Wydarzenia Dzisiaj 09:54 | Redaktor
[NIEDZIELA Z TYGODNIKIEM] Czy Sobór kazał księdzu odwrócić się twarzą do ludzi?

Fot. Autorstwa Mateusz Szymkiewicz – Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=4414427

Gdyby zapytać przeciętnego katolika, co właściwie zmienił w Kościele Sobór Watykański II, bardzo możliwe, że odpowiedź dotyczyłaby przede wszystkim Mszy świętej. Dawniej modlono się po łacinie, potem zaczęto używać języków narodowych. Dawniej ksiądz stał przy ołtarzu tyłem do ludzi, potem odwrócił się do nich twarzą. Właśnie te dwie zmiany stały się dla całego pokolenia niemal symbolem Soboru.

Problem zaczyna się wtedy, gdy próbujemy sprawdzić, co właściwie Sobór w tej sprawie uchwalił. W przypadku ustawienia celebransa odpowiedź jest zaskakująca. Konstytucja o liturgii nie zawiera nakazu odprawiania Mszy twarzą do wiernych. Nie poleca odwracania istniejących ołtarzy. Nie nakazuje też porzucenia wcześniejszego wspólnego kierunku modlitwy. Aby zrozumieć, dlaczego ta kwestia jest tak ciekawa, trzeba jednak cofnąć się znacznie dalej niż do lat sześćdziesiątych XX wieku.

Nie „tyłem do ludzi”, lecz wspólnie ku wschodowi

Określenie „ksiądz stał tyłem do ludzi” jest prawdziwe opisowo, można powiedzieć: fotograficznie. Nie oddaje jednak sensu liturgicznego. Kapłan nie odwracał się od wiernych. Kapłan i lud byli zwróceni w tę samą stronę. Tradycyjnie określano ten kierunek jako ad orientem, ku wschodowi. W późniejszych kościołach wspólny kierunek wyznaczały ołtarz, krucyfiks, a często także tabernakulum.

Dobrze pokazuje to praktyka, którą znamy do dziś z adoracji Najświętszego Sakramentu. Kapłan i wierni klęczą wtedy wspólnie przed monstrancją i nikt nie mówi, że ksiądz „odwrócił się plecami do ludzi”. Wszyscy rozumieją, że centrum znajduje się przed zgromadzeniem i że cała wspólnota kieruje uwagę ku Chrystusowi.

Wschód miał dla chrześcijan bardzo bogatą symbolikę. Wschodzące słońce kojarzono ze Zmartwychwstałym Chrystusem. W kantyku Zachariasza z Ewangelii św. Łukasza pojawia się obraz „Wschodzącego Słońca z wysoka”. Wschód przypominał także o oczekiwaniu Paruzji, czyli powtórnego przyjścia Pana. Ewangelia mówi przecież o Synu Człowieczym, którego przyjście będzie jak błyskawica pojawiająca się na wschodzie. W tradycji dołączano do tego również obraz raju położonego na wschodzie oraz Chrystusa jako prawdziwego Słońca.

Nie zawsze chodziło przy tym o geograficzny wschód. Z czasem utrwaliło się pojęcie „wschodu liturgicznego”, czyli wspólnego kierunku modlitwy ku ołtarzowi, apsydzie i krzyżowi. Sens był prosty: kapłan i wierni nie zwracali się przede wszystkim ku sobie nawzajem. Wspólnie kierowali się ku Bogu.

Rzymskie bazyliki i źródło sporu

Sprawa komplikuje się w Rzymie. Niektóre najważniejsze starożytne bazyliki miały apsydę od zachodu, a wejście od wschodu. Celebrans stojący za wolnostojącym ołtarzem i modlący się ku wschodowi był więc jednocześnie fizycznie zwrócony twarzą w stronę nawy. Jeśli patrzymy wyłącznie na plan budynku, łatwo wyciągnąć wniosek, że pierwsi chrześcijanie odprawiali Mszę dokładnie tak, jak dziś często odprawia się versus populum.

W XX wieku taki sposób rozumowania odegrał ważną rolę w części ruchu liturgicznego. Jego przedstawiciele chcieli wrócić do źródeł i do prostszej, bardziej wspólnotowej liturgii starożytnego Kościoła. Wolnostojący ołtarz i celebracja twarzą do wiernych wydawały się odzyskaniem dawnego zwyczaju. Już w latach dwudziestych pojawiały się takie eksperymenty w środowiskach związanych z Maria Laach, Piusem Parschem czy Romano Guardinim.

