Wydarzenia Dzisiaj 17:42 | Redaktor
Usłyszeli świat na nowo. Szpital Biziela wszczepił setny implant ślimakowy

fot. własne

Szpital Uniwersytecki nr 2 im. dr. Jana Biziela w Bydgoszczy świętuje wykonanie setnego wszczepienia implantu ślimakowego. Były gratulacje, symboliczne upominki i spotkania z pacjentami, którzy dzięki zabiegowi mogą znów słyszeć. Specjalistom podziękował również wicewojewoda kujawsko-pomorski Michał Koniuch.

Ważny jubileusz bydgoskich specjalistów

W Szpitalu Biziela w Bydgoszczy odbyło się spotkanie z okazji wszczepienia setnego implantu ślimakowego. To ważny moment zarówno dla placówki, jak i pacjentów, dla których taki zabieg oznacza często powrót do świata dźwięków.

Implant ślimakowy to jedna z najbardziej zaawansowanych metod leczenia głębokiego niedosłuchu.

To najwyższa technologia pozwalająca pacjentowi wrócić do słyszenia. Przywraca go do normalnego życia społecznego i pozwala mu funkcjonować — zaznaczył prof. Paweł Burduk, kierownik Kliniki Otolaryngologii, Onkologii Laryngologicznej i Chirurgii Szczękowo-Twarzowej Szpitala Uniwersyteckiego nr 2 im. dr. Jana Biziela.

Implant ślimakowy pomaga osobom z głębokim niedosłuchem lub głuchotą, u których tradycyjne aparaty słuchowe nie przynoszą wystarczających efektów. Dla wielu pacjentów to nie tylko procedura medyczna, ale początek zupełnie nowego etapu życia.

Słyszenie trzeba wyćwiczyć

Specjaliści podkreślają, że wszczepienie implantu to dopiero pierwszy etap. Po operacji pacjent musi nauczyć się odbierać dźwięki na nowo.

Słyszenie dzięki implantowi ślimakowemu jest trochę inne niż słyszenie fizjologiczne. Po to jest rehabilitacja i po to pracuje z pacjentem nasz zespół, aby przygotować go do nowych warunków — tłumaczył prof. Burduk.

Czas rehabilitacji zależy od wielu czynników, m.in. od zaangażowania pacjenta i intensywności ćwiczeń. Jak mówił kierownik kliniki, nie da się z góry określić, czy poprawa będzie widoczna po miesiącu, dwóch, trzech czy po pół roku. Każdy przypadek jest indywidualny.

Operacja wymagająca precyzji

O kulisach samego zabiegu mówił prof. Aleksander Zwierz z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, laryngolog wykonujący implantacje.

 To dla nas zawsze trudny zabieg. Pracujemy w bardzo wąskiej przestrzeni anatomicznej, a każdy pacjent jest inny — wyjaśniał.

Lekarz podkreślał, że odpowiedzialność jest podwójna: za bezpieczeństwo pacjenta i za bardzo kosztowny sprzęt. Cała procedura to wydatek liczony w setkach tysięcy złotych, a sam implant i procesor są urządzeniami o wysokiej wartości.

W przypadku tych stu implantów każdy został właściwie wykorzystany. Żaden nie został uszkodzony. Żaden z pacjentów nie doznał podczas operacji powikłań — zaznaczył prof. Zwierz.

Jak dodał, bydgoski ośrodek rozpoczął wykonywanie takich zabiegów w 2020 roku. Dziś, mimo stosunkowo krótkiej historii programu, znajduje się wśród ważnych ośrodków implantacji osób dorosłych w kraju.

Kompleksowa kwalifikacja pacjentów

Do zabiegu pacjenci przechodzą wieloetapową kwalifikację. Obejmuje ona badania audiologiczne, ocenę chirurgiczną, a także konsultacje z audiologami, protetykami słuchu, logopedami i psychologami.

Specjaliści zwracają uwagę, że potrzeby są znacznie większe niż liczba wykonywanych obecnie zabiegów. Starzenie się społeczeństwa sprawia, że pacjentów z poważnymi ubytkami słuchu będzie przybywać.

