Dzwony Świętej Trójcy mają zamilknąć. Kto będzie następny?
fot. Mariusz Guć, CC BY-SA 4.0 https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0, via Wikimedia Commons
Dzwony kościoła Świętej Trójcy w Bydgoszczy mają zamilknąć. Parafia poinformowała, że otrzymała z Urzędu Miasta wiadomość o przekroczeniu norm emisji dźwięku dopuszczalnych w strefie miejskiej. Po ponad stu latach dzwony, które wzywały wiernych na Mszę, oznajmiały śluby, pogrzeby i kościelne uroczystości, zostały potraktowane jako źródło niedopuszczalnego hałasu.
Inne z kategorii
Polityczna burza w Bydgoszczy: Radny Bokiej komentuje lokalne spory
Bydgoski szpital z sukcesem! Cztery lata na najwyższym poziomie!
Nie znamy jeszcze publicznie udostępnionej treści decyzji, wyników pomiarów ani informacji o możliwości jej zaskarżenia. Formalnie zapewne nie jest to dokument zatytułowany „zakaz bicia dzwonów”. Najprawdopodobniej mamy do czynienia z decyzją określającą dopuszczalny poziom hałasu. Jej praktyczny skutek może być jednak dokładnie taki sam: dzwony mają przestać bić.
To nie są „jakieś tam dzwony”
Dzwony Świętej Trójcy nie są przypadkowym urządzeniem emitującym dźwięk. Mają imiona i własną historię. Wojciech, Józef i Stanisław zostały poświęcone jeszcze w 1911 roku, a rok później zawisły na wieży nowego kościoła. Podczas okupacji niemieckiej dzwony skonfiskowano i przeznaczono na wojenne potrzeby III Rzeszy. Niemcy zdjęli je z wieży, ale nie zdołali zniszczyć. Wróciły. Teraz pozostaną na swoim miejscu, tyle że zgodnie z prawem nie powinny się odzywać. Trudno o bardziej wymowny symbol tego, jak współczesne państwo traktuje własne dziedzictwo.
Przetrwały więc niemiecką grabież i uniknęły pieca hutniczego. Po siedemdziesięciu ośmiu latach od powrotu mają zamilknąć w wolnej Polsce. Oczywiście nikt ich dziś nie konfiskuje. Urząd jedynie nakazuje przestrzeganie norm hałasu, których dzwony nie są w stanie spełnić. Historia bywa ironiczna, administracja zaś potrafi nadać tej ironii formę decyzji.
Trudno uznać tę sprawę za odosobniony incydent. W Bydgoszczy wcześniej opisywano podobną decyzję dotyczącą kościoła św. Urszuli Ledóchowskiej na Miedzyniu. Spory o dzwony toczą się także w innych częściach regionu i kraju. Naczelny Sąd Administracyjny potwierdził ostatnio, że kościelne dzwony podlegają zwykłym normom ochrony przed hałasem. W języku ustawy parafia może być „zakładem”, natomiast dzwon – „instalacją”.
Ustawa zna zatem decybele, ale nie zna historii. Dla niej dzwon kościelny i urządzenie pracujące w zakładzie przemysłowym są źródłami emisji dźwięku, które można poddać temu samemu mechanizmowi pomiarów oraz decyzji administracyjnych. Różnica między hutą, dyskoteką, warsztatem i dzwonnicą znika w tabeli dopuszczalnych poziomów hałasu.
Już 15 czerwca pisaliśmy o tym w komentarzu „Komu bije dzwon…”. Zwracaliśmy uwagę, że spór nie dotyczy wyłącznie decybeli. Dotyczy również tego, czy chrześcijańska tradycja ma jeszcze prawo być obecna – i słyszalna – w polskiej przestrzeni publicznej.
Teraz trzeba postawić pytanie: kto będzie następny?
