Historia 11 paź 17:13 | Krzysztof Drozdowski
Była szansa na powstanie bydgoskie w 1919 roku ?

Powstanie Wielkopolskie do Bydgoszczy nigdy nie dotarło. Pomimo to mieszkańcy czynnie włączyli się w akcję pomocy walczącym. Organizowali przerzut ochotników, prowadzili działania szpiegowskie, a nawet planowali wybuch powstania w mieście.

26 grudnia 1918 r. w Poznaniu zjawił się Ignacy Jan Paderewski. Był tam przejazdem, w drodze do Warszawy. Zatrzymał się w Hotelu „Bazar” aż do 31 grudnia. W dzień przyjazdu wieczorem, po powitaniu przez prezydenta miasta Jarogniewa Drwęskiego oraz przewodniczącego Naczelnej Rady Ludowej Bolesława Krysiewicza, przemówił do zebranych pod hotelem tłumów. Wiemy, że dziękował za powitanie, wzruszająco akcentował radość z odradzania się wolnej ojczyzny, podkreślał swoją apolityczność i nawoływał do braterstwa oraz zgody narodowej.

Wszyscy słuchający byli zgodni, że w trakcie przemówienia nie padły żadne hasła nawołujące do walki. Słowa wypowiadane przez Paderewskiego przekazywano sobie dalej, gdyż słyszalność ograniczał się do zaledwie kilkunastu metrów.

Następnego dnia, tj. 27 grudnia, swoją paradę wojskową na Świętym Marcinie urządzili Niemcy. W jej trakcie zrywano polskie i koalicyjne flagi, napadano na polskie instytucje. Doszło do zamieszek, w wyniku których wywiązała się walka, podjęta następnie prze oddziały kierowane przez Polską Organizację Wojskową Zaboru Pruskiego. Tak rozpoczęło się Po- wstanie Wielkopolskie.

 Nawoływanie do spokoju

W tym samym czasie w Bydgoszczy Zarząd Rady Ludowej na miasto Bydgoszcz i przedmieścia apelował do polskich mieszkańców o wstrzemięźliwość w działaniu.

W „Dzienniku Bydgoskim” zamieszczono następujące ogłoszenie: „(...) Stwierdzamy, że o żadnych gwałtach ani rozruchach nie myśleliśmy i nie myślimy. Przeciwnie, zwracamy się do ludności polskiej z usilną prośbą, ażeby i nadal w tych czasach krytycznych zachowała spokój i równowagę oraz przyczyniała się do utrzymania porządku publicznego”.

O ile strona polska, jak przedstawiono, nawoływała do niepodejmowania pochopnych decyzji i akcji, co mogło spowodować przeciwdziałanie żołnierzy nadal stacjonujących w mieście, to strona niemiecka rozpoczęła organizowanie specjalnych oddziałów do walki z rzekomo mającym wybuchnąć polskim powstaniem. Spośród żołnierzy, kolejarzy i mieszkańców powołano do życia III Batalion Grenzschutzu. Jednym z prowodyrów utworzenia tej jednostki był Georg Cleinow.

Do samej Bydgoszczy powstanie jednak nigdy nie dotarło. Mniej cierpliwi polscy mieszkańcy starali się przedzierać przez linię frontu i dotarłszy do wojsk powstańczych, wziąć czynny udział w walkach wyzwoleńczych. Z tej przyczyny również w Bydgoszczy znajduje się pomnik Nieznanego Powstańca Wielkopolskiego.

 Francuzi odradzają atak na Bydgoszcz

Bydgoszczanie na powrót w granice Polski musieli czekać 14 miesięcy dłużej niż reszta kraju. Nie dość, że jako pierwsi poczuli pruski but na swoim karku w 1772 r., to jeszcze jako jedni z ostatnich ten but z siebie zrzucili. Dało to łącznie 148 lat życia pod okupacją pruską. Winę za to, że Bydgoszcz nie została objęta działaniami wojennymi, możemy przypisać m.in. Francuzom. To doradzający gen. Muśnickiemu płk. Georges Marquet z Francuskiej Misji Wojskowej w Polsce zapewnił, że miasto na pewno zostanie „przydzielone” Polsce. Radził „po przyjacielsku, nie wszczynać kroków zaczepnych”. Z drugiej strony podjętą decyzję należy jednak uznać za słuszną. Wszakże w Bydgoszczy dominował zdecydowanie żywioł niemiecki wraz ze stacjonującym tu garnizonem wojskowym. Podjęcie walki mogłoby doprowadzić do masakry w mieście.

Bydgoszczanie szykują powstanie

Duża część bydgoskich patriotów jednak nie brała takich argumen- tów pod uwagę. Zorganizowani w tzw. „sprzysiężeniu dwunastu” przygotowywali zbrojne powstanie wewnątrz miasta. Miało rozpocząć się nocą z 2 na 3 maja 1919 roku.

Powstańcy podzieleni na cztery grupy, zaopatrzeni w broń wcześniej ukrywaną w kilku grobowcach na cmentarzach Nowofarnym i Starofarnym, według planu mieli zaatakować równocześnie cztery znajdujące się w mieście kompleksy koszarowe. Wśród konspiratorów znaleźli się Ignacy Balwiński oraz Piotr Łaczkowski.

W publikacji wydanej na 10-lecie odzyskania niepodległości tak opisano tę grupę i jej działania: „Mieli oni do 2000 niemieckich karabinów wojskowych ukrytych grobowcach. (...) karabinów tych strzegł 17-letni młodzieniec Sikorski. Spiskowcy nie posiadali jednak amunicji, na jeden karabin przypadały 3 ładunki. (...) W lesie przy gdańskiej szosie czekał Feliks Jóźwiak z 200 ludźmi (przeważnie byli to robotnicy z Bielawek) całą noc na hasło do uderzenia na po- bliskie koszary artyleryjskie, gdzie jeden z wtajemniczonych pozyskał wśród niemieckiego grenzschutzu osoby zaufane, które pamiętnej nocy usunęły zamki z ustawionych na dziedzińcu koszar 16-18 armat. Hasłem miał być wystrzał armatni powstańców po drugiej stronie, za kanałem, skierowany na główny dworzec kolejowy. Kolumna Łaczkowskiego otrzymała polecenie uderzenia jednocześnie na silnie strzeżony Bank Rzeszy i pocztę. Kolumna Dobersteina (30 ludzi) miała zaatakować koszary ułańskie, gdzie było 6 karabinów maszynowych »do wzięcia«”.

Działania zbrojne bydgoszczan nie były jednakże skorelowane z działaniami powstańczymi toczącymi się w pobliżu miasta. W wyniku prowadzonych działań powstańcy musieli się wycofać i do Bydgoszczy mogło w krótkim czasie wrócić wielu żołnierzy niemieckich.

Wystrzał armatni nie nastąpił. Bydgoska Rada Ludowa odradzała podjęcie kolejnej próby zbrojnego zajęcia miasta. Do uspokojenia gorących nastrojów przyczynił się w dużej mierze radca Melchior Wierzbicki. Ostatecznie więc do powstania bydgoskiego nie doszło, a polscy mieszkańcy zmuszeni zostali do dalszego oczekiwania na upragnio- ną niepodległość aż do 20 stycznia 1920 roku.

Artykuł pochodzi z bieżącego papierowego wydania „Tygodnika Bydgoskiego” (8 października 2020 roku)

Krzysztof Drozdowski

Krzysztof Drozdowski Autor

Publicysta, autor wielu książek historycznych.