Wydarzenia Dzisiaj 16:09 | Redaktor
Spór o szkolne obiady. Konfederacja krytykuje ograniczenie mięsa

fot. własne

Mniej mięsa, więcej warzyw, produktów pełnoziarnistych i jeden w pełni roślinny obiad w tygodniu – od września w szkolnych stołówkach obowiązują nowe zasady żywienia. Zmiany ostro krytykują bydgoscy działacze Konfederacji i Ruchu Narodowego. Ich zdaniem nowe jadłospisy mogą sprawić, że część dzieci nie będzie chciała jeść szkolnych obiadów. Szczególną uwagę zwracają na uczniów z najuboższych rodzin.

Konfederacja: mięsa w szkołach jest za mało

Zdaniem Bartosza Kołomańskiego, choć ograniczenie wysoko przetworzonej żywności, cukru czy soli jest potrzebne, nowe przepisy  (obowiązujące od 1 września)  zbyt mocno ograniczają udział mięsa w szkolnych posiłkach. Niewłaściwy ma być również sposób i tempo wprowadzania zmian.

Podobne stanowisko przedstawiła Hanna Gutowska. Argumentowała, że mięso jest istotnym źródłem m.in. dobrze przyswajalnego żelaza i białka, a gwałtowna zmiana nawyków żywieniowych może spowodować, że dzieci po prostu nie będą jadły nowych potraw.

 Nie jesteśmy przeciwnikami warzyw. Wręcz przeciwnie, warzywa powinny być na talerzu dzieci, ale nie tylko warzywa – mówiła.

Jeden roślinny obiad w tygodniu

Nowe zasady nie oznaczają  całkowitego wycofania mięsa ze szkolnych stołówek. Zgodnie z rozporządzeniem w jadłospisie ma znaleźć się raz w tygodniu  posiłek na bazie roślin strączkowych, bez produktów odzwierzęcych. Przewidziano również jeden obiad z rybą oraz dwa obiady z daniem przygotowanym ze świeżego mięsa.

Co najmniej dwa razy w tygodniu zupy mają być przygotowywane na wywarze warzywnym. Przepisy zwiększają też udział warzyw, owoców i produktów pełnoziarnistych oraz ograniczają cukier i wysoko przetworzoną żywność.

„Dla części dzieci to jedyny ciepły posiłek”

Działacze Konfederacji zwracają jednak uwagę na  dzieci z rodzin znajdujących się w trudnej sytuacji materialnej.

Dla części uczniów obiad w szkolnej stołówce może być najważniejszym ciepłym posiłkiem w ciągu dnia. Jak wskazała Hanna Gutowska, jeśli dziecko nie zaakceptuje potraw opartych na roślinach strączkowych, może zrezygnować z jedzenia obiadu w ogóle.

Kolejnym problemem jest marnowanie żywności. Członkowie ugrupowania wspominali pojawiające się w internecie nagrania i relacje, które pokazują, iż część nowych potraw nie trafia w gusta uczniów. Zdaniem działaczy zmiany – jeśli już mają być wprowadzane – powinny następować stopniowo.

Spór także o zdrowie dzieci

Tzw. „dieta planetarna”, zdaniem przedstawicieli Konfederacji,  może ponadto zagrażać zdrowiu dzieci i młodzieży, którym ogranicza się wartości odżywcze zawarte w mięsie.  Gutowska przywołała własne doświadczenia z dietą wegetariańską, po której – jak relacjonowała – miała zmagać się z anemią i niedoborami. Przekonywała, że w przypadku rozwijających się organizmów dzieci niedobory żywieniowe mogą mieć poważniejsze konsekwencje. Chodzi głównie o kreatynę, białko i witaminy, do których przyswajania potrzebne są tłuszcze zwierzęce. 

