Miasto-gąbka poległo. Ulewa zatopiła Bydgoszcz
fot. Facebook/OSP Bydgoszcz - Fordon
Po nocnej nawałnicy Bydgoszcz liczy straty: zalane piwnice, garaże, zakłady, podziemny parking CH Rondo i podniesiony poziom Brdy. To poważny test dla miasta, które od lat reklamuje inwestycje retencyjne jako ochronę przed skutkami gwałtownych opadów. Tym bardziej dziwi, że Miejskie Wodociągi i Kanalizacja nie odpowiedziały dotąd na prośbę Tygodnika Bydgoskiego o rozmowę z prezesem spółki.
Inne z kategorii
Ostatni dyżur w sprawie planu ogólnego Bydgoszczy. Projektanci odpowiedzą na pytania mieszkańców
Nadzwyczajna sesja o przyszłości Bydgoszczy. Mieszkańcy bez prawa głosu!
Wielka ulewa nad miastem
Ulewa, która przeszła nad Bydgoszczą w nocy z 30 czerwca na 1 lipca, nie była zwykłym letnim deszczem. Wykres opadów na stronie IMGW pokazuje wyraźną, krótką kumulację: opady zaczęły narastać około godziny 22.00, ich największe natężenie przypadło po północy, ze szczytem około godziny 1.00, a kolejna silna fala pojawiła się około godziny 2.00. To właśnie takie opady są najtrudniejsze dla miejskiej kanalizacji deszczowej — nie rozkładają się spokojnie w czasie, lecz uderzają w miasto jak wiadro wody wylane na bruk.
Najwyższy godzinowy słupek na wykresie wynosił 26,2 mm, czyli 26,2 litra wody na każdy metr kwadratowy powierzchni. W przeliczeniu na hektar daje to aż 262 metry sześcienne wody w ciągu jednej godziny. Z proporcji słupków można oszacować, że cały pokazany epizod — od około godz. 22.00 do 4.00 — przyniósł łącznie około 68–69 mm deszczu, z czego mniej więcej 57 mm spadło w trzech głównych godzinach kulminacji. To już wartość bardzo wysoka: IMGW jako próg „intensywnych opadów deszczu” wskazuje ponad 30 mm w ciągu 24 godzin, a przy burzach opad powyżej 20 mm jest jednym z kryteriów ostrzeżeniowych. W praktyce oznacza to, że Bydgoszcz dostała w kilka godzin opad przekraczający próg intensywnego deszczu ponad dwukrotnie. Na terenach nizinnych takie ulewy nie są zjawiskiem nieznanym — zwłaszcza latem, przy opadach burzowych i konwekcyjnych — ale w konkretnym punkcie pomiarowym nie są codziennością. To raczej epizod z kategorii tych, które zdarzają się lokalnie raz na kilka lat. Dla miejskiej kanalizacji najgorsze jest właśnie to, że woda nie spadała spokojnie przez dobę, lecz została wylana na miasto w krótkim czasie — a wtedy nawet dobrze zaprojektowana retencja ma do przejęcia nie deszcz, lecz uderzenie hydrauliczne.
Skutki były szybko widoczne. Według informacji przekazanych przez bydgoską straż pożarną i opisanych przez lokalne media, do godziny 9.00 strażacy odnotowali 129 zdarzeń, przede wszystkim związanych z zalaniami. Jedną z największych akcji było wypompowywanie wody z garażu podziemnego CH Rondo, gdzie poziom wody miał sięgnąć około pół metra. Na miejscu pracowały cztery zastępy i jedenaście pomp, a łącznie w działaniach brało udział 25 zastępów straży, zarówno z komendy miejskiej, jak i OSP. Interwencje dotyczyły głównie centrum Bydgoszczy: piwnic, garaży oraz zakładów produkcyjnych. Nie odnotowano osób poszkodowanych.
Brda też pokazała, że woda nie czyta folderów promocyjnych
Skutki nocnego opadu było widać również nad Brdą. Zalana została Wyspa Świętej Barbary oraz część nabrzeża. Według relacji cytowanej przez Metropolię Bydgoską podniesiona woda uniosła bydgoską flotę, a jednostki — m.in. barka Lemara, Słonecznik i Wenecja — zostały wepchnięte na dolny taras nabrzeża i unieruchomione, gdy woda zaczęła opadać.
Poranny raport Bydgoskiego Centrum Zarządzania Kryzysowego, obejmujący dobę od godziny 6.00 30 czerwca do godziny 6.00 1 lipca, informował urzędowo, że „nadzwyczajne wypadki i klęski żywiołowe” nie wystąpiły. Ten sam raport odnotował jednak 475 interwencji przyjętych przez służby dyżurujące, w tym 105 zgłoszeń do straży pożarnej, 80 zgłoszeń niskiego napięcia w Bydgoszczy, których przyczyną były burza, wiatr i deszcz, a także 10 zgłoszeń dotyczących zalań i podtopień ulic oraz mieszkań.
