Bydgoszcz ma własny czas. Za zegarem na rynku stoi historia wieloletnich starań
fot. Anna Kopeć, archiwum
Południk przebiegał przez Bydgoszcz na długo przed nami. Trzeba było jednak ludzi, którzy dostrzegli w nim coś więcej niż linię na mapie. Jednym z najważniejszych orędowników uczynienia z 18. południka miejskiej atrakcji był Stefan Pastuszewski. O zegar pokazujący czas bydgoski upominał się w Radzie Miasta już w 2011 roku.
Inne z kategorii
Skarb ukryty w okładce. Niezwykła historia bydgoskiej biblioteki bernardynów
Do tej śluzy wpływało się tyłem. Bydgoski wynalazek był utrapieniem szyprów
Na Starym Rynku można dziś przejść wzdłuż oznaczenia 18. południka i zatrzymać się przy zegarze odmierzającym czas bydgoski. Łatwo uznać ten element przestrzeni za jeden z pomysłów, które pojawiły się przy okazji przebudowy placu. Tymczasem jego historia zaczęła się znacznie wcześniej.
W protokole sesji Rady Miasta z lutego 2011 roku zapisano wystąpienie Stefana Pastuszewskiego. Radny proponował ustawienie przy północnej pierzei rynku zegara z czasem bydgoskim oraz informacji objaśniającej turystom osobliwość tego miejsca. Wskazywał nawet, że można spróbować pozyskać fundatorów wśród firm zegarmistrzowskich.
Od tego udokumentowanego wniosku do ustawienia zegara w czerwcu 2019 roku upłynęło osiem lat.
Najpierw południk wyznaczali ludzie
Pastuszewski należał do inicjatorów społecznej akcji oznaczania południka. „Rzeczpospolita” w lutym 2011 roku informowała, że z jego inicjatywy 18 stycznia 2010 roku, o godzinie 18, powołano Bractwo 18. Południka. Gazeta przypominała również jego wcześniejsze zabiegi o pomnik upamiętniający tę linię geograficzną.
W przedsięwzięciu ważne były liczby, ale przede wszystkim ludzie. Na budynkach pojawiały się tabliczki, organizowano wydarzenia, zachęcano mieszkańców, by zwrócili uwagę na szczególne położenie swojego miasta.
18 lutego 2011 roku na Starym Rynku uczestnicy happeningu utworzyli „żywy południk”. Przynieśli latarki, świece i lampiony. Była to forma zabawy, a zarazem sposób, żeby abstrakcyjna linia stała się widoczna. Kilka dni później Pastuszewski powoływał się na tę akcję w swoim wystąpieniu na sesji rady.
W kolejnych latach odbywały się także marsze na orientację. W regulaminie drugiej edycji z 2013 roku Pastuszewski figuruje jako kierownik imprezy. Idea zyskiwała więc kolejne praktyczne formy: można było przejść przez miasto z mapą, odnaleźć oznaczenia i przy okazji poznać Bydgoszcz.
Osiem lat od wniosku do zegara
Dopiero przebudowa Starego Rynku przyniosła trwałe wyeksponowanie południka na jego płycie. W czerwcu 2019 roku pojawił się zegar zaprojektowany przez Agatę Łapińską, ówczesną studentkę Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego. Jego wskazówki ułożono tak, aby przy spotkaniu tworzyły zarys spichrza.
Za gotowym elementem miejskiego krajobrazu stały zatem lata społecznego zainteresowania i zabiegów. Pastuszewskiego warto w tej historii wymienić z nazwiska: dokumenty potwierdzają zarówno jego rolę inicjatora, jak i konkretne wystąpienie o ustawienie zegara. Wraz z innymi członkami Bractwa pomagał zamienić geograficzną ciekawostkę w rozpoznawalny bydgoski motyw.
Działalność nie skończyła się na rynku. W styczniu 2022 roku oznaczenia południka z nazwą Bydgoszczy umieszczono na stadionie Friends Arena w Sztokholmie. Pastuszewski mówił wówczas Polskiemu Radiu PiK o długoletnich staraniach, dzięki którym akcja wyszła poza Polskę. Materiał przygotowała Jolanta Fischer.
Skąd te dwanaście minut?
Pozostaje pytanie, co właściwie odmierza bydgoski zegar. Czas środkowoeuropejski, używany u nas zimą, odpowiada średniemu czasowi słonecznemu południka 15 stopni długości geograficznej wschodniej. Bydgoski południk ma numer 18.
Każdy stopień różnicy długości geograficznej oznacza cztery minuty różnicy czasu słonecznego. Trzy stopnie dają dwanaście minut. Gdy zimą na zwykłym zegarku jest 11.48, według czasu bydgoskiego mamy już 12.00. Latem bydgoska dwunasta wypada o 12.48 czasu urzędowego. Mowa o średnim czasie słonecznym; rzeczywisty moment górowania Słońca zmienia się w ciągu roku względem tego rachunku.
Na pociągi nadal chodzimy według urzędowego rozkładu. Podczas spaceru po rynku warto jednak pamiętać, że ten zegar odmierza również pewien odcinek miejskiej historii: czas między pomysłem, przypominaniem o nim a jego realizacją.