 Dieta w tym kształcie ogranicza również bardzo sól i cukry, co jest dobre.  Natomiast jeżeli chodzi o całokształt: to, czego nie zapewnia mięso, ustawodawca chce zapełnić uzupełniaczami sojowymi  typu mleko sojowe, przetwory sojowe, wzbogacone witaminami. Są więc zalety zdrowego żywienia, różnorodnego żywienia, ale nie można pozbywać się mięsa. Szczególnie, że mamy do niego dostęp. To nie jest PRL, kiedy mięso było na kartki,  to nie jest średniowiecze, kiedy na europejskich stołach mogła gościć tylko fasola i groch. Mając całkowity dostęp do różnych zróżnicowanych diet, my sami siebie ograniczamy - mówił Bartosz Kołomański.

Jak podkreślili politycy Konfederacji,  problem w żywieniu dzieci stanowi nie samo spożywanie mięsa, lecz przede wszystkim fast foody, słodycze, wysoko przetworzoną żywność oraz brak aktywności fizycznej. Ich propozycją jest powrót do wcześniejszych zasad żywienia i większy nacisk na edukację dzieci oraz rodziców, a także promowanie sportu.

Dieta dla dziecka czy dieta dla planety?

Zdaniem bydgoskiej Konfederacji, wprowadzone zasady żywieniowe w szkołach wynikają nie z realnej troski o najmłodszych, tylko z ideologicznych przekonań. Jak podkreślił Kołomański, minister Barbara Nowacka i Katarzyna Lubnauer kierowały się badaniami i zaleceniami Instytutu Green Reef Institute, któremu przewodzi „radykalna feministka i weganka”, Sylwia Spurek.

Jest to kobieta, która uważa, że krowy są gwałcone, (...) kury wyzyskiwane. Chce zakazać hodowli trzody i bydła całkowicie, nie w jakimś ograniczonym stopniu. (....)Jej Instytut od pięciu lat walczył o zmiany wprowadzone w tym rozporządzeniu (...)  jest tam również zawarta informacja, że na konsultacje publiczne ściągnęli specjalnie około 70 radnych oraz ponad 100 organizacji pozarządowych, które lobbowały właśnie za ograniczeniem mięsa w diecie. To ma służyć wyższemu celowi, jakim jest agenda 2050(...) szeroko omawiana (...) nawet na naszej stronie rządowej, opisana jako cel strategiczny państwa polskiego, jako taki koncept,  do którego mamy dążyć(...). Właśnie tam są zawarte również ograniczenia w produkcji, w przetwórstwie mlecznym, mięsnym itd. (...) a te cele w ambitnej postaci, również dostępne do sprawdzenia,  zakładają  możliwość kupna maksymalnie trzech sztuk ubrań w ciągu roku, jednego lotu samolotem raz na trzy lata, całkowitej rezygnacji z nabiału mleka, z hodowli zwierząt jako takich, więc mamy do czynienia z wpływem lobby wegańskiego, z wpływem lobby klimatycznego, które jest bardzo rozpowszechnione i bardzo silne w Europie, na faktyczne życie codzienne naszych dzieci w szkołach - podkreślił Kołomański.

Polityk zwrócił też uwagę, że rząd nie zdecydował się wprowadzić podobnych ograniczeń w sejmowych stołówkach i w zakładach karnych. Przepisy nie biorą także pod uwagę dzieci o specjalnych potrzebach. Maluchy cierpiące na nadwrażliwość sensoryczną, wybiórczość pokarmową czy alergie i nietolerancje są więc zmuszone do zjedzenia tego samego posiłku lub głodówki.

Resort zdrowia: celem zdrowsze nawyki

Ministerstwo Zdrowia przedstawia cele nowych regulacji inaczej. Zmiany mają ograniczyć dostęp dzieci do żywności wysoko przetworzonej, zwiększyć udział warzyw, owoców, produktów pełnoziarnistych i roślin strączkowych oraz pomóc w przeciwdziałaniu nadwadze i otyłości.

Nowe zasady nawiązują do tzw. diety planetarnej, która ma łączyć zdrowe żywienie ze zmniejszaniem wpływu produkcji żywności na środowisko.

Spór o szkolne stołówki dopiero się więc zaczyna. Bydgoscy działacze Konfederacji zapowiadają sprzeciw wobec obecnego kształtu zmian, przekonując, że zdrowe żywienie dzieci nie powinno oznaczać ograniczania mięsa w ich jadłospisach.

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor
-->