Plan Ogólny Bydgoszczy rozpalił radę. Mieszkańcy bez głosu na sesji nadzwyczajnej
Jeszcze tylko do poniedziałku (6 lipca) można zgłaszać uwagi dotyczące Planu Ogólnego. Dokument ma wyznaczyć kierunki rozwoju Bydgoszczy na kolejne lata, ale już na etapie konsultacji wywołuje spór polityczny i społeczny. Mieszkańcy oraz społecznicy chcieli zabrać głos podczas sesji nadzwyczajnej, jednak odmówiono im wystąpień, powołując się na przepisy dotyczące wystąpienia obywatelskiego.
Inne z kategorii
Stefan Pastuszewski Honorowym Obywatelem Bydgoszczy. Jednogłośna decyzja rady miasta
Ostatni podpis złożony. Polski producent tramwajów wjeżdża na niemiecki rynek
Dokument ważny, ale decyzje jeszcze nie zapadły
Plan Ogólny Bydgoszczy ma zastąpić dotychczasowe studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. To dokument, który określi ramy przyszłego rozwoju miasta, w tym możliwe funkcje poszczególnych terenów.
Z inicjatywy Bydgoskiej Prawicy, sprawa trafiła na sesję nadzwyczajną Rady Miasta, ale — jak podkreślali radni Koalicji Obywatelskiej podczas zorganizowanej wcześniej konferencji prasowej — na tym posiedzeniu i tak nie miała zapaść żadna wiążąca decyzja. Sesja, na której radni będą podejmować rozstrzygnięcia w sprawie dokumentu, ma się dopiero odbyć.
Nie uspokoiło to jednak części mieszkańców, radnych osiedlowych i społeczników. Ich zdaniem problemem jest nie tylko treść projektu, ale też sposób jego konsultowania.
Mieszkańcy chcieli mówić, ale nie dostali głosu
Emocje wzbudziła decyzja o niedopuszczeniu do głosu mieszkańców i przedstawicieli organizacji społecznych podczas sesji nadzwyczajnej. Przewodnicząca Rady Miasta Monika Matowska powoływała się przy tym na przepisy dotyczące tzw. wystąpienia obywatelskiego.
Z takim uzasadnieniem nie zgodzili się radni Bydgoskiej Prawicy. Paweł Bokiej zarzucał przewodniczącej wybiórcze stosowanie przepisów. Przypominał, że w przeszłości podczas sesji nadzwyczajnych dopuszczano wystąpienia obywatelskie i nie traktowano tego jako przeszkody formalnej.
Matowska odpowiadała, że tamte sytuacje nie były analogiczne. Jak tłumaczyła, wcześniejsza debata dotyczyła dokumentu rządowego, który nie miał własnego trybu procedowania, a do udziału zaproszono konkretne stowarzyszenia.
Bokiej podtrzymał jednak swoje stanowisko. Argumentował, że radni proponowali kulturalną i uporządkowaną dyskusję, z określonym planem oraz listą osób, które miały zabrać głos. Zasugerował też, że wcześniej wypowiedzi mieszkańców były dla ratusza wygodne, dlatego dopuszczono je bez większych oporów, natomiast teraz — gdy głosy są krytyczne — przepisy zaczęto interpretować znacznie surowiej.
Rady osiedli: dokument trudny, czasu mało
Przedstawiciele rad osiedli zwracali uwagę, że problemem nie jest wyłącznie specjalistyczny język dokumentów. Jak mówili, sami spędzali długie godziny, próbując przełożyć zapisy planu ogólnego na praktyczne skutki dla konkretnych ulic, działek i terenów zielonych.
Krytykowali jednak także sam tryb konsultacji. Wskazywali, że trwały one miesiąc, podczas gdy do przeanalizowania jest obszerny i techniczny dokument, mający znaczenie dla całego miasta. Ich zdaniem mieszkańcy dostali zbyt mało czasu, by realnie zapoznać się z materiałami, zrozumieć ich konsekwencje i przygotować uwagi.
Pytano również, jak urzędnicy zamierzają przeanalizować wszystkie zgłoszone wnioski w tak krótkim czasie, skoro Plan Ogólny należy uchwalić do końca sierpnia. Społecznicy chcieli wiedzieć, w jakiej formie miasto odpowie na uwagi oraz według jakich kryteriów zdecyduje, które z nich zostaną uwzględnione, a które odrzucone.
Obawy o zieleń, zabudowę i spalarnię
Najwięcej pytań dotyczyło tego, jak plan ogólny wpłynie na konkretne części miasta. Radni osiedlowi i społecznicy obawiają się m.in. możliwości dogęszczania zabudowy, przeznaczania terenów zielonych pod nowe bloki oraz dopuszczenia inwestycji uciążliwych dla mieszkańców.
