Bydgoszcz Dzisiaj 09:58 | Redaktor
Plan ogólny Bydgoszczy pod ostrzałem. „Betonowanie miasta na pełnej petardzie”?

fot. Facebook / Pixabay

Anna Rembowicz-Dziekciowska, była szefowa Miejskiej Pracowni Urbanistycznej w Bydgoszczy, ostro krytykuje najnowszy projekt planu ogólnego miasta. Jej zdaniem dokument w wersji z kwietnia 2026 roku otwiera drogę do nadmiernego dogęszczania zabudowy, ograniczania zieleni i pogorszenia jakości życia mieszkańców. Szczególnie mocno alarmuje w sprawie terenów Bydgoszczy-Wschód i nadrzecznego Kartodromu.

Plan, który przesądzi o mieście na lata

Plan ogólny nie jest dokumentem, który mieszkańcy czytają do porannej kawy. Nie ma w nim efektownych wizualizacji, obietnic nowych parków ani uroczystych przecinanych wstęg. Są za to tabele, wskaźniki, strefy i parametry. Nuda? Tylko pozornie. Bo właśnie w takich dokumentach zapisuje się przyszłość miasta: gdzie będzie można budować, jak wysoko, jak gęsto i ile zieleni trzeba będzie zostawić między budynkami.

Na stronie BIP Miejskiej Pracowni Urbanistycznej w Bydgoszczy opublikowany jest projekt planu ogólnego miasta w wersji z kwietnia 2026 roku. Dokument znajduje się obecnie na etapie opiniowania i uzgadniania. Uwagi mieszkańców mają być składane dopiero na kolejnym etapie, czyli podczas konsultacji społecznych.

Głos w sprawie zabrała Anna Rembowicz-Dziekciowska, była szefowa MPU. W serii wpisów w mediach społecznościowych porównała najnowszą wersję dokumentu z projektem z 2025 roku. Jej wniosek jest bardzo krytyczny: nowy projekt, zamiast chronić standard życia bydgoszczan, ma — jej zdaniem — tworzyć podstawy do jego pogorszenia.

Mniej zieleni, więcej betonu?

Najpoważniejszy zarzut dotyczy wskaźników urbanistycznych. Chodzi między innymi o intensywność zabudowy, dopuszczalną powierzchnię zabudowy, wysokość budynków oraz minimalny udział powierzchni biologicznie czynnej.

Według Rembowicz-Dziekciowskiej w nowym projekcie planu ogólnego, w porównaniu z wersją z 2025 roku, drastycznie zmieniono te parametry. W wielu strefach zmniejszono wymagany udział zieleni, a jednocześnie zwiększono dopuszczalną powierzchnię zabudowy, wysokość budynków i intensywność zabudowy.

W praktyce może to oznaczać — ostrzega była szefowa MPU — zgodę na dogęszczanie osiedli, dostawianie budynków między istniejącymi blokami, ograniczanie przestrzeni zielonych i zabudowywanie terenów, które dotąd mogły pełnić funkcję rekreacyjną lub klimatyczną.

Jej określenie jest mocne: to ma być „betonowanie miasta na pełnej petardzie”. Brzmi publicystycznie, ale dotyczy bardzo konkretnego sporu: czy Bydgoszcz ma rozwijać się przez ostrożne porządkowanie przestrzeni, czy przez maksymalne dopuszczanie nowej zabudowy tam, gdzie tylko da się ją formalnie wcisnąć.

Wyspy ciepła wyrzucone z filozofii planu?

Jednym z kluczowych tematów podnoszonych przez Rembowicz-Dziekciowską jest zjawisko miejskich wysp ciepła. To sytuacja, w której zabudowane, zabetonowane i słabo przewietrzane części miasta nagrzewają się znacznie mocniej niż tereny zielone i mniej intensywnie zabudowane. Latem mieszkańcy odczuwają to bardzo konkretnie: w mieszkaniach, na chodnikach, przystankach, placach i podwórkach.

Była szefowa MPU twierdzi, że w projekcie z 2025 roku problem ten był mocno obecny. Według niej przeprowadzone wówczas analizy pokazywały, że ekstremalnie wysoki lub wysoki poziom nagrzania dotyczy m.in. Śródmieścia, Bocianowa, Bydgoszczy-Wschód, części Fordonu oraz innych rejonów miasta. Co więcej, na terenach objętych latem niekorzystnym zjawiskiem wyspy ciepła ma mieszkać aż 61 procent bydgoszczan.

Dlatego — jak przekonuje Rembowicz-Dziekciowska — wcześniejszy projekt planu przewidywał parametry zabudowy i wyższe wskaźniki powierzchni biologicznie czynnej tak, aby ograniczać przegrzewanie miasta. W jej ocenie nowa wersja z kwietnia 2026 roku od tej filozofii odchodzi.

Najkrócej mówiąc: zamiast chłodzić miasto zielenią, plan ma pozwalać na jego dalsze zagęszczanie. A z klimatem miejskim jest jak ze zdrowiem — łatwo zepsuć, trudniej naprawić.

Bydgoszcz-Wschód: nowy Manhattan czy urbanistyczna klatka?

