Kto się boi kościelnych dzwonów? Nerwowa reakcja ratusza
Sprawa dzwonów kościoła Świętej Trójcy wywołała w Bydgoszczy gwałtowną reakcję, by nie powiedzieć — panikę. W dyskusję włączył się prezydent Rafał Bruski. Na Facebooku opublikował wpis zatytułowany: „Fakty zamiast manipulacji. Dzwony w Bydgoszczy nie zostały zakazane”. Następnie wystosował list do ordynariusza diecezji bydgoskiej, biskupa Krzysztofa Włodarczyka.
Inne z kategorii
Politechnika Bydgoska otworzyła Stajnię Akademicką. Nowe możliwości dla studentów i mieszkańców
Nowoczesna medycyna dla najmłodszych. W Bydgoszczy ruszył program operacji robotycznych
Prezydent rozpoczął list od przytoczenia ósmego przykazania: „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”. Zarzucił parafii przekazanie wiernym informacji „nieprawdziwych i rażąco sprzecznych z faktami”, które miały wywołać negatywne emocje i reakcje, nawet o podłożu ksenofobicznym.
Chodzi o niedzielne ogłoszenie parafialne, w którym wierni usłyszeli:
„Z wielkim smutkiem przyjmujemy informację z Urzędu Miasta Bydgoszczy o tym, że w naszym kościele mają zamilknąć dzwony, gdyż przekraczają normy emisji dźwięku dopuszczalne w strefie miejskiej. Po ponad stu latach istnienia i używania dzwonów dołączamy do kościołów w naszym mieście, którym zakazano używania tego liturgicznego znaku”.
Proboszcz uprzedził fakty
Trzeba to powiedzieć jasno: proboszcz parafii Świętej Trójcy, ks. Janusz Tomczak, poszedł w tym ogłoszeniu, jak się zdaje, o jeden krok za daleko. Z oświadczenia Urzędu Miasta wynika, że nie przeprowadzono jeszcze pomiarów, a więc nie stwierdzono formalnie przekroczenia dopuszczalnego poziomu hałasu.
Do urzędu wpłynęło zgłoszenie dotyczące codziennego bicia dzwonów o godzinie 17.30. Zostało ono przekazane przez Główny Inspektorat Ochrony Środowiska. Miasto poinformowało parafię o dalszej procedurze i możliwości wcześniejszego podjęcia działań ograniczających natężenie dźwięku.
Jeżeli pomiary nie wykażą przekroczenia norm, postępowanie nie zostanie wszczęte. Jeżeli jednak przekroczenie zostanie stwierdzone, organ ochrony środowiska może wydać decyzję określającą dopuszczalny poziom hałasu i egzekwować jej przestrzeganie.
W tej części sprostowanie ratusza jest więc zasadne. Decyzji jeszcze nie ma.

Spór nie dotyczy jednak jednego czasu gramatycznego
Na tym kończy się racja ratusza. Z faktu, że decyzja jeszcze nie zapadła, nie wynika bowiem, że problem nie istnieje. Przeciwnie: właśnie teraz widać go najlepiej.
Miasto podkreśla, że nie zakazuje dzwonów, lecz stosuje obowiązujące przepisy. To prawda. Prezydent nie wymyślił norm hałasu i nie może nakazać urzędnikom, aby je ignorowali. Jeżeli wyniki pomiarów spełnią ustawowe przesłanki, urząd będzie zobowiązany do działania.
Według informacji przekazanych przez miasto dopuszczalny poziom dla terenów śródmiejskich w porze dziennej wynosi 55 decybeli. Trudno oczekiwać, by duży, historyczny dzwon, którego istotą jest przecież donośne wezwanie mieszkańców, zachowywał się jak cicho pracujące urządzenie techniczne. Wiele zależy oczywiście od miejsca i sposobu wykonania pomiaru, czasu dzwonienia oraz lokalnych warunków. Sam mechanizm prawny pozostaje jednak oczywisty: dzwon zostaje potraktowany jako źródło emisji, parafia jako prowadzący „zakład”, a tradycja religijna zostaje przeliczona na decybele.
Tak się już stało — w parafiach św. Urszuli Ledóchowskiej i św. Wojciecha w konsekwencji wydanych decyzji dzwony w praktyce musiały zamilknąć. Kara za „hałas” wynosi — jak się dowiadujemy od jednego z proboszczów — 800 zł dziennie!
Kościół jako „zakład”, dzwon jako „instalacja”
Na ten problem zwrócił uwagę Instytut Ordo Iuris w opublikowanej w 2021 roku opinii dotyczącej legalności używania dzwonów i nagłośnienia podczas obrzędów religijnych.
Autor analizy przypomina, że polskie prawo nie zawiera przepisu, który wprost zakazywałby używania dzwonów kościelnych. Ograniczenie następuje pośrednio, przez zastosowanie ogólnych przepisów Prawa ochrony środowiska. W orzecznictwie sądów administracyjnych przyjęto bowiem, że konstrukcja, na której zawieszony jest dzwon, może być uznana za instalację, natomiast kościół i teren parafii – za zakład w rozumieniu ustawy.
Takie stanowisko zajął między innymi Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 4 października 2016 roku. Zdaniem Ordo Iuris wykładnia ta pomija konstytucyjne znaczenie wolności religijnej oraz autonomii Kościoła w sprawach kultu.
