Dzwony zamilkły, ale parafianie nie. Historia protestu w bydgoskim kościele [WIDEO]
Wystarczyła skarga jednego mieszkańca, by w bydgoskiej parafii św. Urszuli Ledóchowskiej zamilkły dzwony. Potem były protesty, modlitwy przed kościołem, interwencja policji i zatrzymanie jednej z uczestniczek. Dziś, po blisko czterech latach, sprawa wraca. Bydgoski radny Bogdan Dzakanowski zbiera podpisy pod petycją do prezydenta RP w sprawie zmiany prawa. W naszym reportażu opowiadamy historię konfliktu, który zaczął się od dźwięku kościelnych dzwonów.
Inne z kategorii
Bydgoscy naukowcy w światowym Top 2%. Co właściwie oznacza ten sukces?
Najwyższe odznaczenie UKW dla prof. Janusza Trempały
Jedna skarga i cisza
Lipiec 2022 roku. Ksiądz Aleksander Kozakowski obejmuje obowiązki proboszcza parafii św. Urszuli Ledóchowskiej w Bydgoszczy. Nie mija nawet dwa tygodnie, gdy pojawia się pierwsza skarga.
Jeden z mieszkańców uważa, że kościelne dzwony są zbyt głośne. Sprawą zajmuje się Urząd Miasta Bydgoszczy. Rozpoczyna się postępowanie administracyjne, którego konsekwencją jest decyzja dotycząca dopuszczalnego poziomu hałasu.
– Ponieważ nie byliśmy tej normy w stanie wypełnić, dlatego prawie już od czterech lat dzwony zamilkły – wspomina proboszcz.
Dla wielu parafian była to trudna do zaakceptowania sytuacja. Dźwięk dzwonów od pokoleń wyznaczał rytm religijnego życia. Wzywał na Mszę Świętą, przypominał o modlitwie, był częścią miejscowej tradycji. Teraz nagle go zabrakło.
Modlitwa zamiast dzwonów
Część mieszkańców postanowiła zaprotestować. Nie organizowano wielkich manifestacji. Parafianie zaczęli po prostu spotykać się na modlitwie. Przychodzili przed kościół, odmawiali Anioł Pański, różaniec i Koronkę do Miłosierdzia Bożego.
– Codziennie spotykaliśmy się na modlitwie Anioł Pański, żeby zasygnalizować przedmiot tego niepokoju i buntu – opowiada jedna z uczestniczek.
Protestującym towarzyszył niewielki dzwonek. Jego dźwięk miał przypominać o milczących dzwonach kościelnych. Zapalano także gromnicę. Uczestniczki dokumentowały swoje działania w prowadzonej na bieżąco kronice.
Modlitwy odbywały się nie tylko przed kościołem. Protestujący przechodzili również pobliskimi ulicami, w tym obok domu mieszkańca, którego skarga zapoczątkowała całą sprawę. Według relacji jednej z uczestniczek mężczyzna sprzeciwiał się takim działaniom i zapowiadał wezwanie policji.
Modlitwa, policyjna interwencja i kajdanki
W lutym doszło do wydarzenia, które uczestnicy protestu wspominają do dziś.
Jedna z kobiet relacjonuje, że po zakończeniu modlitwy wracała do domu, niosąc na ramieniu rozwiniętą flagę. W pobliżu miejscowego sklepu została zatrzymana podczas policyjnej interwencji.
– W pewnym momencie, gdy ja niosłam flagę, ktoś na mnie naskoczył z tyłu na plecy, przewrócił mnie, wygiął ręce – opowiada.
Kobieta twierdzi, że funkcjonariusze potraktowali ją brutalnie. Według jej relacji doznała obrażeń, a następnego dnia przeszła obdukcję i została skierowana do szpitala.
O interwencji opowiada również ksiądz Aleksander Kozakowski.
– Podeszła pani Teresa, siedziała w radiowozie, skuta kajdany. Starsza osoba, a w akcji uczestniczyło trzech młodych, rosłych funkcjonariuszy policji – wspomina duchowny.
Zatrzymana uczestniczka protestu mówi także o późniejszych postępowaniach dotyczących zarzucanych jej wykroczeń. Twierdzi, że jeden z przedstawicieli policji przeprosił ją za przebieg interwencji, tłumacząc zachowanie funkcjonariuszy błędami i niedostatecznym przeszkoleniem.
To relacja uczestniczki zdarzeń. Przebieg interwencji, jej podstawy prawne oraz informacje o późniejszych działaniach policji wymagają niezależnego potwierdzenia.
Prawie 500 podpisów. Sprawa trafia do prezydenta
Choć od pierwszej skargi minęły ponad cztery lata, problem nie został rozwiązany. Dzwony nadal nie rozbrzmiewają, a konflikt stał się punktem wyjścia do szerszej dyskusji o przepisach dotyczących hałasu i praktyk religijnych.
W sprawę zaangażował się bydgoski radny Bogdan Dzakanowski, który rozpoczął zbieranie podpisów pod petycją skierowaną do prezydenta Karola Nawrockiego.
– Jesteśmy w miejscu, w którym się wszystko zaczęło. W tej parafii dzwony nie dzwonią – mówi radny.
Jak informuje, pod petycją zebrano już tylko w tej parafii prawie 500 podpisów. Jej celem jest doprowadzenie do działań ustawodawczych, które miałyby umożliwić rozwiązanie problemu nie tylko w bydgoskiej parafii, lecz także w innych podobnych przypadkach w Polsce.
Radny kwestionuje urzędniczą interpretację przepisów, która doprowadziła do wyłączenia dzwonów. Zapowiada również kontynuację inicjatywy modlitewnej.
Czy dzwony jeszcze zabrzmią?
Sprawa kościoła św. Urszuli Ledóchowskiej stawia pytanie wykraczające poza jeden bydgoski konflikt: jak pogodzić prawo mieszkańców do ochrony przed nadmiernym hałasem z wielowiekową tradycją dzwonienia w kościołach?
Dla części parafian nie jest to tylko spór o decybele. To także kwestia wolności praktyk religijnych i obecności chrześcijańskich zwyczajów w przestrzeni publicznej.
Na razie nie wiadomo, czy inicjatywa radnego przyniesie zmianę przepisów. Dzwony milczą. Ale ci, którzy od początku protestowali przeciwko ich wyłączeniu, nie zamierzają rezygnować.
W minireportażu Tygodnika Bydgoskiego przedstawiamy historię tej sprawy opowiedzianą przez proboszcza, uczestniczki protestu i bydgoskiego radnego.