Najostrzejsze słowa padają przy opisie terenów Bydgoszczy-Wschód, czyli obszaru między ulicami Łęczycką, Kamienną i Fordońską. Według Rembowicz-Dziekciowskiej nowy projekt planu ogólnego przewiduje tam możliwość realizacji mieszkań dla około 34 tysięcy osób, w zabudowie o wysokości od 70 do 120 metrów i bardzo wysokiej intensywności.

Była szefowa MPU nazywa takie parametry właściwymi dla „chowu klatkowego”. To brutalne porównanie, ale dobrze pokazuje istotę jej zarzutu: można zbudować dużo mieszkań, ale pytanie brzmi, czy będzie to jeszcze dobre miejsce do życia.

Rembowicz-Dziekciowska zwraca uwagę, że w nowym projekcie — jej zdaniem — pominięto potrzebę zapewnienia przyszłym mieszkańcom dostępu do zieleni i szkoły. Wcześniejsza wersja planu miała zabezpieczać tereny zielone i rekreacyjne, między innymi w rejonie nadrzecznego Kartodromu. Teraz, jak alarmuje, teren ten ma być przeznaczony pod intensywną zabudowę wielorodzinną.

To jeden z najważniejszych punktów sporu. Bo Bydgoszcz od lat próbuje odwracać się twarzą do rzeki. Brda, Wisła i Kanał Bydgoski mają być naturalną osią rekreacyjną miasta. Jeśli jednak nadrzeczne tereny zostaną zabudowane, to miasto może stracić coś, czego później nie da się odzyskać żadną uchwałą, konferencją ani folderem promocyjnym.

Skąd takie zapotrzebowanie na nowe mieszkania?

Drugi mocny zarzut dotyczy wyliczenia zapotrzebowania na nową zabudowę mieszkaniową. Według Rembowicz-Dziekciowskiej obecnie w Bydgoszczy mieszka około 330 tysięcy osób, a istniejące mieszkania mają łącznie około 9,17 mln metrów kwadratowych powierzchni użytkowej.

Tymczasem nowy projekt planu ogólnego ma zakładać potrzebę stworzenia możliwości budowy około 6,8 mln metrów kwadratowych nowych mieszkań dla prawie 170 tysięcy osób. Była szefowa MPU podkreśla, że oznaczałoby to przyjęcie zapotrzebowania na nową zabudowę mieszkaniową równą około 74 procentom całej istniejącej dziś w mieście powierzchni mieszkań.

Jej zdaniem to założenie jest oderwane od realiów demograficznych. Rembowicz-Dziekciowska przypomina, że w latach 2011–2024 w Bydgoszczy wybudowano mieszkania o łącznej powierzchni użytkowej około 1,11 mln metrów kwadratowych. Zestawienie tych liczb prowadzi ją do jednoznacznego wniosku: plan tworzy sztuczne uzasadnienie dla bardzo intensywnej zabudowy.

Innymi słowy, papier przyjmie wszystko. Ale miasto już niekoniecznie.

Spór nie o tabelki, ale o codzienne życie

Na pierwszy rzut oka spór dotyczy wskaźników: intensywności zabudowy, procentu powierzchni biologicznie czynnej, wysokości budynków i granic stref planistycznych. W rzeczywistości chodzi o coś znacznie bardziej zwyczajnego: czy mieszkańcy będą mieli światło, przewiew, drzewa, szkołę, skwer, dojście nad rzekę i kawałek przestrzeni, w której da się normalnie żyć.

Rembowicz-Dziekciowska ostrzega, że przyjęcie planu w obecnym kształcie może oznaczać przyzwolenie na chaos architektoniczny, przypadkowe dogęszczanie osiedli i dalsze ograniczanie zieleni. Szczególnie krytykuje możliwość zabudowywania terenów nadrzecznych, które — w jej ocenie — powinny być częścią błękitno-zielonej osi rekreacyjnej Bydgoszczy.

W tle jest więc fundamentalne pytanie o rozwój miasta. Czy Bydgoszcz ma być miastem coraz gęściej zabudowywanym, z wysokimi budynkami i coraz mniejszymi przestrzeniami zieleni? Czy raczej miastem, które rozwija się ostrożnie, z poszanowaniem rzek, osiedli i codziennego komfortu mieszkańców?

Jeszcze można to zmienić

Plan ogólny nie jest jeszcze uchwalony. To ważne, bo oznacza, że dyskusja nie jest spóźniona. Obecnie dokument jest na etapie opiniowania i uzgadniania. Później przyjdzie czas na konsultacje społeczne i składanie uwag.

Wpisy Anny Rembowicz-Dziekciowskiej są więc nie tylko krytyką dokumentu, ale również apelem, by mieszkańcy zainteresowali się sprawą zanim będzie za późno. Bo gdy plan zostanie przyjęty, jego zapisy będą miały realny wpływ na kolejne decyzje planistyczne i inwestycyjne.

A wtedy może się okazać, że o tym, czy za oknem będzie drzewo, skwer czy kolejny blok, rozstrzygnęła nie koparka, ale tabela w planie ogólnym.

Poniżej osadzamy wpisy Anny Rembowicz-Dziekciowskiej, w których szczegółowo przedstawia ona swoje zarzuty wobec projektu planu ogólnego Bydgoszczy.

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor
-->