Niemal hektar nad Brdą sprzedany Tele-Fonice. Była szefowa MPU alarmuje: „Cała wstecz”
fot. Facebook
Niemal hektar zielonego terenu przy ul. Fordońskiej 150a, wraz z dawnym domem śluzowego, trafi do Tele-Foniki Kable. W przetargu wystartował tylko jeden podmiot. Anna Rembowicz-Dziekciowska, była wieloletnia dyrektor Miejskiej Pracowni Urbanistycznej, uważa, że sprzedaż jest kolejnym przejawem odchodzenia Bydgoszczy od polityki ochrony nadrzecznych terenów rekreacyjnych.
Inne z kategorii
IMGW ostrzega: Upały atakują Kujawsko-Pomorskie!
Jeden uczestnik przetargu
Przetarg odbył się 21 lipca. Obejmował dwie działki w obrębie 217: działkę nr 1 przy ul. Fordońskiej 150a o powierzchni 8341 metrów kwadratowych oraz działkę drogową nr 36/2 o powierzchni 1282 metrów kwadratowych. Łącznie to 9623 metry kwadratowe, czyli niemal hektar terenu położonego między ulicą Fordońską a Brdą.
Do przetargu dopuszczono tylko jednego uczestnika. Została nim spółka Tele-Fonika Kable z siedzibą w Myślenicach, prowadząca także sąsiedni bydgoski zakład przemysłowy.
Za większą działkę spółka zaoferowała 1 mln 10 tys. 400 zł. Mniejsza, drogowa działka została sprzedana za 310 tys. 698 zł brutto. Łączna cena wyniosła zatem nieco ponad 1 mln 321 tys. zł. Wyniki postępowania opublikowano w bydgoskim BIP.
Formalnie nie była to jednak sprzedaż majątku miasta. Nieruchomość należała do Skarbu Państwa, a prezydent Bydgoszczy przeprowadził przetarg jako starosta wykonujący zadania administracji rządowej. Nie zmienia to faktu, że przyszły sposób zagospodarowania terenu zależy w znacznej mierze od polityki przestrzennej Bydgoszczy.
Dawny dom śluzowego i ogród nad rzeką
Na większej działce znajduje się murowany budynek mieszkalny, określany jako dawny dom śluzowego przy nieistniejącej już Śluzie Kapuściska. W budynku są trzy lokale, z których dwa pozostają zajęte przez najemców. Część terenu jest wykorzystywana jako ogród z uprawami warzywnymi i owocowymi.
Śluza Kapuściska działała w tym miejscu na przełomie XIX i XX wieku. Była elementem drogi wodnej Wisła–Odra. Sama śluza nie zachowała się, lecz pozostał związany z nią budynek oraz nadrzeczny, pełen zieleni teren.
Dla nieruchomości nie obowiązuje obecnie miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. W obowiązującym Studium działka nr 1 znajduje się natomiast w systemie przyrodniczo-rekreacyjnym i została oznaczona symbolem ZR, czyli jako teren rekreacji i sportu. Leży także w strefie średniego i wysokiego zagrożenia powodziowego. Takie informacje zawierało ogłoszenie o przetargu.
Sprzedaż sama w sobie nie przesądza więc jeszcze, co powstanie w tym miejscu. Nie ogłoszono również planów nabywcy wobec terenu. Kluczowe znaczenie będzie miał plan ogólny, a następnie bardziej szczegółowe akty i decyzje planistyczne.
„Serce boli, widząc taką politykę”
Sprzedaż ostro skomentowała Anna Rembowicz-Dziekciowska, architekt i urbanistka, która przez 15 lat kierowała Miejską Pracownią Urbanistyczną w Bydgoszczy. Ze stanowiska odeszła w lutym tego roku.
Jej zdaniem rozstrzygnięty właśnie przetarg należy oceniać razem ze zmianami wprowadzonymi do projektu planu ogólnego Bydgoszczy.
– Nie czekając na ten plan, sprzedawany jest dochodzący niemal do Brdy, pełen zieleni nadrzeczny teren na wysokości Bydgoszcz-Wschód. Tereny nad Brdą, Wisłą i Kanałem miasto powinno chronić przed zabudową, a nie je sprzedawać – napisała.
Rembowicz-Dziekciowska przypomina, że przez lata jednym z najważniejszych kierunków polityki przestrzennej Bydgoszczy było zwrócenie miasta ku wodzie. Brda, Wisła i Kanał Bydgoski miały tworzyć główną błękitno-zieloną oś rekreacyjną. Efektem tej polityki stały się między innymi Wyspa Młyńska, nabrzeże Starego Fordonu oraz kolejne odcinki bulwarów nad Brdą.
