Bydgoszcz Dzisiaj 10:27 | Redaktor
„Nakręcamy spiralę strachu”. Paweł Bokiej o szkolnych alarmach i odpowiedzialności rodziców

fot. Facebook

„Co zrobimy, kiedy pojawi się prawdziwe zagrożenie?” – pyta bydgoski radny Paweł Bokiej. W swoim wpisie krytykuje podsycanie lęku o bezpieczeństwo dzieci i przypomina, że ani szkoła, ani państwo nie zastąpią rodziców w wychowaniu.

Punktem wyjścia jest alarmistyczny komunikat: „Nie posyłaj jutro swoich dzieci do szkół”. Na dołączonym do wpisu kadrze z Telewizji Republika widać taki apel, powiązany z informacją o groźbach zamachowców.

Bokiej kwestionuje logikę podobnego przekazu:

„A w poniedziałek już można? A może dopiero we wtorek? Co takiego się zmieni przez weekend? Zagrożenie magicznie zniknie? Ktoś tam zupełnie odleciał”.

„Oblewamy egzamin jako społeczeństwo”

Zdaniem radnego sposób reagowania na niepokojące informacje ujawnia szerszy problem: łatwość, z jaką zbiorowe emocje wypierają zdrowy rozsądek.

„Właśnie oblewamy egzamin jako społeczeństwo. Zamiast zachować zdrowy rozsądek, nakręcamy spiralę strachu”.

Bokiej zastanawia się również, czy część zamieszania może być inspirowana ze wschodu. To przypuszczenie autora wpisu, który wskazuje, że destabilizowanie społeczeństwa i podsycanie lęku mogą służyć wojnie informacyjnej.

Stawia przy tym pytanie o konsekwencje takiej atmosfery:

„Co zrobimy, kiedy pojawi się prawdziwe zagrożenie? Jak wtedy zareagujemy, jeśli już teraz tak łatwo dajemy się przestraszyć?”.

W jego ocenie skupienie społecznej uwagi na jednym, budzącym strach temacie może też sprzyjać rządzącym. Radny uważa, że w takich warunkach łatwiej przeprowadzać kontrowersyjne ustawy i ograniczenia. Nie wskazuje jednak we wpisie konkretnych przepisów.

Rodziców nie zastąpi zakaz

Druga część wpisu dotyczy odpowiedzialności dorosłych. Bokiej pisze, że ma trzech synów i stara się wiedzieć, jak spędzają czas oraz z jakich treści korzystają.

„Oczywiście, że korzystają z telewizji i smartfonów, bo nie żyjemy w lesie. Nie zamierzam udawać, że technologia nie istnieje. Ale wiem, co oglądają i w co grają, a nawet sam z nimi to robię”.

Radny nie przedstawia się jako rodzic bezbłędny. Podkreśla jednak, że wychowania dzieci nie można przekazać instytucjom:

„Nie twierdzę, że robię wszystko idealnie, ale przynajmniej nie oczekuję, że rząd albo szkoła wychowają moje dzieci za mnie”.

Wpis kończy pytaniem o rzeczywiste skutki zakazów dotyczących technologii. Czy ograniczenie dostępu do smartfonów i gier samo w sobie zapewni dzieciom bezpieczeństwo? Czy raczej da dorosłym wygodne poczucie, że wykonali już swoje zadanie?

„Bo możemy zakazać smartfonów i gier, ale czy tylko dzięki temu nasze dzieci będą bezpieczniejsze? Czy po prostu jako dorośli poczujemy się zwolnieni z odpowiedzialności?”.

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor
-->