Wydarzenia 18 wrz 14:41 | Marta Kocoń
PiS o bydgoskich ciemnościach: Prezydent straszy „złym monopolistą”

fot. Anna Kopeć

– Rolą gospodarza miasta jest to, żeby mieszkańcy nie musieli się martwić, że po zmroku mają ciemno – mówi radny Paweł Bokiej (PiS). Radni w czwartek (17 września) przedstawili wnioski z prac komisji dotyczących oświetlenia ulicznego i gospodarowania odpadami.

Rada Miasta Bydgoszczy powołała komisja doraźne na wniosek opozycyjnego klubu PiS. Miały skontrolować działania w sprawie firmy Komunalnik oraz niedziałających lamp ulicznych, związanych z konfliktem na linii miasto – Enea Oświetlenie SA.

W komisji ds. oświetlenia pracował radny Paweł Bokiej. Zaznaczył, że problem żywo obchodzi bydgoszczan. – Telefony radnych się urywają, biura poselskie są pełne niezadowolonych mieszkańców – mówił. Aplikację „Dbam o Bydgoszcz” zalały zgłoszenia związane z brakiem oświetlenia, zorganizowano nawet protest na Starym Rynku.

Enea także w miastach PO

Miasto nie pozostaje na to obojetne: media społecznościowe obiegło zdjęcie dwóch ulic: oświetlonej, z lampami miasta – i ciemnej, z lampami Enei. – Ja to nazywam kampanią dezinformacyjną – stwierdził  Bokiej. – Winę w całości zrzucono na spółkę Enea. Trudno, żeby lampy świeciły, skoro od stycznia nie ma umowy – argumentował. – Tak naprawdę ta otoczka nie powinna nas interesować. Z mocy ustawy o samorządzie gminnym to miasto jest zobowiązane do zapewnienia oświetlenia dróg, placów, skwerów i prezydent nie powinien szukać wymówek. Dla niego to jest kolejne poletko do sporu politycznego, do zwalania winy na „złą” spółkę skarbu państwa – uważa radny.

Dodał, że spośród blisko 350 gmin obługiwanych przez Enea Oświetlenie, Bydgoszcz jest jedyną, która nie ma obecnie umowy ze spółką.  – A przecież nie jest tak, że wszystkimi gminami rządzą prezydenci czy burmistrzowie przychylni rządowi. Szczecin, Poznań trudno uznać za bastiony Prawa i Sprawiedliwości – mówił.

Lampa miasta czy spółdzielni?

Pytał także, dlaczego prezydent rozpoczął renegocjację umowy miesiąc przed wygaśnięciem poprzedniej, „wiedząc, że chce diametralnie zmienić strukturę płatności za lampy i że to może wywołać nieporozumienia”. Jak tłumaczył, Rafał Bruski chce przestać płacić za lampy stojące na terenie spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych, a tych w Bydgoszczy nie brakuje. – Enea musiałaby podpisać przeogromną liczbę umów – dowodził. Problemem byłaby też „klasyfikacja” danej lampy. – Jak rozróżnić lampę, która stoi na terenie spółdzielni, ale oświetla chodnik czy ulicę należące do miasta? Czyja jest? – pytał.

Jego zdaniem, jeśli prezydent chce w ten sposób rozdzielić koszty, powinien podpisać umowę z Eneą, a potem na własną rękę dochodzić roszczeń od spółdzielni czy wspólnot. – Rolą gospodarza miasta jest to, żeby mieszkańcy nie musieli się martwić, że po zmroku mają ciemno – mówił radny Bokiej.

Dodał także, że nie trafia do niego argument o niegospodarności – umowa według poprzedniego wzoru była podpisywana od 10 lat.

– Mamy nadzieję, że miasto dogada się ze spółką energetyczną, ale jeśli to się nie uda – co wtedy? Czy miasto ma jakąkolwiek alternatywę? –  pytał.

Własne lampy – tak, ale trzeba czasu

Pochwalił pomysł uniezależnienia się od Enei: miasto chce zastąpić jej lampy własnymi. Ale nie da się tego zrobić od razu. – Mieszkańcy oczekują rozwiązania tego problemu teraz, a nie za kilka lat – mówił. – Prezydent tylko straszy złym monopolistą, a mało w tym widzimy działania dla rozwiązania sprawy.

Szef klubu radnych PiS, Jarosław Wenderlich, odniósł się także do argumentu miasta, że Enea pobierała opłaty za tysiąc niestniejących punktów świetlnych. – Słyszmy, że spółka za te lampy opłacała podatek od nieruchomości. Więc jak to jest, były te lampy, podatek wpływał do miasta Bydgoszczy, czy nie wpływał? Szereg jest zagadnień, które można byłoby zbadać.

Nie wyrażono jednak zgody na przedłużenie prac komisji doraźnych.

Wnioski w sprawie Komunalnika

Sprawę gospodarowania odpadami – w związku z zalewem śmieci, jakie przeżyli mieszkańcy osiedli obsługiwanych przez Komunalnik – badał natomiast m.in. radny Marcin Lewandowski. Podkreślał, że prace były utrudniane. – Komisja w praktyce miała zaledwie 10 dni, żeby zrealizować swoje zadanie, a to jest praca społeczna – przypomniał. Radnym sugerowano też, by na własną rękę szukali części potrzebnych dokumentów. 

Z 12 proponowanych wniosków komisja przyjęła sześć. Wśród nich jest między innymi wniosek, by przy następnych postępowaniach pozostawić pojemniki aż do czasu zakończenia umowy z poprzednim wykonawcą, by wprowadzić zmiany w regulaminie utrzymania czystości i porządki w obrębie wiat śmietnikowych, poprawić komunikację ratusza z radami osiedli. Zdaniem komisji procedurę dotyczącą odbiorów zastępczych należało wszcząć wcześniej.

Lewandowski dołączył do dokumentów także własne „zdanie odrębne”. Prosi w nim o sformułowanie opinii prawnej, czy można było wcześniej zrezygnować z usług Komunalnika oraz, by swoją opinię w sprawie niewywożonych tygodniami śmieci przedstawił Sanepid. – Mieszkańcy czuli się zagrożeni – podkreślił radny.

Nie każda oszczędność jest dobra

Miasto nie chciało podpisać umowy z Komunalnikiem, uważając, że za wskazaną przez firmę cenę nie będzie można należycie realizować wywozów odpadów. Decyzją Krajowej Izby Odwoławczej oferta musiała jednak zostać zaakceptowana. – Czemu miasto nie zaskarżyło tego wyroku?  – pytał radny Wenderlich.

Zdaniem radnych PiS można było rozszerzyć kryteria przetargu albo zmienić ich proporcje.

Wenderlich dodał także, że przykład innych gmin pokazuje, że wywozy można realizować w trybie zamówienia z wolnej ręki.

Na zakończenie odniósł się ponownie do trwającego sporu z Eneą. – Nie każda oszczędność w mieście Bydgoszczy jest dobra, zwłaszcza oszczędność kosztem mieszkańców. Apelujemy do prezydenta, żeby dialog dalej był prowadzony – podsumował.

Miasto rozpisało kolejny przetarg na oświetlenie, czas na zgłoszenia jest do 25 września. - W dwóch wcześniejszych, podobnych przetargach, spółka nie wystartowała zasłaniając się brakiem precyzyjnego opisu zamówienia – twierdzi ratusz. 

Spółka Enea wystosowała własne oświadczenie w tej sprawie.

Zdjęcia: Anna Kopeć

Marta Kocoń

Marta Kocoń Autor

Sekretarz Redakcji