Religia Dzisiaj 09:22 | Redaktor
[NIEDZIELA Z TYGODNIKIEM] Czy Sobór zrobił z biskupa dyktatora?

fot. Lothar Wolleh, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=19747442

Pewien kapłan powiedział mi niedawno coś, co zabrzmiało dość przewrotnie. Przywykliśmy przecież do opowieści, według której Sobór Watykański II otworzył Kościół na kolegialność, konsultacje, rady i wspólne podejmowanie odpowiedzialności. Tymczasem w jednej bardzo konkretnej sprawie stało się coś przeciwnego. Dawniej biskup musiał liczyć się z kapitułą katedralną. Po Soborze jej znaczenie w zarządzaniu diecezją radykalnie zmalało. Biskup został więc w pewnym sensie bardziej samodzielnym władcą niż wcześniej.

Kapituła nie była dekoracją do stall

Dzisiaj kanonik kojarzy się przeciętnemu katolikowi głównie z tytułem, charakterystycznym strojem i miejscem zajmowanym podczas uroczystości w katedrze. Dawniej, przed ostatnim soborem, kapituła katedralna była jednak czymś znacznie poważniejszym.

Kodeks Prawa Kanonicznego z 1917 roku określał ją wprost jako „senat i radę biskupa”. Miała pomagać mu w rządzeniu diecezją, a kiedy stolica biskupia była nieobsadzona, przejmowała ważną część odpowiedzialności za jej zarząd. W różnych przypadkach przewidzianych prawem biskup musiał zasięgnąć jej opinii, a niekiedy uzyskać jej zgodę. 

Nie oznaczało to oczywiście, że diecezją rządziła rada kanoników, a biskup był jedynie przewodniczącym zebrania. Jego urząd miał własną władzę. Kapituła stanowiła jednak trwały, prawnie określony element systemu. W pewnych sprawach nie dało się jej po prostu ominąć.

Co więcej, gdy biskupa zabrakło, kapituła odgrywała rolę zasadniczą. Do niej należało między innymi wybranie wikariusza kapitulnego, który zarządzał diecezją do czasu objęcia jej przez nowego biskupa. W diecezjach, w których kapituły nie było, podobną funkcję pełnili konsultorzy diecezjalni.

Jest w tym pewne podobieństwo do klasycznego, przedabsolutystycznego rozumienia monarchii. Król był prawdziwym władcą, ale nie znaczyło to jeszcze, że powinien rządzić samotnie. W dawnej Rzeczypospolitej mówiono wręcz o monarchia mixta, monarchii mieszanej. Obok króla stały Senat i Izba Poselska, a sam Senat miał być nie tylko radą monarchy, lecz także strażnikiem prawa i pewnym hamulcem dla jego samowoli. Podobnej logiki można dopatrzyć się w dawnym ustroju diecezji. Biskup naprawdę rządził, ale obok niego istniało trwałe ciało posiadające własną pozycję prawną. W niektórych sprawach musiał je zapytać o zdanie, w innych potrzebował jego zgody. Nie była to demokracja. Była to raczej dawna zasada, że władza osobista nie musi oznaczać władzy samotnej.

Jeśli więc ktoś twierdzi, że przed Soborem kapituły miały większe znaczenie ustrojowe niż dzisiaj, ma rację.

Sobór rzeczywiście kazał kapituły przebudować

W dekrecie Christus Dominus Sobór mówi o kapitułach w punkcie 27. Wymienia je wśród gremiów kapłanów współpracujących z biskupem w zarządzaniu diecezją. Zaraz potem dodaje jednak, że instytucje te, „zwłaszcza kapituły katedralne”, powinny zostać zreorganizowane stosownie do potrzeb współczesności. To nie było zdanie bez konsekwencji.

Równocześnie w Presbyterorum ordinis Sobór chciał, aby przy biskupie powstała rada kapłanów reprezentująca całe prezbiterium diecezji. Nie miała się składać tylko z niewielkiej grupy kanoników, lecz być rzeczywistą reprezentacją duchowieństwa. Biskup miał swoich księży słuchać, konsultować z nimi sprawy duszpasterskie i rozmawiać o dobru diecezji. 

