„Na początku było Słowo”. Dlaczego chrześcijaństwo zaczyna się od pytania o byt?
Michał Anioł, Stworzenie świata, Kaplica Sykstyńska
Prolog Ewangelii św. Jana to jeden z najbardziej wymagających tekstów Nowego Testamentu. Nie jest opowieścią bożonarodzeniową ani religijną poezją, lecz precyzyjną teologiczną deklaracją. Ojcowie Kościoła czytali go nie jako wzruszający wstęp do historii Jezusa, ale jako odpowiedź na pytanie o byt, naturę Boga i sens Wcielenia. Ten komentarz próbuje pójść ich drogą – bez sentymentalizmu, bez skrótów, z pełną powagą myślenia.
Inne z kategorii
Orszak Trzech Króli w Bydgoszczy: Konie, szczudlarze i 8 tysięcy koron
Jak Bydgoski Kościół zamyka Rok Święty i otwiera nowe możliwości?
Początek, który jest przed czasem
Na początku refleksja osobista. Do komentowania tego fragmentu Ewangelii, który czytany jest tej niedzieli w zreformowanej liturgii, podchodzę z bojaźnią i drżeniem. Jest to bowiem to samo czytanie, które słyszeliśmy w sam dzień Bożego Narodzenia, w Mszy w ciągu dnia. Początek Ewangelii świętego Jana jest poetycko-filozoficzną refleksją o Wcieleniu. O Wcieleniu, czyli o tym, że Bóg przyjął ciało, narodził się w konkretnym miejscu geograficznym i w konkretnym momencie historii jako człowiek.
Święty Jan próbuje ten fakt ukazać jednocześnie w perspektywie boskości Chrystusa, odwołując się do „początku”. Po grecku pierwsze zdanie tej Ewangelii brzmi: en archē ēn ho Logos. Zanim jednak zatrzymamy się nad słowem Logos, trzeba zwrócić uwagę na inne, równie istotne słowo: archē. Oznacza ono początek, ale nie w banalnym sensie początku roku czy początku opowieści. Chodzi o początek wszystkiego – nie tylko świata stworzonego, ale całej rzeczywistości.
Greccy filozofowie doskonale rozumieli wagę tego pytania. Szukali właśnie archē – zasady wszystkiego, co istnieje. Początkowo ich odpowiedzi były naiwne: Tales wskazywał na wodę. Szybko jednak pojawiło się przeczucie, że początek musi być czymś niematerialnym, jakimś rozumnym Duchem.
Ale od Boga filozofów do Boga Abrahama, Izaaka, Jakuba i Chrystusa prowadzi długa i trudna droga. Ewangelia św. Jana tę drogę świadomie przechodzi. Przeprowadza czytelnika przez prawdę, która dla filozofów była i pozostaje gorsząca: że odwieczne Słowo stało się ciałem.
„Było” Słowo – zanim cokolwiek się zaczęło
Punktem wyjścia Prologu jest teza prosta, a zarazem bezlitosna: zanim cokolwiek się zaczęło, „było” Słowo. Na tym jednym słowie – „było” – Ojcowie Kościoła budują całą logikę wiary. Chrześcijaństwo nie zaczyna się od moralnych wskazań ani od wzruszenia nad Betlejem. Zaczyna się od pytania: kim jest Ten, którego nazywamy Chrystusem?
Święty Jan Chryzostom zauważa, że pozostali Ewangeliści rozpoczynają swoje opowieści od Wcielenia, natomiast Jan, spoglądając wstecz, pomija poczęcie, narodzenie i dorastanie Jezusa, aby mówić natychmiast o odwiecznym zrodzeniu Syna. To zabieg zamierzony. Zanim usłyszysz, że Słowo stało się ciałem, masz wiedzieć, że Słowo nie zaczęło istnieć w czasie.