– Bydgoszcz była liderem wśród miast, prowadząc taką politykę przestrzenną. Miasto diametralnie zmieniło swój wizerunek. Wypiękniało. Dostrzegają to bydgoszczanie i turyści – podkreśliła była szefowa MPU.
Jej zdaniem teraz nastąpiła zasadnicza zmiana kierunku.
– Dziś widzę, jak w projekcie planu ogólnego uszczuplane są tereny nadrzeczne, jak wciskana jest wysoka zabudowa bezpośrednio na nabrzeża, jak zawęża się przestrzeń planowanych ogólnodostępnych terenów nadrzecznych – napisała.
Obawia się, że mieszkańcom pozostaną jedynie wąskie, utwardzone ciągi piesze i rowerowe, zamiast szerokich, zielonych terenów wypoczynkowych. Przywołała również River Towers oraz Nordic Astrum jako przykłady inwestycji, które już wcześniej zbliżyły wysoką zabudowę do samej rzeki.
– Serce boli, widząc taką politykę – zakończyła.
Mocne komentarze ekspertów
Wpis wywołał dyskusję. Bogna Derkowska-Kostkowska, historyk sztuki i ceniona badaczka bydgoskiego dziedzictwa architektonicznego, zarzuciła władzom przedkładanie potrzeb inwestorów nad dobro mieszkańców.
– To niedopuszczalne, że Urząd Miasta zamiast dbać o dobro mieszkańców i ich potrzeby, chodzi na smyczy kapitału, niszcząc największe walory Bydgoszczy – napisała.
Warto przy tym zaznaczyć, że nabywcą omawianej nieruchomości jest polska spółka z siedzibą w Myślenicach. Tele-Fonika Kable wywodzi się z polskiego przemysłu kablowego i prowadzi w Bydgoszczy zakład będący kontynuatorem tradycji Bydgoskiej Fabryki Kabli. Spółka informuje obecnie o rozbudowie bydgoskiego zakładu, nie podała jednak, czy zakup terenu przy Fordońskiej 150a jest związany właśnie z tą inwestycją.
Dyskusja pod postem nie była przy tym jednomyślna. Prof. Dariusz Markowski, konserwator dzieł sztuki i przewodniczący Rady do spraw Estetyki Miasta, zapytał Rembowicz-Dziekciowską, czy nadal popiera budowę ulicy Nowomazowieckiej.
– Dla dewelopera oczywiście, bo nikomu innemu by ona nie służyła! Proszę o szczerość! – napisał.
To nawiązanie do wcześniejszego sporu o ulicę, która miałaby przeciąć jeden z kwartałów Śródmieścia i połączyć ulicę Mazowiecką z Gdańską. Projekt krytykowano między innymi z powodu możliwych wyburzeń oraz korzyści, jakie nowy dojazd miałby przynieść właścicielom działek deweloperskich. Rembowicz-Dziekciowska jako dyrektor MPU broniła tej koncepcji, przekonując, że Nowomazowiecka pomogłaby ograniczyć ruch tranzytowy w centralnej części miasta.
W kolejnym komentarzu Anna Rembowicz-Dziekciowska odpowiada stanowczo: „Nowomazowiecka nie była dla developera”. I odsyła do swoich prezentacji na YouTube MPU.
Spór o coś więcej niż jedną działkę
Sprawa terenu przy Fordońskiej 150a nie sprowadza się zatem wyłącznie do wyniku jednego przetargu. Dotyczy pytania o to, jaką funkcję mają pełnić nadrzeczne grunty Bydgoszczy.
Prywatny właściciel może zagospodarować teren, ale działa w granicach wyznaczanych przez przepisy planistyczne. To samorząd rozstrzyga, gdzie możliwa będzie intensywna zabudowa, a gdzie pierwszeństwo otrzymają zieleń, rekreacja i przestrzeń publiczna.
Dotychczasowe Studium wskazywało na rekreacyjny i przyrodniczy charakter głównej działki. Projekt planu ogólnego może jednak określić przyszłość tego obszaru na wiele następnych lat. Dopiero jego ostateczny kształt pokaże, czy sprzedaż dawnego domu śluzowego wraz z niemal hektarem zieleni pozostanie tylko zmianą właściciela, czy stanie się początkiem znacznie głębszej zmiany bydgoskiego nabrzeża.