Tu właśnie znajduje się odpowiedź na pytanie, dlaczego ograniczono dawną rolę kapituły.

Nie chodziło przede wszystkim o to, żeby biskupowi zdjąć z karku niewygodnych kanoników. Kapituła była ciałem dość szczególnym. Tworzyła swoistą elitę duchowieństwa, ale nie reprezentowała całego prezbiterium. Sobór chciał, aby doradcami biskupa byli także księża pracujący w różnych częściach diecezji i wykonujący różne zadania.

Oficjalne opracowanie watykańskiej Kongregacji ds. Duchowieństwa wyjaśnia to bardzo jasno: funkcję „senatu biskupa”, którą dawniej pełniła kapituła, przeniesiono na nową radę kapłańską. Celem nie miało być ograniczenie biskupa, lecz zapewnienie mu rady tych, którzy razem z nim uczestniczą w posłudze duszpasterskiej.

Kapituła rzeczywiście utraciła dużą część swojej dawnej pozycji, ale rada przy biskupie nie zniknęła. Została zastąpiona inną radą.

Tyle że nowa rada tylko radzi

I tutaj zaczyna się część, w której praktyka robi się interesująca. Paweł VI w przepisach wykonawczych Ecclesiae Sanctae nakazał utworzenie w każdej diecezji rady kapłańskiej, która ma skutecznie pomagać biskupowi w zarządzaniu. Jednocześnie stwierdził wyraźnie, że rada ta ma wyłącznie głos doradczy. 

Dzisiejszy Kodeks Prawa Kanonicznego zachowuje tę zasadę. Rada kapłańska jest „jakby senatem biskupa”, lecz zasadniczo nie podejmuje decyzji za niego. Biskup ją zwołuje, przewodniczy jej i określa sprawy, które mają być przedmiotem obrad. 

Kapituła katedralna tymczasem została w obecnym prawie sprowadzona przede wszystkim do sprawowania bardziej uroczystych funkcji liturgicznych oraz tych zadań, które powierzy jej prawo lub sam biskup. Dawne określenie „senat i rada biskupa” już przy niej nie występuje. 

Można więc powiedzieć, że dokonała się rzeczywista zmiana. Stary, dość wąski, ale prawnie silny krąg współrządzących kanoników został zastąpiony szerszym systemem konsultacji, w którym jednak ostatnie słowo znacznie  wyraźniej należy do biskupa.

Owszem, prawo nadal przewiduje sytuacje, w których sama opinia doradców nie wystarcza. W poważnych sprawach majątkowych biskup potrzebuje na przykład zgody kolegium konsultorów i rady ekonomicznej. Nie może wszystkiego zrobić jednoosobowo. Zakres tych spraw jest jednak ograniczony.

Po drugie, obok rady kapłańskiej powstała rada duszpasterska, w której mogą uczestniczyć księża, osoby konsekrowane i świeccy. 

Sobór rzeczywiście wzmocnił jednak biskupa

Jest jeszcze jeden element, bez którego cała układanka byłaby niepełna. Vaticanum II bardzo wyraźnie podkreśliło, że biskup diecezjalny nie jest lokalnym urzędnikiem papieża. Lumen gentium mówi, że jego władza jest własna, zwyczajna i bezpośrednia. Christus Dominus powtarza, że biskupowi przysługuje w jego diecezji cała zwyczajna, własna i bezpośrednia władza konieczna do wykonywania posługi, z zachowaniem oczywiście najwyższej władzy papieża. 

To było bardzo ważne przesunięcie, ale skierowane przede wszystkim w inną stronę: Sobór wzmacniał biskupa wobec nadmiernej centralizacji rzymskiej, a nie przeciwko księżom i wiernym jego diecezji.

Powstał więc model dość ciekawy. Z jednej strony biskup otrzymał mocniejsze teologiczne i prawne potwierdzenie własnej władzy. Z drugiej strony otoczono go większą liczbą ciał konsultacyjnych niż wcześniej. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy z pierwszej części korzysta się skwapliwie, a drugą traktuje jako dekorację.

Wtedy rzeczywiście może powstać coś, co niektórzy nazywają „dyktaturą biskupa”. Tego Sobór zapewne nie chciał, ale taki może być skutek dość jednostronnego wykonania jego postanowień.

