Religia Dzisiaj 09:18 | Michał Jędryka
Czy Jezus Chrystus naprawdę jest Bogiem? Rusza nowy cykl „Przedsoborowie”

Czy Kościół może dzisiaj nauczać czegoś sprzecznego z tym, co głosił przez wcześniejsze stulecia? Jak rozumieć współczesne dokumenty Magisterium w świetle wielowiekowej Tradycji? W Tygodniku Bydgoskim rozpoczynamy nowy cykl „Przedsoborowie”, poświęcony najważniejszym rozstrzygnięciom doktrynalnym w historii Kościoła. Zaczynamy od Soboru Nicejskiego z 325 roku i pytania, które niemal rozdarło starożytne chrześcijaństwo: czy Jezus Chrystus jest prawdziwym Bogiem?

Sobór Watykański II nie zaczął Kościoła od nowa

Przez wiele tygodni w cyklu „Czego Sobór Watykański II nigdy nie powiedział” przyglądaliśmy się obiegowym opiniom na temat ostatniego soboru. Okazywało się wielokrotnie, że rzeczywiste nauczanie soborowe różni się od tego, co przypisywano mu w kolejnych dziesięcioleciach.

Sobór miał rzekomo odrzucić dawną zasadę, że poza Kościołem nie ma zbawienia. Tymczasem konstytucja Lumen gentium potwierdza konieczność Kościoła do zbawienia, wyjaśniając jednocześnie sytuację tych, którzy bez własnej winy nie poznali Chrystusa i Jego Kościoła. Takie rozróżnienie było obecne w nauczaniu kościelnym również przed Soborem Watykańskim II.

Podobnie rzecz się ma z łaciną w liturgii. Choć upowszechniło się przekonanie, że sobór usunął ją z Mszy świętej, konstytucja Sacrosanctum Concilium wyraźnie nakazuje zachowanie języka łacińskiego w obrządkach łacińskich, z uwzględnieniem przewidzianych wyjątków, dopuszczając zarazem szersze stosowanie języków narodowych.

Z kolei konstytucja Dei Verbum przypomina, że Pismo Święte i Tradycja tworzą jeden święty depozyt słowa Bożego. Urząd Nauczycielski Kościoła nie stoi ponad nim, lecz mu służy.

Te trzy przykłady pokazują, dlaczego dokumentów Soboru Watykańskiego II nie można odczytywać w oderwaniu od wcześniejszego nauczania Kościoła.

Hermeneutyka ciągłości. Co przypominał Benedykt XVI?

W przemówieniu do Kurii Rzymskiej z 22 grudnia 2005 roku Benedykt XVI przedstawił dwa przeciwstawne sposoby interpretowania ostatniego soboru.

Pierwszy to hermeneutyka zerwania, według której Sobór Watykański II stanowił tak radykalny przełom, że wcześniejsze nauczanie można traktować jako należące do minionej epoki.

Drugi to hermeneutyka reformy, odnowy w ciągłości jednego Kościoła. Kościoła, który rozwija się w historii, może zmieniać formy działania, przepisy dyscyplinarne czy rozstrzygnięcia zależne od okoliczności, ale zachowuje tożsamość przekazanej mu wiary.

Benedykt XVI wskazywał właśnie na ten drugi sposób rozumienia soboru.

Nie oznacza to, że wszystkie wypowiedzi Magisterium mają jednakową rangę ani że każda historyczna decyzja władz kościelnych jest niezmienna. Oznacza natomiast, że rozwój doktryny nie może polegać na zaprzeczeniu prawdom, które Kościół definitywnie podał do wierzenia.

Ta zasada dotyczy również nauczania współczesnego. Nie tylko dokumentów Soboru Watykańskiego II, lecz także późniejszych wypowiedzi papieży i innych aktów Magisterium.

Pojawia się jednak zasadnicze pytanie: jak rozumieć współczesne nauczanie w ciągłości z wcześniejszym, jeśli tego wcześniejszego nauczania po prostu nie znamy?

Przedsoborowie, czyli Kościół przed rokiem 1962

Stąd pomysł nowego cyklu, którego tytuł jest nieco przekorny.

Określenie „posoborowie” zrobiło w Kościele osobliwą karierę. Niekiedy posługiwano się nim tak, jakby po Soborze Watykańskim II rozpoczęła się zupełnie nowa epoka chrześcijaństwa, a wcześniejsze dziewiętnaście stuleci stanowiło zamknięty rozdział.

Postanowiliśmy więc przyjrzeć się właśnie temu, co było wcześniej.

W cyklu „Przedsoborowie” będziemy wracać do wielkich soborów powszechnych, papieskich encyklik, orzeczeń doktrynalnych i innych ważnych aktów Magisterium. Będziemy przypominać nie tylko ich treść, ale również historyczne okoliczności, w których powstawały.

Nie zamierzamy przedstawiać przeszłości Kościoła jako utraconego złotego wieku. Historia chrześcijaństwa pełna jest przecież dramatycznych sporów, błędów, konfliktów i ludzkich słabości. Wiele dokumentów powstało właśnie dlatego, że jedność wiary znalazła się w niebezpieczeństwie.

Chodzi raczej o pokazanie, w jaki sposób Kościół przez wieki coraz precyzyjniej wyrażał i bronił prawdy otrzymanej od Chrystusa.

Nicea. Jedno słowo, od którego zależało bardzo wiele

Pierwszy odcinek poświęciliśmy Soborowi Nicejskiemu z 325 roku, którego 1700. rocznicę obchodziliśmy w 2025 roku.

Nie chodzi oczywiście o Niceę na francuskim Lazurowym Wybrzeżu, lecz o starożytne miasto w Azji Mniejszej, dzisiejszy İznik w Turcji. To tam, z inicjatywy cesarza Konstantyna, zebrał się pierwszy sobór powszechny, uznawany za taki w tradycyjnym wykazie soborów Kościoła. Wcześniejsze zgromadzenie apostołów w Jerozolimie, opisane w Dziejach Apostolskich, stanowiło pierwowzór późniejszych soborów.

Problem, przed którym stanęli biskupi w Nicei, był fundamentalny: czy Jezus Chrystus jest prawdziwym Bogiem, czy jedynie najdoskonalszym ze stworzeń?

Prezbiter Ariusz z Aleksandrii głosił, że Syn Boży, choć przewyższa wszystkie inne stworzenia i istniał przed powstaniem świata, nie jest odwieczny i nie posiada tej samej boskiej natury co Ojciec.

Pozornie mogłoby się wydawać, że chodzi o subtelność teologiczną, zrozumiałą jedynie dla filozofów. W rzeczywistości spór dotyczył samego centrum chrześcijaństwa.

Jeżeli Jezus Chrystus nie jest prawdziwym Bogiem, to kim jest Zbawiciel? Czy we Wcieleniu sam Bóg przyszedł do człowieka, czy tylko wysłał swoje najdoskonalsze stworzenie?

Ojcowie Soboru Nicejskiego odpowiedzieli, używając greckiego słowa homoousios — współistotny. Syn jest współistotny Ojcu, zrodzony, a nie stworzony. Nie jest istotą pośrednią między Bogiem a stworzeniem, lecz prawdziwym Bogiem.

Rozstrzygnięcie to nie zakończyło konfliktu. Spory trwały jeszcze przez dziesięciolecia. Święty Atanazy, jeden z największych obrońców wiary nicejskiej, był pięciokrotnie skazywany na wygnanie. W walkę o doktrynę angażowali się cesarze, biskupi i całe środowiska kościelne.

Ostatecznie nauczanie Nicei zostało potwierdzone i rozwinięte przez Sobór Konstantynopolitański w 381 roku. Do dziś podczas niedzielnej Mszy świętej wyznajemy wiarę w Chrystusa jako „Boga prawdziwego z Boga prawdziwego, zrodzonego, a nie stworzonego, współistotnego Ojcu”.

Dlaczego ten spór dotyczy również nas?

Można zapytać, czy warto wracać do sporów sprzed siedemnastu wieków.

Warto, ponieważ również dzisiaj spotykamy się z obrazem Jezusa Chrystusa przede wszystkim jako nauczyciela moralności, proroka, reformatora czy wzoru do naśladowania.

Oczywiście nie oznacza to, że każdy, kto w ten sposób mówi o Chrystusie, jest współczesnym arianinem. Historyczne analogie wymagają ostrożności. Jednak zasadnicze pytanie pozostaje aktualne: czy Jezus jest tylko kimś niezwykłym, czy naprawdę jest Bogiem?

Jeżeli chrześcijaństwo sprowadzimy do zbioru wskazówek moralnych, Wcielenie przestaje mieć swoje właściwe znaczenie. Aby nauczyć ludzi dobrego postępowania, wystarczyłby kolejny prorok albo mędrzec. Chrześcijaństwo głosi jednak coś nieskończenie większego: że sam Bóg przyszedł zbawić człowieka.

I właśnie dlatego spór nicejski nie jest jedynie odległym epizodem w historii Kościoła.

Pierwszy odcinek cyklu „Przedsoborowie” jest już dostępny na kanale YouTube Tygodnika Bydgoskiego. Opowiadamy w nim o Ariuszu, cesarzu Konstantynie, Soborze Nicejskim i walce o wiarę w Bóstwo Jezusa Chrystusa. Wyjaśniamy również, dlaczego jedno greckie słowo stało się tak ważne dla całego chrześcijaństwa.

Zapraszamy do obejrzenia filmu.

Poniżej: pierwszy odcinek cyklu „Przedsoborowie”.

-->