Region Dzisiaj 13:06 | Redaktor
Toruń z własną „aferą szpitalną”? W tle zarzuty o braki kadrowe i „podwójne” grafiki

fot. Facebook/Wojewódzki Szpital Zespolony w Toruniu

Kujawsko-pomorski oddział Narodowego Funduszu Zdrowia rozpoczął pilną kontrolę w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Toruniu. To reakcja na doniesienia dotyczące możliwych nieprawidłowości w pracy Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Sprawę nagłośniło Porozumienie Rezydentów, a pisała o niej m.in. „Gazeta Polska Codziennie” oraz portal Niezalezna.pl. Według lekarzy problemem mają być braki kadrowe, rozbieżności w grafikach i praktyka wykazywania personelu SOR w sposób, który nie odpowiada rzeczywistej organizacji dyżurów.

NFZ wszedł do szpitala po medialnych doniesieniach

Sprawa toruńskiego SOR-u przestała być wyłącznie wewnętrznym sporem między personelem a dyrekcją szpitala. Po publikacjach medialnych i liście otwartym Porozumienia Rezydentów kujawsko-pomorski oddział NFZ zdecydował o natychmiastowym rozpoczęciu kontroli.

 Fundusz zareagował na informacje o możliwych nieprawidłowościach, jednocześnie  poinformował, że w ostatnich latach  nie trafiały żadne zgłoszenia dotyczące funkcjonowania SOR-u w toruńskim Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym.

Ten ostatni wątek może budzić pytania, bo z relacji lekarzy i związkowców wynika, że sygnały o problemach miały być kierowane wcześniej m.in. do dyrekcji szpitala, Ministerstwa Zdrowia i NFZ. Teraz kontrola ma pokazać, czy dokumenty, harmonogramy i rzeczywista obsada dyżurów mówią tym samym językiem.

Spór o „bilokację” lekarzy

Najpoważniejsze zarzuty dotyczą organizacji dyżurów. Porozumienie Rezydentów alarmuje, że podczas części dyżurów na SOR-ze miało brakować lekarza systemu stale obecnego na oddziale. Według tych relacji opiekę nad pacjentami mieli zabezpieczać lekarze przypisani do innych oddziałów, którzy równocześnie wykonywali obowiązki w swoich macierzystych jednostkach lub na blokach operacyjnych.

W praktyce oznaczałoby to sytuację, w której ten sam lekarz figuruje jako element obsady SOR-u, ale jednocześnie jest potrzebny gdzie indziej. Rezydenci nazwali to „bilokacją lekarzy” i wskazali, że taki model może wydłużać czas oczekiwania pacjentów na pomoc, a w stanach nagłych stwarzać realne ryzyko dla zdrowia i życia.

Zastrzeżenia dotyczą także dokumentacji. Według informacji przywoływanych przez „Gazetę Polską Codziennie” i Niezalezna.pl, grafiki, na podstawie których faktycznie pracowali lekarze, miały różnić się od tych przekazywanych do NFZ. 

Szpital odpiera zarzuty

Do sprawy odniosła się Iwona Skonieczna-Zielak, koordynatorka Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w toruńskim WSZ. Jak tłumaczyła, mogą zdarzać się sytuacje zagrożenia życia, w których druga osoba musi czasowo towarzyszyć pacjentowi na bloku operacyjnym. Podkreśliła jednak, że są to sytuacje przejściowe.

Koordynatorka stanowczo zaprzeczyła, aby dochodziło do pełnienia dyżuru przez jednego lekarza równocześnie na dwóch oddziałach. 

Ostateczne ustalenia będą zależały od wyników kontroli. Kluczowe będzie porównanie dokumentacji z faktyczną obsadą dyżurów oraz sprawdzenie, czy na SOR-ze zapewniono obecność personelu wymaganą przepisami.

Wojewoda zapowiada własną kontrolę

Reakcję zapowiedział również wojewoda kujawsko-pomorski Michał Sztybel. W mediach społecznościowych poinformował, że ogólnopolskie doniesienia dotyczące stanowiska Porozumienia Rezydentów wymagają natychmiastowego działania. Dlatego podjął decyzję o wszczęciu kontroli.

To oznacza, że sprawą zajmą się równolegle instytucje odpowiedzialne za różne obszary nadzoru. Ratownictwo medyczne podlega wojewodzie, natomiast szpital jako placówka wojewódzka znajduje się w orbicie odpowiedzialności samorządu województwa.

Marszałek zwołuje spotkania z dyrektorami szpitali

Marszałek województwa kujawsko-pomorskiego Piotr Całbecki zapowiedział spotkania z dyrektorami pięciu wojewódzkich szpitali. Chodzi o placówki w Bydgoszczy — Centrum Onkologii, szpital zakaźny i szpital dziecięcy — a także Wojewódzki Szpital Zespolony w Toruniu oraz szpital wojewódzki we Włocławku.

Marszałek zadeklarował, że rozmowy odbędą się niezależnie od wyjaśnień przekazywanych przez toruńską lecznicę i bez czekania na końcowe wyniki kontroli. To politycznie istotny ruch, bo Wojewódzki Szpital Zespolony w Toruniu jest placówką podlegającą samorządowi województwa, którym od lat rządzi koalicja KO-PSL.

Dyrektorem toruńskiego szpitala jest Sylwia Sobczak. W publikacjach poświęconych sprawie podkreślano jej związki z otoczeniem marszałka Piotra Całbeckiego, co dodatkowo wzmacnia oczekiwanie transparentnego wyjaśnienia zarzutów.

PiS domaga się wyjaśnień

Do sprawy odnieśli się także toruńscy radni Prawa i Sprawiedliwości. Klub oczekuje działań zarówno ze strony wojewody, jak i marszałka województwa.

Adrian Mól, przewodniczący klubu radnych PiS, przypomniał, że nadzór nad ratownictwem medycznym należy do wojewody kujawsko-pomorskiego. Jednocześnie wezwał marszałka do pilnego zlecenia niezależnej kontroli funkcjonowania SOR-u, w tym sprawdzenia grafików lekarzy oraz rzeczywistej obsady dyżurowej.

Sygnaliści mówią o presji

Jednym z najpoważniejszych elementów całej sprawy są doniesienia o traktowaniu osób zgłaszających nieprawidłowości. Porozumienie Rezydentów twierdzi, że sygnaliści mieli być zastraszani i karani naganami. Według tej relacji wcześniejsze zgłoszenia nie doprowadziły do skutecznych działań naprawczych.

Lekarze w swoim apelu domagają się niezależnej kontroli funkcjonowania SOR-u, sprawdzenia zgodności dokumentacji ze stanem faktycznym oraz oceny wpływu organizacji pracy na bezpieczeństwo pacjentów i czas oczekiwania na udzielenie świadczeń.

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor
-->