Bydgoszcz i Toruń zostają za resztą Polski? Co mówią liczby
Bydgoszcz i Toruń: rywalizacja czy współpraca? Ilustracja wygenerowana przez AI
Dawniej gospodarka Bydgoszczy, Torunia i ich okolic wypadała wyraźnie lepiej niż przeciętnie w Polsce. Według opublikowanego zestawienia w przyszłym roku ma znaleźć się nieco poniżej krajowej średniej. Nie znaczy to, że wszystko u nas stanęło w miejscu. Znaczy, że utraciliśmy dawną przewagę. Warto sprawdzić, dlaczego — i co z tym zrobić.
Inne z kategorii
Rewolucja na stacji w Maksymilianowie: nowe perony i więcej pociągów
Rozwijamy się, ale inni mogą rozwijać się szybciej
Radio GRA poinformowało o słabym rozwoju podregionu bydgosko-toruńskiego. Podstawą wiadomości jest mapa Szymona Pifczyka, autora Kartografii Ekstremalnej.
Autor porównał gospodarkę różnych części Polski. Posłużył się PKB na mieszkańca. To sposób mierzenia, ile wartości wytwarza gospodarka danego obszaru, po podzieleniu wyniku przez liczbę jego mieszkańców. Nie chodzi więc o przeciętną pensję, lecz o wielkość gospodarki w przeliczeniu na osobę.
Na mapie Bydgoszcz, Toruń oraz powiaty bydgoski i toruński są policzone razem. W 1990 roku wynik tego obszaru był o 42 proc. wyższy od średniej krajowej. Według prognozy na 2027 rok ma być o 5 proc. niższy.
Najważniejsza wiadomość jest zatem prosta: obszar obu miast stracił dawną przewagę nad przeciętnym wynikiem Polski.
Jak to możliwe, skoro powstają nowe firmy, budynki i drogi? Można rozwijać się, a mimo to zostawać za innymi. Podobnie jest w biegu: zawodnik nie musi zwalniać, żeby stracić prowadzenie. Wystarczy, że pozostali przyspieszą.
Z tego powodu nie można powiedzieć, jak zrobiło Radio GRA, że podane liczby oznaczają rozwój „o połowę wolniejszy”. Mapa pokazuje, jak zmieniła się nasza pozycja względem kraju. Nie podaje, o ile procent przez ten czas urosła nasza gospodarka.
Czy to skutek rozdzielenia Bydgoszczy i Torunia w statystykach?
Nie. W omawianym zestawieniu oba miasta i ich powiaty nadal są liczone wspólnie — zarówno dla 1990 roku, jak i w prognozie na 2027 rok.
Osobne statystyki dla Bydgoszczy i Torunia zaczną obowiązywać od przyszłego roku. Jak informowaliśmy w maju, powstaną dwa podregiony: Bydgoszcz z powiatem bydgoskim oraz Toruń z powiatem toruńskim.
To jednak inna sprawa niż prognoza gospodarcza. Autor mapy oszacował wynik na przyszły rok jeszcze dla całego wspólnego obszaru. Nie otrzymał słabszego wyniku dlatego, że wyjął z obliczeń Toruń albo Bydgoszcz. Żadnego z miast z nich nie wyjął.
Nie wiemy też z tej mapy, czy oba miasta tracą pozycję w podobnym stopniu. Być może jedno radzi sobie lepiej, a drugie gorzej. Wspólny wynik nie pozwala tego rozstrzygnąć.
Osobne dane pomogą zobaczyć różnice
Właśnie o tym pisaliśmy wcześniej w Tygodniku Bydgoskim. W majowej rozmowie z Michałem Jędryką radny województwa Marek Gralik zwracał uwagę, że dodanie wyników obu miast może ukrywać różnice między nimi.
To tak jak ze średnią ocen dwóch uczniów. Średnia może wynosić trzy zarówno wtedy, gdy obaj mają trójki, jak i wtedy, gdy jeden ma piątkę, a drugi jedynkę. Bez osobnych ocen nie wiadomo, który potrzebuje pomocy.
Podobnie jest z gospodarką. Oddzielne dane pozwolą lepiej sprawdzić, co dzieje się w Bydgoszczy i jej powiecie, a co w Toruniu i jego powiecie. Samo rozdzielenie tabel nie stworzy miejsc pracy. Może jednak pomóc trafniej zaplanować inwestycje i wsparcie dla przedsiębiorców.
Co zostało z obietnicy „dwumiasta”?
W czerwcu 2025 roku opisywaliśmy sprzeciw marszałka Piotra Całbeckiego wobec osobnego liczenia obu miast. W odpowiedzi na pytania radnego Jarosława Wenderlicha marszałek bronił modelu dwumiasta jako podstawy polityki rozwoju województwa.
Obecna mapa nie dowodzi, że ten model spowodował utratę gospodarczej przewagi. Daje jednak powód, by zapytać o jego efekty. Co mieszkańcy i przedsiębiorcy zyskali dzięki tej polityce? Czy łatwiej znaleźć dobrą pracę, dojechać do niej i prowadzić firmę?
W rozmowie z naszym portalem Marek Gralik wskazywał, że Bydgoszcz i Toruń nie są połączone tak ściśle jak miasta Trójmiasta czy Górnego Śląska. Podawał też przykład praktycznej współpracy: wygodny dojazd koleją z Torunia do bydgoskiego lotniska. Takie rozwiązanie byłoby dla mieszkańców bardziej odczuwalne niż wspólna nazwa w dokumentach.
Dwa miasta mogą współpracować, mając osobne statystyki
We wrześniowym artykule „Dlaczego Bydgoszcz nigdy nie będzie Warszawą. I co z tego wynika?” przypominaliśmy, dlaczego duże miasta przyciągają pracowników. Oferują więcej pracodawców, a więc także więcej możliwości zmiany pracy bez przeprowadzki.
Bydgoszcz i Toruń mogłyby częściowo zwiększyć swoje możliwości, gdyby dojazd między nimi był szybki, częsty i niezawodny. Mieszkaniec jednego miasta miałby wtedy łatwiejszy dostęp do ofert pracy w drugim. Firmy mogłyby szukać pracowników na większym obszarze.
Osobne statystyki nie przeszkadzają takiej współpracy. Można dobrze znać sytuację każdego miasta i jednocześnie wspólnie rozwiązywać problemy transportu czy dostępu do pracy.
Ostrzeżenie, a nie gotowa odpowiedź
Trzeba pamiętać, że liczba dla 2027 roku jest prognozą. Przyszły rok jeszcze się nie zakończył, więc jego wyniku nie można było zmierzyć.
Mapa korzysta z Eurostatu oraz bazy Komisji Europejskiej o nazwie ARDECO. Łączy ona dane historyczne, statystyki i przewidywania dotyczące przyszłości. Podane wartości przytaczamy za opracowaniem Kartografii Ekstremalnej; nie odtworzyliśmy niezależnie wszystkich obliczeń autora.
Zestawienie nie wyjaśnia też, dlaczego nasz obszar stracił przewagę. Nie pozwala obarczyć winą jednego samorządu, jednej inwestycji ani samego układu województwa. Do tego potrzebne jest dokładniejsze sprawdzenie zmian w przemyśle, inwestycjach i liczbie mieszkańców.
Pytanie dla władz pozostaje jednak konkretne: co zrobić, żeby Bydgoszcz, Toruń i ich okolice rozwijały się lepiej? Od przyszłego roku łatwiej będzie zobaczyć wyniki obu miast osobno. Ważne, żeby za lepszymi danymi poszły lepsze decyzje.