Wydarzenia Dzisiaj 09:54 | Michał Jędryka
„Krew twojego brata woła do mnie z ziemi”. Refleksje po tragedii w Jarosławiu

Autorstwa pl.wiki: Wp – Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=968466

W Jarosławiu wydarzyła się rzecz straszna. Człowiek zaatakował nożem pięć osób. Jedna z nich, ks. Stanisław Zbojnowicz, nie żyje. Inni zostali ranni, niektórzy ciężko. Sprawca został zatrzymany. Wiemy też, że jest obywatelem Ukrainy. Inna, mniej znana tragedia rozegrała się w tym samym mniej więcej czasie w Inowrocławiu, gdzie od ciosów nożem zginął 40-letni mężczyzna. Ci ludzie nie żyją, inni walczą o zdrowie, śledczy próbują ustalić przebieg i motyw zbrodni. Jest czas na dochodzenie, będzie czas na proces i sąd. Najpierw jednak wypada powiedzieć rzecz najbardziej oczywistą: stało się wielkie zło.

Nie zabijaj

Przykazanie jest krótkie i właściwie nie wymaga komentarza. Człowiek nie jest panem życia drugiego człowieka. Nie dał mu życia, nie może więc samowolnie go odebrać. Tymczasem ledwie pojawiły się pierwsze informacje o tragedii, natychmiast rozpoczęło się coś, do czego niestety bardzo przywykliśmy. Zanim opadła krew, już rozpoczął się spór o to, co ta krew ma znaczyć.

Jedni zaczęli przestrzegać, aby przypadkiem wydarzenia z Jarosławia nie wykorzystać do wzbudzania niechęci wobec Ukraińców. Pojawiły się obawy przed eskalacją nienawiści, przed rosyjską propagandą, przed przenoszeniem odpowiedzialności jednego człowieka na cały naród. Być może jest w tych zastrzeżeniach trochę racji. Morderca jest Ukraińcem, ale z tego nie wynika, że Ukraińcy są mordercami. Tak samo jak narodowość polska przestępców z Inowrocławia nie czyni przestępcami wszystkich Polaków. Elementarna logika wystarczyłaby właściwie do zakończenia tej części dyskusji.

Tylko czy naprawdę pierwszą myślą po zamordowaniu człowieka musi być troska o to, żeby ktoś przypadkiem niewłaściwie tego morderstwa nie zinterpretował? Bo w ten sposób można niechcący dokonać rzeczy dość osobliwej. Chcąc zapobiec wykorzystaniu zbrodni, zaczynamy ją czymś przykrywać. Już nie zamordowany człowiek znajduje się w centrum naszej uwagi, ale możliwe społeczne skutki informacji o narodowości sprawcy.

Po drugiej stronie natychmiast pojawia się oczywiście pokusa odwrotna. Skoro sprawcą jest Ukrainiec, to mamy oto kolejny dowód, jacy „oni” są, jakie stanowią zagrożenie i do czego doprowadziła taka czy inna polityka państwa. Tutaj również konkretny człowiek zaczyna znikać. Zamordowany przestaje być zamordowanym. Staje się argumentem.

Można zapewne dyskutować o przestępczości cudzoziemców. Można badać statystyki, pytać o politykę migracyjną, kontrolę granic, deportowanie osób niebezpiecznych i działalność służb. Są to normalne pytania dotyczące bezpieczeństwa państwa i nie ma powodu ich zakazywać. Trzeba tylko odpowiadać na nie przy pomocy faktów.

Czym innym jest jednak dyskusja o polityce państwa, a czym innym wykorzystanie zwłok jednego człowieka do udowodnienia wcześniej przyjętej tezy. Morderstwo nie jest ani do przykrywania, ani do wykorzystywania.

Stara historia Kaina

Chrześcijaństwo patrzy na takie wydarzenie jeszcze inaczej. Nie dlatego, żeby lekceważyło działanie policji, prokuratury czy sądu. Przeciwnie, sprawiedliwość wymaga ustalenia prawdy, osądzenia winnego i ochrony niewinnych. Chrześcijaństwo wie jednak, że nawet najlepiej urządzone państwo nie rozwiązuje pewnego podstawowego problemu: człowiek potrafi uczynić zło.

