[NIEDZIELA Z TYGODNIKIEM] Czy Sobór powiedział: rób, co ci sumienie podpowiada?
fot. Lothar Wolleh, CC BY-SA 3.0
Sobór Watykański II nazwał sumienie „najskrytszym ośrodkiem i sanktuarium człowieka”. Z tego pięknego zdania wyprowadzono jednak czasem wniosek, którego w soborowym tekście nie ma: skoro sumienie jest tak ważne, wystarczy postępować zgodnie z nim, a nasze działanie będzie dobre. Gaudium et spes mówi coś bardziej wymagającego. Sumienie trzeba słuchać, ale trzeba je także formować, ponieważ może się mylić.
Inne z kategorii
[NIEDZIELA Z TYGODNIKIEM] Czy Sobór Watykański II umniejszył Matkę Bożą?
Sumienie nie ustanawia prawa
Najważniejszy tekst znajdziemy w 16. punkcie Gaudium et spes. Sobór mówi: „W głębi sumienia człowiek odkrywa prawo, którego sam sobie nie nakłada, lecz któremu winien być posłuszny”.
Pierwsza część tego zdania jest równie ważna jak późniejsze słowa o sumieniu jako „sanktuarium człowieka”.
Sumienie nie jest źródłem prawa moralnego. Człowiek nie ustanawia w swoim wnętrzu, co od dzisiaj będzie dobre, a co złe. Odkrywa prawo, które go poprzedza.
Nie jest to nawet wyłącznie chrześcijańska intuicja. Znakomicie pokazuje ją Antygona Sofoklesa. Bohaterka dramatu sprzeciwia się Kreonowi, który zabronił pochówku jej brata. Nie argumentuje jednak: „ja czuję inaczej”. Odwołuje się do praw niepisanych i wiecznych, których władca nie ustanowił i nie może unieważnić swoim dekretem.
Antygona nie przeciwstawia więc obiektywnemu prawu własnej subiektywności. Przeciwstawia prawo wyższe prawu niższemu.
Podobnie rozumiane jest sumienie w nauczaniu Kościoła. Ma ono rozpoznać dobro, a nie je wymyślić.
A jeśli sumienie się myli?
Tutaj sprawa staje się bardziej skomplikowana.
Człowiek powinien postępować zgodnie z pewnym sądem sumienia. Jeżeli jest rzeczywiście przekonany, że coś stanowi jego moralny obowiązek, świadome postąpienie wbrew temu osądowi oznaczałoby wybranie tego, co sam uważa za złe.
Dotyczy to nawet sumienia błędnego.
Nie znaczy to jednak, że błąd staje się prawdą.
Błędne sumienie może wiązać człowieka w konkretnej decyzji, ale nie posiada mocy zmieniania obiektywnego zła w dobro. To rozróżnienie jest kluczowe.
Człowiek może na przykład być szczerze przekonany, że określone zachowanie jest moralnie dopuszczalne. Sam fakt szczerości nie sprawia jednak, że jego ocena jest prawdziwa.
Powstaje wtedy kolejne pytanie: dlaczego jego sumienie doszło do błędnego osądu?
Błąd niezawiniony i błąd zawiniony
Gaudium et spes rozróżnia dwie sytuacje.
Czasem człowiek błądzi wskutek niepokonalnej niewiedzy. Nie miał realnej możliwości poznania prawdy. Wtedy błędne sumienie nie traci swojej godności, a odpowiedzialność człowieka za obiektywnie zły czyn może być mniejsza albo może jej nie być.
Inaczej wygląda sytuacja, gdy człowiek niewiele troszczy się o szukanie prawdy i dobra. Sobór mówi wprost, że sumienie może stopniowo stać się niemal ślepe wskutek przyzwyczajenia do grzechu.
Wyobraźmy sobie kogoś, kto przez lata regularnie oszukuje. Za pierwszym razem sumienie protestuje mocno. Po dziesiątym protest jest słabszy. Po setnym pojawia się usprawiedliwienie: „wszyscy tak robią”. Po tysiącznym człowiek może naprawdę nie widzieć w swoim zachowaniu niczego złego.
