [ODSŁONA 125.]

Grafika Jacka Solińskiego

W 125. odsłonie swojego cyklu publicystycznego Galeria Autorska Jana Kaji i Jacka Solińskiego przybliża poezję ks. Jana Sochonia i grafikę Jacka Solińskiego.

ks. Jan Sochoń – poezja

Dobra śmierć

Po południu dzwoni Terenia Ferenc,
kiedy zimowy zmierzch nadchodzi
zgodnie z uświęconym rytmem.

Wiesz, mówi, Zbyszek w demencji,
płacze i płacze, i prosi Boga o łaskę
dobrej śmierci, żali się, że Najwyższy
o nim zapomniał, odebrał wszystkie zmysły.

Ja też, Janku, proszę o ciche odejście, już teraz,
i nie chcę, żeby Milena i Ania zamartwiały się
patrząc na starość, która nas zgięła ku ziemi.

Wspominam jak to Bóg pomagał w wychowaniu
dzieci. Nie spałam całymi godzinami,
ale kiedy otwierałam oczy nad ranem,
Ania w łóżeczku bawiła się rogiem poduszki,
zerkając na mnie z uśmiechem, mogłam więc
pospać jeszcze przez jakąś chwilę.

Bóg jest przy nas, Janku, to rzecz pewna.
I wie, że bardzo nam trudno, że cierpimy
ponad siły, że miłość, jakiej doznaliśmy,
będzie ratunkiem, arką wiecznego ocalenia.

Pamiętaj o nas, módl się, żebyśmy byli szczęśliwi
szczęściem jakiego jeszcze nie kosztowaliśmy,
żebyśmy mogli pić krew, która płynie w żyłach
wszechświata i biegać po łąkach zielonych
i złotych. Żeby nasze wiersze miały posmak prawdy
i żeby ktoś chciał je wziąć ze sobą na samotną wyspę.

30 stycznia 2022 r.

 

Panno Święta

Weź mnie w ramiona Panno święta,
oczyść bezkresne chłodu dni;

weź mą samotność i oddanie,
pola i łąki, zboża, sny,

bym jak skowronek wzbił się w niebo
i tam pozostał, kiedy Ty

wstąpisz w zielonej szacie słowa,
Bogarodzico, Matko, Łzo.

Weź mnie w ramiona Panno święta,
z bukietem ziół i boskich traw.

 

Łza wieczorna

Nic mnie już nie czeka, nic zupełnie,
oczy same się zamkną, ciało w żółć przemieni,
garstka bliskich się zjawi, zaśpiewa w cichości,
żebym mógł być przyjęty w wiecznej chwały progi.

Czy to jednak możliwe, skoro tyle grzechów
spowija moje ciało i myśl mą najszczerszą,
skoro świat nie był lepszy, kiedym był na świecie
i zła mniej nie było, ani dobra więcej.

Może więc niepotrzebnie, Boże, mnie stworzyłeś,
wiem, że się nie mylisz, ale w tym przypadku
niewiele pozyskałeś z mojej łzy wieczornej,
jestem wart tyle tylko, ile Twoja miłość,
kiedy Twoje ramiona niosą mnie bez przeszkód.

Nic mnie już nie czeka, choć ufam żarliwie,
że mnie nie opuścisz, dasz kroplę wytchnienia,
że się rozpoznamy wzajemnie w czułości,
bo Ty nieporuszony nas wszystkich poruszasz
i wszechświat w Twych rękach wybuchnie raz jeszcze.

 

Muzyka

Słucham muzyki nocną porą,
a za oknem wycisza się świat.

Nie słyszę jego krzyku, jego wołania,
zapadam się w głąb rytmicznej frazy.

Ogarnia mnie czułość do każdej rzeczy,
do każdego skrawka istnienia.

Boleję, że zaraz będę musiał umierać,
zgodnie z odwiecznym planem mądrości.

Będę jednak śpiewał zamykając oczy,
ciało oddając naszej umęczonej ziemi.

 

Świadomość przebudzona. Poezja ks. Jana Sochonia

Czytając wiersze księdza Jana Sochonia oraz przyglądając się dziełom Jana Kaji i Jacka Solińskiego zastanawiałem się czy istnieje dla nich jakiś wspólny obszar bądź wewnętrzna przestrzeń, która łączy wymienionych twórców. Doszedłem do wniosku, że tym czymś, co łączy wyżej wymienione osoby, jest troska o ciszę, milczenie i światło, za którymi skrywa się świadomość przebudzona, nazywana przez Simone Weil „świadomością nadprzyrodzoną”      