Później pojawili się jednak badacze, którzy zakwestionowali tak prostą rekonstrukcję. Jednym z najbardziej znanych był niemiecki liturgista ks. Klaus Gamber. Zwracał on uwagę, że fakt, iż kapłan znajdował się po przeciwnej stronie ołtarza niż wierni, nie oznacza jeszcze, że istotą celebracji było wzajemne patrzenie na siebie. Najważniejszy mógł być nadal wspólny kierunek modlitwy ku wschodowi.

W rekonstrukcji Gambera kapłan modlił się ku wschodowi, a wierni w najważniejszej części modlitwy eucharystycznej również mieli zwracać się w tym kierunku. Ta szczegółowa hipoteza była później dyskutowana i nie jest ostatnim słowem archeologii liturgicznej. Znacznie mocniej ugruntowana jest jednak teza ogólna: modlitwa ku wschodowi była w starożytnym chrześcijaństwie praktyką bardzo ważną i szeroko rozpowszechnioną. Współczesny badacz Uwe Michael Lang wskazywał, że odczytywanie dawnych rzymskich bazylik jako prostego pierwowzoru dzisiejszej celebracji twarzą do ludu jest zbyt uproszczone.

Co naprawdę powiedział Sobór

Dopiero na tym tle warto wrócić do Soboru Watykańskiego II. Sacrosanctum Concilium mówi bardzo dużo o czynnym i świadomym uczestnictwie wiernych. Mówi o reformie obrzędów, czytaniach, śpiewie, odpowiedziach wiernych, a także o budowie i urządzeniu kościołów odpowiednich do liturgii. Sobór zajmuje się nawet kwestią ołtarzy.

Mimo to ani razu nie mówi, że kapłan ma odtąd odprawiać Mszę twarzą do ludu.

Nie nakazuje odwracania istniejących ołtarzy. Nie nakazuje porzucenia wcześniejszego wspólnego kierunku modlitwy. To ważne, bo właśnie celebracja versus populum stała się dla wielu katolików jednym z najbardziej charakterystycznych znaków „Mszy po Soborze”.

Dopiero później pojawiły się przepisy wykonawcze idące w tym kierunku. Instrukcja Inter Oecumenici z 1964 roku zalecała, aby główny ołtarz był odsunięty od ściany, tak by można było go obejść i celebrować przy nim twarzą do ludzi. Był to wyraźny krok w stronę versus populum. Nie był to jednak soborowy nakaz, aby każda Msza była odtąd sprawowana właśnie w taki sposób.

To rozróżnienie ma znaczenie. Czym innym jest bowiem to, co uchwalił Sobór, czym innym przepisy wykonawcze wydane już po nim, a jeszcze czym innym praktyka, która z czasem stała się niemal powszechna.

Mit prostszy niż historia

Historia nie wygląda więc tak, że przez półtora tysiąca lat księża błędnie stali „tyłem do ludzi”, aż Sobór odkrył, że pierwsi chrześcijanie modlili się wokół stołu, patrząc sobie w oczy. Rzeczywistość jest znacznie bardziej interesująca.

Starożytni chrześcijanie przywiązywali wielkie znaczenie do kierunku modlitwy. Wschód symbolizował Chrystusa, Zmartwychwstanie i oczekiwanie Jego powrotu. Układ niektórych bazylik rzymskich sprawiał, że kapłan modlący się ku wschodowi mógł jednocześnie znajdować się twarzą do części zgromadzenia. W XX wieku część ruchu liturgicznego odczytała ten fakt jako świadectwo dawnej celebracji versus populum. Późniejsze badania pokazały, że sprawa nie jest tak prosta.

Najciekawsze pozostaje jednak to, co zrobił sam Sobór, a właściwie: czego nie zrobił. Bo Sobór nie rozstrzygnął tego sporu, nie napisał, że kapłan ma odtąd stać twarzą do ludzi.

Dlatego zdanie „Sobór odwrócił księdza do wiernych” jest potężnym uproszczeniem, graniczącym z nadużyciem. Powszechna celebracja versus populum jest jednym z najbardziej widocznych elementów reformy posoborowej. Nie jest jednak przepisem uchwalonym przez Sobór Watykański II, a nawet dziś nie jest bezwzględnym obowiązkiem, lecz opcją do wyboru. A to nie jest drobna różnica. To właśnie różnica między historią a mitem.

Maksymilian Powęski

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor
-->