Mechanizm jest prosty. Najpierw pojawia się skarga jednego lub kilku mieszkańców. Następnie przeprowadzane są pomiary. Jeżeli wykażą przekroczenie norm, organ ochrony środowiska ma ustawowy obowiązek wydać decyzję określającą dopuszczalny poziom hałasu. Może również ustalić godziny działania źródła dźwięku oraz nałożyć obowiązek kolejnych pomiarów.
Nie trzeba więc prowadzić żadnej odgórnej kampanii przeciwko Kościołowi. Wystarczy stosować obowiązujące prawo, parafia po parafii. W ten sposób może zacząć się efekt domina. Najpierw Święta Trójca, potem kolejny kościół, następnie następny. Każda sprawa będzie przedstawiana jako osobny spór o hałas, choć ich łącznym rezultatem stanie się stopniowe usuwanie dźwięku dzwonów z polskich miast.
Co na to biskup? Oczywiście powinien zabrać głos. Może wesprzeć parafię, zwrócić uwagę opinii publicznej na znaczenie dzwonów i zaapelować do władz. Taki głos będzie ważny moralnie i społecznie. Nie zmieni jednak treści ustawy ani utrwalonego sposobu jej interpretowania przez sądy.
Biskup nie może uchylić decyzji administracyjnej. Nie może także polecić urzędnikom, aby przestali stosować art. 115a Prawa ochrony środowiska. Parafia może się odwoływać, kwestionować prawidłowość pomiarów i bronić swoich praw przed sądem administracyjnym. Każde takie postępowanie będzie jednak walką o jeden konkretny kościół. Problem pozostanie, dopóki nie zostanie zmienione prawo.
Nie chodzi przy tym o to, aby dzwony mogły bić bez żadnych ograniczeń przez całą dobę. Prawo może chronić mieszkańców przed rzeczywistą uciążliwością. Powinno jednak odróżniać krótkotrwałe, tradycyjne bicie dzwonów od stałego hałasu przemysłowego albo wielominutowych melodii odtwarzanych przez elektroniczne urządzenia.
Potrzebna jest osobna regulacja uwzględniająca kulturową i religijną funkcję dzwonów.
Mogłaby ona chronić tradycyjne bicie w porze dziennej, związane z nabożeństwami, świętami, pogrzebami oraz utrwalonym miejscowym zwyczajem. Jednocześnie mogłaby ustanawiać rozsądne granice dotyczące pory, długości i częstotliwości dzwonienia.
Na przeprowadzenie takiej zmiany przed najbliższymi wyborami trudno liczyć. Tym bardziej postulat ochrony kościelnych dzwonów powinien pojawić się podczas kampanii wyborczej. Partie i kandydaci deklarujący przywiązanie do polskiej kultury powinni jasno odpowiedzieć, czy zamierzają zmienić przepisy, czy ograniczą się do fotografowania na tle kościelnych wież.
Po wyborach prezydent Karol Nawrocki powinien skorzystać z konstytucyjnej inicjatywy ustawodawczej i skierować do Sejmu projekt odpowiedniej nowelizacji. Konstytucja przyznaje mu takie uprawnienie wprost. Alternatywą byłby projekt obywatelski, wymagający zebrania co najmniej stu tysięcy podpisów. To droga możliwa, ale znacznie trudniejsza organizacyjnie.
Dzwony nie są przypadkowym hałasem. Od stuleci wyznaczają rytm życia polskich miejscowości. Wzywają żywych, opłakują umarłych, oznajmiają radość i niebezpieczeństwo. Należą do polskiego krajobrazu kulturowego tak samo jak wieże kościołów, przydrożne kapliczki i świąteczne procesje.
Jeżeli prawo nie potrafi dostrzec różnicy między dzwonnicą a fabryką, nie oznacza to, że dzwony są przeżytkiem. Oznacza to, że prawo zostało źle napisane.
Dziś milknąć ma Święta Trójca. Bez zmiany ustawy wkrótce możemy usłyszeć, że zamilknąć powinny także następne kościoły. A kiedy dzwony znikną z polskich miast, pozostanie nam tylko doskonała, zgodna z normami cisza.
Michał Jędryka