Święty Augustyn dopowiada tu ważne rozróżnienie. Greckie Logos znaczy zarówno „Słowo”, jak i „Rozum”, ale w tym miejscu lepiej mówić „Słowo”. Jan chce bowiem podkreślić, że przez Słowo wszystko się stało. Następnie Augustyn sięga po analogię, która ma sens pod warunkiem, że pamiętamy, iż jest tylko analogią. W człowieku istnieje „słowo wewnętrzne”, zanim jeszcze zostanie wypowiedziane. To, co słyszymy jako dźwięk, jest jedynie znakiem tego, co wcześniej dzieje się w umyśle i pamięci. Ta analogia ma jedno zadanie: pokazać, że Słowo Boże nie jest dźwiękiem ani chwilowym „wydźwiękiem” Boga, lecz rzeczywistością wewnątrz Jego życia.
Ojcowie jednak natychmiast hamują wyobraźnię. Augustyn mówi jasno: w nas ludzkie słowo dojrzewa, krąży, bywa nieuformowane, zanim przybierze kształt. W Bogu tak nie jest. Słowo Boże nie jest procesem myślenia ani formowaniem się idei. Jest „Formą, nie uformowaniem” – „Formą wszystkich form”, niezmienną, istniejącą poza czasem i przypadłością.
Człowiek poznaje przez rozumowanie i w czasie. Bóg natomiast wypowiada wszystko, co ma do powiedzenia, w jednym Słowie. I tym Słowem – co jest rdzeniem chrześcijańskiego zdumienia – jest Syn Boży, który stał się człowiekiem jako Jezus Chrystus.
„Słowo było u Boga” i „Słowo było Bogiem”
Jan Chryzostom zwraca uwagę na możliwe nieporozumienie: skoro „na początku było Słowo”, ktoś mógłby pomyśleć, że Słowo jest niezrodzone tak jak Ojciec. Dlatego Jan natychmiast dodaje: „Słowo było u Boga”.
Teofilakt doprecyzowuje sens tego zdania. Gdyby ktoś sądził, że Ojciec i Syn są jedynie różnymi „maskami” tej samej osoby, to sformułowanie „u Boga” rozstrzyga sprawę. Nie chodzi o jedną osobę zmieniającą role. Są dwie Osoby, a relacja „u” – „z” jest realna.
Dopiero po ukazaniu tej relacji Ewangelista przechodzi do stworzenia. I tu Augustyn rozbraja kluczowy absurd: skoro wszystko zostało uczynione przez Słowo, to samo Słowo nie mogło zostać uczynione. Gdyby było stworzeniem, trzeba by zapytać: przez jakie słowo zostało stworzone Słowo? Wniosek jest prosty: skoro nie jest stworzeniem, to jest tej samej substancji co Ojciec.
Teofilakt przytacza w tym miejscu argumentację arian, którzy twierdzili, że Syn jest jedynie narzędziem Ojca – jak piła w ręku cieśli. Odpowiedź jest bezlitosna: narzędzie jest zawsze mniej szlachetne niż dzieło, dla którego zostało wykonane. Gdyby Syn był stworzony jako narzędzie, byłby czymś wtórnym wobec świata. A to – mówi Teofilakt – jest czyste szaleństwo.
Pojawia się też pytanie o słowo „przez”: „wszystko przez Nie się stało”. Chryzostom wyjaśnia, że nie oznacza ono niższości Syna. Pismo Święte używa tego samego przyimka także wobec Ojca. Sam przyimek nie ustanawia hierarchii bytowej.
Dopowiedzenie „bez Niego nic się nie stało” zamyka wszelkie furtki. Ojcowie jednak pilnują, by nie włączyć w to „wszystko” zła jako bytu. Grzech – mówią Orygenes i Augustyn – jest „niczym” w sensie ontologicznym: nie jest naturą stworzoną przez Boga, lecz brakiem, zepsuciem, odwróceniem dobra.
Życie, światło i ciemność
„W Nim było życie, a życie było światłością ludzi; a światłość w ciemnościach świeci i ciemność jej nie ogarnęła”. Tu bardzo łatwo popaść w mglistą duchowość, dlatego Ojcowie wprowadzają porządek.