Zacznijmy od ciszy. I od razu natrafiamy na problem, który polega na tym, że człowiek ponowoczesny zapoznał czym jest cisza, bez której nie ma wielkiej i ukierunkowanej na sacrum twórczości. Aby zrozumieć wagę ciszy w życiu człowieka należy, jak sądzę, sięgnąć do źródeł, tzn. do perykopy o Eliaszu (1Krl 19, 11 i n.). W przypowieści tej zrozpaczony proroku idzie ku górze Horeb. Egzystując na pustyni, bez środków do życia, chce usłyszeć głos Boga. Pyta, jak żyć nie mając nic? Jak przepowiadać o Bogu żyjąc w samotności na granicy życia i śmierci?: „Wtedy rzekł: <> A oto Pan przechodził. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały [szła] przed Panem; ale Pana nie było w wichurze. A po wichurze – trzęsienie ziemi: Pana nie było w trzęsieni ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pana nie było w ogniu. A po tym ogniu – szmer łagodnego powiewu”. (BJ). Eliasz poznaje Boga w „szmerze łagodnego powiewu”, w głosie delikatnej nieuchwytnej ciszy.

To nie w burzy, trzęsieniu ziemi czy w ogniu objawia się boskość, lecz w ciszy. Tak rodzi się świadomość przebudzona czyli, podążając za wspomnianą Simone Weil, świadomość nadprzyrodzona, tzn. otwarcie się nadprzyrodzonej części człowieka, tj. ludzkiego ducha, na wymiar boskości. Ksiądz Sochoń niczym mnisi z Góry Athos podejmuje się trudnej sztuki opisu doświadczenia tego, co hezychaści określają mianem hezychii, tj. ciszy i pokoju.

(Grzegorz J. Grzmot-Bilski,Świadomość przebudzona. Poezja ks. Jana Sochonia)

 

 

Krzyż do rany, na linii strzału... O wierszach ks. Jana Sochonia

To znakomita poezja, nadawana w częstotliwości, którą mój wewnętrzny odbiornik wyłapuje i słyszy. To wiersze o tym co ważne i dla mnie. Ta znakomitość jest niejako artystycznie i poznawczo „obiektywna” (talent, smak, słuch językowy), niezależna od Sochoniowej erudycji, filozoficznej profesury i warszawskiej sutanny. Jest jednym z najwybitniejszych żyjących polskich poetów w koloratkach, jeśli nie najwybitniejszym, kontynuatorem wielkiej warszawskiej linii Pasierb (+1993) – Twardowski (+2006). I to kontynuatorem na własnych, oryginalnych warunkach, kimś osobnym, kimś pomiędzy Pasierbem i Twardowskim, erudytą i poetą kultury na miarę Pasierba, ale typem liryki paradoksu przypominającym jednak również mocno Twardowskiego. Podobnie jak oni obaj, ale w stopniu bodaj intensywniejszym, jest ksiądz Sochoń poetą miłości.

Bo księdza Jana Sochonia (jak każdą i każdego z nas, mnie – na przykład) mogło zmieść wszystko co się działo po drodze do święceń, po drodze od święceń, do dzisiaj: historia (świata, Polski, osobista), polityka (ta wielka – och, tych 40 ostatnich lat, od momentu, kiedy wstąpił do seminarium duchownego, cóż to się działo w Polsce…; ale także polityka kościelna), filozofia, poezja, zawał i w ogóle: serce, własny los, jego linia, linie, czyli też ścieżki życia, ich wielość i to że „Jego ścieżki nie są naszymi”, klęski, sukcesy, pokusy (liberalno-modernizacyjno-innowacyjne i jak je tam jeszcze nie nazwać; żyć w Warszawie pierwszych dekad XXI wieku i ocaleć w sensie, o którym tu mowa, to duża sprawa), nadmiar i ciężar talentu, własna i cudza pycha, cierpienie i samotność, ludzka zawiść, przeciągi w otwartym na oścież społeczeństwie i otwartym na oścież Kościele (przecież wielu z nas kuszono tu rolą flagowych, ks. Sochonia bez wątpienia również). Nie wszyscy z naszego pokolenia i z naszych środowisk ocaleli. Ale też wszyscy byliśmy i jesteśmy na linii strzału… Ocalenie nie jest oczywiste. Ocalenie jest łaską.

Co go przeniosło, ponad tym wszystkim? Co sprawia, że ten Filozof-Erudyta-Poeta z podrutowanym sercem znajduje się w samym sercu Kościoła po tym wszystkim co było i co mogło być? Nie mam wątpliwości: to głęboki, szczery i intymny, rdzeń rdzenia jego życia i słowa – żywa wiara w Chrystusa, relacja z Nim. Inaczej: czysta Boża Łaska. Nie bez wstawiennictwa błogosławionego Jerzego Popiełuszki, jak przypuszczam. Święci są mistrzami w cnocie wdzięczności, z tego co o nich wiem.