Instytut postuluje zmianę Prawa ochrony środowiska i wyraźne wyłączenie z definicji hałasu dźwięków związanych ze sprawowaniem kultu religijnego. Nie musiałoby to oznaczać zgody na bicie dzwonów przez całą dobę ani na dowolnie długie odtwarzanie melodii z elektronicznych głośników. Można ustanowić rozsądne granice dotyczące pory, długości i częstotliwości dzwonienia. Prawo powinno jednak dostrzegać różnicę pomiędzy dzwonnicą, warsztatem, dyskoteką i zakładem przemysłowym.
Czego ratusz nie sprostował
Prezydent Bruski zapewnił biskupa, że urząd będzie działał „z należytą starannością i życzliwością oraz wyłącznie w granicach obowiązującego prawa”. Nie ma powodu kwestionować tej deklaracji.
Problem polega właśnie na granicach obowiązującego prawa. Jeżeli zostały one wyznaczone wadliwie, najbardziej sumienny urzędnik nie będzie mógł postąpić inaczej. Może jedynie dokładnie wykonać procedurę, której końcowym rezultatem okaże się ograniczenie albo faktyczne uciszenie dzwonów.
Ratusz skutecznie wykazał, że proboszcz przedwcześnie ogłosił wynik postępowania. Nie wykazał natomiast, że obawa parafii jest bezpodstawna. Nie odpowiedział też na pytanie, co stanie się po pomiarach, jeżeli ponadstuletnie dzwony przekroczą normę, którą najprawdopodobniej przekracza większość dużych dzwonów w centrach polskich miast.
To nie pierwszy przypadek
Nie jest to zresztą pierwszy taki przypadek w Bydgoszczy. Już w 2022 roku podobna decyzja została wydana wobec parafii św. Urszuli Ledóchowskiej na Miedzyniu. Formalnie nie zakazywała ona bicia dzwonów, lecz zobowiązywała parafię do przestrzegania norm hałasu właściwych dla terenów zabudowanych. W praktyce oznaczało to jednak niemal całkowite uniemożliwienie ich używania. Sprawa miała szczególnie gorzki wymiar symboliczny. Kościół na Miedzyniu powstawał w czasie stanu wojennego dzięki ogromnemu wysiłkowi mieszkańców dzielnicy, a dzwony uruchomiono 29 maja 1989 roku, u progu odzyskiwanej wolności. Po nieco ponad trzydziestu latach okazało się, że w wolnej Polsce mogą wprawdzie wisieć na wieży, lecz nie powinny być słyszane.
Podobne decyzje wydano w sprawie kościołów św. Wojciecha na Okolu i N.M.P. z Góry Karmel też na Miedzyniu.
Kulturkampf nie zaczynał się od zakazu wiary
Warto w tym miejscu przywołać analogię historyczną. Analogia dotyczy nie skali, lecz sposobu działania prawa. Pruska walka z Kościołem również nie rozpoczęła się od prostego ogłoszenia, że katolicy tracą wolność religijną. Posługiwano się ustawami przedstawianymi jako regulacje dotyczące szkolnictwa, wykształcenia duchownych, porządku publicznego, administracji i nadzoru państwowego.
Ustawy majowe uzależniały obejmowanie urzędów kościelnych od spełnienia wymagań określonych przez państwo. Wprowadzono państwowy nadzór nad szkołami, ograniczano działalność zakonów, a duchownych karano za niepodporządkowanie się przepisom. Każdy z tych instrumentów miał własne urzędowe uzasadnienie. Ich łączny skutek prowadził jednak do ograniczenia samodzielności Kościoła.
Nie twierdzimy, że bydgoski ratusz prowadzi Kulturkampf. Byłoby to nieuczciwe i historycznie niepoważne. Historia uczy jednak, że praw religijnych nie ogranicza się wyłącznie przez przepisy zatytułowane „ustawa przeciwko Kościołowi”. Można je ograniczać także za pomocą regulacji ogólnych, neutralnych w brzmieniu i stosowanych przez urzędników zgodnie z procedurą.
Dlatego nie wystarczy odpowiedzieć: „dzwonów nie zakazano”. Trzeba przyznać, że praktyka stosowania obecnego prawa poważnie uderza w wolność religijną katolików.
Potrzebna jest zmiana prawa
Sprawa parafii Świętej Trójcy nie powinna zostać sprowadzona do sporu między proboszczem a prezydentem. Proboszcz popełnił błąd, uprzedzając wynik postępowania. Prezydent popełnia jednak błąd, gdy próbuje przedstawić problem wyłącznie jako skutek parafialnej manipulacji.
Istota sprawy pozostaje niezmienna: polskie prawo nie uwzględnia należycie religijnego, historycznego i kulturowego charakteru kościelnych dzwonów. Dopóki się to nie zmieni, kolejne parafie będą stawały przed tym samym problemem. Wystarczy skarga, pomiary i zastosowanie normy.
Święta Trójca może jeszcze wygrać tę konkretną sprawę. Pomiary mogą zostać wykonane w sposób, który nie wykaże przekroczeń. Parafia może ograniczyć długość dzwonienia albo zmienić sposób uruchamiania dzwonów. Nie rozwiąże to jednak problemu systemowego.
Ratusz sprostował przedwczesne ogłoszenie. Teraz czas odpowiedzieć na pytanie ważniejsze: czy kościelny dzwon jest dla polskiego prawa jedynie hałaśliwą instalacją, czy także chronionym elementem kultu, tradycji i wspólnego dziedzictwa? Przezydencie Rafale Bruski! Jest Pan za taką zmianą prawa, czy przeciw niej?
Michał Jędryka