Wydarzenia 1 lip 13:59 | Michał Jędryka
Bydgoskie szpitale uniwersyteckie. Szykuje się bój, by fuzja nie wypaliła

Szpital Uniwersytecki nr 2 im. dr. J. Biziela (fot. Anna Kopeć) i Szpital Uniwersytecki nr 1 im. dr. A Jurasza (fot. Przemysław Jahr/Wikimedia Commons - praca własna)

Szansa na oszczędności czy przede wszystkim zagrożenie dla życia i zdrowia pacjentów? O możliwych skutkach fuzji bydgoskich szpitali Jurasza i Biziela oraz o tym, dlaczego konsolidacja może służyć interesom Torunia, pisze Michał Jędryka z Polskiego Radia PiK.

Bydgoszcz bez żadnej przesady można nazwać szpitalnym zagłębiem. Mamy lecznic dużo i są one znakomite. Dość przejrzeć rankingi szpitali, ogólnopolskie czy nawet światowe. Kiedy w 2020 roku ranking krajowy opublikowała „Rzeczpospolita”, to wśród dziesięciu najlepszych szpitali w województwie znalazło się aż siedem bydgoskich. Nieodmiennie znakomitą pozycję zajmuje Centrum Onkologii oraz dwa szpitale uniwersyteckie noszące imiona Antoniego Jurasza i Jana Biziela. Kiedy opublikowano prestiżowy ranking World’s Best Hospitals 2021, znalazły się w nim wszystkie trzy wymienione wyżej bydgoskie lecznice. 

Dwa szpitale uniwersyteckie, bo nimi się tu zajmiemy, mają różną historię. Jako pierwszy powstał – jeszcze przed II wojną światową – szpital Jurasza. Wybudowano go w 1937 roku, choć projekt stworzono 10 lat wcześniej. Były to jednak lata wielkiego kryzysu i rozpoczęty proces inwestycyjny przerwano w latach 1930–34. Szpital miał być następcą dawnego – jeszcze XIX-wiecznego – szpitala miejskiego, który mieścił się na Gdańskiej w budynku dzisiejszego muzeum, niedaleko kościoła klarysek. Na dwa lata przed wybuchem wojny powstał – bardzo nowoczesny i duży jak na tamte czasy – szpital przy ul. Skłodowskiej-Curie. Miał pięć pięter i sześć oddziałów. Po wojnie utworzono tu miejski Szpital Ogólny nr 1, który później stał się szpitalem wojewódzkim. 

Tymczasem w latach 70. na Wzgórzu Wolności rozpoczęto budowę szpitala, któremu nadano imię XXX-lecia PRL. Tu przeniesiono szpital wojewódzki, przeznaczając szpital Jurasza do rozbudowy. Tu właśnie, w dzisiejszym szpitalu Biziela, powstał Państwowy Szpital Kliniczny będący bazą szkoleniową Akademii Medycznej w Gdańsku. Akademia, już jako bydgoska uczelnia, przeniosła się w 1989 r. z powrotem do szpitala Jurasza, już po jego rozbudowie. Uchwałą zaś Wojewódzkiej Rady Narodowej w 1990 r. nazwę wspominającą trzydziestolecie PRL zmieniono na Szpital Wojewódzki im. dr. Jana Biziela.

Szpital Jurasza z olbrzymim długiem

I jako szpital wojewódzki funkcjonował on do 2008 roku. Ale przedtem nastąpiły inne znaczące wydarzenia. W roku 1984 na bazie Zamiejscowego Wydziału Lekarskiego gdańskiej uczelni utworzono Akademię Medyczną w Bydgoszczy. Uczelnia otrzymała Szpital Kliniczny im. dr. A. Jurasza. Akademia ta rozwijała się dynamicznie i stała się znaczącą uczelnią nie tylko w Bydgoszczy. W październiku 2003 r. jej Senat przyjął jednak uchwałę o połączeniu uczelni z Uniwersytetem Mikołaja Kopernika w Toruniu. Senat UMK potwierdził wolę połączenia. Od tego czasu istnieje „Collegium Medicum im. Ludwika Rydygiera w Bydgoszczy Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu”.

To właśnie Collegium zaproponowało w 2008 r. przejęcie szpitala Biziela jako drugiego szpitala uniwersyteckiego. Szpital miał wtedy czyste konto, nie miał długów. Jak wspomina dzisiejszy poseł, wówczas radny wojewódzkiego sejmiku, Jan Szopiński, zapewniano, że lecznica nie zostanie ani zlikwidowana, ani wchłonięta przez szpital Jurasza. 