Augustyn tłumaczy, że stworzenia same w sobie nie są „życiem”. Życie znajduje się w Bożej Mądrości jako wzór i sens rzeczy. Jak skrzynia w warsztacie: gotowy przedmiot nie jest życiem, ale projekt w umyśle rzemieślnika jest żywy. Orygenes posługuje się obrazami ziarna, punktu geometrycznego i słońca, aby pokazać, jak wiele może istnieć w jednym źródle jako przyczyna i sens.
Jan Chryzostom przesuwa akcent jeszcze dalej: „życie” oznacza nie tylko akt stworzenia, ale także Opatrzność – nieustanne podtrzymywanie istnienia. Jak źródło, które nie ubywa, choć nieustannie daje wodę.
Orygenes zwraca uwagę na kolejność: życie pojawia się przed światłem, bo nie da się oświecić tego, co nie żyje. Światło jest funkcją życia duchowego.
Święty Augustyn ilustruje relację światła i ciemności obrazem ślepca stojącego w słońcu. Słońce świeci, ale ślepiec go nie widzi. To nie brak światła, lecz brak zdolności przyjęcia. Tak samo grzech i głupota nie obalają światła – one jedynie zamykają na nie oczy.
Świadek, Wcielenie i poznanie Boga
W tym miejscu Jan Ewangelista nagle sprowadza nas na ziemię: „Był człowiek posłany od Boga, Jan mu było na imię”. Dla wielu czytelników to zgrzyt. Z wyżyn bytu i metafizyki schodzimy do konkretnego człowieka. Augustyn odpowiada: to nie błąd, lecz konieczność. Skoro Bóg przychodzi w ciele, posługuje się ludzkim głosem, aby człowiek mógł Go usłyszeć.
Chryzostom podkreśla, że Jan nie mówi od siebie. „Posłany” oznacza ustanowiony do urzędu. A jego świadectwo nie jest potrzebne Światłu, lecz ludziom. To pedagogia, nie reklama.
Gdy Jan pisze, że Chrystus „dał moc, aby się stali synami Bożymi”, Ojcowie zwracają uwagę na jedno słowo: „moc”. Nie przymus. Łaska daje godność, ale jej nie narzuca. Odrzucenie Chrystusa jest już karą, bo jest dobrowolnym zrzeczeniem się synostwa.
Augustyn doprecyzowuje sens narodzenia „z Boga”: to inne pochodzenie, inna genealogia – nie biologiczna, lecz genealogia łaski.
I wreszcie zdanie kluczowe: „Słowo stało się ciałem”. Jan Chryzostom ostrzega, by nie rozumieć tego jako przemiany Boga w materię. Słowo przyjęło realne ciało, nie tracąc boskiej natury. Cyryl Aleksandryjski ujmuje to precyzyjnie: jedna Osoba, dwie natury, bez zmieszania i bez rozdzielenia.
Na końcu Jan stawia kropkę teologiczną: „Boga nikt nigdy nie widział”. Grzegorz Wielki tłumaczy, że w tym życiu widzimy Boga tylko przez obrazy, nie w Jego istocie. A gdy Jan dodaje, że Jednorodzony Syn, który jest na łonie Ojca, „opowiedział” Boga, Ojcowie podkreślają: być „na łonie” to znać od wewnątrz, w intymności Boskiego życia.
Dopiero tu widać pełny sens Prologu. Tylko Ten, który jest Bogiem, u Boga i z Boga, może powiedzieć prawdę o Bogu bez zniekształcenia. Chrześcijaństwo nie jest zbiorem domysłów. Jest Objawieniem o wyraźnej strukturze: odwieczne Słowo, różne od Ojca jako Osoba, jedno z Nim jako Bóg, przychodzące w ciało, by człowiek mógł wejść w poznanie Boga.
Jeśli ma z tego wypłynąć wniosek praktyczny, Ojcowie formułują go bez sentymentalizmu: ciemność nie jest argumentem przeciw światłu. Jest diagnozą serca. A światło nie jest nastrojem ani metaforą. Jest Osobą – „prawdziwą Światłością”, która świeci nawet wtedy, gdy człowiek woli zasunąć powieki.
Maksymilian Powęski