(ks. Jerzy Szymik: Krzyż do rany, na linii strzału... O wierszach ks. Jana Sochonia, w: „Teologia Polityczna Co Tydzień”: „Sochoń. Wyrażanie rzeczywistości”)

 

 

Jacek Soliński – grafika

 

„Bezczynność” nieopisana

Grafika warsztatowa, zwłaszcza wypukło-druk, do którego zalicza się linoryt ma w sobie coś pierwotnego. Lubię porównywać cięcie rylcem w linoleum z pracą kornika. W obu przypadkach powstające przejścia i labirynty są (w jakimś sensie) do siebie podobne, bo stanowią zapis wędrówki. Są śladami aktywności. W moim wypadku zajęcie rytownika stało się również podróżą ku równowadze. Między matrycą grafiki a odbitką zarysowuje się symetria. Ta prawidłowość jest mi bliska. Kompozycja wycięta w linoleum pozostaje odwrócona, jak w lustrzanym odbiciu. Dopiero po przeniesieniu farby z linorytu na papier uzyskuje się właściwy obraz. Razem są jak rzeczywistość i jej odbicie widziane w zwierciadle. Mogę więc powiedzieć, że przygotowując matrycę szukam skupienia po drugiej stronie lustra, jak w Alicji w Krainie Czarów Lewisa Carrolla. Odpowiada mi ten poetycki obraz dwóch światów, bo wiem, że „po tamtej stronie” wszystko może się wydarzyć. „Wędrując” po powierzchni linorytu żłobię rzeczywistość swoich rozważań, łączę to, co realne, z tym, co nieprzewidywalne. Systematycznie i mozolnie, pogłębiam rowki, tak jakbym w tych strukturach znajdował uspokojenie. A jednak jest to zawsze przemieszczanie się na granicy pewności i niepewności.

Bycie rytownikiem coraz częściej wydaje się czymś osobliwym. Szczególnie dziś, kiedy technologia cyfrowa umożliwia osiągnięcie oczekiwanego efektu podczas kilku prób. A jednak w tym zajęciu jest coś wyjątkowego. Żłobienie w linoleum stało się czynnością niemalże archaiczną – nie potrzeba do tego komputerowych programów ani prądu, wystarczy tylko dłutko i światło. Jest w tym również coś intymnego. Moment podczas odbijania grafiki na prasie, w którym od matrycy oddziela się pierwszą odbitkę, pozostaje zawsze przeżyciem. Taka chwila przypomina narodziny – to, co było rzeźbione przez kilka miesięcy, nagle pojawia się na papierze w swojej ostatecznej postaci. To jest powrót z „drugiej strony lustra”.

 Od lat 70. ubiegłego wieku pracowałem systematycznie nad kolejnymi linorytami. Wciąż działałem, jakbym miał za mało czasu. Trwało to blisko cztery dekady, aż w końcu nastąpił przełom. Zdałem sobie sprawę, że zbyt bardzo cenię czas, żeby się spieszyć. Zacząłem przyglądać się swojej teraźniejszości z nowym skupieniem, już z innej perspektywy w taki sposób, jakbym nie potrzebował do opisu świata wielu zdań, tylko kilku słów. Istotne pozostały: komunikatywność i zwięzłość.

Papież Jan XXIII zwykł mawiać, że trzeba mieć spakowane walizki. To przesłanie ma dla mnie istotne znaczenie, bo w prosty sposób określa ludzką kondycję. Życiowa gotowość wobec tego, co nieuchronne, nieznane i nieprzewidywalne działa jak busola. Nie chodzi tu tylko o eschatologiczną refleksję, ale o przeżywanie podniosłości każdej chwili. Konfrontacja z teraźniejszością może być jak permanentny stan zadziwienia. Radość płynąca z afirmacji spraw pozornie nieważnych to efekt błogosławionej „bezczynności”. Dorastanie w takiej atmosferze do wyzwań pobudza dalekowzroczność.  Wypowiedzenie wobec życia słowa „tak” jest deklaracją i rodzajem zawierzenia. Stanowi wybór wartości, za którym idzie określona postawa wobec innych, jak również wobec rzeczywistości przeczuwanej. W konsekwencji staje się swoistym manifestem i odpowiedzią na dar istnienia.

Oddając się „korniczemu nałogowi”, czyli linorytnictwu, właśnie tak rozumiem cel tego działania. Żłobię dłutkiem rowki i punkty, które stają się białymi liniami, plamami i punktami.  Wydobywam w sensie dosłownym i metaforycznym, z czerni biel, z ciemności światło, tak jakbym wędrował rylcem wychylając się z nocy ku dniowi. Zapisuję zwyczajność, która staje się dla mnie nadzwyczajna.