A gdzie w tym wszystkim papież Franciszek?

Tu dochodzimy do słowa, które zrobiło w ostatnich latach niezwykłą karierę: synodalność. Czy Vaticanum II powiedziało, że biskup powinien właściwie każdą istotną sprawę przedyskutować ze wszystkimi wiernymi? Sprawa nie jest czysto teoretyczna, co pokazały ostatnie wydarzenia w jednej z parafii południowej Polski. 

Nie. Takiego modelu w dokumentach soborowych nie znajdziemy. Sobór mówi o kolegialności biskupów, o radzie kapłańskiej, o radzie duszpasterskiej i o ożywieniu instytucji synodów. Nie tworzy jednak Kościoła, w którym biskup staje się wykonawcą decyzji lokalnego parlamentu. Przeciwnie, jego własna władza została przez Sobór niezwykle mocno podkreślona.

Papież Franciszek poszedł dalej w rozwijaniu idei szerokiego słuchania całego Ludu Bożego. W swoim programowym przemówieniu o synodalności mówił o Kościele, w którym wierni, biskupi i papież wzajemnie siebie słuchają. 

Nie należy jednak z tego robić kościelnej demokracji parlamentarnej. Dokument Międzynarodowej Komisji Teologicznej o synodalności, powstały już za Franciszka, rozróżnia bardzo precyzyjnie dwie rzeczy. Wspólne rozeznawanie i przygotowywanie decyzji ma charakter synodalny. Samo podjęcie decyzji należy do biskupa. 

To rozróżnienie jest kluczowe. Synodalność Franciszka rozwija pewne intuicje Vaticanum II, zwłaszcza ideę Ludu Bożego, rad duszpasterskich i konsultacji. Nie można jednak uczciwie twierdzić, że Sobór w 1965 roku nakazał biskupowi „przedyskutować wszystko ze wszystkimi”. Nie nakazał tego zresztą w takim sensie nawet Franciszek.

Paradoks, który warto zapamiętać

Cała historia okazuje się więc bardziej przewrotna, niż można by sądzić. Przed Soborem biskup miał przy sobie kapitułę katedralną, która była czymś znacznie więcej niż uroczystym gronem kanoników. W określonych przypadkach prawo zmuszało go do liczenia się z jej zdaniem, a czasami ze zgodą.

Sobór uznał ten model za zbyt wąski i chciał go zastąpić czymś szerszym. Senatem biskupa miała stać się rada reprezentująca całe prezbiterium. Obok niej pojawiła się rada duszpasterska, otwierająca konsultację również na świeckich. Jednocześnie bardzo mocno podkreślono osobistą władzę biskupa jako następcy Apostołów.

Nie powstała więc ani monarchia absolutna, ani demokracja diecezjalna. Powstał model znacznie trudniejszy:  w którym biskup naprawdę rządzi, ale powinien naprawdę słuchać.

A jak jest w praktyce? Łatwo jest stworzyć radę. Łatwo zwołać posiedzenie. Łatwo nawet przeprowadzić konsultacje i sporządzić syntezę. Trudniej przyjąć, że rada ma być czymś więcej niż urządzeniem do potwierdzania decyzji już podjętych.

A z drugiej strony równie łatwo pomylić słuchanie z przekazaniem odpowiedzialności. Ostatecznie ktoś musi podjąć decyzję i ponieść za nią odpowiedzialność.

Sobór nie powiedział biskupowi: „rządź sam”. Nie powiedział mu również: „oddaj swoją władzę zgromadzeniu”.

Powiedział biskupowi: jesteś pasterzem tej diecezji i rzeczywiście masz nią kierować, ale księża nie są twoimi podwładnymi w przedsiębiorstwie, a wierni nie są publicznością.

Jeżeli ten model czasem nie działa, problemu nie rozwiąże kolejna rewolucja. Bo w Kościele można bardzo sprawnie zorganizować zarówno autokrację, jak i synodalność na papierze. Znacznie trudniej nauczyć się odpowiedzialnej władzy i rzeczywistego słuchania.

Maksymilian Powęski

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor
-->