Szpital im dr. A. Jurasza w Bydgoszczy/fot. Darpaw,Wikimedia Commons - praca własna, lic. CC BY-SA 4.0

Jednak dziś oba uniwersyteckie szpitale są poważnie zadłużone. Jak mówił mi w rozmowie radiowej prof. Marcin Czyżniewski, rzecznik UMK, szpital im. Jurasza już kilka lat temu wziął 80 milionów pożyczki. Dziś ma 20 milionów samych tylko wymagalnych zobowiązań. – Jest to oczywiście związane z systemem finansowania służby zdrowia, zwłaszcza wysokospecjalistycznych procedur wykonywanych w szpitalach klinicznych – wyjaśnia Czyżniewski. W raporcie za 2021 rok szpital podaje, że saldo zobowiązań wynosi 83 mln złotych.

Szpital Biziela wydaje się być w nieco lepszej sytuacji. Podczas gdy w „Juraszu” wskaźnik zadłużenia aktywów wynosi na koniec 2021 roku 186 proc., co oznacza w uproszczeniu, że dług przekracza prawie dwukrotnie majątek lecznicy, to w „Bizielu” ten stosunek wynosi 68 proc., co wydaje się sytuacją jeszcze względnie zdrową. Dlaczego zadłużenie szpitala Jurasza tak nieproporcjonalnie urosło? Jeden z członków Rady Społecznej tej instytucji mówi nieoficjalnie, że choć o pewnych rzeczach wie, nie może o nich powiedzieć głośno. Jednak dodaje, by nie doszukiwać się w tym jakiejś afery. Na przykład – mówi – niektóre procedury medyczne wykonywane w tym szpitalu są po prostu niezwykle kosztowne. Do takich procedur należy na przykład ratowanie zdrowia i życia noworodków czy wcześniaków. To kosztuje ogromne pieniądze, są to jedne z najdroższych procedur medycznych – usłyszałem.

Jeden SOR zamiast dwóch – zagrożenie dla pacjentów?

W kwietniu bieżącego roku UMK (nie po raz pierwszy) przedstawiło pomysł połączenia tych dwóch szpitali. Powstał ponad 200-stronicowy raport. Przygotował go na zlecenie rektora dr Piotr Pobrotyn, były dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu i ekspert ochrony zdrowia. Profesor Marcin Czyżniewski argumentuje, że innego wyjścia nie ma, choć decyzja jeszcze nie zapadła. Przekonuje, że to najlepsze rozwiązanie, bo jego zdaniem nie zmniejszy dostępności opieki medycznej, natomiast pozwoli na ogromne oszczędności. I podaje przykład. – Jeden i drugi szpital przygotowują w tej chwili program modernizacji systemu wydawania leków. Jeśli te szpitale zrobią to oddzielnie, będzie to kosztować 30 milionów, a jeśli zostanie to zrobione wspólnie – będzie to kosztować 15 milionów – mówi.  Czyżniewski zapewnia, że żadna klinika, żaden oddział nie zostanie zlikwidowany. – Zostanie zlikwidowany pewien szyld, nazwa, ale od strony pacjenta nic się nie zmieni – argumentuje. Rzecznik nie zaprzecza jednak, że istnieje plan likwidacji jednego z SOR-ów, czyli oddziałów ratunkowych, na które trafiają pacjenci w nagłych przypadkach. – To grozi, że zamiast kilku godzin na takich oddziałach pacjent będzie czekał kilkanaście godzin! – wskazuje Katarzyna Florek, szefowa Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych w Bydgoszczy. 

Szpital im dr. J. Biziela w Bydgoszczy/fot. Anna Kopeć

Pytam o to samo Marcina Czyżniewskiego – on natomiast wyjaśnia, że wcale nie musi tak być, bo ten połączony SOR będzie miał co najmniej tyle samo łóżek, ile mają łącznie dwa SOR-y. Argumentacja rzecznika UMK oburzyła posła Tomasza Latosa – szefa sejmowej Komisji Zdrowia. – To znaczy, że rzecznik nie ma zielonego pojęcia, o czym mówi, bo tam brakuje głosu jakiegokolwiek lekarza. Ktoś będzie zarządzał jedną kliniką znajdującą się w dwóch szpitalach? – pyta retorycznie Latos. I dodaje, że z całą odpowiedzialnością, jako lekarz, może stwierdzić, że widzi w tym zagrożenie dla życia i zdrowia pacjentów. Z kolei Katarzyna Florek z Izby Pielęgniarek i Położnych podkreśla, że w leczeniu ogromne znaczenie ma praca zespołowa załogi szpitala. Tymczasem konsolidacja grozi rozbiciem zespołów, które ze sobą pracują od lat. – Szpital Biziela jest jednym z nielicznych w kraju, w którym wciąż funkcjonują dobre i sprawdzone zespoły terapeutyczne. W ich skład wchodzą nie tylko lekarze i pielęgniarki, ale też na przykład rehabilitanci i fizjoterapeuci. To jest ogromna wartość szpitala Biziela – uważa Florek. 

Fuzja w interesie Torunia?

Zaniepokojenie planowaną konsolidacją wyraziła sejmowa Komisja Zdrowia zwołana przez posła Latosa. Padł tylko jeden głos za konsolidacją – prof. Maksymowicza, który jednak zastrzegł, że jego zdanie ma charakter ogólny, że tendencja do konsolidowania szpitali jest widoczna w różnych miastach i rozwiązuje wiele problemów, ale, jak stwierdził, nie zna specyfiki bydgoskiego przypadku. Pozostali posłowie z regionu ponad podziałami apelowali o zaniechanie operacji. Byli wśród nich Piotr Król, Paweł Olszewski i Jan Szopiński.  Przeciw fuzji wypowiedział się też zaproszony na posiedzenie prezydent Bydgoszczy Rafał Bruski. Piotr Król wysunął tezę, że konsolidacja jest w interesie władz Torunia, gdzie wybudowano nowy ogromny szpital wojewódzki, dla którego istniejące bydgoskie lecznice są konkurencją. To ten szpital przejmie specjalistów z Bydgoszczy zwalnianych przy konsolidacji, wskazywał poseł Król, sugerując, że zostało to w ten sposób zaplanowane. Jak zapewniał na posiedzeniu szef komisji Tomasz Latos, zaniepokojone pomysłem jest Ministerstwo Edukacji i Nauki, a również minister zdrowia nie jest zwolennikiem fuzji.  

Nawet sejmik wojewódzki opowiedział się przeciwko połączeniu uniwersyteckich szpitali w Bydgoszczy. Stanowisko w tej sprawie przyjęto na sesji 27 czerwca. Pod obrady trafił projekt radnych Koalicji Obywatelskiej i PSL. – Sejmik jest w szczególny sposób uprawniony do zajęcia stanowiska, bo to on 29 października 2007 r. dokonał darowizny obiektów byłego wojewódzkiego szpitala im. dr. Jana Biziela w Bydgoszczy na rzecz nauki i potrzeb zdrowotnych, reprezentowanych przez Collegium Medicum UMK. Teraz stanowczo sprzeciwia się pomysłowi rektora UMK – tłumaczył radny Roman Jasiakiewicz. – Jeżeli zostaną zlikwidowane niektóre oddziały i będzie zlikwidowany SOR w jednym ze szpitali, to oznacza to konkretne konsekwencje zarówno dla mieszkańców, którzy będą mieli ograniczony dostęp do służby zdrowia, jak i dla personelu medycznego, który straci pracę – mówił z kolei Michał Krzemkowski, przewodniczący klubu radnych PiS.

Sprawa nie jest przesądzona. Będzie bój

Sprawa stała się też przedmiotem zainteresowania Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego. Po spotkaniu dyrektor szpitala Jurasza Jacek Kryś wypowiadał się pojednawczo. – Myślę, że jako uniwersytet popełniliśmy być może jakiś grzech zaniechania, jeśli chodzi o komunikację. Pan rektor zwrócił uwagę, że zamierzamy to w jakiś sposób naprawić. W najbliższych miesiącach będą powołane zespoły, nasze wewnętrzne, szpitali Biziela i Jurasza, które w jakiś sposób będą dopracowywały plany naszego planu restrukturyzacyjnego (wypowiedź dla TVP). 

Collegium Medicum UMK w Bydgoszczy/fot. Anna Kopeć

Ostatecznie tego samego dnia, 27 czerwca, odbyło się spotkanie członków Rady Collegium Medicum UMK.  – Odbyliśmy jeszcze bardziej szczegółową dyskusję, niż przed tygodniem – mówił prof. Marcin Czyżniewski. – Wspólnie uznaliśmy, że do dyskusji trzeba jeszcze wrócić. Nie było żadnego głosu przeciwko ewentualnej konsolidacji, natomiast, podobnie jak przed tygodniem, pojawiały się prośby o jeszcze bardziej szczegółowe informacje. W trakcie wakacji takie informacje zostaną przygotowane, także całe wakacje będą wypełnione rozmowami, konsultacjami, a do decyzji wrócimy na początku roku akademickiego. 

Sprawa nie jest więc przesądzona, choć nacisk społeczny jest duży. Jaką decyzję podejmie UMK – dowiemy się po wakacjach. Poseł Król jest w nastroju bojowym. – My tych szpitali nie oddamy. Będzie wojna. Łącznie z tym, że będziemy robić manifestacje na terenie Torunia. Nie oddamy tych szpitali za Chiny ludowe – zapowiadał na posiedzeniu komisji.

Michał Jędryka, Polskie Radio PiK