Opinie Dzisiaj 17:42 | Jolanta Fischer
[OKIEM TYGODNIKA] Komu bije dzwon...

fot. wikimedia Dzwon Tuba Dei w Toruniu + AI

Kiedyś dzwon kościelny oznaczał początek Mszy, ślub, pogrzeb, alarm albo nadzieję. Dziś bywa traktowany jak wykroczenie akustyczne, niemal recydywa z dzwonnicy. Spór o jego brzmienie nie jest jednak wyłącznie sporem o decybele — to opowieść o tym, komu wolno być słyszanym we współczesnej Polsce.

Letni niedzielny poranek. Lekki wiatr wpadający przez otwarte okno, świergot ptaków, bladoróżowe niebo i znajomy dźwięk dzwonów zapraszających na Mszę Świętą. Dla wielu osób to nostalgiczny powrót do najpiękniejszych i najspokojniejszych chwil dzieciństwa. Niektórym jednak dzwony biją, ale nie wiadomo, w którym kościele…

Biją za głośno.

Biją bezczelnie.

Biją nielaicko.

Echo zdaje się drwić z neutralności państwa świeckiego. Z żarliwej nie-wiary pewnego odłamu antyklerykałów, który tak bardzo nie wierzy w Boga, że aż musi z Nim walczyć na każdym polu.

Takich sporów jest coraz więcej. Niedawno proboszcz parafii w Rudzkim Moście, dzielnicy Tucholi, przegrał sprawę sądową o zakłócanie spokoju sąsiadów. Dzwonami właśnie. Wcześniej skazano je na milczenie aż do rozstrzygnięcia sprawy. Wyrok, który zapadł po ponad roku, jest nieprawomocny, ale od razu wzbudził protesty mieszkańców, którym codzienne bicie wcale nie przeszkadzało.

Z podobnym problemem mierzą się kapłani innych kościołów, także w naszym regionie. Do biur parafialnych trafiają najpierw skargi i żądania przyciszenia” uciążliwego dźwięku. Potem pisma przedsądowe, a w końcu księża muszą odwiedzać sale rozpraw i płacić. Wszystko pod sztandarem art. 112 i art. 115a prawa ochrony środowiska i rozporządzenia z 2007 roku w sprawie dopuszczalnych poziomów hałasu.

To dobrze, że istnieją takie normy. Cisza jest towarem luksusowym w krzykliwej przestrzeni współczesności. Żyją tu przecież nie tylko ludzie zwyczajnie wrażliwi, ale i pracujący na nocne zmiany czy schorowani. Jedni są faktycznie zatroskani o spokój. Innych sam spokój troska, więc wolą się kłócić i sądzić. Wśród skarżących znajdują się jednak i tacy, którzy wcale nie chcą mierzyć decybeli, tylko granice cierpliwości i tolerancji. Przeszkadza im nie hałas, tylko sama obecność chrześcijańskich symboli.

Prawo powinno obowiązywać wszystkich obywateli. Powinno też jednak uwzględniać realia kulturowe i faktyczny zakres uciążliwości. Kościelne dzwony w niedziele i święta biją kilka razy dziennie. W dni powszednie mieszkańcy mogą je usłyszeć zwykle dwa razy przez około minutę. Były tu długo przed pojawieniem się większości oburzonych. Przypomina to postawę niektórych „mieszczuchów”, którzy decydują się przeprowadzić na wieś, by uciec od zgiełku ruchliwych ulic… a potem odkrywają, że wieś ma swoje specyficzne głosy i zapachy.

Możemy oczywiście, niczym akustyczni inkwizytorzy, stawiać stosy dla każdego, kto przekroczy ujętą w przepisach dawkę hałasu o jeden decybel. Wtedy jednak na stosach wylądują nie tylko proboszczowie, ale i sąsiad ze swoją kosiarką, ekipy zajmujące się wycinką drzew, operatorzy maszyn rolniczych, kierowcy tramwajów, a nawet bezwstydna sąsiadka, która miała czelność rozpocząć remont. Możemy też po prostu mądrzej sformułować przepisy. Tak, by porządkowały świat, a nie tworzyły równoległą rzeczywistość.

Głos dzwonów to nie tylko wezwanie na modlitwę. Przez wieki ostrzegał przed niebezpieczeństwem, mobilizował, jednoczył, a niekiedy nawet – po prostu – wyznaczał rytm dnia. Do dziś ogłasza on ważne nowiny – ślub lub śmierć członka wspólnoty. W Polsce miało to szczególne znaczenie. Wie o tym każdy, kto choć raz zagłębił się we wspomnienia więźniów komunistycznych katowni. Kazimierz Dyksiński ps. „Kruczek”, żołnierz AK i NSZ, słyszał je w Wigilię z celi śmierci. Podobne doświadczenia miał kurier AK, Jan Łożański „Orzeł” oraz wielu innych bohaterów, rzuconych w zawieruchę wojennej przemocy. Dla tych ludzi był to głos nadziei. Dźwięk kojarzący się z polskością. Przypomnienie, że mimo wszystko jest Bóg i większe dobro. Luksus. Okruch innego świata.

Tego, który obecnie coraz częściej próbuje używać tłumika.

Tłumika nie lubią natomiast używać inne kultury. Dźwięk jest jedną z ich form życia i kształtowania. W krajach islamskich gromkie wezwania do modlitwy rozlegają się pięć razy dziennie i nie mają względu na dobre samopoczucie niewiernych lub wierzących inaczej. Pierwsze nawoływanie, Fajr, słychać jeszcze przed wschodem słońca, a ostatnie, Isha – po zmroku. To zresztą coraz częściej przenika do krajów, które jeszcze niedawno mieniły się chrześcijańskimi, np. Szwecji czy Irlandii. Niektóre europejskie miejscowości nakazują milczenie kościołom, a jednocześnie zezwalają na pienie muezinów. W imię integracji. Taka sytuacja wydarzyła się między innymi w 2018 roku w szwedzkim Växjö.

Wydaje się więc, że nowe przykazanie ciszy, mimo oburzenia wyznawców świętego spokoju, słyszą tylko wybrani. Wrażliwość kulturowa nie kłania się równościowym ideałom.

Muzyka świata bywa różnorodna i dla każdego inna. Niektórzy kochają tykanie zegara, turkot odjeżdżających w oddali pociągów lub ryk szarpanego sztormem morza. Inni tych dźwięków nie znoszą. Mimo to nie próbują ich wymazać z planszy rzeczywistości.

Bijący dzwon nie wymaga deklaracji wiary. Przypomina tylko, że był tu ktoś przed nami, że dziś także nie stoimy sami, a po nas przyjdą następni. To prawo starsze od uchwały wspólnoty mieszkaniowej. Może więc nie chodzi wcale o przepisy, tylko o zbyt głośną pamięć — i o sumienie, które woli już więcej nie słuchać.

Jolanta Fischer

Jolanta Fischer Autor

Dziennikarz Tygodnika Bydgoskiego
-->