Jako województwo kujawsko-pomorskie gonimy Polskę, gonimy świat. Pierwszy zabieg implantacji ślimakowej  był przeprowadzony w Polsce w 1992 roku. My zrobiliśmy to dwadzieścia osiem lat później. Zaimplantowaliśmy osobę dorosłą na Kujawach. To był taki długi okres, ponieważ musieliśmy sami stworzyć ośrodek, musieliśmy się przeszkolić, zdobyć akceptację władz Narodowego Funduszu Zdrowia. Zależy nam, by pacjenci, jeżeli będą mieli jakiekolwiek problemy, mogli się do naszego centrum udać, bo po to jesteśmy. Nie tylko po to, żeby wszczepić implant, ale też żeby tymi pacjentami się kompleksowo opiekować. Wiadomo, że każde urządzenie czy samochód, czy implant to jest urządzenie mechaniczne, elektroniczne, które może mieć jakieś problemy i te problemy my musimy rozwiązywać —dodał prof. Zwierz.

Pacjenci opowiadali o swoich doświadczeniach

Podczas uroczystości nie zabrakło rozmów z osobami, które przeszły już zabieg i korzystają z implantu. To właśnie ich historie najlepiej pokazują znaczenie pracy lekarzy, audiologów, logopedów i całego zespołu terapeutycznego.

Jednym z nich jest Edward Zaparucha, który w tym roku skończy 90 lat. Na operację zdecydował się m.in. dlatego, że pogarszający się słuch utrudniał mu codzienne funkcjonowanie i udział w chórze.

Miałem wątpliwości i stres, co to będzie. Ale teraz jestem bardzo zadowolony, bo te wątpliwości ustąpiły, kiedy zacząłem naprawdę słyszeć — opowiadał.

Mężczyzna wcześniej starał się ustawiać zawsze tak, aby rozmówcę słyszeć lewą stroną.

Teraz słyszę i mogę iść z prawej strony, tak jak normalnie mężczyzna z panią — żartował pacjent.

Podkreślał też, że różnica między „słyszeć” a „rozumieć” jest ogromna. Dzięki implantowi łatwiej odbiera dźwięki i rozumie rozmowy, a także śpiewa w chórze.

Maestro mówi: „Edwardzie, czynisz postępy” — dodał.

„Pierwszy raz usłyszałam bociana”

Swoją historią podzieliła się także 48-letnia Ewa Huszcza. Pierwszy implant wszczepiono jej cztery lata temu. Jak opowiadała, na jedno ucho słyszała bardzo słabo, a na drugie nie słyszała wcale.

Było ciężko się dogadać i rozumieć ludzi. Dzięki implantowi słyszę dużo lepiej. To całkowicie inne życie — mówiła.

Jednym z najbardziej poruszających momentów był dla niej powrót dźwięków natury.

 Pierwszy raz z prawej strony usłyszałam bociana. To było niesamowite uczucie. Nie wierzyłam, że naprawdę go słyszę. Potem usłyszałam osiołka — wspominała.

Po pierwszym zabiegu zdecydowała się na implantację drugiego ucha, aby słyszeć jeszcze pełniej i bardziej komfortowo funkcjonować na co dzień. 

Podziękowania dla zespołu

W wydarzeniu uczestniczył wicewojewoda Michał Koniuch, który podziękował specjalistom za ich zaangażowanie i codzienną pracę na rzecz pacjentów.

Podkreślano, że sukces programu implantów ślimakowych to efekt współpracy wielu osób — od lekarzy wykonujących zabiegi, przez personel pielęgniarski, po specjalistów prowadzących pacjentów po operacji.

Prof. Burduch przypomniał, że procedura jest w pełni refundowana przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Bydgoski ośrodek pomaga przede wszystkim pacjentom z regionu, ale trafiają do niego również chorzy z innych części kraju.

Medycyna, która realnie zmienia życie

Setny wszczepiony implant to dla szpitala symboliczna granica, ale dla pacjentów każda taka operacja ma bardzo osobisty wymiar.  Chodzi o głosy bliskich, dźwięki miasta, muzykę, codzienne rozmowy — całą  zwyczajność, której wartość najłatwiej docenić wtedy, gdy na jakiś czas znika.

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor
-->