Jacek Soliński

 

 

Jacek Soliński

Urodzony w 1957 r. w Bydgoszczy. Grafik, malarz, publicysta, fotograf, wydawca. Od 1979 r. prowadzi, wspólnie z Janem Kają, Galerię Autorską w Bydgoszczy oraz wydawnictwo. W latach 80. realizował projekty konceptualne i opublikował własnym sumptem, w technice linorytu, trzy książki unikatowe oraz pięć tomików prozy. Autor kilkudziesięciu wystaw indywidualnych. Dokumentacja działalności Galerii Autorskiej i dokonania jej twórców eksponowane były w różnych ośrodkach w kraju: Bydgoszcz, Gdańsk, Sopot, Toruń, Warszawa, Łódź, Kraków, Lublin, zagranicą: Paryż, Rzym, Pradze, Tokio i Edynburgu. Od 1986r. realizuje w Galerii Autorskiej swoją coroczną urodzinową wystawę linorytów. Wydał kilkadziesiąt własnych publikacji, w których łączy grafikę z epigramami, modlitwami, poezją i prozą. Zrealizował wiele cykli linorytów, cykl malarski 366 aniołów „Opiekunowie czasu” oraz trzy cykle fotografii o tematyce żebraczej. Otrzymał m.in.: Medal za Twórczy Wkład w Kulturę Chrześcijańską (2002). Medal Prezydenta Miasta za szczególne zasługi dla Bydgoszczy (2004 i 2014), Bydgoską Nagrodę Strzały Łuczniczki za wydanie Książki Roku (2005, 2007 i 2009 i 2011) Nagrodę Ryszarda Milczewskiego-Bruno „Gaśnica terenowa” (2007) odznakę honorową „Zasłużony dla kultury Polskiej” (2015), Nagrodę Artystyczną Prezydenta Miasta Bydgoszczy (2018), MEDAL 100 – LECIA ODZYSKANIA NIEPODLEGŁOSCI (2018) oraz Brązowy Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2019).

 

Jan Sochoń

Urodzony w 1953 r. w Wasilkowie, na Podlasiu. Profesor filozofii, poeta, krytyk literacki i eseista, biograf i wydawca pism błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki. Kieruje Katedrą Filozofii Kultury na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego, wykłada także w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie. Stale współpracuje z redakcjami różnych czasopism i Polskim Radiem. Należy do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, PEN Clubu, Polskiego Towarzystwa Tomasza z Akwinu a także innych gremiów naukowych. Jego utwory przetłumaczono na język angielski, francuski, niemiecki, włoski, rosyjski, czeski, serbski, chorwacki, ukraiński, zostały nadto zamieszczone w kilku zagranicznych antologiach. Fascynuje się sztuką romańską, fotografowaniem i muzyką jazzową. Opublikował wiele książek filozoficznych, prac edytorskich oraz tekstów literackich i haseł encyklopedycznych, m.in.: Poszukiwanie literatury (Warszawa 2012), Religia w projekcie postmodernistycznym (Lublin 2012), Nieme współcierpienie. Solilokwia pasyjne, (Poznań 2013), Jak żyć chrześcijaństwem? (Warszawa 2014), Człowiek i twórczość (Lublin 2016), Mowa wewnętrzna. Sceny z życia duchowego (Warszawa 2017), tomy wierszy: Wizerunek (Gdańsk 2013), Obrót koła (Pelplin 2014), Sandały i pierścień (Sopot 1015), Półmrok (Paryż 2016), Strzałka czasu (Rzeszów 2017), Klęcznik ze słów. Modlitewnik poetycki (Warszawa 2017). Mieszka w Warszawie. Strona internetowa: jansochon.pl

 

Galeria Autorska Jana Kaji i Jacka Solińskiego w Bydgoszczy powstała 16 czerwca 1979 r. W latach 80. należała do nielicznych prywatnych galerii w Polsce, jej aktualna znajduje się ponownie przy ul Chocimskiej 5. Twórcy Galerii: malarz Jan Kaja i grafik Jacek Soliński (obaj rocznik 1957) swoje przedsięwzięcie określili jako pozainstytucjonalne, niezależne, otwarte, wciąż poszukujące i ewoluujące. Charakter działań Galerii mieści się w formule przenikających się dziedzin: plastyki, fotografii, konceptualizmu, poezji, literatury, teatru, muzyki i filozofii. Cykl „Życie w ukryciu” przybliża twórczość artystów związanych z Galerią. Więcej czytaj m.in. na stronie autorska.pl

 

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor