Historia Dzisiaj 15:40 | Redaktor
„Pochowali ich zaledwie 20–30 centymetrów pod ziemią”. IPN odnalazł zbiorową mogiłę w Hucie Pieniackiej

fot. facebook/IPN Bydgoszcz

Prace poszukiwawcze prowadzone przez Instytut Pamięci Narodowej w Hucie Pieniackiej przyniosły przełom. Archeolodzy odnaleźli zbiorową mogiłę ofiar zbrodni z lutego 1944 roku oraz ślady kolejnych pochówków. Jak podkreślają badacze, wszystko wskazuje na to, że ciała grzebano w pośpiechu przez ocalałych mieszkańców, którzy obawiali się powrotu sprawców.

Wieś, po której niemal nic nie zostało

Przed wojną Huta Pieniacka była dużą, liczącą około tysiąca mieszkańców polską wsią. Działały tam kościół, szkoła i gospodarstwa. Dziś krajobraz wygląda zupełnie inaczej – po miejscowości pozostały głównie pola, zarośla i pomnik upamiętniający ofiary.

Jak zwraca uwagę Karolina Pietrzak z bydgoskiego oddziału IPN, uczestniczka prac poszukiwawczych, los Huty Pieniackiej jest symbolem zniszczenia wielu polskich miejscowości na dawnych Kresach. Celem sprawców było nie tylko wymordowanie mieszkańców, ale także zatarcie śladów ich obecności poprzez niszczenie domów, kościołów i całej infrastruktury.

Przełom po kilku dniach poszukiwań

Badania prowadzono od 9 do 19 czerwca na obszarze przekraczającym 4 tys. metrów kwadratowych. Archeolodzy korzystali zarówno z wykopów, jak i odwiertów sondażowych, odtwarzając dawny układ wsi na podstawie relacji świadków.

Najpierw odnaleziono fundamenty kościoła. Następnego dnia natrafiono na zbiorową mogiłę położoną w jego pobliżu.

Według relacji ocalałych właśnie w tej części wsi rozegrały się najtragiczniejsze wydarzenia. Mieszkańców spędzano do kościoła, część zabito na miejscu, innych wyprowadzono pod pretekstem podpalenia świątyni i zamordowano w pobliskiej zagrodzie.

„Pochówek w ogromnym pośpiechu”

Na obecnym etapie nie wiadomo jeszcze, ile osób spoczywa w odnalezionej mogile. Szacunki mówią o nawet kilkuset ofiarach, ale dokładna liczba będzie znana dopiero po ekshumacji.

Już teraz badacze mogą jednak wiele powiedzieć o okolicznościach pochówku.

„Szczątki były pogrzebane w nieładzie, bardzo płytko, na głębokości około 20–30 centymetrów. Oczywiście bez trumien. Wszystko wskazuje na pochówek w pośpiechu” – powiedziała Karolina Pietrzak w rozmowie z „Gazetą Pomorską”.

Jak wyjaśnia badaczka, ofiar nie grzebali sprawcy.

„Ofiary chowali ocalali, rodziny, Polacy, którym udało się przeżyć. Musieli to robić bardzo szybko, bo istniało ryzyko, że oddziały ukraińskie wrócą i będą kolejne ofiary” – podkreśliła w rozmowie z dziennikarzem.

Z relacji świadków wynika, że podczas prób pochówku zdarzało się, iż napastnicy wracali i ostrzeliwali ludzi grzebiących swoich bliskich.

W ziemi pozostały ślady zbrodni

Badacze natrafili również na ślady potwierdzające relacje o paleniu ludzi żywcem.

Na stanowisku odnaleziono  nieliczne przedmioty, m.in. fragment metalowego okucia z kościoła oraz kilka koralików. Ze względu na obowiązujące na Ukrainie przepisy, niczego nie można było wydobyć – wszystkie znaleziska zostały jedynie udokumentowane.

Najbardziej poruszające są jednak same szczątki.

Najtrudniejsze są chwile, gdy natrafiamy na szczątki dzieci. Bardzo małych dzieci – od noworodków po nastolatków – mówiła Karolina Pietrzak.

To dopiero początek

Na Ukrainie poszukiwania i ekshumacje prowadzi się w dwóch oddzielnych etapach. Po zakończeniu badań terenowych IPN przygotuje raport i wystąpi o zgodę na właściwe prace ekshumacyjne. Jeśli decyzja strony ukraińskiej będzie pozytywna, mogłyby rozpocząć się w przyszłym roku.

Badacze podkreślają jednak, że Huta Pieniacka to zaledwie jedno z wielu miejsc wymagających prac. Tylko podczas tzw. Krwawej Niedzieli 11 lipca 1943 roku zaatakowano około stu polskich miejscowości, a wszystkich miejsc związanych z ludobójstwem na Polakach są tysiące.

IPN otrzymał zgodę strony ukraińskiej na przeprowadzenie prac także we wsiach Ostrówki i Wola Ostrowiecka. Udało się zlokalizować dwa kolejne zbiorowe groby i jeden pojedynczy. 

Jak przyznaje Karolina Pietrzak, odnalezienie mogiły jest ważnym krokiem, ale nie końcem drogi. Przed historykami i archeologami pozostają jeszcze dziesięciolecia pracy, aby odnaleźć i godnie pochować wszystkie ofiary.

Cała rozmowa Gazety Pomorskiej z Karoliną Pietrzak dostępna jest TUTAJ 

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor
-->