[OKIEM TYGODNIKA] W pogoni za rozumem. Łzawa dyktatura
Pieter Bruegel – „Upadek Ikara” (fragment)
„Możemy wysyłać dzieci z bukietem kwiatów przed czołgi. Rzeczywistość i tak pozostaje staroświecko racjonalna” — pisze Jolanta Fischer. W swoim najnowszym felietonie autorka rozprawia się z modą na emocjonalność, która coraz częściej zastępuje rozum nie tylko w debacie publicznej, ale i w wychowaniu, polityce oraz kulturze.
Inne z kategorii
Bydgoszcz w centrum debaty o przyszłości nauki. Konferencja PiS wywołała falę komentarzy
Trzy razy więcej pieniędzy w 8 lat. PiS składa obietnice dla polskiej nauki
Chyba nigdy nie zapomnę wywiadu, którego udzielili telewizji ojciec z małym synkiem, tuż po serii zamachów terrorystycznych w Paryżu w 2015 roku. Przestraszone dziecko mówi o złych ludziach, którzy mają pistolety. Ojciec uspokaja: „Ale my mamy kwiaty!”. W zasadzie w tym momencie kurtyna mogłaby opaść. Jednak zdrowy rozsądek dziecka jeszcze walczy: „Ale one nic nie robią, tatusiu, są do…”. Niestety mężczyzna kończy myśl: „ Znicze i kwiaty są tutaj, by nas chronić”.
Trudno o bardziej dobitną definicję współczesnej „wrażliwości”.
Oczywiście, ojciec próbował po prostu odbudować poczucie bezpieczeństwa syna. W takiej chwili można nie znaleźć idealnych słów. Tym wyraźniej jednak widać, jak łatwo zamiast oswajania rzeczywistości wybrać jej zakłamywanie. Mężczyzna mógł po prostu zapewnić o ostrożności i obecności francuskich żołnierzy. Zamiast tego opowiada bajkę (trudno określić, czy chłopcu, czy raczej sobie samemu). Nie wychowuje, tylko kreuje dziecko-muminka — bezbronne wobec zderzenia z rzeczywistością.
To jeden z wielu przykładów coraz powszechniejszego sposobu patrzenia na świat. Nie ma w tym zresztą nic całkiem nowego. Od zarania dziejów wahadło kultury wychyla się raz w jedną, raz w drugą stronę: Bóg-człowiek, rozum-emocje. Po epoce twardości przychodzi epoka czułości. Oświecenie zastąpił romantyzm, a romantyzm uległ realizmowi pozytywizmu. Emocje same w sobie są przecież zjawiskiem naturalnym i bywają bardzo pozytywne. Mobilizują, pomagają przetrwać w niebezpieczeństwie. Stanowią dowód naszego zaangażowania. Co więcej – paradoksalnie – proces podejmowania decyzji, musi uwzględniać ich istnienie, a nierzadko dopuszczać je do głosu.
Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy stają się nadużywane i zużywane.
Za nami okres bezwzględnej logiki wojny, nadszedł więc czas na drugą skrajność: nie tyle na empatię, ile na jej karykaturę.
Żyjemy w świecie, który coraz częściej nie potrafi odróżnić siły od przemocy, a czułości od czułostkowości i egzaltacji. Nie chodzi o to, że ludzie byli kiedyś inni, lecz o to, że kultura stawiała im inne wymagania. Dawniej dojrzałość mierzyło się umiejętnością panowania nad emocjami. Dziś – paradoksalnie – jej miarą stała się ich ekspozycja. To główna waluta w relacjach, mediach i polityce. Są częścią spektaklu, który odbiera im wartość. Jeśli jurorzy kolejnego talent show, ostentacyjnie łkają po każdym występie, żaden nie wydaje się już wyróżniony, a łzy przestają robić wrażenie.
Bywa, że za największego wroga sceny życia uznaje się rozum. Logika kojarzy się automatycznie z chłodem, opanowaniem i dystansem. Dla systemowego sentymentalizmu to „dowód” gruboskórności i braku etyki. Jak bowiem można odpowiadać bronią na broń? Wszak dobry człowiek, a przede wszystkim katolik, powinien zło dobrem zwyciężać! Pojawia się przy tym zupełnie inne rozumienie tych pojęć. Utożsamiamy miłosierdzie z kwiatami, miękkością i cukierkowym infantylizmem. Staje się ono krótkotrwałym porywem emocji, a nie świadomym, twardym wyborem moralnym. Jego realizacja to próba zaspokojenia osobistego impulsu – np. wzruszenia, a nie faktyczna miłość bliźniego. W imię tak pojmowanej dobroci próbujemy cenzurować świat. W mediach społecznościowych niejednokrotnie nie można już nazwać gwałtu gwałtem bez ryzyka, że algorytm obetnie zasięg albo usunie treść. Powstaje cały „indeks pojęć zakazanych”. Nie można też niszczyć bańki mydlanej, pieczołowicie wytworzonej wokół dziecka, by nie dowiedziało się, że życie ma jakiekolwiek ciemniejsze odcienie. To mogłoby je zranić.
Łzawa dyktatura pozwala za to na miłosierdzie symulowane lub rozgrywane. W obawie przed ostracyzmem i z czysto interesownej kalkulacji, przedsiębiorstwa czasami chętniej włączają się w kampanie i akcje ideologiczne. Politycy chętniej to wykorzystują. Nie od dziś wiadomo przecież, że dobry polityk, kiedy mówi, gra na czułych strunach emocji, a kiedy działa, bez wahania słucha twardych dźwięków rozsądku. Zabierzmy to pierwsze, a nigdy nie dojdzie do władzy. Zabierzmy drugie, a dojdzie do władzy, ale szybko doprowadzi kraj do upadku. W przestrzeni publicznej z entuzjazmem fruwają więc sentymenty i resentymenty, zamiast argumentów i kontrargumentów.
Burzą się jednak nie tylko pojęcia, ale i same proporcje. Widać to doskonale na lokalnym podwórku. Budowa drogi ekspresowej S10 w okolicach Bydgoszczy na szczęście nie stała się sceną takiego dramatu, jak w przypadku Doliny Rospudy, gdzie w obronie drzew i zwierząt rozdzierano szaty. I tutaj pojawiały się jednak też bardziej radykalne głosy, by z inwestycji w danych wariantach zrezygnować. Region mógłby zostać wtedy sparaliżowany komunikacyjnie, a kierowcy pozostaliby zagrożeni – według danych policji, tylko w 2024 roku na około 50-kilometrowym odcinku tzw. „drogi śmierci” z Bydgoszczy do Torunia doszło do 9 wypadków, w których zginęło 11 osób.
Ochrona przyrody jest ważna, ale nie powinna być ważniejsza od ochrony ludzkiego życia.
Coraz częściej w debacie emocja przestaje być reakcją — staje się argumentem rozstrzygającym. W tej logice nie liczy się już całość, tylko to, co najbardziej porusza wyobraźnię.
Możemy więc płakać nad każdą mrówką, zaklinać rzeczywistość i wysyłać dzieci z bukietem kwiatów przed czołgi. Wtedy jednak szybko się przekonamy, że rzeczywistość pozostaje staroświecko racjonalna. Koniec tej bajki nie będzie miał w sobie krzty romantyzmu.
Jolanta Fischer
OKIEM TYGODNIKA – cykl felietonów Jolanty Fischer w każdy poniedziałek o 18.00. Zapraszamy!