Wątpliwości zgłaszała m.in. Marta Geszkiewicz z Rady Osiedla Bocianowo-Śródmieście-Stare Miasto. Wskazywała, że wielu mieszkańców w ogóle nie wie, że tak ważny dokument jest procedowany, ani jakie może mieć dla nich znaczenie.
Jej zdaniem konsultacje nie zostały przełożone na prosty, zrozumiały język. Zabrakło czytelnych wizualizacji i jasnego wyjaśnienia, co konkretne zapisy oznaczają dla danej ulicy, kwartału czy terenu. Społecznicy alarmują, że w projekcie widzą rozwiązania, które mogą otworzyć drogę do intensywniejszej i wyższej zabudowy w centrum.
Urbanistka odpowiada prezydentowi. „Nie walczę z miastem, walczę o miasto”
Do sporu wokół planu ogólnego odniosła się także urbanistka Anna Rembowicz-Dziekciowska, była dyrektor Miejskiej Pracowni Urbanistycznej. W publicznym komentarzu ostro zareagowała na słowa prezydenta Rafała Bruskiego, który podczas sesji miał zasugerować, że jej krytyczne stanowisko wobec projektu planu może mieć związek z nieprzyznaniem jej premii w wysokości 2 tys. zł.
Rembowicz-Dziekciowska stanowczo odrzuciła takie sugestie, nazywając je niegodziwością. Podkreśliła, że jej zastrzeżenia dotyczą konkretnych zapisów projektu, a nie spraw personalnych czy finansowych. Jak wskazywała, przez lata pracy w MPU sprzeciwiała się m.in. dopuszczaniu inwestycji odpadowych na terenach pozachemowskich, gdy były one niezgodne z obowiązującymi planami miejscowymi.
Urbanistka ostrzega, że proponowane zapisy planu ogólnego mogą w przyszłości ułatwić lokalizowanie przedsięwzięć związanych z gospodarką odpadami, także niebezpiecznymi. Wśród swoich zastrzeżeń wymienia również możliwość znaczącego zwiększania intensywności zabudowy mieszkaniowej w rejonach potencjalnego oddziaływania zakładów przemysłowych, w tym zakładów dużego ryzyka awarii oraz obiektów przechowujących duże ilości amoniaku.
Rembowicz-Dziekciowska odniosła się również do wypowiedzi radnego Wojciecha Bielawy, prosząc, by nie przedstawiać jej działań jako „wojny z miastem”. Jak podkreśliła, nie walczy z Bydgoszczą, lecz — zgodnie ze swoją wiedzą i przekonaniami — o jej przyszłość. Zaprzeczyła także, by kiedykolwiek wstrzymywała prace nad planem ogólnym. Według jej relacji złożyła rezygnację, ponieważ nie chciała podpisywać się pod projektem, z którym się nie zgadzała.
MPU: plan ogólny sam w sobie nie przesądza inwestycji
Do uwag odnosił się Grzegorz Rosa, dyrektor Miejskiej Pracowni Urbanistycznej. Wyjaśniał, że plan ogólny dzieli miasto na określone strefy, ale nie jest dokumentem, który samodzielnie pozwala realizować konkretne inwestycje.
Jak tłumaczył, jedna ze stref — infrastrukturalna — może obejmować tereny przeznaczone pod obiekty związane m.in. z gospodarką odpadami. Nie oznacza to jednak automatycznej zgody na budowę spalarni czy innego zakładu. Do tego potrzebny byłby dopiero miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, w którym wskazuje się szczegółowe funkcje i zasady zabudowy.
Przedstawiciele miasta przekonują więc, że część obaw wynika z błędnego rozumienia roli planu ogólnego. Krytycy odpowiadają, że skoro dokument ma wyznaczać ramy dla przyszłych planów miejscowych, to właśnie teraz jest moment, by szczegółowo pytać o jego konsekwencje. Jak to z planami bywa — diabeł mieszka nie w tytule uchwały, tylko w rubrykach i załącznikach.
Konsultacje dobiegają końca
Konsultacje społeczne dotyczące planu ogólnego Bydgoszczy potrwają do poniedziałku 6 lipca. Dopiero po ich zakończeniu projekt ma trafić do dalszych prac, a następnie pod obrady sesji, na której radni będą podejmować decyzje.
Przypomnijmy: konsultacje rozpoczęły się 9 czerwca. Przez ten czas zorganizowano tylko jedno spotkanie otwarte z Bydgoszczanami. Mieszkańcy mogli też zadawać pytania w czasie sześciu dwugodzinnych dyżurów w Miejskiej Pracowni Urbanistycznej.
Dla wielu, było to jednak zbyt mało. Radni i społecznicy organizowali więc oddolne spotkania, na których podpowiadali, jak poprawnie zgłosić uwagi do Planu Ogólnego i przestrzegali przed - w ich opinii - niepokojącymi zapisami.