Napisy, które rozgrzały debatę. Kontrowersje wokół odnowionej kamienicy w Bydgoszczy

fot. Facebook
Na elewacji odnowionej w sierpniu kamienicy przy ul. Toruńskiej 66 zachowano i odświeżono przedwojenny napis „Bromberger Arbeiterheim”. Polskie szyldy sklepu i piekarni, widoczne jeszcze niedawno, zamalowano. W sieci zawrzało. Konserwator tłumaczy: nie powtarzajmy praktyk z 1945 roku.
Inne z kategorii
Odkrycia wokół Zamku Bydgoskiego. Grochowski kończy kwerendę, a jesienią wrócą rycerze
Bratankowie na pomoc – węgierskie wsparcie dla Polski w wojnie 1920 roku
Miasto poinformowało o zakończeniu remontu piętrowej kamienicy z przełomu XIX/XX w. pod adresem Toruńska 66. Odświeżono licowaną cegłę na piętrze, przywrócono jasną barwę parteru, a historyczne napisy z czasów pruskich zachowano i domalowano. Jednocześnie polskie, międzywojenne malunki reklamowe zostały zamalowane.
Ponad stuletnia historia
Pierwszym właścicielem był karczmarz Friedrich Galow. Około 1910 r. działał tu „Bromberger Arbeiterheim” – Dom Robotniczy, miejsce spotkań różnych grup zawodowych oraz lokal z ogrodem rozrywkowym. Po 1920 r., już w polskiej Bydgoszczy, funkcjonowały tu sklep spożywczy i piekarnia Antoniego Kleina, czego ślady w postaci polskich haseł handlowych widniały na elewacji przed remontem.
Po odsłonięciu fasady internauci masowo komentowali, że pozostawiono niemieckie napisy, a polskie zamalowano. Wskazywano choćby dawne napisy z towarami („jaja”, „mleko”), które dziś zniknęły. Lokalne media opisały falę krytyki, publikując zdjęcia „przed i po”.
Rozpalona dyskusja
Wojewódzki konserwator (cytowany przez „Express Bydgoski”) ocenił decyzję o zachowaniu napisu jako właściwą i apelował, by „nie zachowywać się jak ludzie po 1945 roku”, gdy ślady przeszłości systemowo usuwano. Dodał, że nie każdy stuletni budynek figuruje w rejestrze zabytków, a w tym wypadku to była dobra wola wspólnoty.
Krytycy podnosili, że skoro odświeżono niemieckie, należało również pozostawić lub odtworzyć polskie warstwy, by pokazać ciągłość historii po 1920 r. Zwolennicy argumentowali, że decyzja zachowuje autentyczność i „warstwowość” obiektu; każde domalowywanie czy rekonstrukcje wymagają podstaw źródłowych i nadzoru. Spór nie dotyczy samego remontu, lecz selekcji warstw pamięci.
Przy Toruńskiej 66 zachowały się na jednej ścianie zarówno ślady niemieckiego „Bromberger Arbeiterheim”, jak i polskich, międzywojennych szyldów. To potwierdza „warstwowy” charakter elewacji i tłumaczy, dlaczego każda selekcja rodzi spór o interpretację.
Niezakończona debata
Miasto rewitalizuje też inne adresy przy Toruńskiej, w tym „Adrię” i sąsiednie kamienice. Sprawa numeru 66 powinna skłonić do jasnych standardów.
Nasz komentarz
Bydgoszcz jest miastem o wyjątkowo dramatycznej i niejednoznacznej historii. Przez wieki była polskim grodem, królewską warownią na rubieżach Rzeczypospolitej, bastionem przeciwko ekspansji państwa krzyżackiego. W czasach nowożytnych przeżywała wzloty i upadki, ale jej polski charakter był oczywisty i zakorzeniony. Dopiero bezprawne rozbiory, a zwłaszcza zabór pruski, przyniosły brutalną germanizację. To wtedy zaczęto Bydgoszcz systematycznie przekształcać w miasto niemieckie, burząc tkankę narodową i narzucając nową tożsamość.
W 1920 roku, po powrocie do macierzy, polscy mieszkańcy przeżywali euforię – na ulicach dominował język polski, rozwijały się polskie instytucje, a życie społeczne i polityczne nabierało charakteru wyraźnie narodowego. Mieszkańcy Bydgoszczy głosowali na prawicę, na narodowców, wyrażając tym swoją dumę i przywiązanie do tradycji. To właśnie za tę polskość miasto zapłaciło straszną cenę w 1939 roku i latach następnych. Niemiecka okupacja oznaczała dla bydgoszczan szczególną eksterminację – inteligencja, duchowieństwo, działacze społeczni ginęli w lasach fordońskich, a całe miasto zostało poddane brutalnej pacyfikacji.
W takim miejscu, o takiej pamięci, odsłanianie i odświeżanie niemieckich napisów nie może być traktowane jak neutralny gest konserwatorski. To nie jest tylko warstwa historii – to rana, która nigdy w pełni się nie zabliźniła. Bo choć prawdą jest, że w Bydgoszczy mieszkali również Niemcy, to rachunki z przeszłości wciąż pozostają nieuregulowane. Zrabowane w czasie wojny dzieła sztuki nie zostały zwrócone, reparacje wojenne nie zostały wypłacone, a niemieccy politycy zamiast realnych gestów zadośćuczynienia wolą dziś pouczać Polaków o demokracji i praworządności.
Dlatego w obecnym momencie odsłanianie napisów niemieckich w Bydgoszczy brzmi fałszywie. To nie jest czas na symboliczne przypominanie o niemieckiej obecności, skoro sprawy fundamentalne – odpowiedzialność, rekompensata, uczciwe rozliczenie – pozostają wciąż otwarte. W mieście, które tak boleśnie doświadczyło niemieckiej przemocy, gesty te są odbierane nie jako dowód poszanowania historii, lecz jako niepotrzebne rozdrapywanie ran i pomniejszanie polskiego wkładu w jego dzieje.
Bydgoszcz ma prawo pamiętać całość swojej historii, ale musi to robić w sposób proporcjonalny i sprawiedliwy. Polskie napisy, polskie warstwy pamięci, polska obecność nie mogą być pomijane. To one stanowią fundament miasta i jego tożsamości. W przeciwnym razie konserwacja zmienia się w polityczny symbol – i to symbol, który wielu bydgoszczan odbiera jako policzek.
Źródło: media lokalne. Opr. własne.