Brak wyrzutów sumienia nie jest jeszcze dowodem niewinności.
Człowiek może doprowadzić własne sumienie do takiego stanu, że zacznie ono wydawać błędne sądy. Nie może później łatwo usprawiedliwić się stwierdzeniem: „przecież postępowałem zgodnie z sumieniem”.
Sumienie trzeba formować
Właśnie dlatego Kościół mówi o formowaniu sumienia.
Gdyby sumienie z natury było nieomylne, jego formowanie nie miałoby sensu.
Może ono być prawe i dobrze ukształtowane. Może być zaniedbane. Może zostać wypaczone przez złe przyzwyczajenia, namiętności, pychę, błędne wychowanie czy świadome odrzucanie prawdy.
Popularne rozumienie sumienia przypomina czasem jakiś czysty wewnętrzny głos, który wystarczy usłyszeć. Chrześcijańska wizja człowieka jest bardziej realistyczna. W naszym wnętrzu odzywa się rozum, ale odzywa się także strach. Przemawia dobrze uformowane sumienie, ale przemawiają również wygoda, interes i przyzwyczajenie.
Dlatego człowiek ma dwa obowiązki, których nie można sobie przeciwstawiać.
Powinien pójść za pewnym sądem sumienia. Powinien także nieustannie troszczyć się o to, żeby jego sumienie było dobrze uformowane i zdolne rozpoznawać prawdę.
Dobre intencje nie zmieniają zła w dobro
To pozwala zrozumieć jeszcze jedno ważne rozróżnienie.
Błędne sumienie może czasem uwolnić człowieka od osobistej winy. Nie zmienia jednak moralnej natury samego czynu.
Dobre intencje mogą zmniejszyć odpowiedzialność człowieka. Nie mogą sprawić, że obiektywne zło stanie się dobrem.
Jan Paweł II mocno przypomniał tę zasadę w encyklice Veritatis splendor. Nie poprawiał w ten sposób Soboru. Wyjaśniał właśnie konsekwencje jego nauki. Sumienie jest sądem rozumu odnoszącym konkretną sytuację do prawdy moralnej. Nie jest prywatnym ustawodawcą.
Najkrócej można powiedzieć: sumienie nie tworzy prawdy moralnej. Sumienie ma ją rozpoznać.
Wolność i sumienie nie tworzą prawdy
W tym miejscu temat sumienia bardzo wyraźnie łączy się z soborową nauką o wolności religijnej.
Człowiek ma prawo, aby w sprawach religijnych nie zmuszano go do działania przeciw sumieniu. Nie wynika z tego, że każda religijna opinia jest prawdziwa.
Podobnie człowiek powinien postępować zgodnie z pewnym sądem sumienia. Nie wynika z tego, że każdy osąd jego sumienia staje się obiektywnie prawdziwy.
W obu przypadkach Sobór broni godności osoby bez rezygnacji z prawdy.
Mit powstaje dopiero wtedy, gdy dokonujemy kilku przesunięć. Sobór mówi: sumienie jest sanktuarium człowieka. Zaczynamy mówić: sumienie jest najwyższym autorytetem moralnym. Sobór mówi: należy postępować zgodnie z pewnym sądem sumienia. Wyprowadzamy z tego: skoro zrobiłem to zgodnie z sumieniem, zrobiłem dobrze.
To nie jest to samo.
Sobór Watykański II bardzo wysoko postawił ludzkie sumienie. Nie ogłosił jednak jego nieomylności. Człowiek ma obowiązek słuchać sumienia, ale ma również obowiązek szukać prawdy i swoje sumienie formować.
Sumienie jest sanktuarium. Nie jest wyrocznią.
Stwierdzenia „rób, co ci sumienie podpowiada” Sobór Watykański II nigdy nie wypowiedział.
Maksymilian Powęski