Stracili wszystko w pożarze. Bydgoszcz ruszyła z pomocą rodzinie z Lisiej
Po dramatycznym pożarze domu jednorodzinnego przy ul. Lisiej w Bydgoszczy ruszyła spontaniczna pomoc dla poszkodowanej rodziny. W ciągu kilkunastu godzin od tragedii pojawiły się pierwsze apele i konkretne wsparcie – w akcję włączyli się mieszkańcy oraz bydgoskie środowiska kościelne.
Inne z kategorii
Przełomowa operacja w Gdańsku. Pod nadzorem bydgoskiego specjalisty odtworzono pęcherz!
Piknikowe świętowanie Dnia Ziemi! Politechnika Bydgoska zaprasza do eko-zabawy
Pożar na Prądach. Ewakuowano mieszkańców
Do pożaru doszło w piątek, 17 kwietnia, po godzinie 17. Ogień objął budynek mieszkalny w rejonie skrzyżowania ulic Łochowskiej i Lisiej. Na miejscu pracowało kilkanaście zastępów straży pożarnej, a z budynku ewakuowano trzy osoby, w tym dziecko.
Skala zniszczeń okazała się ogromna. Jak relacjonują sami poszkodowani, stracili dosłownie cały dobytek.
„Jak wyszliśmy, tak zostaliśmy” – dramatyczny apel
W mediach społecznościowych pojawił się poruszający apel jednej z osób dotkniętych tragedią:
„Wczoraj w pożarze straciliśmy dosłownie wszystko. Jak wyszliśmy z mieszkania, tak zostaliśmy”.
Rodzina – dwoje dorosłych i siedmioletni chłopiec – pilnie potrzebuje podstawowych rzeczy: ubrań, obuwia i wsparcia materialnego. Podano konkretne rozmiary, co pokazuje, jak nagła i całkowita była strata.
Pomoc przyszła natychmiast
Reakcja bydgoszczan była szybka. W komentarzach i kolejnych wpisach zaczęły pojawiać się propozycje pomocy – zarówno indywidualnej, jak i zorganizowanej.
Do akcji włączyła się m.in. Bydgoska Bazylika, która udostępniła swoje zaplecze charytatywne. W komunikacie skierowanym do poszkodowanych przekazano:
„Zapraszam dzisiaj 9–13 do sklep charytatywny – bydgoska Bazylika. Tam dostaniecie za darmo to, co będzie Wam pasować”.
Jest też mnóstwo komentarzy prywatnych, oferujących pomoc.
Bydgoszcz zdała egzamin z solidarności
Tego typu sytuacje zawsze odsłaniają dwie rzeczy: dramat jednostki i siłę wspólnoty. W tym przypadku reakcja mieszkańców była niemal natychmiastowa.
Pomoc organizowana jest oddolnie – bez wielkich instytucji, bez kampanii. Po prostu: ktoś stracił wszystko, więc inni dają to, co mają.
I to – paradoksalnie – jest najbardziej klasyczna, sprawdzona przez pokolenia forma solidarności.
