Zwolnienia w Stomilu i Inofamie. Jest odpowiedź marszałka, ale bez przełomu
W Bydgoszczy i regionie narasta niepokój wokół sytuacji dwóch zakładów o długiej tradycji przemysłowej – Stomilu Bydgoszcz i inowrocławskiej Inofamy. Interpelację w tej sprawie złożył radny sejmiku Jarosław Wenderlich. Odpowiedź marszałka województwa pokazuje jedno: samorząd widzi problem, ale jego możliwości są ograniczone.
Inne z kategorii
Zwolnienia w Stomilu i Inofamie. Samorząd rozkłada ręce
Sprawa zwolnień w dwóch ważnych zakładach regionu – bydgoskim Stomilu i inowrocławskiej Inofamie – wywołała polityczne i społeczne poruszenie. Interpelację w tej sprawie skierował do władz województwa radny Jarosław Wenderlich, pytając wprost o możliwe działania ratujące miejsca pracy. Odpowiedź marszałka Piotra Całbeckiego nie pozostawia jednak złudzeń: samorząd województwa nie dysponuje narzędziami, które pozwoliłyby bezpośrednio ingerować w sytuację przedsiębiorstw.
Z końcem lutego pracę straciło łącznie ponad 140 osób – 92 w Stomilu i 53 w Inofamie. To liczby, które w skali regionu nie są może katastrofalne, ale w kontekście historii obu zakładów brzmią szczególnie poważnie. Stomil to firma z ponad stuletnią tradycją, przez dekady będąca jednym z filarów bydgoskiego przemysłu. Inofama z kolei wpisuje się w jeszcze dłuższą historię przemysłową Inowrocławia, sięgającą XIX wieku. Oba zakłady są więc czymś więcej niż tylko miejscami pracy – to element lokalnej tożsamości gospodarczej.
Kompetencje kończą się na pomocy pracownikom
W swojej odpowiedzi marszałek wskazał jednoznacznie, że samorząd województwa nie ma możliwości ingerowania w strukturę właścicielską spółek ani prowadzenia procesów restrukturyzacyjnych. Nie posiada także instrumentów finansowych, które pozwalałyby na bezpośrednie wsparcie przedsiębiorstw znajdujących się w trudnej sytuacji. Innymi słowy, decyzje dotyczące przyszłości zakładów pozostają poza jego zasięgiem.
Nie oznacza to jednak całkowitej bierności. Jak podkreślono, działania władz koncentrują się na ograniczaniu skutków zwolnień i wsparciu osób, które straciły pracę. W przypadku Stomilu pracownicy objęci zostali procedurą związaną z Funduszem Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. W Inofamie wypłacono już świadczenia przekraczające 1,3 mln zł.
Równolegle uruchomiono działania mające ułatwić powrót na rynek pracy. Wojewódzki Urząd Pracy prowadzi spotkania informacyjne i doradcze, a przedsiębiorcy zrzeszeni w Bydgoskim Klastrze Przemysłowym zadeklarowali gotowość zatrudnienia części zwolnionych pracowników. Na razie mowa o kilkudziesięciu miejscach pracy, co pokazuje, że rynek próbuje wchłonąć przynajmniej część osób dotkniętych redukcjami.
Programy unijne zamiast ratowania zakładów
Istotnym elementem wsparcia są także programy finansowane z funduszy unijnych. W przypadku Stomilu pomoc ma objąć około 150 osób, a w Inofamie – nawet 250. To klasyczne działania typu outplacement: doradztwo zawodowe, szkolenia, pomoc psychologiczna czy wsparcie przy zakładaniu własnej działalności gospodarczej.
Z perspektywy pracownika są to konkretne narzędzia, które mogą ułatwić odnalezienie się w nowej sytuacji. Z perspektywy regionu pojawia się jednak pytanie, czy jest to rozwiązanie wystarczające. Programy te bowiem nie zapobiegają samym zwolnieniom – jedynie łagodzą ich skutki.
W odpowiedzi marszałka pojawia się także ważna informacja dotycząca przyszłości zakładów. Stomil znajduje się obecnie w postępowaniu sanacyjnym, które rozpoczęło się w grudniu ubiegłego roku i ma zakończyć się w marcu. W przypadku Inofamy pojawia się natomiast ostrożna nadzieja – firma rozważa ponowne zatrudnienie części pracowników, jeśli pojawią się nowe zamówienia.
Szerszy problem przemysłu
Sprawa Stomilu i Inofamy nie jest odosobniona. Wpisuje się w szerszy trend, który od kilku lat widoczny jest w polskim przemyśle. Rosnące koszty energii, presja konkurencyjna ze strony rynków zagranicznych oraz zmiany strukturalne w gospodarce powodują, że nawet zakłady o długiej tradycji znajdują się w trudnej sytuacji.
W tym kontekście odpowiedź marszałka brzmi realistycznie, choć może być rozczarowująca. Samorząd województwa nie jest w stanie uratować przedsiębiorstw, może natomiast próbować minimalizować skutki ich problemów dla mieszkańców.
Pozostaje jednak pytanie, które wybrzmiewa w tle całej sprawy: czy region może pozwolić sobie na stopniową utratę kolejnych zakładów przemysłowych, które przez dekady budowały jego gospodarczą tożsamość. Na razie odpowiedź na to pytanie nie pada – ani w interpelacji, ani w odpowiedzi.