Nie dlatego, że natura ludzka jest zła. To prowadziłoby nas wprost do manicheizmu. Człowiek został stworzony jako dobry. Jego natura jest jednak zraniona grzechem i właśnie dlatego obok rzeczy pięknych, szlachetnych i heroicznych człowiek zdolny jest także do czynów potwornych. Pismo Święte mówi o tym od samego początku. Niedługo po opisie stworzenia i upadku pierwszych rodziców pojawia się Kain. Brat zabija brata. A potem słyszy pytanie: „Gdzie jest brat twój, Abel?”.

Warto zauważyć, że Bóg nie pyta Kaina o narodowość Abla, o jego poglądy ani o społeczne konsekwencje morderstwa. Pyta o zabitego człowieka. Może właśnie od tego pytania należałoby rozpoczynać także nasze współczesne dyskusje.

Chrześcijanin będzie tu zresztą widział jeszcze jeden wymiar, którego współczesny język publiczny właściwie już nie zna. Zło ma również wymiar duchowy. Istnieje pokusa, istnieje grzech i istnieje Zły, który człowieka do zła popycha.

Nie znaczy to oczywiście, że mamy każdą zbrodnię tłumaczyć bezpośrednim działaniem diabła i zrezygnować z psychiatrii, kryminologii czy dochodzenia policyjnego. Byłoby to równie niemądre jak twierdzenie odwrotne, że skoro potrafimy opisać psychologiczny mechanizm zbrodni, to problem dobra i zła przestał istnieć. Diabeł nie zwalnia człowieka z odpowiedzialności. A człowiek nie przestaje być wolny tylko dlatego, że podlega pokusie.

Granica

Matka Teresa z Kalkuty podczas odbierania Pokojowej Nagrody Nobla wypowiedziała zdanie niezwykle mocne: „Jeżeli matka może zabić własne dziecko, co pozostaje, bym ja zabiła ciebie, a ty mnie?”. Zdanie to bywa odbierane wyłącznie jako wypowiedź przeciw aborcji. Oczywiście nią jest. Ale zawiera się w nim myśl jeszcze szersza.

Istnieje bowiem pewna granica, bez której żadnego trwałego pokoju między ludźmi zbudować się nie da. Jest nią przekonanie, że życie drugiego człowieka do mnie nie należy. Jeżeli zgodzimy się, że o wartości ludzkiego życia możemy rozstrzygać sami, pozostaje już tylko ustalenie kryteriów. Czy decyduje wiek? Stan zdrowia? Użyteczność społeczna? Zachowanie? Narodowość? A może po prostu siła tego, kto właśnie otrzymał możliwość decydowania?

Chrześcijaństwo odpowiada inaczej. Życie człowieka jest darem. Jego ostatecznym Panem nie jest państwo, lekarz, sędzia, matka, ojciec ani nawet sam człowiek. Jest nim Bóg.

I właśnie dlatego pokój pomiędzy ludźmi i narodami nie może polegać wyłącznie na równowadze interesów czy wzajemnym strachu. Możemy podpisać najlepsze traktaty, stworzyć najdoskonalsze systemy bezpieczeństwa i postawić najwyższe płoty na granicach, ale wszystko to będzie w końcu bezradne, jeżeli człowiek przestanie widzieć w drugim człowieku kogoś, czyjego życia nie wolno mu odebrać.

Można więc pytać po tragedii w Jarosławiu, czy państwo czegoś zaniedbało. Można pytać, jaka była przeszłość sprawcy i czy można było rozpoznać zagrożenie. Trzeba pytać o odpowiedzialność i sprawiedliwość. Nie wolno natomiast ani ukrywać faktów ze strachu przed tym, jak zostaną wykorzystane, ani wykorzystywać ich do obciążania winą ludzi, którzy żadnego udziału w zbrodni nie mieli. Najpierw bowiem był człowiek. Jeden człowiek zabił drugiego człowieka.

I nad tą straszną prostotą warto się przez chwilę zatrzymać.

„Nie zabijaj”.

Jeżeli to przykazanie przestaje być granicą ustanowioną wyżej niż wszystkie nasze doraźne interesy, prawa i namiętności, pozostaje już tylko siła. A gdy jedyną granicą dla człowieka staje się drugi, silniejszy człowiek, droga do świata, w którym człowiek człowiekowi jest wilkiem, okazuje się bardzo krótka.

Tekst ukazał się na portalu Aleteia.

-->