Bydgoszcz miała być „miastem-gąbką”
To wszystko dzieje się w mieście, które od lat przedstawia inwestycje retencyjne jako odpowiedź na gwałtowne opady. MWiK informowały w lipcu 2025 roku, że dzięki zbiornikom retencyjnym w Bydgoszczy udaje się chronić mieszkańców przed zalewaniem domów, ulic i placów. Spółka pisała też, że w ramach wcześniejszego programu powstały ponad 34 zbiorniki retencyjne, a po kolejnych ulewach miały one działać jak „gąbka”, przechwytując nadmiar deszczówki.
Nowy projekt „Bydgoszcz zielono-niebieska. Retencja i zagospodarowanie wód opadowych lub roztopowych” ma wartość 264,6 mln zł brutto, z czego 165,9 mln zł pochodzi z Funduszu Spójności. Planowany termin realizacji to lata 2024–2027. Według MWiK jego celem jest zwiększenie odporności Bydgoszczy na ekstremalne opady przez budowę zbiorników retencyjnych, małą retencję oraz zielono-niebieską infrastrukturę. Projekt zakłada m.in. budowę 35 zbiorników retencyjnych i uzyskanie około 15 tys. m sześc. pojemności obiektów małej retencji.
Inwestycje te mają jednak swoją cenę dla mieszkańców już dziś. Na liście utrudnień drogowych ZDMiKP znajdują się liczne prace prowadzone przez MWiK przy budowie kanalizacji deszczowej i urządzeń deszczowych, m.in. w rejonie Dworcowej, Marcinkowskiego i Sienkiewicza, Mazowieckiej i Pomorskiej, Racławickiej i Ogrodowej, a także na Pomorskiej, Biedaszkowie, Wileńskiej czy Świętej Trójcy.
Nie chodzi o prosty zarzut. Chodzi o odpowiedź
Byłoby nieuczciwe twierdzić po jednej ulewie, że cały system retencji w Bydgoszczy nie działa. Takie systemy nie są magicznym korkiem wkładanym do studzienki. Ich skuteczność zależy od skali opadu, miejsca, topografii, drożności sieci, poziomu rzeki, stanu starych kanałów oraz od tego, czy dana zlewnia jest już objęta inwestycjami. Właśnie dlatego potrzebna jest spokojna, techniczna i konkretna odpowiedź MWiK.
Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, które zbiorniki przyjęły wodę, w jakiej ilości, gdzie system zadziałał, a gdzie nie wystarczył. Mają prawo zapytać, czy zalanie garaży i piwnic wynikało z ograniczeń istniejącej sieci, z lokalnej topografii, z cofki od strony Brdy, z niedokończonych inwestycji czy z przyczyn eksploatacyjnych. Mają też prawo usłyszeć, czy kolejne zbiorniki rozwiążą problem miejsc, które tej nocy ucierpiały najbardziej.
Redakcja pytała. Odpowiedzi brak
23 czerwca Tygodnik Bydgoski wysłał do rzeczniczki MWiK prośbę o rozmowę z prezesem Stanisławem Drzewieckim. Chcieliśmy rozmawiać właśnie o inwestycjach retencyjnych, projekcie „Bydgoszcz zielono-niebieska”, budowie zbiorników, harmonogramie prac, uciążliwościach dla mieszkańców oraz realnych efektach, jakie inwestycje mają przynieść bydgoszczanom.
„Zależy nam na rozmowie merytorycznej, nie konfrontacyjnej. Chcielibyśmy dać możliwość przedstawienia racji MWiK, pokazania skali inwestycji i odpowiedzi na pytania, które pojawiają się wśród mieszkańców” — napisaliśmy w mailu do spółki.
Do dziś, 1 lipca, nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Ani propozycji terminu, ani odmowy, ani choćby krótkiej informacji, że sprawa wymaga czasu.
To szczególnie uderzające, bo MWiK potrafią komunikować się wtedy, gdy chodzi o własną promocję. Jeszcze 29 czerwca spółka informowała, że gościła delegację z Konina, której przedstawiała bydgoskie rozwiązania deszczowe, historię kanalizacji deszczowej i listę zadań zrealizowanych przez MWiK. „Cieszymy się, że inne miasta tak chętnie i z zainteresowaniem inspirują się naszymi dokonaniami” — pisała spółka.
Nie mamy nic przeciwko temu, by Bydgoszcz dzieliła się doświadczeniami z innymi miastami. Przeciwnie. Dobrze, jeśli mamy czym się pochwalić. Ale w pierwszej kolejności MWiK powinny odpowiadać bydgoszczanom. To oni płacą rachunki, znoszą rozkopane ulice, objazdy i utrudnienia. To oni potem schodzą do zalanych piwnic z wiadrem, pompą i pytaniem, czy „miasto-gąbka” rzeczywiście zadziałało.
Pytania po ulewie
Po nocnej burzy pytania są proste. Ile wody przyjęły bydgoskie zbiorniki retencyjne? Które elementy systemu zadziałały prawidłowo? Gdzie doszło do przeciążenia? Czy zalania w centrum były możliwe do ograniczenia? Czy inwestycje prowadzone obecnie przez MWiK obejmują miejsca, które tej nocy ucierpiały? I wreszcie: dlaczego spółka, która chętnie opowiada o „mieście-gąbce”, nie odpowiada lokalnej redakcji na prośbę o rozmowę?
To nie są pytania złośliwe. To pytania elementarne. Woda po ulewie opada. Odpowiedzialność zostaje.